Muzyka wspó³czesna
Relacje
Opera
Historia
P³yty
Archiwum Artyku³y Ksią¿ki P³yty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og³oszenia Forum Kontakt
P³yty  VERDI, FLETCHER, R. STRAUSS

"Wcale specjalnie go nie lubię" - deklarował po latach Richard Strauss, pytany o Życie bohatera. W momencie powstania utworu (1898) miał chyba do wykreowanej postaci stosunek zgoła inny: tytułowy bohater, porte parole kompozytora, spektakularnie potykał się ze światem, zwyciężał antagonistów, by potem w spokoju odpocząć od życiowych znojów. Gdyby Strauss miał okazję posłuchać najnowszego nagrania swojego poematu, jego późna niechęć do bohatera mogłaby się tylko ugruntować.
Stojący na czele Pittsburgh Symphony Orchestra austriacki dyrygent Manfred Honeck wykonywał utwór Straussa na koncertach w Heinz Hall (gdzie nagrano również recenzowaną na tych łamach Pierwszą Mahlera) w maju 2008 roku i tę interpretację utrwalono na płytach japońskiej wytwórni Exton. Nie ma owa interpretacja zacięć i miejsc pustych, jakie zdarzały się muzykom w Symfonii Mahlera, ale wcale przez to nie irytuje mniej. Bohater naszych czasów w ujęciu Manfreda Honecka pragnie bowiem nade wszystko wypaść elegancko, niezbyt zmęczyć się walką i mieć dużo czasu na odpoczynek.
O jakiej właściwie walce mówimy? Nie ma już walki, jest łagodny spór, w którym racje obu stron są aż nazbyt zobiektywizowane. Metroseksualnemu bohaterowi Honecka wszystko przychodzi jednakowo łatwo albo raczej sam nie przywiązuje do niczego wielkiej wagi i nic nie staje się tak istotne, by wymagało zaangażowania. Anemiczny, bez "ikry", osiąga wreszcie swój wymarzony spokój. To dziwna konkluzja: kwietyzm jako myśl przewodnia jednego z najbardziej osobistych utworów Straussa.
Ale spróbujmy przyjrzeć się interpretacji Honecka pod innym kątem. Być może powściągliwość (mówiąc oględnie) dyrygenta wynika z wniknięcia w tę partyturę ze świadomością, że za niedługo (bo już w 1903) powstanie Sinfonia domestica? Że w takim razie niektóre nazbyt rozpędzone emocje należy okiełznać? Wziąć w cudzysłów? Znaleźć w miejscami bombastycznym utworze zaczyn autoironii? Jeśli tak, choć wykonanie się broni koncepcyjnie, w dalszym ciągu coś stoi na przeszkodzie jego akceptacji. Jest zbyt gładkie, śliskie. I przy tym wszystkim pozbawione ironii. Ale może takie ma być?
Orkiestra brzmi bardzo dobrze, faktura poematu mieni się różnobarwnie, jak ze smakiem dobrane atłasowe obicie kanapy. Bohater ze znaczną swobodą poczyna sobie w przestrzeni salonu, jednak żałuję trochę, że udowadnianie mieszczańskości Ryszarda Straussa postawił sobie Honeck za cel właśnie tutaj.
O ileż lepiej wypada rozpoczynająca płytę uwertura do Mocy przeznaczenia. Tu nie trzeba głowić się nad dobraniem odpowiedniego klucza do interpretacji (dotyczy to i słuchacza, i dyrygenta). Muzyka płynie wartko, a wykonanie w najlepszym świetle stawia orkiestrę. Przy Straussie, jak wspomniałem, zespół też wypadł nie najgorzej, ale słuchając Verdiego przynajmniej nie zadajemy sobie pytania: no i co z tego?
Oddajmy w końcu sprawiedliwość Honeckowi. Drugą pozycją programu był Koncert na klarnet i orkiestrę współczesnego amerykańskiego kompozytora Alana Fletchera. Szczególnie druga część utworu, dla której inspiracją była podobno symfonika Brahmsa, pozwala bez niechęci skoncentrować się na samej muzyce, brzmiącej raczej "po czajkowsku" niż "po brahmsowsku". Ale może to wolne asocjacje?
Solistą jest Michael Rusinek, Kanadyjczyk od lat współpracujący z zespołem z Pittsburgha. Swoboda i blask w grze solisty, bardzo dobry kontakt z orkiestrą sprawia, że płyta zyskuje nieoczekiwany walor poznawczy. Gdyby tylko Życie bohatera nie miało w założeniu być "mocnym finałem"...


VERDI
Uwertura do Mocy przeznaczenia
FLETCHER
Koncert na klarnet i orkiestrę
R. STRAUSS
Poemat symfoniczny "Życie bohatera" op. 40
Michael Rusinek klarnet, Pittsburgh Symphony Orchestra, dyr. Manfred Honeck
Exton OVCL-00338 (2008)
LECH KOZIŃSKI

ROK LIV • NR 13 • 27 CZERWCA 2010


ROK LIV • NR 13 • 27 CZERWCA 2010

Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP
Szko³y muzyczne

  Wstecz  Do góry  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa