Muzyka współczesna
Relacje
Opera
Historia
Płyty
Archiwum Artykuły Książki Płyty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Ogłoszenia Forum Kontakt
Historia  Wspominając Marka Stachowskiego

Muzyka niektórych kompozytorów po ich śmierci powoli się dezaktualizuje, oni zaś nieuchronnie popadają w niepamięć. Wydaje się, że nie dotyczy to Marka Stachowskiego. Pamięć o nim i jego dziele jest nadal żywa, nie tylko w środowisku krakowskim, choć przede wszystkim tam zostawił najbliższych przyjaciół. Wiadomo, z jak wielkim żalem przyjęto w krakowskiej Akademii wiadomość o odejściu lubianego i szanowanego rektora, mimo że o jego śmiertelnej chorobie wiedziano od dawna. Wiadomo też, jak sumiennie pełnił niemal do ostatniej chwili obowiązki rektora, nie poddając się chorobie i walcząc z nią godnie do końca.

  Marek Stachowski - rysunki na roboczych programach koncertów   
  Marek Stachowski - rysunki na roboczych programach koncertów  
W pierwszą rocznicę jego śmierci koledzy kompozytorzy zorganizowali w Krakowie koncert. Pamiętano również o piątej rocznicy jego odejścia - 3 grudnia w Sali Kameralnej Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w Warszawie rozbrzmiały w wykonaniu wiolonczelistki Doroty Imiełowskiej i pianisty Gajusza Kęski Adagio ricordamente, Tastar e canzona i Recitativo e preghiera Stachowskiego, Recitativo Krystyny Moszumańskiej-Nazar, Fantasia sopra Ave Maris Stella Adama Walacińskiego i Notturno Pendereckiego. Pokazano także film z pięknymi wypowiedziami o kompozytorze m.in. Zbigniewa Bujarskiego i Adama Walacińskiego. Koncert zorganizowały Polskie Wydawnictwo Muzyczne i firma DUX dla wypromowania nowej płyty z utworami wiolonczelowymi Stachowskiego (jej omówienie na s. 43).
Wydawać u nas dzisiaj płytę - zwłaszcza z utworami współczesnego kompozytora - to jak brać kredyt w banku; trzeba mieć solidną hipotekę, zabezpieczenie w postaci słuchaczy zainteresowanych nagrywaną muzyką. Skoro jednak PWM i DUX zdecydowały się taką płytę wydać, widocznie zbadały rynek, stwierdziły istnienie zapotrzebowania, zauważyły wcale sporą grupę melomanów, którzy czerpią przyjemność ze słuchania muzyki Stachowskiego, muzyki w gruncie rzeczy ani specjalnie awangardowej (nie licząc juweniliów kompozytora), ani - tym bardziej - konserwatywnej, zachowawczej lub epigońskiej, po prostu: jego własnej.
Poświęcony mu koncert należy uznać za udany. Przybyłym do sali PWM, a nade wszystko znającym bliżej kompozytora, dostarczył wielu wzruszeń, do czego przyczynili się i wykonawcy, i przedstawiony tego wieczora film. Imiełowska i towarzyszący jej Kęska dali pokaz kunsztu wykonawczego, który w wypadku wiolonczelistki udokumentowany został na świeżo wydanej płycie. Przy okazji owego wieczoru warto przypomnieć postać kompozytora.
    
   
Stachowski należy do pokolenia kompozytorów - mieszkających lub osiadłych po wojnie w Krakowie i debiutujących na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych - takich jak lwowianie Moszumańska-Nazar i Schaeffer, muszynianin Bujarski, dębiczanin Penderecki czy rodowici krakowianie Meyer i Walaciński. Wprawdzie Schaeffer, jedyny chadzający własnymi ścieżkami, od wielu lat częściej przebywa w Austrii, Meyer zaś zamieszkał na dobre w Niemczech, lecz wszyscy tworzą grupę związaną więzami koleżeńskimi lub przyjacielskimi.
Niebagatelną w tym rolę odegrał Penderecki, który będąc rektorem stworzył na uczelni warunki sprzyjające zadzierzganiu takich więzi. Miała ta grupa - w okresie swego rozkwitu - wsparcie także młodych teoretyków muzyki, którzy pod przewodem prof.Mieczysława Tomaszewskiego (wówczas zarazem dyrektora Polskiego Wydawnictwa Muzycznego) badali jej muzykę, organizowali konferencje i seminaria; teraz zaś uczeń uczniów Tomaszewskiego, Andrzej Kosowski, redaktor naczelny PWM, zorganizował wespół z Lechem Tołwińskim z firmy DUX rocznicowy koncert.
Zanim Stachowski został członkiem owej nieformalnej grupy kompozytorskiej, przebył długą i trudną drogę. Urodził się w roku 1936 w Piekarach Śląskich. Dzieciństwo upłynęło mu w cieniu wojny, która rozbiła też małżeństwo jego rodziców. Po ich rozwodzie opiekę nad jedenastoletnim Markiem sąd zlecił ojcu. Ten jednak, zajęty własną pracą i nową rodziną, oddał syna do prowadzonego przez księży misjonarzy zakładu wychowawczego w Prądniku. Chociaż panowały w nim spartańskie warunki i surowy rygor, kompozytor uznał spędzony tam czas za korzystny dla swego rozwoju. "To była szkoła obowiązku" - wspominał.
    
   
Naukę w szkole muzycznej I stopnia rozpoczął dopiero jako licealista, ale już dwa lata później dostał się do średniej szkoły muzycznej. Naukę musiał łączyć z wyczerpującą pracą zarobkową: grał w zespołach rozrywkowych, akompaniował, aranżował piosenki, jednym słowem - chałturzył. Mógł dzięki temu wspomagać finansowo matkę i młodszego brata. Lecz bywało przecież, że nie miał w Krakowie gdzie mieszkać i długo nie mógł uzyskać zameldowania w tym mieście. Między innymi z tych powodów rozpoczął studia z siedmioletnim opóźnieniem. Miał szczęście dostać się do klasy kompozycji niewiele starszego odeń Pendereckiego, z którym się zaprzyjaźnił i który ułatwił mu kompozytorski start.
Od roku 1968 zaczął odbierać ważne nagrody, m.in. Fundacji "Gaudeamus", im. Jurzykowskiego, Ruth i Raya Robinsonów, miast Mönchengladbad i Krakowa, w konkursach kompozytorskich Komitetu Solidarności w Skopje, im. Malawskiego, im. Szymanowskiego, wyróżnienia na Międzynarodowej Trybunie Kompozytorów UNESCO. Poza komponowaniem zajmował się pedagogiką muzyczną (od 1981 był profesorem w Akademii Muzycznej w Krakowie, wykładał też w uczelniach amerykańskich, angielskich, koreańskich, w Jerozolimie, Amsterdamie, Durham), brał udział w pracach komisji repertuarowej "Warszawskiej Jesieni" (nb. dając na jej posiedzeniach upust swym zdolnościom plastycznym), chętnie podróżował, dużo czytał - zawsze niesyt wszelkiej wiedzy. Znajomym, nawet przypadkowym rozmówcom imponował niebywałą erudycją. Jednocześnie ujmował naturalnością, dobrocią, optymizmem, poczuciem humoru...
    
   
Jak to dobrze, iż Anna Woźniakowska zdążyła przeprowadzić z nim wywiad-rzekę. Wydana przez PWM - już po śmierci kompozytora - książka Trzeba umieć marzyć (Kraków 2005) ukazuje go z bliska, w rozmowie, bezpośredniego, skromnego, sympatycznego, takiego, jakiego pamiętają ci, którzy mieli szczęście i zaszczyt choćby przelotnie się z nim zetknąć. Przy słuchaniu muzyki Marka Stachowskiego warto przypomnieć sobie zanotowane przez Woźniakowską wyznanie kompozytora: "Moim przesłaniem jest mówić prawdę poprzez muzykę. Prawdę o otaczającym mnie świecie, prawdę o moim wnętrzu, o tym, jak odczuwam świat".
KRZYSZTOF BILICA

ROK LIII • NR 26 • 27 GRUDNIA 2009


ROK LIII • NR 26 • 27 GRUDNIA 2009

Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP
Szkoły muzyczne

  Wstecz  Do góry  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa