Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Muzyka wsp蟪czesna  Osiem spotkań skandynawskich

Sacrum Profanum, Krak贸w, 12-17 września

W tym roku na festiwalu "Sacrum Profanum" słuchaliśmy muzyki skandynawskiej - w części klasycznej po dwa koncerty monograficzne kompozytor贸w z czterech kraj贸w (Dania, Finlandia, Norwegia, Szwecja) oraz Islandczyk贸w na początku i na zakończenie Festiwalu, w jego "rozrywkowej" części.

Fin Magnus Lindberg to tw贸rca dobrze znany i wielokrotnie wyr贸żniany: w tym sezonie jest kompozytorem in-residence Filharmonii Nowojorskiej. Ensemble Intercontemporain rozpoczął jego efektownym Coyote Blues (1993), pełnym subtelnych glissand i nakładających się kontrapunkt贸w. Potem zabrzmiało Corrente (1991-1992), utw贸r inspirowany barokiem, zbudowany przy użyciu rozmaitych modi, nakładających się wzajemnie modeli rytmicznych i harmonicznych, kt贸re tworzą kalejdoskopowo zmieniające się faktury oraz plamy barw. Powstałe przed ćwierćwieczem UR (1986), to przykład radykalnych brzmień charakterystycznych dla wczesnych utwor贸w Lindberga. Tytuł odnosi się zar贸wno do starożytnego sumeryjskiego miasta, jak do języka niemieckiego i szwedzkiego, w kt贸rych przedrostek ur- oznacza coś pierwotnego. Pięciu wykonawc贸w z elektroakustycznym wsparciem gra muzykę skonstruowaną na podstawie skomplikowanych komputerowych wyliczeń. W trakcie wykonania pianista uruchamia sekwencje akord贸w, modeli rytmicznych i artykulacji, generowanych przez komputer, a realizowanych przez syntezator Yamaha TX-816.
Feeryczne Jubil茅es (2000/2002), dedykowane Boulezowi z okazji jego 75 urodzin, zabrzmiały na koniec koncertu. W utworze tym znajdziemy wszystko, co w stylu Lindberga wydaje się najistotniejsze: wirtuozerię, nawiązania do tradycji, poczucie humoru i żywiołowość. Niestety - pewna ospałość w wykonaniu Coyote Blues oraz nadmiar wpadek (co z pierwszego rzędu dawało się bez trudu zauważyć) świadczyły o słabszej formie renomowanego Ensemble Intercontemporain. Można się domyślać, że będąc w formie lepszej, muzycy wykonaliby utwory Lindberga bardziej przekonująco.
Dzieła fińskiego tw贸rcy - niegdyś o niemal pierwotnej sile i ostrości brzmienia - stały się teraz znacznie bardziej wysmakowane i wielowarstwowe. Narracja biegnie w nich w spos贸b zr贸żnicowany, jest kapryśna, ulotna, a gł贸wny jej tok obudowany jest z reguły masą kontrapunkt贸w, dźwiękowych kontekst贸w - zgodnie z deklaracją kompozytora o potrzebie większej dekoracyjności. Wynika stąd konieczność bardzo precyzyjnego i zaangażowanego wykonania tej muzyki - a tego właśnie brakowało francuskim muzykom.

Słuchając muzyki Klasa Torstenssona nie spos贸b oprzeć się wrażeniu, że to rzadko dzisiaj spotykany przypadek artysty, kt贸ry stoi twardo na ziemi, jest zadowolony z życia i optymistycznie spogląda na świat. Torstensson to pogodny ekstrawertyk, a jego sztuka pełna jest energii, wewnętrznego życia, nawet zadowolenia. Kompozytor chętnie tworzy rozbudowane freski dźwiękowe, dlatego w ramach festiwalu udało się zmieścić tylko dwa jego utwory.
Były to ogniwa potężnego cyklu Lantern Lectures. Na początek zabrzmiała część IV (2002). Ponad dwudziestominutowy utw贸r wykonali muzycy podzielani na dwie sekcje - dętą i "Giants Cauldron" (kocioł gigant贸w) z pozostałymi muzykami orkiestry. Dość agresywne wejścia blachy, wyraziste motywy, glissanda i akcenty dały w efekcie żywiołowość i rozmach narracji. "Kocioł gigant贸w" to nazwa wielkich cylindrycznych jaskiń lodowych, w kt贸rych przepływająca woda tworzy groźne wiry. W podobny spos贸b układają się wirujące i nawarstwiające się muzyczne pętle. Akcja muzyki Torstenssona pełna jest zwrot贸w, nieoczekiwanych efekt贸w (jak nagłe tupnięcie wszystkich muzyk贸w, odgłos zbiorowego pstrykania palcami), kt贸re podkreślają jej witalistyczny charakter.
Drugą część wieczoru wypełnił dziewięcioczęściowy, trwający 37 minut Self-portrait with Percussion, piąte ogniwo Lantern Lectures (2006). Autoportret jest utworem dużo obszerniejszym niż pozostałe części; podstawowe założenia cyklu zostały w nim zachowane, choć partia solowej perkusji jest bardzo rozbudowana. Wszystkie utwory z tego cyklu cechuje wyjątkowa rola instrumentacji, to ona wręcz kreśli narrację, niemal napędza muzykę, prowadząc od stan贸w prawie zupełnego zawieszenia, "zamrożenia", do rozbuchanych, gorących eksplozji. Za pomocą brzmień perkusyjnych odtworzone zostały surowe odgłosy dzikiej przyrody, a o intencjach kompozytora świadczy komentarz do ostatniej części utworu, gdzie pojawiają się słowa "puls! powt贸rz, powt贸rz...", umieszczone dla podkreślenia rytmicznego żywiołu rządzącego muzyką Autoportretu.
Solową partię perkusji w tym utworze wykonała Peppie Wiersma, wsp贸łpracująca z takimi dyrygentami, jak Riccardo Chailly, Frans Br眉ggen, Philippe Herreweghe. Zesp贸ł Asko/Sch枚nberg poprowadził Hans Leenders - wysoko ceniony kapelmistrz, stypendysta Bernarda Haitinka i swego czasu asystent Walerego Giergiewa w Filharmonii w Rotterdamie. Dzięki znakomitej wsp贸łpracy muzyk贸w wykonanie było sp贸jne i przekonujące, co zostało docenione przez słuchaczy.
Sztuka Torstenssona nie należy do awangardowych - kompozytor wydaje się mocno zakorzeniony w tradycji i ze szczeg贸lną uwagą traktuje jej aspekt melodyczny.- Swobodnie posługując się elementami dur-moll Torstensson buduje własny, odrębny świat, w kt贸rym zdarzają się zawoalowane skojarzenia o osobistym wydźwięku, jak choćby użycie sekwencji akord贸w z czwartej części VII Symfonii Mahlera w Self-portrait...

  Ensemble Modern, Fot Paweł Ulatowski  
  Ensemble Modern, Fot Paweł Ulatowski  
Utwory Andersa Hillborga zostały przedstawione w Krakowie przez znakomity Ensemble Modern. Tw贸rczość tego kompozytora cechuje nieustanny rozw贸j; kiedy por贸wnuję jego dawniejsze utwory z dokonaniami obecnymi, dostrzegam żywy imperatyw ewolucji, potrzebę poszukiwania coraz to nowych środk贸w wyrazu, a także wewnętrzny nakaz samodoskonalenia. Być może z tego właśnie powodu Hillborg to postać, kt贸ra nie poddaje się klasyfikacjom - jest też gitarzystą rockowym - tw贸rca wciąż miesza gatunki i style, chętnie zaskakuje i swobodnie przekracza granice konwencji. W Duecie na klarnet i skrzypce, utworze skądinąd znakomicie nadającym się na egzamin w klasie kameralistyki, proponuje nieco szkolny dialog instrument贸w.
Raczej suche i chłodne serialne Tampere Raw (1991) na klarnet i fortepian nie zachwyciło mnie zanadto, podobnie jak mechanistyczny, zdradzający fascynację motoryzacją Velocity Engine (2003) na fortepian. Nie zrozumiałem także powodu, dla kt贸rego Hillborg sięgnął po wzorce neoklasycystyczne rodem z muzyki Vagna Holmboe w Six Pieces for Wind Quintet z 2007 roku. Utw贸r ten, jakkolwiek wdzięczny i zwięźle skonstruowany, przemknął przez uszy nie pozostawiając silniejszego wrażenia, za to klarnetowo-fortepianowy The Peacock Moment z 1996 roku mocnym uderzeniem i poczuciem humoru w przeciągu minuty rozgrzał publiczność. Było to zasługą świetnej klarnecistki Niny Janssen. Warto zauważyć, że młoda instrumentalistka gra w Ensemble Modern dopiero cztery lata, a już doczekała się utwor贸w dedykowanych jej przez Marka Andr茅 i Arnulfa Herrmanna.
Najbardziej błyskotliwe i najciekawsze moim zdaniem były: pełen temperamentu Kwintet dęty oraz zam贸wiony specjalnie na festiwal utw贸r Vaporised Tivoli.
W Kwintecie od pierwszych dźwięk贸w kompozytor zastosował rozwiązania pozwalające artystom pokazać sw贸j kunszt. Widoczna radość wykonywania tej muzyki przekładała się na jej żywiołowość i rozmach. Prawykonanie Vaporised Tivoli olśniewało. Poczułem się porwany przez karuzelę, niczym w kopenhaskim Tivoli, najczęściej odwiedzanym lunaparku w Skandynawii. Pełne wigoru przerzucanie motyw贸w i brzmień, atmosfera zanurzenia w szalonej rozrywce - wszystko to przyprawiało o zawr贸t głowy. Wyraziste gesty, przepoczwarzające się barwy, dialogi, kł贸tnie, zwady, pojedynki brzmień, przemykające z ogromną prędkością motywy - sprawiały wrażenie kalejdoskopu. Na tle brzmień rozedrganych pojawiały się solowe partie oboju, fletu piccolo i wibrafonu, bezustannie konfrontowane z dźwiękami wynurzającymi się z gęstej magmy. Utw贸r zakończył się dość zagadkową melodią solowego kontrabasu, kt贸ra bynajmniej nie rozwiała brawurowej atmosfery. Kapitalne.

Tw贸rczości Norwega Eivinda Buene nie da się łatwo zaszufladkować - tworzy on wielkie i mobilne przestrzenie brzmień, ścierających się faktur i wyszukanych instrumentacji. Buene - najmłodszy z przedstawionych na festiwalu kompozytor贸w (37 lat), wśr贸d mistrz贸w miał tak wybitnych tw贸rc贸w, jak Brian Ferneyhough, Salvatore Sciarrino i Helmut Lachenmann. Obdarzony sporym temperamentem tworzy dzieła instrumentalne, operowe i wokalne, chętnie też wykorzystuje live electronics oraz instalacje dźwiękowe.
Na koncercie w Muzeum Inżynierii Miejskiej norweski Cikada Ensemble wykonał po raz pierwszy w Polsce siedem utwor贸w Buene, kt贸rych inspiracją były wątki z powieści Italo Calvino. W pierwszej części wieczoru zabrzmiały ogniwa cyklu Possible Cities powstałego w latach 2005-2007. Wedle sł贸w kompozytora muzyka ta jest metaforą miasta jako symbolu relacji międzyludzkich. W rzeczy samej osią narracji są dialogi między pojedynczymi instrumentami i grupami. Nieco kapryśna, tajemnicza aura wynika z przeciwstawiania konstelacji brzmieniowo-rytmicznych. W City Silence (2005-2006) rozmowa duetu skrzypiec utrzymana na progu słyszalności zdaje się symbolizować nocne życie miasta, kt贸re zasypia tylko na poz贸r. Sądząc po delikatności, zwiewności tej muzyki, chodzi raczej o niezbyt duże miasto skandynawskie (czyżby Oslo?), niż o kt贸rąś z wielkich metropolii. Grid (2006) to zgodnie z tytułem gęsta sieć motyw贸w, fraz i epizod贸w, wyłaniających się, rozpraszających, przeradzających w nowe struktury i ponownie ulegających rozpadowi. Muzyka jakby opowiadana p贸łgłosem, zza ściany, w p贸łśnie.
W drugiej części wieczoru wykonano Essential Landscapes (2006‑2008), skupione i skomplikowane wewnętrznie, pełne subtelnych gier w obrębie materiału dźwiękowego. Soliści zostali rozmieszczeni na scenie w dużych odstępach , dzięki czemu czytelne były zmiany faktury- od cienkich brzmień do większej masy dźwiękowej. W finałowej Nature morte (2008) paleta kolorystyczna została wzbogacona o dźwięki preparowanego fortepianu i wibrafonu. Zakończenie, bardzo rozciągnięte, zawieszone w lirycznym nastroju pożegnania, pięknie zamykało cały wiecz贸r.
Interesujące pomysły Buene'a niestety często ginęły w natłoku zdarzeń, a p贸źna pora koncertu nie sprzyjała koncentracji odbioru. Nie należy zatem winić kompozytora za coraz większe pustki na sali. To muzyka wymagająca skupienia, niezbyt spektakularna, czasem intelektualna, zachęcająca do dalszego z nią obcowania.

Bardzo dobre wrażenie pozostawił po sobie kierowany przez Johannesa Kalitzke zesp贸ł Klangforum Wien, kt贸ry wystapił z utworami norweskiego kompozytora Rolfa Wallina. Agata Zubel w roli solistki pierwszego polskiego wykonania kompozycji ...though what made it has gone (1987; do wiersza Osipa Mandelsztama) pokazała najwyższą klasę interpretacji. Kompozytor użył tekstu w dw贸ch językach - rosyjskim i angielskim, co Zubel wykorzystała oddając rozdwojoną jaźń podmiotu lirycznego. Jej wizja, oszałamiająca i niezwykle celna, wprawiała w podziw i zachwyt - środki sonorystyczne nakładały się i mieszały z semantycznymi, tekst i muzyka stapiały się we wspaniały amalgamat, strumień myśli i doznań.
The Age of Wire and String z 2005 roku to frapujący cykl wielce zgrabnych miniatur, kt贸rych czas trwania rzadko przekracza minutę. Aforystyczne wizje Wallina ujęły mnie swoją trafnością, idealnym zgraniem treści z formą, lakonicznością i jednocześnie pełnią wyrazu.

Zawiodłem się niestety na Kaiji Saariaho, do kt贸rej muzyki żywię ogromy sentyment - nie zdołałem odnaleźć się w gąszczu dźwięk贸w Je sens un deuxi膷me coeur. Tak miłe moim uszom zwiewne faktury i niejednoznaczne plamy brzmieniowe ustąpiły mocniejszym barwom, muzyka Saariaho nabrała ostrości i rysu do pewnego stopnia akademickiego. Poczułem się - niczym zagubione dziecko - przeciążony nadmiarem środk贸w, kontrapunkt贸w, linii i zdarzeń w Notes on Light.

Maciej JabłoŃski (Krak贸w)




Z koncertu poświęconego tw贸rczości Pelle Gudmundsena-Holmgreena najciekawszych wrażeń dostarczyły mi wykonane w drugiej części Song, Play i Company (prawykonanie). Za największą zaletę uznałbym stylistyczną oryginalność, kt贸rą 84-letni kompozytor niejednokrotnie już potrafił zaskakiwać: utw贸r brzmiał jak połączenie renesansowej polifonii w czterogłosie wykonywanym przez śpiewak贸w Theatre of Voices i cage'owskiej nielogiczności w partii zespołu. Wykonane w pierwszej części Lost Ground i Moving Still raziły nieco trywialnością. Przed nimi muzycy London Sinfonietty zagrali Appendix Pawła Szymańskiego.

  Zesp贸ł musikFabrik, Fot Paweł Ulatowski  
  Zesp贸ł musikFabrik, Fot Paweł Ulatowski  
Tego samego wieczoru mogliśmy obcować ze sztuką najwyższej pr贸by dzięki kolońskiemu zespołowi musikFabrik pod dyrekcją Emilio Pom谩rico, kt贸ry przywi贸zł do Krakowa muzykę Kaiji Saariaho. Zanim usłyszeliśmy kompozycje sławnej Finki z Paryża, członkowie zespołu z prawdziwym rytmicznym nerwem wykonali I Kwartet smyczkowy Pendereckiego. Zabrzmiał bardzo dobrze, ale dźwięki pochłonęły mnie całkowicie dopiero w następnej pozycji wieczoru, kt贸rą był Je sens un deuxi膷me coeur - utw贸r znakomicie trafiający w specyfikę brzmieniową zmodyfikowanego konwencjonalnego składu: fortepian, wiolonczela i alt贸wka zamiast skrzypiec. Owo "drugie serce" to, cytując książkę programową, "obcy puls dziecka, wchodzący w zmienny, trudny do przewidzenia dwugłos z pulsem matki". Muzyka była odpowiednio pulsująca, był w niej niepok贸j taki, jaki odczuwamy stykając się z czymś niezwykłym i tajemniczym. W Tempest Songbook do tekst贸w z Burzy Szekspira na sopran (Olivia Vermeulen), baryton (Peter Sch枚ne) i zesp贸ł dominowały wyszukane, rozbudowane gesty w partiach wokalnych i instrumentalnych, przy czym ważna rola przypadła ulubionym instrumentom Saariaho: fletowi i wiolonczeli, kt贸ra w rękach Dirka Wiethegera była też instrumentem solowym w Notes of Light (wersja na mniejszy skład utworu z orkiestrą z roku 2006). Pewien problem w muzyce Saariaho z ostatnich lat może stanowić duża jednorodność stylu i emocji, jednak zawsze czuje się klasę - wielu jest kompozytor贸w bardzo dobrych, lecz naprawdę wybitni nie są aż tak liczni.

Interesujący był także koncert Klangforum Wien z muzyką Norwega Rolfa Wallina. ...through what made it has gone do tekstu Osipa Mandelsztama był jakby stworzony dla technicznych i wyrazowych umiejętności Agaty Zubel, kt贸ra z towarzyszeniem zespołu przedstawiła także sw贸j Beckettowski monodram Cascando. The Age of Wire and String to cykl wycyzelowanych miniatur na mały zesp贸ł, odmienny w charakterze od mocniejszych gest贸w i nawarstwień Appearances przeznaczonych na większą obsadę. "Klasyczną" część Festiwalu zamknął przegląd tw贸rczości Hansa Abrahamsena, poprzedzony Fantasmagorią Kazimierza Serockiego - szkoda, że w jego dorobku prawie nie ma utwor贸w pasujących do składu występujących na "Sacrum Profanum" zespoł贸w, bo to muzyka wciąż warta przypominania. Po ładnych, ale czasem dość błahych utworach 58‑letniego Duńczyka w pierwszej części (Herbstlied, Liebeslied, Zwei Schneet盲nze) muzycy Ensemble Recherche z wielką maestrią wykonali prawie godzinny Schnee na dziewięć instrument贸w - najobszerniejszy i chyba najciekawszy utw贸r w jego dorobku. Niezwykła jest aura brzmieniowa tej kompozycji, ewokująca sugerowane tytułem zimowe obrazy, przy czym asocjatywność tej muzyki idzie w tu w parze z konstrukcyjną ścisłością wykorzystującą w gł贸wnej mierze struktury kanoniczne. "Monotonia", niekiedy też ascetyzm środk贸w oraz swoiste zatrzymanie czasu, choć przez kompozytora zamierzone, nie wszystkim pewnie przypadły do gustu (mnie akurat ten klimat urzekł od momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszałem nagranie) - tak się niestety złożyło, że muzyki kontemplacyjnej, spokojnej, "rozciągniętej" (Buene, Saariaho, Abrahamsen) słuchaliśmy o niesprzyjających p贸źnych, sennych porach - niemniej trudno byłoby tym śnieżnym pejzażom odm贸wić odrębności i oryginalności.

Tuż przed Festiwalem, w "Gazecie Wyborczej" można było przeczytać rzekome i faktyczne uszczypliwości, wygłaszane przez dyrektor贸w obu zachodzących na siebie festiwali muzyki wsp贸łczesnej (ich bezzasadność trafnie wykazał tydzień p贸źniej Andrzej Chłopecki, kt贸ry żartobliwie zaproponował, by oba festiwale się połączyły). W nieporozumieniach tych nie byłoby nic ciekawego, gdyby nie prowokowały one (oby!) do przemyśleń o tym, co stanowi o jakości przegląd贸w nowszej muzyki. Niewątpliwie na Sacrum Profanum nudy jest mniej niż na "Warszawskiej Jesieni" - dlatego, można by powiedzieć, że krakowski festiwal skupuje markowe produkty, a warszawski pokazuje rzeczywistość nowej muzyki wsp贸łtworząc ją zarazem. Ogromną zasługą Krakowskiego Biura Festiwalowego jest uświadomienie krakowskim melomanom, że świat muzyki wsp贸łczesnej jest większy niż krąg obejmujący Pendereckiego i parę lokalnych osobistości. Słuchaczy było dużo, a muzyka się podobała.

Zastanawia jednak to, że Sacrum Profanum jest jedynym na świecie znanym mi festiwalem muzyki wsp贸łczesnej obywającym się całkowicie bez krajowych wykonawc贸w (z wyjątkiem udziału Sinfonietty Cracovii w "rozrywkowej" części). Fakt ten można wytłumaczyć częściowo chęcią zaoferowania wykonań na najwyższym poziomie (zespoły specjalizujące się w nowej muzyce, o stabilnej kondycji finansowej i dające sto koncert贸w rocznie zagrają oczywiście lepiej niż te borykające się z trudnościami nie do przezwyciężenia i działające sporadycznie), a także utrzymywaniem dystansu od "środowiska", czyli od presji ze strony muzyk贸w (dotyczy to też kompozytor贸w), kt贸rym obecność na festiwalach "się należy". Powody to zrozumiałe, niemniej zupełny brak troski krakowskiego festiwalu o rozw贸j kultury wykonawczej muzyki wsp贸łczesnej budzi zdziwienie - nawet zagranicznych obserwator贸w festiwalu, w tym muzyk贸w na nim występujących. Krakowskie Biuro jest organizacyjnie sprawne, dobrze przez miasto wspierane i stać je na ciekawe przedsięwzięcia w tym zakresie, kt贸re wykraczałyby poza gdzie indziej nagminne (także na "Warszawskiej Jesieni") "odfajkowywanie" ważnych dzieł w przygotowywanych bez serca i staranności wykonaniach. Niekt贸re polsko-zagraniczne przedsięwzięcia warszawskie - jak choćby wykonanie R茅pons Bouleza czy Quaderno di strada Sciarrina - mogłyby stanowić tu wz贸r.

Służbę narodowej kulturze i wizerunkowi Polski na świecie krakowski festiwal podjął projektem "Made in Poland", w ramach kt贸rego zapraszane zagraniczne zespoły (co roku prawie dokładnie te same) wykonują i nagrywają wyselekcjonowane utwory polskie. Dla oceny skuteczności tego od dawna przez "Warszawską Jesień" i gdzie indziej praktykowanego zwyczaju, dobrze byłoby prześledzić, ile z promowanych w ten spos贸b kompozycji trafia potem do ich repertuaru wykonywanego bez "politycznych" okazji i nagrywanego (nie m贸wię oczywiście o Lutosławskim i G贸reckim, kt贸rych promować nie trzeba). Dlaczego polska muzyka wsp贸łczesna od lat nie rozbrzmiewa na festiwalach w Witten, Donaueschingen, Biennale w Wenecji czy paryskiej "Agorze"? Odpowiedź mogła się nasunąć choćby w trakcie słuchanie 3 dla 13 Pawła Mykietyna (kompozytora nie bez powodu często uważanego za najciekawszego wśr贸d młodszych) w wykonaniu Ensemble Modern przed koncertem muzyki Andersa Hillborga: brzmiało to trochę jak strzelanie z grubej rury do zgrabnego wprawdzie, lecz dość chudego zwierza. Nie bardzo rozumiem, czego organizatorzy spodziewają się po tym, że Mykietyna zagra akurat frankfurcki zesp贸ł.

W tym roku "klasyczne" Sacrum Profanum nie dostarczyło być może tyle wrażeń, co w dw贸ch poprzednich latach - pewnie dlatego też, że wyb贸r ośmiu kompozytor贸w-reprezentant贸w kraj贸w skandynawskich nie był aż tak oczywisty, jak w przypadku Niemiec i Wielkiej Brytanii - niemniej było czego słuchać. Plany na następne lata już ogłoszono: za rok Festiwal zwr贸ci się w stronę muzyki bardziej popularnej (amerykański minimalizm), a za dwa lata "Made in Poland" w rozszerzonej wersji.

Krzysztof Kwiatkowski
MACIEJ JABŁOŃSKI, KRZYSZTOF KWIATKOWSKI

ROK LIV • NR 22 • 31 PAŹDZIERNIKA 2010

Mysz w Ruchu


ROK LIV • NR 22 • 31 PAŹDZIERNIKA 2010


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa