Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Szymanowskiego podsunął mi Anderszewski. Rozmowa z Sylvainem Cambrelingiem

MONIKA PASIECZNIK: Pana zainteresowania muzyczne są niezwykle rozległe: dyryguje Pan muzyką dawną, symfoniką klasyczną i romantyczną, operą i muzyką najnowszą. W Pańskiej dyskografii znajdziemy symfonie Mozarta, utwory oratoryjne Mendelssohna i Saint-Sa毛nsa, opery Berlioza, Gounoda, Offenbacha, Rossiniego, Strawińskiego i Janaczka. Dla wytw贸rni Kairos nagrał Pan kilkanaście płyt monograficznych z muzyką m. in. G茅rarda Griseya, Beata Furrera, Petera Ablingera, Georga Friedricha Haasa. Jak Pan ogarnia tak rozległy i r贸żnorodny repertuar?

  SYLVAIN CAMBRELING, Fot. SWR Lamparter  
  SYLVAIN CAMBRELING, Fot. SWR Lamparter  
SYLVAIN CAMBRELING: To nie jest wcale takie skomplikowane! Od początku mojej kariery zajmowałem się rozmaitą muzyką, szedłem w kilku kierunkach. Zaczynałem jako puzonista w orkiestrze w Lyonie. Kiedy zająłem się dyrygowaniem, miałem do dyspozycji orkiestrę operowo-symfoniczną. Po roku dostałem zaproszenie z Paryża, gdzie poprowadziłem Żywot rozpustnika Strawińskiego. Dzięki temu poznałem Pierre'a Bouleza i Rolfa Liebermanna - dwie całkiem odmienne postacie. Obaj przyszli na m贸j spektakl. Liebermann zaprosił mnie do wsp贸łpracy z Operą Paryską, kt贸rej był w贸wczas intendentem, Boulez zaproponował, bym został dyrygentem gościnnym założonego przezeń zespołu nowej muzyki Ensemble Intercontemporain. Od początku więc miałem szansę pracy z najlepszymi zespołami w obu dziedzinach, a przecież nadal dyrygowałem moją orkiestrą w Lyonie. Przez ostatnie 35 lat nic się pod tym względem nie zmieniło. Rozległy repertuar oznacza oczywiście ogrom pracy, kt贸rą muszę włożyć zwłaszcza w przygotowanie utworu nowej muzyki. Za każdym razem trzeba się bowiem uczyć nowego języka dźwiękowego, jego gramatyki i słownictwa, co wymaga wysiłku.

Zapytałam o to, gdyż obecnie obserwujemy specjalizację w poszczeg贸lnych okresach muzycznych. Nie tylko wykonawcy skupiają się na wąskim wycinku historii, także publiczność ma coraz bardziej sprecyzowane upodobania. Wielbiciele muzyki klasycznej i romantycznej niekoniecznie lubią muzykę wsp贸łczesną, czasem już Messiaen brzmi dla nich zbyt obco. Z kolei miłośnicy muzyki wsp贸łczesnej nie p贸jdą do filharmonii posłuchać Koncertu skrzypcowego Mendelssohna... Muzyka dawna i wsp贸łczesna odłączyły się od nurtu filharmonicznego: mają własne festiwale, wyspecjalizowanych wykonawc贸w i wierną publiczność. Jak z Pana perspektywy wyglądają te podziały?

- Sądzę, że te podziały nie występują wszędzie i nie dotyczą każdego. To nieprawda, że muzyki wsp贸łczesnej nie da się słuchać, bo jest trudna. Ja uważam Bacha za r贸wnie trudnego kompozytora. W muzyce wsp贸łczesnej jest mn贸stwo emocji. Z drugiej strony są utwory muzyki klasycznej, w kt贸rych owych emocji brak. Wcale nie jest oczywiste, gdzie się te emocje mieszczą.
Z moją Orkiestrą Radia Południowozachodnioniemiekiego (SWR) w Baden-Baden i Fryburgu wykonuję bardzo dużo nowej muzyki na koncertach abonamentowych. Zwykle mamy pełną salę. Powiem więcej: publiczność oczekuje od nas repertuaru urozmaiconego, w kt贸rym obok symfonii Beethovena albo Mahlera jest też utw贸r muzyki wsp贸łczesnej. Nikt nie uznaje takiego programu za trudny bądź dziwny. Sedno tkwi raczej w jakości wykonania: jeśli orkiestra źle gra muzykę XX i XXI wieku, publiczność się zniechęca. Chodzi przede wszystkim o interpretację i emocje, kt贸rych uzyskanie w przypadku muzyki wsp贸łczesnej wymaga większej pracy niż w repertuarze klasycznym, kt贸ry orkiestra zwykle zna na pamięć. Dlatego sądzę, że podziały - ani w dziedzinie samej muzyki, ani w gustach słuchaczy - nie są absolutne. To kwestia jakości wykonawstwa.

Z SWR Symphonieorchester Baden-Baden und Freiburg na co dzień wykonuje Pan muzykę nową. Kiedy w programie koncertu w Filharmonii Narodowej przeczytałam notkę o orkiestrze, zrozumiałam, czym jest dla niej występ na festiwalu w Donaueschingen. Orkiestra szczyci się liczbą dokonanych tam około czterystu prawykonań, kt贸re budują jej prestiż. W repertuarze ma utwory Ligetiego, Henzego, Pendereckiego, Beria, Stockhausena, Nona, Rihma. Ambicją orkiestry w r贸wnym stopniu jest wydanie płyty z symfoniami Mozarta, jak z Dziewczynką z zapałkami Lachenmanna. Czy rzeczywiście jest tak ważne, by orkiestry filharmoniczne grały muzykę XX i XXI wieku?

- Jestem o tym przekonany. Żyjemy w świecie, w kt贸rym nakładają się na siebie r贸żne okresy historyczne, cywilizacje i kultury. Muzyka wsp贸łczesna jest owocem tych czas贸w i nie możemy się od niej tak po prostu odciąć! Odpowiem na Pani pytanie konkretnym przykładem. Warunkiem wykonywania nowej muzyki jest dokładne realizowanie partytury. Utwory nowej muzyki operują precyzyjną notacją, kt贸ra określa wszystkie parametry dźwięku, artykulację i dynamikę z dokładnością do 4-5 p. W por贸wnaniu z muzyką choćby Mozarta dynamika jest znacznie bardziej dookreślona. Co nie znaczy, że piano u Mozarta ma tylko jeden odcień. Jeśli orkiestra będzie umiała zagrać r贸żnicę między ppp a pppp w utworze kompozytora wsp贸łczesnego, to także wykona r贸żnicę między p a pp u Mozarta. Dlatego jest tak ważne, by orkiestra miała do czynienia z rozmaitymi językami muzycznymi, ze zr贸żnicowanym zasobem środk贸w. Przecież znajomość muzyki barokowej, technik gry na instrumentach z epoki też można wykorzystywać do interpretacji muzyki romantycznej!

Kiedy pracuje Pan z takimi zespołami, jak Klangforum Wien czy Ensemble Intercontemporain albo z Orkiestrą Symfoniczną Yomiuri Nippon, czy stosuje Pan inne techniki dyrygowania, porozumiewania się z muzykami?

- W zasadzie nie. Zadanie dyrygenta polega na transponowaniu na gesty tego, co jest w partyturze. A sposob贸w użycia gest贸w jest mn贸stwo. To normalne, że do każdego utworu dyrygent dobiera inne gesty. Są gesty, kt贸re pozwalają uzyskać wielki dźwięk symfoniczny, wielką masę brzmieniową o niezbyt zindywidualizowanym charakterze. Są też gesty, kt贸re domagają się od wykonawc贸w przejrzystości, klarowności niezbędnej w muzyce wsp贸łczesnej, gdzie każdy pojedynczy dźwięk jest szczeg贸łowo opisany i zdefiniowany. Oba rodzaje gest贸w można oczywiście wykorzystywać do innego rodzaju muzyki, eksperymentować na przykład z klarownością u Brahmsa i Wagnera. Z drugiej strony, zespoły muzyki wsp贸łczesnej liczą najwyżej 25 muzyk贸w-solist贸w, porozumiewamy się zatem inaczej. Niezależnie od tego, czy jest to zesp贸ł muzyki nowej, orkiestra symfoniczna czy operowa, dyryguję tą samą techniką.

Wspomniał Pan, że Boulez zaprosił Pana do wsp贸łpracy z Ensemble Intercontemporain. Wydaje się, że Pan贸w wiele łączy: repertuar, narodowość, praca w Niemczech. A teraz jeszcze Szymanowski... Czy Boulez odegrał ważną rolę w Pana karierze?

- Bouleza poznałem, kiedy byłem bardzo młody. Dał mi naprawdę wielką szansę rozwoju, zapraszając do wsp贸łpracy z Ensemble Intercontemporain. To było pod koniec lat siedemdziesiątych. Potem nasze drogi się rozeszły, nie miałem już wiele kontaktu z Boulezem. Rzeczywiście, dyrygujemy podobnym repertuarem, choć moje zainteresowania są nawet szersze niż Bouleza, bo wykonuję muzykę dawną. Nie jestem natomiast kompozytorem. Jeśli chodzi o Szymanowskiego, Boulez bardzo p贸źno zainteresował się niekt贸rymi kompozytorami: poza Szymanowskim są to Janaczek i Bruckner. Sądzę, że ma to związek z otwarciem się Bouleza na emocje. Jeszcze piętnaście lat temu wzbraniał się przed emocjonalnym podejściem do muzyki. A ja zawsze uważałem, że muzyka to przede wszystkim emocje.

Jak na Pana pulpit dyrygencki trafiła IV Symfonia koncertująca Szymanowskiego? Czym dla Pana jest ta muzyka?

- Muzyka Szymanowskiego składa się z wielu element贸w. Nie można powiedzieć, że jest to mieszanina, bo ma sw贸j bardzo indywidualny, niepowtarzalny język. Ale dużo jest w niej z impresjonizmu i postimpresjonizmu. Mam na myśli zwłaszcza swobodę formalną i tonalną.
Stabat Mater była pierwszą kompozycją Szymanowskiego, jaką usłyszałem, miałem wtedy siedemnaście lat, pozostawiło to we mnie trwały ślad, a potem przez wiele lat nie słyszałem nic. Jakieś dwadzieścia pięć lat temu po raz pierwszy dyrygowałem I Koncertem skrzypcowym Szymanowskiego z Orkiestrą Radia Zachodnioniemieckiego (WDR) w Kolonii. Trzy lata temu wraz z Frankiem-Peterem Zimmermannem wykonałem oba koncerty skrzypcowe Szymanowskiego na jednym wieczorze. Niedługo potem prowadziliśmy z Piotrem Anderszewskim kursy mozartowskie i to on podsunął mi wtedy IV Symfonię koncertującą - obiecaliśmy sobie, że zagramy ją razem.
Muzyka Szymanowskiego jest gęsta, utkana z wielu r贸wnoległych linii. Cała trudność polega na odpowiednim ich zr贸wnoważeniu. Do tego potrzeba wielu pr贸b. Muzykom orkiestry czasem trudno zrozumieć, jakie jest znaczenie ich poszczeg贸lnych partii w kontekście całego dzieła. Odkąd pracujemy z Orkiestrą SWR nad partyturą IV Symfonii koncertującej, na każdej pr贸bie znajdujemy coś, czego przedtem nie zauważyliśmy.

Czy ma Pan w planach dalsze wykonania utwor贸w Szymanowskiego? Czy chciałby Pan nagrać płytę z jego utworami?

- Rynek płytowy działa tak, że po płycie Bouleza żadna wytw贸rnia nie podejmie się nagrania I Koncertu skrzypcowego i III Symfonii Szymanowskiego. Są zresztą także inne wykonania tych utwor贸w... Nie chcę powiedzieć, że nigdy tego nie zrobię, ale w najbliższym czasie nie mam w planach nagrań muzyki Szymanowskiego. Jeśli chciałbym coś teraz wykonać, to Stabat Mater - ta kompozycja zdaje mi się wyjątkowa. Nigdy jej nie wykonywałem i czuję, że chciałbym to zrobić.

s Jest Pan znany z oryginalnych program贸w swoich koncert贸w. Jakiego klucza użył Pan łącząc Szymanowskiego z Debussym i Lisztem?

- Punktem wyjścia był Liszt, kompozytor wielu utwor贸w orkiestrowych, kt贸re nie są dostatecznie znane. Dla mnie to r贸wnież coś nowego. Swoboda warsztatu kompozytorskiego u Liszta robi na mnie wielkie wrażenie. Liszt przyjaźnił się z Berliozem i w muzyce obu tych kompozytor贸w znajdziemy dużo podobieństw. Także Wagner czerpał pełnymi garściami z Liszta, kt贸rego muzyka jest kwintesencją romantyzmu: ekstremalnego, może wręcz nadmiernego.
Między Debussym i Lisztem tylko z pozoru nie ma związku, nie jest on bowiem bezpośredni. Łącznikiem jest Wagner, kt贸ry przejął od Liszta chromatykę, a tę od Wagnera przejął następnie Debussy. Oczywiście Debussy'ego i Liszta łączy literatura - obaj szukali inspiracji poza muzyką. Związek między Debussym i Szymanowskim jest już bardziej oczywisty. Wszystkie trzy utwory cechuje nad-ekspresyjność.
Kiedy układam program moich koncert贸w, staram się zestawiać obok siebie kompozycje, kt贸re na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą wiele wsp贸lnego. Przedstawienie trzech zupełnie odmiennych estetyk i język贸w pozwala sporo odkryć w tych utworach. Masywna orkiestracja Liszta kontrastuje z wyrafinowaną orkiestracją Debussy'ego. Obie te cechy łączy w sobie muzyka Szymanowskiego.
MONIKA PASIECZNIK

ROK LV • NR 5 • 6 MARCA 2011

Mysz w Ruchu


ROK LV • NR 5 • 6 MARCA 2011


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa