Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Historia  Jankiel fortepianu

Franciszek German, znawca kultury polskiego romantyzmu, w cyklu esej贸w (1949) o związkach Adama Mickiewicza z muzyką wyraził przekonanie, że wieńczący ostatnią księgę Pana Tadeusza "Koncert Jankiela" jest w istocie portretem improwizującego Chopina.
Trudno zrozumieć, dlaczego to doniosłe spostrzeżenie, chociaż upłynęło sześćdziesiąt lat, nie potrafiło się przebić do świadomości badaczy Mickiewiczowskiej i Chopinowskiej tw贸rczości. Z wielu przekaz贸w znamy przecież improwizowane kreacje Chopina, znamy ich strukturę, ich przebieg (od początkowego "szukania materii" do podnoszących na duchu finał贸w), ich odwołania do patriotycznych i narodowych pieśni oraz do ważnych chwil z dziej贸w Polski. Wystarczy te improwizacje skonfrontować z grą natchnionego cymbalisty, by w symbolicznej postaci Jankiela rozpoznać samego Chopina.
Warto więc zastanowić się, jakie okoliczności sprawiły, że Mickiewicz, jak nikt inny, potrafił wnikać w najgłębsze tajniki Chopinowskiej muzyki, w jej sensy, jej przesłania, i tak genialnie m贸gł utrwalić owe chwile, w kt贸rych Chopin improwizował.

Franciszek German, znawca kultury polskiego romantyzmu, w cyklu esej贸w (1949) o związkach Adama Mickiewicza z muzyką wyraził przekonanie, że wieńczący ostatnią księgę Pana Tadeusza "Koncert Jankiela" jest w istocie portretem improwizującego Chopina.
Trudno zrozumieć, dlaczego to doniosłe spostrzeżenie, chociaż upłynęło sześćdziesiąt lat, nie potrafiło się przebić do świadomości badaczy Mickiewiczowskiej i Chopinowskiej tw贸rczości. Z wielu przekaz贸w znamy przecież improwizowane kreacje Chopina, znamy ich strukturę, ich przebieg (od początkowego "szukania materii" do podnoszących na duchu finał贸w), ich odwołania do patriotycznych i narodowych pieśni oraz do ważnych chwil z dziej贸w Polski. Wystarczy te improwizacje skonfrontować z grą natchnionego cymbalisty, by w symbolicznej postaci Jankiela rozpoznać samego Chopina.
Warto więc zastanowić się, jakie okoliczności sprawiły, że Mickiewicz, jak nikt inny, potrafił wnikać w najgłębsze tajniki Chopinowskiej muzyki, w jej sensy, jej przesłania, i tak genialnie m贸gł utrwalić owe chwile, w kt贸rych Chopin improwizował.

Mickiewicz i muzyka
"Filomaci" - czyli "miłośnicy wiedzy". Taką nazwę przyjęli dla swego stowarzyszenia studenci i absolwenci Uniwersytetu wileńskiego. W kręgu ich zainteresowań obok nauki była jednak także sztuka, a w szczeg贸lności - muzyka. Można powiedzieć, że filomaci byli środowiskiem filomuzycznym. Kochali śpiew. Śpiewem umilali sobie chwile wytchnienia między wykładami, towarzyskie spotkania i maj贸wki. "Hej, radością oczy błysną", "Hej, użyjmy żywota" - w tych pieśniach Mickiewicza, kt贸re były dla nich czymś w rodzaju hymnu, do dziś brzmi echo ich śpiewu.
Zachęty Zana, by poznawać muzykę - jej historię i teorię, wzięli sobie do serca. Mickiewicz w czasie studi贸w wgłębiał się w dzieło Wilhelma Heinsego Musikalische Dialogen oder philosophische Unterredungen 眉ber Musik (Muzyczne dialogi lub filozoficzne rozprawy o muzyce). Z niemieckiego traktatu Sulzera Og贸lna teoria sztuk pięknych spolszczył dla filomat贸w rozdział o operze.
Chodzili razem na przedstawienia operowe i koncerty. Sami też grali na instrumentach. Musieli chętnie grać, skoro jednego wieczoru wykonywali kilka kwartet贸w Haydna. Jeden z grających filomat贸w wspomina: "Zawsze tak ustawiałem sw贸j pulpit, abym podczas pauz w egzekucji m贸gł przenosić oczy z pulpitu na kominek salonu, gdzie zwykle oparty stał zasłuchany Mickiewicz".
A on nie tylko słuchał. Sam grał - na flecie, harfie i fortepianie. Grał jak amator, ale to wystarczyło, by stał się "człowiekiem muzyki". Bo kto sam, własną ręką rzeźbi dźwięk, kto w zetknięciu z instrumentem formuje własną wrażliwość, muzykalność, wyobraźnię, ten rzeczywiście jest człowiekiem muzyki.
W latach paryskich z żoną Celiną grywał na cztery ręce. Nawet wykłady w Coll膷ge de France, jak wspominała jego c贸rka Maria, miał zwyczaj przygotowywać przy dźwiękach muzyki. "W przeddzień wieczorem przechadzał się po salonie, podczas gdy Mama całymi godzinami grała Mozarta. Nie robił notat. Nazajutrz wychodził z prelekcją gotową".
Kochał Haydna, Beethovena, Rossiniego. A nade wszystko - Mozarta. Taka była jego droga do muzyki. Droga do Chopina.

Chopin i świat poezji
Gustave Chouquet po występie Liszta i Chopina w sali Konserwatorium Paryskiego (26 IV 1835) określił Liszta jako "cudowny typ wirtuoza", Chopina zaś - jako "uosobienie poety". Robert Schumann recenzując (1837) ChopinowskieEtiudy dostrzegł w nich twory par excellence poetyckie. Dwa lata p贸źniej w redagowanym przez siebie piśmie "Neue Zeitschrift f眉r Musik" (XI 1839) napisze o Chopinie: "On jest i pozostanie najśmielszym i najwznioślejszym poetą naszych czas贸w". Antoni Woykowski w eseju zamieszczonym w "Przyjacielu ludu" (Leszno, styczeń 1836) nazwie Chopina "Szekspirem, Byronem i Mickiewiczem fortepianist贸w".
Trudno wymienić wszystkich krytyk贸w, kompozytor贸w, ludzi sztuki, kt贸rym dzieła Chopina jawiły się jako wcielenie poezji. Lecz warto chyba postawić pytanie, czy możliwa jest poezja głoszona samym tylko dźwiękiem fortepianu, poezja bez sł贸w? Ot贸ż - jest możliwa. Ku takiej właśnie sztuce poetyckiej zmierzali poeci francuskiego symbolizmu. "De la musique avant toute chose" - muzyka przede wszystkim. To hasło Verlaine'a streszcza ich cel. Pragnęli m贸wić przede wszystkim brzmieniem, m贸wić muzyką wiersza, sens sł贸w przesuwając na peryferie świadomości słuchacza. Wierzyli, że tylko muzyką sł贸w mogą sięgnąć tam, gdzie nie sięgają słowa z przypisanym im znaczeniem. Mogą sięgnąć do Istoty Rzeczy, do Idei, do Tajemnicy. Do Tego Co Niewyrażalne.
I taką właśnie poezję głosił Chopin - poezję niesprowadzalną do sł贸w, nie dającą się wyrazić słowem. Trudno się dziwić, że szczeg贸lnie wrażliwi na jej głos okazali się wielcy poeci. Heinrich Heine o Chopinie (31 III 1837): "Polska dała mu zmysł rycerski i swoje historyczne cierpienie, Francja - lekkość, elegancję i wdzięk, Niemcy zaś - marzycielską głębię. Jest on nie tylko wirtuozem, lecz i poetą. Nic nie może dor贸wnać tej radości, jaką nam daje, kiedy improwizuje na fortepianie. Wtedy już nie jest ani Polakiem, ani Francuzem, ani Niemcem, zdradza daleko wyższe pochodzenie: przybywa z krainy Mozarta, Rafaela i Goethego. Jego prawdziwą ojczyzną jest kr贸lestwo poezji".

Improwizacje Mickiewicza i Chopina
Z liry rodziła się pieśń. Tak było w złotym wieku poezji, kiedy tworzyli Dawid, Homer, Horacy. Symbolem ich profesji była lira, harfa albo lutnia, bo to dźwięk instrumentu wprawiał poetę w wieszczy trans. O więzi sztuki poetyckiej i muzycznej m贸wi też greckie słowo psallo: trącając struny harfy tworzę psalm - natchniony poemat i pieśń.
Ideę poezji, kt贸ra z muzyki wyrasta i sama jest muzyką, głosił w wykładach w Coll膷ge de France Adam Mickiewicz: "C贸ż to jest poezja liryczna bez liry? Co znaczą poeci, kt贸rzy niby śpiewają, nie tylko nie układając muzyki do swoich pieśni, ale zgoła nie słysząc jej w sobie? Muzyka w utworach lirycznych to nie przygrywanie, ale gł贸wna, istotna część poezji. Ona jest jej duszą, życiem i światłem".
W jakim stopniu przesycone były muzyką utwory, kt贸re Mickiewicz improwizował? Nie znamy ich, bo - niezapisane - zamilkły, gdy tylko Mistrz wyrzekł ich ostatnie słowo. Ale z przekaz贸w os贸b, kt贸re miały szczęście być ich słuchaczami, wiemy, że poeta - tworząc ex improviso owe poematy - często śpiewał je. Miały więc formę pieśni albo muzycznej ballady. Wiemy też, że z muzyki czerpał natchnienie, prosił o nią, gdy miał improwizować. Dźwięk instrumentu był iskrą dla jego wyobraźni. Jakikolwiek dźwięk - nawet cichy śpiew fletu w wileńskim więzieniu w celi Zana.
"Adam zawołał na Frejenda, aby zagrał nutę Filona, kt贸rą zawsze lubił najbardziej. Stanął pośrodku i zaczął improwizować balladę. Treść i forma pełne były prostoty. Poeta opowiadał z początku, a raczej nucił spokojnie, ale twarz jego przeobraziła się nagle; głos nabrał dziwnej rozciągłości i mocy, przy śpiewie strof ostatnich. A to podniesienie twarzy i głosu tak dziwnie podziałało na wszystkich, iż przez pięć minut trwało og贸lne milczenie, aż na koniec wrażenie podziwu wybuchło nie oklaskami, ale rozrzewnieniem og贸lnym".
"Na skrzydłach pieśni". Ten tytuł ulubionego przez ch贸ry utworu najlepiej chyba wskazuje źr贸dła, z kt贸rych - improwizując - czerpał inspirację Mickiewicz. Z pieśni podanej przez instrument wysnuwał własną pieśń. Tw贸rczym impulsem bywał Polonez Kościuszki, bywała Duma o Ż贸łkiewskim ze Śpiew贸w historycznych Juliana Ursyna Niemcewicza. Czy ich melodia, fraza i rytm wpływały na kształt tego, co w obecności słuchaczy tworzył natchniony wieszcz? Z pewnością. Znamy więc muzyczne tło jego tworu, ale nie znamy i nigdy nie poznamy jego treści. Nigdy się nie dowiemy, jak brzmiała ta opowieść, kt贸rą wielki Mistrz snuł w takt dumki Niemcewicza:

Za szumnym Dniestrem, na cecorskim
błoniu,
Gdzie Ż贸łkiewskiego spotkał los
okrutny,
Jechał Sieniawski odważny i smutny,
W błyszczącej zbroi i na śnieżnym
koniu...

Pierwsze miejsce wśr贸d melodycznych modeli, do jakich odwoływał się w swych improwizacjach Mickiewicz, ma niewątpliwie niezwykle popularna w tamtym czasie pieśń Franciszka Karpińskiego Laura i Filon.

Już miesiąc zeszedł, psy się uśpiły,
I coś tam klaszcze za borem;
Pewnie mnie czeka m贸j Filon miły
Pod um贸wionym jaworem.

Nie będę sobie warkocz trefiła,
Tylko włos zwiążę splątany;
Bobym się bardziej jeszcze sp贸źniła,
A m贸j tam tęskni kochany.

Całość składa się z pięćdziesięciu strof w takim samym jak te dwie początkowe rytmie. Tę właśnie pieśń (kt贸rą nota bene włączył do Fantazji na tematy polskie Fryderyk Chopin) upodobał sobie Mickiewicz i na jej melodię improwizował, żegnając się z przyjaci贸łmi w ostatnią wileńską noc.
"Pojechałem do Wilna dla pożegnania się ze skazanymi na wygnanie i przepędziłem z nimi ostatnią noc, aż do świtu, w jakimś domu, w głębi na poddaszu, przy ul. Ostrobramskiej. Odśpiewaliśmy wszystkie nasze pieśni - smutne i wesołe. Przy końcu nalegano na Adama, iżby co zaimprowizował. Zrazu nie chciał, aż po chwili Frejend zagrał na flecie pieśń jego ulubioną: "Już słońce zaszło, psy się uśpiły" i na tę nutę - śpiewając - zaimprowizował balladę. Rozeszliśmy się w milczeniu, po cichu, kiedy już dzwoniono na pierwszą mszę w Ostrej Bramie".
Ktoś, kto miał szczęście słuchać wielkiej improwizacji poetyckiej, powinien mieć świadomość, że był świadkiem cudu. Improwizacja tego rodzaju jest zjawiskiem, r贸wnie niezwykłym jak cud. Nieczęsto przecież rodzi się genialny poeta. Tysiąckroć rzadziej rodzi się genialny poeta obdarzony darem improwizacji. 脫w dar zaś daje o sobie znać tylko w chwilach wyjątkowych.
"Improwizować" - m贸wił Goethe - "znaczy to tworzyć, i to natychmiast, na podany przez kogoś temat". "Natychmiast" wydaje się niemożliwe do pogodzenia z tw贸rczością, kt贸ra wymaga ciszy, samotności, namysłu i czasu. Tego wszystkiego poeta w chwili improwizacji jest pozbawiony. Ma tworzyć "na zawołanie". Lecz inspiracja - niezbędny warunek tw贸rczości - nie zjawia się na zawołanie. Zwykle więc 贸w poeta zaczyna improwizować zmagając się z deficytem inspiracji. Wkracza w akt tw贸rczy z nadzieją, że doświadczy jej błysku. P贸ki się błysk 贸w nie pojawi - każdym słowem, wersem, każdą kolejną strofą "woła o natchnienie". Wsparciem dla niego może być wtedy wprawa, erudycja, mistrzowskie opanowanie warsztatu, a także - własna tw贸rczość, do kt贸rej w każdej chwili może się odwołać. Tak czynił na przykład Słowacki, gdy w Paryżu na wieczorze wigilijnym u Eustachego Januszkiewicza (1836) improwizował w rytmie strof Beniowskiego. Zmierzył się w贸wczas z improwizującym Chopinem i Mickiewiczem.
Poetę, kt贸ry tworzy ex improviso, mogą uskrzydlać także ci, wobec kt贸rych tworzy. Znawcy sztuki, artyści, słuchacze wrażliwi, świadomi skali artystycznego wyczynu, reagując na natchnione słowo zachwytem i wzruszeniem, potrafią wynieść jego autora w nie zawsze mu dostępne rejony ducha. Tego rodzaju odbiorc贸w wprawił w zdumienie Mickiewicz improwizując w pałacu księcia Sapiehy w Petersburgu (1827) cykl scen tragedii o Samuelu Zborowskim, kt贸rych potem już nie powt贸rzył ani nie zapisał.
Do legendy przeszły jego improwizatorskie kreacje w salonie prowadzonym od roku 1826 w Petersburgu przez Marię Szymanowską. W polskiej kulturze wczesnego romantyzmu jako kompozytorka dzieł fortepianowych i znakomita - podziwiana przez Beethovena, Goethego i Puszkina - pianistka, Maria Szymanowska była postacią wybitną. To ona, grając na fortepianie, dawała muzyczny podkład improwizacjom Mickiewicza. Opisując je w swym dzienniku, c贸rka pianistki, Helena, wskazała utwory, na kt贸rych tle podczas jednego występu poeta m贸wił lub zgoła śpiewał. Były to: słynny nokturn Szymanowskiej Murmure, aria hrabiego Non pi暖 andrai z Wesela Figara Mozarta i ulubiona przez Mickiewicza pieśń Franciszka Karpińskiego.
"Naprz贸d sam m贸wił, a potem poprosił, żeby mu materię poddano. Ks. Wiaziemski podał mu bitwę Nawaryńską, kt贸rą on opiewał tak, jak żeby już dawno był przygotowany. Mickiewicz paląc fajkę zbliża się do fortepianu, osoba akompaniująca gra nutę Filona i Laury, a on śpiewa improwizując. Twarz jego nagle się wyjaśnia, oczy błyszczą światłem jeniuszu, postawa jak najspokojniejsza łatwo poznać daje, że go to najmniejszego usiłowania nie kosztuje. Tego wieczora sławny nasz mistrz trzy improwizował rzeczy: jedną na nutę Filona i Laury, drugą na nutę: Non pi暖 andrai, trzecią - na Murmure".

*


Wśr贸d dziewięciu tysięcy pozycji, jakie wymienia opracowana przez Edwarda Sydowa bibliografia Chopinowska (1949), tylko jedna (!) dotyczy improwizacji. Niewiele r贸żni się pod tym względem bibliografia Kornela Michałowskiego (1970): wskazuje cztery tysiące publikacji, z kt贸rych jedynie dwie (!) poświęcone są improwizacjom Chopina. Przeglądając te bibliografie można odnieść wrażenie, że improwizacja leżała poza obrębem zainteresowań Chopina. Tymczasem była ona r贸wnie ważnym nurtem jego tw贸rczości, jak muzyka komponowana, utrwalona w nutowym zapisie.
Improwizował od dzieciństwa aż do ostatnich dni swego życia. Improwizował w samotności, tworząc w wyobraźni kształt przyszłych dzieł. Improwizował w wiejskich dworkach, w salonach os贸b z wyższych sfer i w konserwatorium. Jako student improwizował w niedziele na akademickiej mszy w warszawskim kościele si贸str Wizytek, co uwiecznił Cyprian Norwid: "Patrz, Fryderyku, organy u fary, patrz, twe gniazdo".
Improwizował w salonach i salach koncertowych Warszawy, Drezna, Paryża, Wiednia, Nohant, Londynu. Improwizował na tematy popularnych polskich pieśni. Improwizował tworząc błyskotliwe parafrazy arii z oper Mozarta, Belliniego i Rossiniego. We Wrocławiu (9 XI 1830) kanwę jego improwizacji stanowiły tematy Niemej z Portici Aubera, a w Wiedniu (12 VIII 1829) olśnił słuchaczy "fantazjując" na tematy z Białej damy Boildieu.
Improwizował dźwiękowe portrety os贸b, ujawniając w nich zmysł obserwacji, poczucie humoru i temperament karykaturzysty. Improwizował też do tańca. W tej roli ukazał go Antoni Wodziński (1870): "Raz na wieczorze tańcującym, gdy najęty grajek klepał jakiegoś niemieckiego mazurka, i nogi jakoś sztywniały po nim, Chopin odsunął grajka i zasiadł do fortepianu. I już grał prawie przez całą zabawę, odrywając się tylko czasami dla zrobienia jakiejś figury lub zatoczenia kilku k贸ł walca".
"Gdyby położyć na jednej szali improwizacje Hummla, Mozarta, Beethovena, a na drugiej szali - improwizacje Chopina, to kt贸ra by przeważyła?" To retoryczne pytanie stawiał Julian Fontana, wierząc że w tej konfrontacji Chopin okazałby się niepokonany. Jak grał Chopin, gdy dzielił się z kręgiem wybranych na poczekaniu kreowaną muzyką? Jak grał - improwizując?
Historia zna przykład muzyka, kt贸ry w improwizacjach organowych "był jeszcze głębszy, jeszcze bardziej natchniony, i jeszcze bardziej wyszukany niż w swych zapisanych dziełach". Był nim Jan Sebastian Bach. Zdarza się, że w chwili improwizacji wybitny tw贸rca muzyki przekracza siebie, wznosi się na wyżyny niedostępne mu, gdy komponuje. Czy r贸wnież Chopin doświadczał takiego przekroczenia granic swej mocy tw贸rczej, gdy improwizował?
Opinia tych, kt贸rzy go słuchali, jest zgodna: jego kompozycje były pono tylko skromnym echem jego improwizacji. Zdaniem Delacroix Chopin w improwizacjach był znacznie śmielszy niż w swych ukończonych dziełach. Był też niezwykle oryginalny. W przeciwieństwie do wielu improwizator贸w, w kt贸rych grze pobrzmiewa "to, co już było", Chopin - czemu świadectwo dał Julian Fontana - "nigdy nie przypomniał frazy jakiegokolwiek kompozytora, ani też nigdy nie dotknął żadnego ze swoich dzieł".
Trzeba to wreszcie powiedzieć: Chopin był muzykiem o dw贸ch obliczach. Jedno objawiał w dziełach zapisanych, drugie zaś - w tych, kt贸re improwizował. W tych pierwszych urzeczywistniał ideał "doskonałości Peryklejskiej", w tych drugich - przemawiał jak natchniony wieszcz.

Cymbały Jankiela, czy fortepian Chopina?

Wszyscy wiedzą, że mu nikt na tym
instrumencie
Nie wyr贸wna w biegłości, guście
i talencie.

Jankiela Libermanna, świetnego cymbalistę, poznał Mickiewicz w Petersburgu. Podziwiał jego grę i wpisał się mu do księgi pamiątkowej. Lecz to nie Jankiel był prototypem wirtuoza, kt贸rego koncert wieńczy ostatnią księgę Pana Tadeusza. Muzyczna motywika, a także wyraźne dla słuchaczy przesłania historyczne i patriotyczne tego koncertu wskazują raczej na Fryderyka Chopina. W Paryżu Mickiewicz był często świadkiem jego improwizacji. Słuchał go w latach, gdy tworzył Pana Tadeusza (1832-1834). Słuchał też potem - do końca życia Chopina. Bywało, że te improwizacje sam inspirował lub był przez nie inspirowany, bo albo Chopin improwizował po improwizacji Mickiewicza, albo Mickiewicz - po improwizacji Chopina. Poeta jak nikt inny rezonował na te Chopinowskie kreacje. Był na ich miarę - jako wielki improwizator. Dlatego m贸gł im dać tak wspaniałe świadectwo, oddając z niezwykłą przenikliwością ich formę i treść, ich przebieg i dynamikę.
Początek improwizacji. W ciszy usłyszeć pieśń, kt贸ra jeszcze nie istnieje. Obudzić do życia dźwiękowy żywioł. Mocno uderzyć. Z akordu rzuconego jakby bezwiednie, kt贸ry jakoś "sam się wprosił", wyprowadzić jakiś pasaż, jakąś modulację. Wsłuchać się w ten zaczyn dzieła, odkryć w nim kształt całości.
W kilku wersach poeta zarysowuje wstępną fazę improwizowanej kreacji: "wchodzenie w muzykę", rozgrzewanie wyobraźni, krzesanie iskier natchnienia.

Jankiel z przymrużonymi na poły
oczyma
Milczy i nieruchome drążki
w palcach trzyma.
Spuścił je zrazu bijąc taktem
tryumfalnym,
potem gęściej siekł str贸ny
jak deszczem nawalnym;
Dziwią się wszyscy - lecz to była
tylko proba,
bo wnet przerwał
i w g贸rę podni贸sł drążki oba.

Ważnym motywem improwizacji Chopina była historia Polski. Głosił ją dźwiękiem fortepianu od wczesnych swoich lat. Eustachy Marylski, mieszkający na pensji w domu Chopin贸w, wspomina: "O zmroku, mając wolne chwile od nauki, opowiadaliśmy wypadki z historii polskiej, jak śmierć kr贸la Warneńczyka, Ż贸łkiewskiego, staczane bitwy przez wodz贸w naszych, i to wszystko młody Chopin wygrywał na fortepianie. Nieraz popłakaliśmy się przy tej muzyce, a Żywny zachwycał się jego grą".
Osnową jego dźwiękowych obraz贸w były Śpiewy historyczne Juliana Ursyna Niemcewicza (1816), kt贸re przed pojawieniem się Pana Tadeusza były narodową ewangelią. Młodzi Polacy na nich uczyli się patriotyzmu, wszyscy znali je na pamięć. Z ich autorem spotykał się Chopin w Paryżu. Raz nawet na wieczorze wigilijnym u Eustachego Januszkiewicza (1836), na kt贸rym gościł r贸wnież Słowacki i Mickiewicz. "Stary Julian opowiadał nam, dzieciakom, czasy czteroletniego sejmu. Niepor贸wnany Chopin grał, śpiewał, improwizował".
Sens jego opowieści nie zawsze był od razu jasny. Czasem objawiał się dopiero w chwili kulminacji i wtedy budził olśnienie, zachwyt, wstrząs. Tego rodzaju przeżycia były udziałem słuchaczy koncertu Jankiela:

Aż Klucznik pojął mistrza, zakrył
ręką lica
I krzyknął: "Znam! Znam głos ten!
To jest Targowica!"

W muzyczne sceny z dziej贸w Polski zwykł Chopin wplatać narodowe śpiewy.
W notce zamieszczonej w Kronice Emigracji Polskiej (22 II 1836) czytamy: "Wiecz贸r muzykalny w H么tel Lambert u Książąt Czartoryskich. Chopin improwizował zachwycające fantazje z temat贸w polskich melodii".
Echo odwołań do wydarzeń z niedawnych lat (Targowica, Konstytucja Trzeciego Maja, Rzeź Pragi) i do umiłowanych przez rodak贸w pieśni słyszymy w grze mistrza Jankiela.

[...] Razem ze stron wiela
Buchnął dźwięk, jakby cała janczarska
kapela
Ozwała się z dzwonkami, z zelami,
z bębenki.
Brzmi Polonez Trzeciego Maja!
- skoczne dźwięki.
(...)
Lecz str贸n coraz przybywa,
już rozpierzchłe tony
łączą się w akord贸w legijony,
I już w takt postępują zgodzonemi
dźwięki,
tworząc nutę żałosną tej sławnej
piosenki:
o żołnierzu tułaczu, kt贸ry borem,
lasem
Idzie, z biedy i głody przymierając
czasem.

Jest jeszcze jedna melodia, kt贸rej w improwizacjach Chopina nie mogło zabraknąć: melodia Mazurka Dąbrowskiego. Opiewał ją wielokrotnie. I zwykle nią właśnie wieńczył całość improwizowanej opowieści. Poeta Bohdan Zaleski wspomina: "Grał nasamprz贸d cudownie Preludium, potem Kołysankę, dalej Mazura, zn贸w Kołysankę, potem wspaniały Polonez, i nareszcie improwizację, w kt贸rej wywołał wszystkie głosy miłe i bolesne z przeszłości, zawodził w płacz dumek i nareszcie zakończył: 扭Jeszcze Polska nie zginęła钮"...
Identycznie brzmi finał koncertu Jankiela:

Tak rozmyślając, smutnie pochylili
głowy.
Ale je wnet podnieśli, bo mistrz tony
wznosi,
Natęża, takty zmienia, coś innego głosi,
I znowu spojrzał z g贸ry,
okiem strony zmierzył,
Złączył ręce, oburącz w dwa drążki
uderzył:
Uderzenie tak sztuczne, tak było
potężne,
Że struny zadzwoniły jak trąby mosiężne
I z trąb znana piosenka ku niebu
wionęła,
Marsz tryumfalny:
"Jeszcze Polska nie zginęła!"
"Marsz, Dąbrowski, do Polski"
- I wszyscy klasnęli,
I wszyscy "Marsz Dąbrowski"
ch贸rem okrzyknęli.

Improwizacja dobiegła końca. To, co zabrzmiało, nie jest tym, co świtało w wyobraźni grającego, gdy po raz pierwszy uderzył w cymbały. W muzykę, kt贸rą budził do życia biegając po strunach pałeczkami, a kt贸ra wibruje już tylko w jego pamięci, wsłuchuje się - zdumiony, zaskoczony. Była to prawdziwa improwizacja. Do głosu doszło w niej to, czego przed rozpoczęciem gry nie dało się przewidzieć. Reakcję grającego mistrzowsko wyraził poeta:

Muzyk, jakby sam swojej dziwił się
piosence,
Upuścił drążki z palc贸w,
podni贸sł w g贸rę ręce,
Czapka lisia spadła z głowy na ramiona,
Powiewała poważnie broda
podniesiona.

*


Gdyby... Gdyby Mickiewicz nie spotkał Chopina. Gdyby Chopin nie był poetą ton贸w i gdyby nie tworzył ich - tak cudownie improwizując. Gdyby Mickiewicz nie był muzykiem, a jednocześnie mistrzem improwizacji - nie byłby w stanie uwiecznić słowem tego arcydzieła, kt贸re rodziło się pod palcami improwizującego Chopina. I nie powstałoby arcydzieło poezji, jakim jest Koncert Jankiela.
MAREK DYŻEWSKI

ROK LIV • NR 3 • 7 LUTEGO 2010

Mysz w Ruchu


ROK LIV • NR 3 • 7 LUTEGO 2010


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

Komentarze

Czy kilkuletni Chopin improwizowa艂 na temat 艢piew贸w historycznych ( Henryk F. Nowaczyk wyslano 2011-02-21 godz. 14:31 )  

 

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa