|
|
|
|
|
|
 | COLBRÁN, THE MUSE |
| | Do coraz liczniejszych concept albums należą również płyty przedstawiające repertuar dawnych gwiazd opery - tych wielkich śpiewaczek i śpiewaków, których kariery przypadły na czasy przed wynalezieniem zapisu dźwięku, a informacje o ich wokalnym kunszcie pochodzą wyłącznie z mniej lub bardziej fachowych opisów. Najbardziej efektowne są próby ożywienia legendarnego repertuaru kastratów, który od trzystu lat drzemał w zaciszu bibliotek, a w ubiegłym roku zmierzyły się z nim Cecilia Bartoli, Vivica Genaux i Simone Kermes. Sposób wykonywania tych arii pozostaje jednak zawsze w sferze hipotez.
Całkiem inaczej przedstawia się sprawa z gwiazdami epoki belcanta. Ich repertuar właściwie nigdy nie zniknął ze sceny, a podstawowym warunkiem wystawiania tych oper były zawsze wielkie głosy. Nie tak dawno Marię Malibran przypomniała Cecilia Bartoli, Giovanniego Battista Rubiniego - Juan Diego Flórez, a teraz mamy album z ariami z oper Rossiniego, które przyczyniły się do sławy Isabelli Colbrán.
Po sukcesach w Paryżu, Mediolanie, Wenecji i Rzymie tę podziwianą hiszpańską divę zaangażował Domenico Barbaja do neapolitańskiego Teatro di San Carlo. Tam debiutowała w roku 1811 w operze Paisiella Nina pazza per l'amore; cztery lata później poznała Rossiniego i stała się jego muzą. Dla niej skomponował szereg popisowych partii, od Elżbiety i Armidy po Desdemonę i Semiramidę. Ich małżeństwo, zawarte w 1822 r., trwało piętnaście lat, wcześniej Colbrán wycofała się ze sceny.
Opera we Włoszech była wtedy sztuką prawdziwie masową (w gruncie rzeczy nigdy nią być nie przestała), rola kompozytora zaś i librecisty polegała na szybkim tworzeniu kolejnych utworów, które mogły zaspokoić oczekiwania publiczności. Chodziło przede wszystkim o wirtuozowskie arie, dające szansę popisu ulubionym śpiewakom; logika akcji czy też konstrukcja psychologiczna postaci nie były tak istotne. Libreciści przeważnie tworzyli historie, przy których pierwsza z brzegu telenowela wydaje się subtelnym arcydziełem smaku (ciekawe, że ta prawidłowość odnosiła się także do operowych adaptacji wybitnych dzieł literackich, na przykład Szekspira). Nie o to jednak chodziło - słuchacze oczekiwali wyłącznie pięknego śpiewu. Nic dziwnego, że przy okazji wznowienia Semiramidy w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku jeden z krytyków nazwał ją "operą dla ptasich móżdżków".
Dzisiaj partie stworzone dla Isabelli Colbrán wykonują zarówno soprany, jak mezzosoprany. Maria Callas i Renée Fleming (Armida), Leyla Gencer (Elżbieta, królowa Anglii), Frederica von Stade (Otello), Joan Sutherland (Semiramida), Montserrat Caballé (Pani jeziora) zapisały najpiękniejsze karty w tradycji interpretacji Rossiniego. Teraz do tego grona dołączyła Joyce DiDonato. Ta urodzona w małym miasteczku w stanie Kansas śpiewaczka budowała swą karierę powoli i rozważnie. Rozgłos przyniosły jej partie Rozyny w Cyruliku sewilskim, Angeliny w Kopciuszku, Donny Elwiry w Don Giovannim, ale dopiero Dejanira w Herkulesie Händla pozwoliła w pełni docenić jej talent dramatyczny i dlatego program omawianego albumu skupia się na takich właśnie partiach.
Otwierające płytę rondo z wariacjami "D'amor al. dolce impero" z II aktu Armidy jest istną antologią najbardziej wyszukanych ozdobników, jakie kompozytorska fantazja Rossiniego stworzyła dla ukochanej kobiety. Tylko śpiewaczka w najwyższej formie, obdarzona poza techniką także wrażliwością, może nadać barwę i tchnąć życie w te niekończące się kaskady ornamentów. Z tej próby DiDonato wychodzi obronną ręką. Równie imponujący jest finał Armidy "Se al mio crudel tormento...Dove son io!.. Č ver... gode quest'anima", w którym solistka ukazuje cała gamę afektów - kiedy błaga Rinalda o odebranie jej życia, a następnie poprzysięga zemstę, burzy swój pałac i odlatuje na rydwanie. W tej scenie dzielnie sekundują jej trzej tenorzy, odtwarzający partie Rinalda, Ubalda i Carla.
We fragmentach Pani jeziora DiDonato zachwyca pastoralnym spokojem oraz pewnością trylów w arii Eleny "Oh matutini albori!", a w imponującym, radosnym finale "Tanti affetti in tal momento" przewyższa nawet legendarną kreację Marilyn Horne. Doskonałe legato w modlitwie Anny z chórem "Giusto ciel, in tal periglio" z I aktu Mahometa II poprzedza błyskotliwą, majestatyczną kreację Elżbiety (aria z I aktu) i "Bel raggio lusinghier" z Semiramidy (to właściwie jedyny fragment tego albumu, gdzie solistce przydałoby się nieco więcej sopranowej barwy). Obszerny fragment III aktu Otella z "pieśnią o wierzbie", w której DiDonato subtelnie realizuje ozdobniki przy każdej repryzie, a jednocześnie podkreśla narastanie napięcia, pozwala zapomnieć o niegodziwości, jakiej dopuścił się librecista (markiz Berio di Salsa) na Szekspirowskim oryginale...
Znakomita technika wokalna solistki (pasaże szybkie jak u Bartoli), pewna koloratura, doskonałe oparcie w średnicy i dolnym rejestrze, nieskazitelna dykcja - to podstawowe walory tej płyty. Do tego należy dodać Lawrence'a Brownlee i jego zapadającą w pamięć interpretację pieśni gondoliera z Otella oraz dobrą dyspozycję orkiestry, chóru i dyrygenta, świetnie czujących się w estetyce belcanta.
COLBRÁN,
THE MUSE
Arie z oper Rossiniego
Joyce DiDonato mezzosopran, Roberta De Nicolasopran, Lawrence Brownlee tenor, Corrado Amici tenor, Carlo Putelli tenor, Orchestra e Coro dell'Accademia Nazionale di Santa Cecilia - Roma, Banda Musicale della Guardia di Finanza, dyr. Edoardo Müller
Virgin 50999 6945790 6 (2009) | | | STEFAN MÜNCH | |
|
|
|