|
|
|
|
|
|
 | Algorytmy interpretacji |
| | W serialu kryminalnym Numb3rs (polski tytuł Wzór) agent specjalny FBI rozwiązuje sytuacje kryzysowe dzięki pomocy brata, genialnego profesora matematyki, który układa algorytmy opisujące rzeczywistość, co pozwala prognozować rozwój wypadków. Ów zręcznie przeprowadzony pomysł scenariusza nie jest fantasmagorią - uzmysławia prawdę, że sposób przełożenia na język liczb, czyli język komputera odpowiedniej ilości logicznie powiązanych danych może przynieść zdumiewające rezultaty w każdej dziedzinie życia. Także w sztuce. Najnowszy dowód w tym względzie wydaje się cudem. Interpretacje muzyczne utrwalone przed dziesiątkami lat mogą brzmieć tak, jakby "rozgrywały się" na naszych oczach, nie tracąc ani oryginalności, ani unikalnych elementów składających się na kreację artystyczną. Nie jest to kolejna technika restaurowania dźwięku, lecz metoda tak dalece odmienna od dotychczasowych, że nie bez racji określono ją mianem "re-performance recording" czyli "nagranie PONOWIONEGO wykonania". Wolne żarty! - "ponowienie wykonania" bez udziału artysty?! A jednak stało się to możliwe za pomocą algorytmów i piekielnie szybkich komputerów. Z tym, że najpierw musiały spotkać się ze sobą trzy elementy: pasja, talent i pieniądze. No i czwarty - Ameryka.
Słucham w tym roku często Etiud op. 25, gdy gra je Alfred Cortot. Był pierwszym, który ten szczególny Chopinowski Klavierübung uwiecznił w całości, w lipcu roku 1933 w Londynie. Moje trzy szelakowe płyty "His Master's Voice" na 78 obrotów mają złote firmowe etykiety przedwojennego warszawskiego składu nut i płyt "B. Rudzki, Marszałkowska 146 i 87, Chmielna 2" i jakimś cudem ocalały z burzy dziejów. Odtwarzam je za pomocą angielskich igieł "Songster" (bronze, medium-loud) na wojennym, polowym gramofonie Wehrmachtu, wyprodukowanym w 1939 roku przez firmę Telefunken. Niemiecki żołnierz, uciekający przed Armią Czerwoną, wymienił go w 1945 roku na bochenek chleba u pewnego śląskiego radiotechnika. Pamiątka z mroków cywilizacji... Na szczęście jasność muzyki Chopina przywraca temu urządzeniu atrybuty dobra i intelektu. Cortot gra Chopina wyjątkowo, lecz spora część jego zamysłów i intencji ginie w niedoskonałościach technicznego pośrednictwa. Ekscytującą więc staje się myśl o możliwościach wysłuchania tych wykonań w kształcie, jaki uzyskały w momencie nagrywania, niejako "na żywo", tak jak to stało się z rejestracjami Rachmaninowa grającego własne utwory po raz pierwszy ponad osiemdziesiąt lat temu i "po raz drugi"... w roku 2009!
Rewolucyjny pomysł re-performance w ogólnej koncepcji nawiązuje do początku XX wieku. Wówczas w pianolowym systemie Welte-Mignon zaczęto rejestrować nie tylko wysokość dźwięków granych na fortepianie, ale także niuanse pedalizacji i dynamiki. Stworzono niezwykle wyrafinowany "software" składający się z trzech zsynchronizowanych wałków, których perforacje sterowały skomplikowanymi elektryczno-pneumatycznymi mechanizmami. One z kolei uruchamiały precyzyjny "hardware", czyli odwrócone w funkcji "pianino", w którym zamiast klawiszy występował rząd "drewnianych palców", zaś na dole dźwignie imitowały stopy pianisty. Taki automat - przystawiony do klawiatury normalnego fortepianu - z niespotykaną dotąd wiernością odgrywał zakodowany na perforowanych taśmach artyzm wielkich mistrzów. Na rolkach systemu Welte-Mignon mamy świadectwa sztuki m.in. Debussy'ego, Busoniego, Griega, Skriabina, Paderewskiego, Leszetyckiego i Mahlera. Ten ostatni w 1905 roku uwiecznił autorskie interpretacje swoich utworów, w tym kilka akompaniamentów pieśni. Kiedy w 1992 roku Gilbert Kaplan, wielbiciel Mahlera, odtworzył te rejestracje z wykorzystaniem oryginalnej aparatury Welte-Mignon oraz koncertowego steinwaya, postanowił w dodatkowym nagraniu dodać do akompaniamentu brakujące linie śpiewu. Wykonująca to zadanie artystka wspominała potem, że gdy pianola ruszyła i rozległy się dźwięki fortepianu, zdrętwiała z emocji w przeświadczeniu, że to duch samego Mahlera towarzyszy jej w pieśni. Podobne wrażenia mieli uczestniczy sesji re-performance, na której "wskrzeszono" grę Rachmaninowa. Słuchając efektów tych nagrań nie sposób odegnać myśli o nagłym zmartwychwstaniu artysty.
Dr John Q. Walker ma dyplom z matematyki, nauk komputerowych i... fortepianu. Lekcje gry pobierał u wybitnej pianistki i pedagoga polskiego pochodzenia Ruth Slenczynskiej (1925), uczennicy Artura Schnabla, Egona Petri, Józefa Hofmanna i Sergiusza Rachmaninowa. John Walker do niedawna był w IBM szefem zespołu badawczego. Po odejściu z koncernu już na własny rachunek stworzył program Ganymede Software do obsługi sieci komputerowych, uhonorowany wieloma profesjonalnymi wyróżnieniami. Kilka lat temu w obrębie słynnego Research Triangle Park w Północnej Karolinie założył firmę Zenph Sound Innovations, namawiając do współpracy grupę wybitnych analityków, programistów, matematyków i muzyków. Walker postawił im fascynujący, lecz zdawałoby się niewykonalny problem do rozwiązania i może dlatego tych "siedmiu wspaniałych" postanowiło go rozgryźć. Każdy z nich mieszkał w innym zakątku Stanów Zjednoczonych, w czasie pracy nigdy wszyscy się nie spotkali się, lecz stanowili zespół - oprócz celu łączyła ich bowiem najnowocześniejsza sieć VPN (virtual private network).
Założenie było takie, aby - po pierwsze - zbudować algorytm dźwięku fortepianu, czyli wysokość każdej nuty w każdej milisekundzie jej trwania powiązać z charakterystycznymi dla tej milisekundy wartościami artykulacyjnymi i dynamicznymi, po czym zależności te odnieść do wszystkich możliwych wariantów w obrębie skali fortepianu; po drugie - zdefiniować w formacie MIDI wysoką rozdzielczość dla zapisywania w nim wyrafinowanych danych muzycznych. Komplikacja matematyczna tej pracy była mordercza i wspaniała, lecz konieczny system algorytmów powstał, a w konsekwencji powstał też software komputerowy. Jego "czułość użytkowa" jest zdumiewająca, bowiem równocześnie analizuje 1024 poziomy uderzenia w klawisz, 1024 poziomy narastania dźwięku, 1024 poziomy jego wybrzmiewania oraz 256 poziomów pozycji pojedynczego pedału.
Upraszczając: program działa jak inteligentny filtr, który wejściowy zapis gry fortepianowej pozbawia wszystkich możliwych cech pobocznych - niedoskonałości mikrofonu, techniki rejestracji, utrwalenia nagrania, odgłosów mruczenia pianisty podczas gry itp. - pozostawiając jedynie precyzyjnie zakodowane wartości zmienne samych dźwięków fortepianu. Teraz wystarczy ten kod "wyzwolić", aby uwieczniona interpretacja - ze wszystkimi indywidualnymi cechami wykonania - mogła zabrzmieć dokładnie tak, jak w momencie swoich narodzin. Jeżeli odbędzie się to za pośrednictwem takiego samego instrumentu, jakiego użył niegdyś artysta, wówczas rzeczywiście można mówić o "ponowieniu" wykonania.
Tu powstaje pytanie o końcowy "hardware" systemu. Otóż w prostej linii wywodzi się on z pianoli Welte-Mignon, tyle tylko, że jest o lata świetlne bardziej subtelny. Ludzie nigdy nie zaniechali marzeń o automatach forte¬pianowych. Samogrający bösendorfer 240SE czy też Yamaha Disklavier Pro III są tego dowodami. Rozwiązania wykorzystane w tych dwóch automatach są patentami konstruktora i wynalazcy Wayne'a Stahnkego, twórcy modelu odtwarzacza fortepianowego najnowszej generacji. Wayne na zaproszenie Johna Walkera zaadoptował swoją konstrukcję dla potrzeb projektu re-performance recording. Ten precyzyjny, sterowany mikroprocesorami układ mechaniczny jest montowany od spodu do ramy fortepianu. Bazuje on na bezgłośnych i ultradokładnych elektromagnesach angielskiej firmy NSF Controls, które uruchamiają młotki fortepianu.
System Stahnkego został zamontowany w starannie wybranym fortepianie steinway model D z 1909 roku, identycznym jak ten, na którym koncertował i nagrywał Sergiusz Rachmaninow. Przedtem za pomocą stworzonego programu przetransponowano z oryginalnych płyt szelakowych 78-obrotowych archiwalne rejestracje pianisty. Wreszcie nadszedł 13 kwietnia 2009 roku, kiedy to w sali koncertowej Peace College w Raleigh w Północnej Karolinie, z fortepianu obstawionego najnowocześniejszą aparaturą nagrywająca, popłynęły dźwięki pierwszego utworu w sposób tak bezpośredni i żywy, jakby to sam Rachmaninow siedział przy klawiaturze.
Słuchałem po wielokroć nagrań Rachmaninowa z różnych nośników - zarówno z oryginalnych płyt 78-obrotowych, jak transpozycji lub re-masteringów analogowych, a następnie cyfrowych. Alikwoty fortepianu są jak wiadomo kwestią absolutnie zasadniczą. Stare techniki nagraniowe wnosiły do tej delikatnej sfery "kowalskie narzędzia" powodujące zniekształcenia czasem na miarę pustoszącego kataklizmu. Z kolei metody ich restaurowania stosowane w ubiegłym stuleciu, z hasłami "cyfrowo oczyszczonego dźwieku" na sztandarach, ingerowały zarówno w tło, jak w plan główny zapisu, nieuchronnie zatwierdzając zniekształcenia w zakresie współbrzmień. Krótko mówiąc, choćby w słynnym Preludium cis-moll, w drugim akustycznym jego nagraniu z kwietnia 1928 roku, znanym z płyty szelakowej (Victrola 1928) lub z transpozycji LP 33 rpm (Supraphon 1968) albo na CD (RCA 1992) - elegancja tonu, czy też legato w grze Rachmaninowa są we wszystkich tych wersjach ledwie cieniem jakości, jakie objawia rekonstrukcja "ponowionego" wykonania. Takie samo wrażenie powstaje, gdy porównujemy oryginalny zapis interpretacji Scherza ze Snu nocy letniej Mendelssohna (RCA Victor 1935/wersja LP Melodiya 1963) z jego transpozycją w systemie re-performance. Jeszcze nigdy dotąd technika i artyzm, złączone w jednym wysiłku, nie sięgnęły w przeszłość w sposób tak spektakularny, tak pieczołowity i tak poruszający! Algorytmy dla innych aniżeli fortepian instrumentów - z możliwością sesji re-performance dla całej orkiestry - to problem znacznie bardziej skomplikowany. Ale nie mam żadnych wątpliwości, że taki program za naszego życia powstanie, co patrzeniu w przyszłość nadaje całkiem ciekawy punkt zaczepienia.
RACHMANINOFF PLAYS RACHMANINOFF. Zenph Studios Re-Performance Stereo Version
Kreisler Liebesleid (arr./nagr. 1921), Rachmaninow Preludium cis-moll op. 3 nr 2 (nagr. 1928); Rimski-Korsakow Lot trzmiela (arr./nagr. 1929), Mendelssohn Scherzo ze Snu nocy letniej (arr./nagr. 1935), Rachmaninow Étude-tableau C-dur op. 33 nr 2, Es-dur op. 33 nr 7, Moment musical es-moll op. 16 nr 2, [Pieśń/arr.] Margaritki op. 38 nr 3 (nagr. 1940), Czajkowski Kolybielnaja piesnia op. 16 (nagr. 1942), J.S. Bach Partita na skrzypce E-dur BWV 1006 [arr.:] Prelude, Gavotte, Gigue (nagr. 1942), Kreisler Liebesfreud (arr./nagr. 1942) Sergiusz Rachmaninow fortepian
RCA/Sony 88697 48971 2 (2009)
| | | IRENEUSZ JANIK | |
|
|
|