Muzyka współczesna
Relacje
Opera
Historia
Płyty
Archiwum Artykuły Książki Płyty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Ogłoszenia Forum Kontakt
Muzyka współczesna  Ciekawa, opiniotwórcza, nieprestiżowa

Musica Polonica Nova 2010

Festiwal Musica Polonica Nova miał w ostatnich latach nienajlepszą prasę. Jego ranga jako najstarszego i najważniejszego w Polsce forum rodzimej twórczości współczesnej wyraźnie zmalała. Programowany chaotycznie, bez widocznych wątków przewodnich, przestał odgrywać swoją rolę: nie był ani ciekawy, ani opiniotwórczy. Stracił zainteresowanie nie tylko publiczności i krytyków, ale nawet kompozytorów, dla których nie jest dziś ani prestiżem, ani promocją. Czym zatem jest?
  Koncert pieśni masowych poprowadził MAREK MOŚ, Fot. Sławomir Przerwa   
  Koncert pieśni masowych poprowadził MAREK MOŚ, Fot. Sławomir Przerwa  
Festiwalem wrocławskiego środowiska kompozytorskiego, które chce go utrzymać, ale nie ma w swym gronie charyzmatycznej osobowości, która by to udźwignęła i poniosła. Stąd liczne zmiany organizatora i dyrektora artystycznego, które bynajmniej Festiwalowi nie służą. Do dziś nie rozumiem, czemu przez blisko pół wieku jego istnienia nie udało się stworzyć własnego biura, zespołu ludzi, którzy troszczyliby się o wszystkie sprawy związane z organizacją koncertów. Od pewnego czasu Festiwal ma przecież stabilną sytuację finansową w postaci wieloletniej umowy z Urzędem Miasta Wrocław.
Wybór padł w tym roku na Filharmonię Wrocławską jako organizatora i Andrzeja Chłopeckiego jako dyrektora artystycznego. Kto będzie układał program festiwalu za dwa lata - nie wiadomo. Za cztery - wtedy we Wrocławiu mają odbyć się Światowe Dni Muzyki - tym bardziej nie wiadomo. Myślenie przyszłościowe nie jest naszą mocną strona.
Pewną nowością było w tym roku, że o programie decydowała trzyosobowa komisja złożona z muzykologów - poza Chłopeckim byli to Sławomir Wieczorek i Andrzej Tuchowski (komponujący sporadycznie). Do tej pory wrocławskie środowisko kompozytorskie nie miało zaufania do teoretyków i krytyków, najpewniej bojąc się przejęcia kontroli nad Festiwalem, a przede wszystkim, utraty możliwości wykonywania własnych utworów. Nie obeszło się zresztą bez zarzutów, że w tym roku festiwal był za mało wrocławski.

*


Wielkiej dysproporcji nie było. Licznie reprezentowani byli kompozytorzy i wykonawcy ze Śląska. Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach wystąpiła na inauguracji 8 maja z dwoma prawykonaniami kompozytorów katowickich: Koncertu skrzypcowego "Genus Computationis" (2006) Jarosława Mamczarskiego (z Szymonem Krzeszowcem jako solistą) i Koncertu fortepianowego "Król Kosmosu znika" (2009) Aleksandra Nowaka. Wystąpiła też znakomita Orkiestra Muzyki Nowej pod batutą Szymona Bywalca z utworem Wiesława Cienciały Amherst Music (2006) i Suitą z Audycji V (1978) Andrzeja Krzanowskiego. Innego dnia Piotr Pławner na skrzypcach i Eugeniusz Knapik na fortepianie wykonali trzy partity, w tym Nowaka i Knapika.
Wrażenie przytłaczającej obecności Ślązaków spowodowane było nie arytmetyką, lecz szczególną aurą przedstawianej muzyki, która wyraźnie różni się od pisanej nie tylko we Wrocławiu, ale i Warszawie lub Krakowie, nie mówiąc już o tej zza zachodniej granicy Polski. Słychać to zwłaszcza w utworach młodego pokolenia kompozytorów. Kompozycje Mamczarskiego i Nowaka operowały tradycyjnymi środkami przedwojennego symfonizmu i nawet interesująca preparacja fortepianu nićmi w utworze Nowaka nie zmieniła konwencjonalnego charakteru muzyki, bo jej możliwości nie zostały - ani wyczerpująco, ani ciekawie - wykorzystane.
Z prawykonań zapamiętam przede wszystkim brawurową kompozycję Wojtka Blecharza Hypopnea (2010) na akordeon solo, który ukazał nieznane możliwości tego instrumentu. Blecharz napisał swój utwór mikrotonowo. Operując glissandami, dźwiękami stłumionymi, zmiennymi tempami, skrajnymi rejestrami niemal rozszczepił go na dwa brzmiące organizmy. Akordeon naprawdę ożył, co - jak sądzę - kompozytor zakładał, bo punktem wyjścia było dla niego wyobrażenie oddechu (hypopnea znaczy "płytki oddech").
  MACIEJ FRĄCKIEWICZ, Fot. Sławomir Przerwa  
  MACIEJ FRĄCKIEWICZ, Fot. Sławomir Przerwa  
Utwór Wojtka Blecharza znakomicie wykonał Maciej Frąckiewicz, który razem z Magdaleną Bojanowską (wiolonczela) tworzy TWOgether DUO. Fantastyczne umiejętności młodych muzyków podziwiałam na koncercie 12 maja w Sali Gotyckiej. Wśród wielu utworów kompozytorów młodej i starszej generacji (m. in. Preludium, Postludium i Psalm, 2007, Hanny Kulenty i Labirynt, 1987, Zbigniewa Bargielskiego) wyróżniał się nowy utwór Dariusza Przybylskiego Discours (2009) na akordeon i wiolonczelę. Choć nie był niestety tak odważny i poszukujący, jak by się chciało, czułam, że napisany został pewną ręką.
Liolit Pawła Hendricha (2010) na orkiestrę kameralną (Orkiestra Muzyki Nowej) cechował się swoistym chłodnym "obiektywizmem" brzmieniowym, typowym dla tego kompozytora. Ucho wabiły intonacyjne rozchwianie (glissanda skrzypiec) oraz ciekawe mikstury harmoniczne. Organiczność muzyki szła w parze z niezwykłą klarownością konstrukcji, która w Liolit jest przejrzysta jak kryształ.
Myślenie strukturą cechuje też Sławomira Kupczaka, którego Rukola (2009) nie miała wprawdzie premiery, lecz warto o niej w tym miejscu wspomnieć. Zmienna, iskrząca się artykulacyjnymi detalami, zróżnicowana rytmicznie, niejednoznaczna harmonicznie faktura tego utworu nie epatuje konwencjonalnymi tematami, kontrapunktami, kadencjami ani kulminacjami. Nie ma tu klasycznej hierarchii, nie ma instrumentalnego emploi. To permanentne tutti. Czasem chciałoby się jakiegoś przełamania, większego zniuansowania narracji. Aż za gęsta, za spoista jest ta tkanka dźwiękowa.
Udaną premierą był PRIMORDIUM: "Encephalon" (2010) Karola Nepelskiego (Kwartludium i Jan Krzeszowiec - flet). Nepelski jest szczególnie wrażliwy na detal. Muzyka skomponowana ze szmerów (m. in. syk sprayu), pojedynczych dźwięków, brzmienia kształtowane dynamicznie, unikanie wszelkiej dosłowności, elementy rytuału... Mam poczucie, że ten tajemniczy, niezwykle zmysłowy świat dźwiękowy jest zaledwie przedsionkiem do czegoś, co Karol Nepelski powoli sobie buduje.

*


Tegoroczna Musica Polonica Nova była zwrócona w stronę młodej muzyki, ale usadowiona w perspektywie historycznej. W programie znalazło się więc sporo kompozycji napisanych w rozmaitych czasach przez dwudziesto-trzydziestolatków. Efektem tego ciekawego eksperymentu stało się swoiste zawieszenie estetycznych sporów międzypokoleniowych.
Paweł Szymański skomponował K. (1972) na orkiestrę symfoniczną jako osiemnastolatek. Symfonię (1980) na orkiestrę (prawykonanie) Stanisław Krupowicz napisał mając dwadzieścia osiem lat. Partita (1980) Eugeniusza Knapika to dzieło dwudziestodziewięciolatka. Seven Sonnets of Shakespeare (1966) Andrzej Czajkowski skomponował mając trzydzieści jeden lat - mniej więcej tyle samo, co Paweł Mykietyn i Katarzyna Głowicka, gdy pisali swoje Sonety. Matka czarnoskrzydłych snów (1995) to opera trzydziestoczteroletniej Hanny Kulenty. II Symfonia (1984) na trzynaście instrumentów smyczkowych to dzieło trzydziestotrzyletniego Andrzeja Krzanowskiego, który przedtem - mając dwadzieścia siedem lat - skomponował niezwykłą Audycję V...
Przedmiotem festiwalowych dyskusji był przede wszystkim kompozytorski warsztat, zazwyczaj znakomity, choć nie umiałam oprzeć się wrażeniu, że muzyka spod znaku modernizmu (Zbigniew Turski, Andrzej Czajkowski) lepiej znosi upływ czasu niż - często młodsza - muzyka postmodernistyczna (Krupowicz, Knapik, Mykietyn).
  IWONA MIRONIUK i SZABOLCS ESZTÉNYI w koncercie utworów Tomasza Sikorskiego, Fot. Sławomir Przerwa  
  IWONA MIRONIUK i SZABOLCS ESZTÉNYI w koncercie utworów Tomasza Sikorskiego, Fot. Sławomir Przerwa  
W programach koncertów sąsiadowali ze sobą moderniści, postmoderniści, neoromantycy, a nawet socrealiści! Po raz pierwszy chyba ten nurt polskiej muzyki potraktowany został serio i ukazany przez pryzmat uwikłanej w doktrynę twórczości trywialnej i wysokiej. Pieśni masowe, tańce narodowe, fragmenty przemówień, relikty sztuki lutniczej stały się materiałem kilku dowcipnych instalacji dźwiękowych, przygotowanych przez Macieja Bączyka i Pawła Romańczuka. Absurd i groteska, ale też osobliwa fantazja - oto co pozostaje po kulturze czasów stalinizmu, kiedy odłożymy na bok jej upiorny kontekst polityczny.
Trudniej wyabstrahować muzykę kompozytorów, którzy padli ofiarą doktryny. Wobec radosnej twórczości ludowej tym wyraźniej wczuć się można było w dramat Zbigniewa Turskiego, którego znakomita Symfonia Olimpijska (1948), nagrodzona medalem na konkursie muzycznym ogłoszonym z okazji Olimpiady w Londynie, nawet po latach wciąż płaci cenę zapomnienia. Skonfrontowana z rekonstrukcją Symfonii Pokoju (1951) Andrzeja Panufnika, który narażał się nie tyle językiem muzycznym, co lamentacyjną, modlitewną wymową utworu, muzyka Turskiego wypada zdecydowanie korzystniej; tym trudniej pogodzić się z faktem, że to właśnie narodowo-socrealistyczny Panufnik zbiera pośmiertnie honory wybitnego kompozytora tych trudnych czasów.

*


Losy dzieł sztuki są w gruncie rzeczy mało przewidywalne i nie decyduje o nich wartość artystyczna, lecz zbieg okoliczności i podjęte przez ludzi decyzje. Dlatego ważne jest, by nieustannie tę historię przeszukiwać i przewartościowywać, nie jest ona przecież żadnym obiektywnym tworem i nawet po stu latach jej obraz może się okazać zniekształcony. To jedno z ważnych zadań Festiwalu - w ostatnich latach nie było ono spełniane.
Cieszę się, że w tym roku nurt historyczny powrócił i poznaliśmy utwory, które nie były grane przez kilkadziesiąt lat. Osobno przypomniane zostały kompozycje Andrzeja Krzanowskiego i Tomasza Sikorskiego - dwóch wielkich indywidualności, niesłusznie zepchniętych na margines historii. Koncert w wykonaniu pianistów Iwony Mironiuk i Szábolcsa Esztényi'ego wypełniły solowe utwory Sikorskiego: Autograf (1980), Sonant (1967), Widok z okna oglądany w roztargnieniu (1971), Hymnos (1979) oraz duety - Diafonia (1969) i Muzyka nasłuchiwania (1973). Jako epilog zabrzmiała kompozycja Esztényi'ego Muzyka kreowana 3 - pamięci Tomasza Sikorskiego (1989). Był to niezwykły wieczór, który pozwolił zweryfikować mit "polskiego minimalisty". Redukcjonizm środków oznacza maksymalne skupienie na detalu (wybrzmienie, rezonans, harmonia, echo, pauza). Muzyka Sikorskiego jest nasycona nieprawdopodobną ekspresją.
Muzyka Andrzeja Krzanowskiego jest propozycją innego typu. Festiwalowym wydarzeniem było wykonanie koncertowej wersji Audycji V (1978), która jest oryginalnie monumentalnym widowiskiem z udziałem orkiestry, chóru, śpiewaczki, baletu i wielu innych mediów. Niezwykle sugestywna (i głośna) muzyka, swoiście jarmarczna i pstrokata, niekiedy jakby ilustracyjna (syreny, gwizdki, krzyk chóru, dzwonki kościelne sprawiły, że nie mogłam oprzeć się skojarzeniom politycznym) zrobiła na publiczności piorunujące wrażenie i po raz kolejny pokazała, że warto przeczesywać historię. W wykonaniu Audycji V wzięła udział Orkiestra Muzyki Nowej pod batutą Szymona Bywalca, a także zespół wokalny Cantus Floridus i sopranistka Anna Patrys.
Na Festiwalu zabrzmiała ponadto II Symfonia na 13 instrumentów Krzanowskiego, w sąsiedztwie utworu Marcina Bortnowskiego White Angels, napisanego z myślą o tym kompozytorze. Niestety, maraton w wykonaniu Orkiestry Leopoldinum, a następnie duetu Piotra Pławnera i Eugeniusza Knapika był najsłabszym punktem festiwalu. Zawiodła zarówno forma zespołu, który ostatnio grał wyśmienicie, a teraz miał kłopoty nawet z intonacją, jak program - tworzyła go mdła String Play (1980) Zbigniewa Penherskiego, banalna, dancingowa Kesukaan II (1991) Bogusława Schaeffera, a także po raz pierwszy wykonany utwór Tempo capriccioso (2009) na dwa klarnety i orkiestrę smyczkową Ewy Podgórskiej, skrywającej się w cieniu Lutosławskiego. Cały program koncertu Leopoldinum - nie wyłączając Bortnowskiego i Krzanowskiego - ukazywał pozbawione fantazji podejście do orkiestry smyczkowej. Zmęczyło mnie zwłaszcza powtarzające się w każdym utworze monolityczne, szarobure brzmienie, epatowanie stojącymi sonorystycznymi segmentami, klasterami na zmianę z sentymentalnymi melodiami, fugatami, fragmentami aleatorycznymi...
Zły nastrój tego wieczoru przypieczętowała druga część maratonu, poświęcona partitom. Obok genialnego Lutosławskiego, zabrzmiała premiera kiczowatej ŕ la disco Małej partity (2010) Aleksandra Nowaka oraz niekończąca się melodia Partity (1980) Eugeniusza Knapika, naśladującego tu Oliviera Messiaena.
Dopuszczalny w ramach festiwalu muzyki polskiej akcent międzynarodowy pojawił się na zakończenie i choć mały, okazał się niezwykle wyrazisty. W Sali Kameralnej Impartu wystąpił znakomity zespół Leitundlause Musiktheater z Berlina. Na początek pięć śpiewaczek w dowcipnych monodramach wykonało wybór Récitations Georgesa Aperghisa - m. in. ugniatając ciasto i siedząc pod fortepianem. Następnie cały zespół wykonał legendarny teatr instrumentalny Bogusława Schaeffera TIS MW2, rozbawiając publiczność do łez. Interpretacja była nie tylko komiczna, ale miała też bardzo klarowną muzyczną formę, z powtarzaniem elementów, urytmizowaniem gestów. Nie miałabym nic przeciwko, żeby na Festiwalu takich błyskotliwych wieczorów było więcej.

*


Musica Polonica Nova może być festiwalem ciekawym i dającym do myślenia - pod warunkiem, że wątki tematyczne i retrospektywy będą nieodłącznym elementem programu. Muzyka przedstawiana w przemyślanym kontekście zyskuje dodatkowe sensy i pomaga słuchaczowi zrozumieć historię i współczesność. Ale Musica Polonica Nova nie stanie się prestiżowym festiwalem muzyki współczesnej, jeśli nie zacznie kreować tej muzyki poprzez wspieranie nowej twórczości. Nie tylko wykonując gotowe utwory, również płacąc za ich skomponowanie. Zamówień kompozytorskich jest u nas jak na lekarstwo i naprawdę nie chcę słyszeć, że nie ma na to pieniędzy, skoro przez biurokrację, niezdecydowanie lub opieszałość Związku Kompozytorów Polskich przy organizowaniu Festiwalu notorycznie przepadają jakieś środki. Budżety dobrych festiwalów opracowuje się z kilkuletnim, a nie kilkumiesięcznym wyprzedzeniem i już dziś powinno się przewidywać wydatki z myślą o dwóch-trzech kolejnych latach. Ale kto ma tym pokierować, skoro festiwal nie ma nawet dyrektora artystycznego?
MONIKA PASIECZNIK

ROK LIV • NR 13 • 27 CZERWCA 2010


ROK LIV • NR 13 • 27 CZERWCA 2010

Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP
Szkoły muzyczne

  Wstecz  Do góry  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

Komentarze

Odkryłem niezwykłą osobowość muzyczną... ( Rafał Sajna wyslano 2010-07-19 godz. 14:35 )  

Korekta ( Zamuszko Sławomir wyslano 2010-07-11 godz. 12:28 )  

 

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa