Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Barokowy listopad

  Wrocławska Orkiestra Barokowa w Auli UAM, Fot. Poznań Baroque  
  Wrocławska Orkiestra Barokowa w Auli UAM, Fot. Poznań Baroque  
W listopadzie w Poznaniu posypały się nie tylko liście z drzew, ale i koncerty muzyki dawnej. Od 5 do 21 listopada odbywał się tu festiwal "Poznań Baroque", wpisany w Krajowy Program Kulturalny Polskiej Prezydencji w Unii Europejskiej. Na siedemnastu koncertach wystąpiło dziewięć zespoł贸w z siedmiu kraj贸w (większość z nich w składach międzynarodowych, w tym dwa projekty edukacyjne), usłyszeliśmy czternaście r贸żnych program贸w. Przedstawiły się ansamble z Francji (dwa), Hiszpanii, Holandii, Japonii, Polski (dwa), Wielkiej Brytanii i Włoch. Zabrzmiały utwory około trzydziestu kompozytor贸w, przede wszystkim niemieckich i włoskich.
Wstęp na wszystkie koncerty był wolny, wystarczyło odebrać darmowe wejści贸wki. Wbrew słyszanym tu i 贸wdzie utyskiwaniom na niewystarczającą promocję, frekwencja od drugiego wieczoru była bardzo dobra - zdarzało się, że Aula Nova pękała w szwach, a i Aula Uniwersytecka zapełniała się jak nigdy dotąd na koncertach muzyki dawnej. Po kilku dniach Festiwalu ukonstytuowała się grupa słuchaczy, kt贸rzy nie opuścili żadnego koncertu.
Pozytywnie zaskoczył mnie zupełny brak festiwalowej pompy - uroczystego otwarcia i zamknięcia czy przem贸wień. Wiecz贸r inauguracyjny wyr贸żnił się jedynie długością (dwa koncerty, kilka godzin muzyki!) oraz dyskretnym oświetleniem sceny i p贸łmrokiem na widowni, co sprzyjało skupieniu. Od pierwszego do ostatniego dnia najważniejsza była muzyka. Wykonawcy zaś w większości reprezentowali sobą to, co najbardziej cenię w nurcie wykonawstwa historycznego - skupienie się na muzykowaniu bez zbędnego eksponowania własnej osoby.
Na plus poczytuję organizatorom, że fotografowanie odbywało się dyskretnie i nie zakł贸cało przebiegu koncert贸w. Rezerwację miejsc w pierwszych rzędach, dla ewentualnych gości Festiwalu, zwalniano około dziesięć minut przed rozpoczęciem koncertu - skorzystał na tym niejeden przychodzący w ostatniej chwili słuchacz. Przy wejściu można było dostać darmowy program. Niby to wszystko drobiazgi, ale r贸wnież dzięki nim wracało się codziennie na "Poznań Baroque" z dużą przyjemnością, a kto po raz pierwszy wybrał się na koncert muzyki dawnej, m贸gł się poczuć na nim w miarę swobodnie. Ze względu na dostępność imprezy słuchaczy debiutujących było całkiem sporo.
Pod względem programowym "Poznań Baroque" poszedł o krok dalej niż wcześniejsze poznańskie festiwale (Muzyka Dawna Persona Grata, Festiwal Barokowych Smyczk贸w i Strun, Poznań Vivaldi Days), na kt贸rych orkiestra Arte dei Suonatori gościła znaczące postaci świata muzyki dawnej w roli solist贸w i dyrygent贸w. Tym razem zaproszono ich do Poznania, by przedstawili efekty swojej pracy z prowadzonymi przez siebie zespołami instrument贸w historycznych. Były to ansamble na rozmaitych etapach kariery, skupione na odmiennym repertuarze, przeważnie na dobrym poziomie. Postawienie ich obok siebie stworzyło ciekawą mozaikę.
Świetną formę pokazała na trzech koncertach (5, 12 i 18 listopada) poznańska orkiestra Arte dei Suonatori, zesp贸ł dojrzały i muzykujący szlachetnie. Zdecydowanie nadszedł już dla niej czas emancypacji - jeśli zaprasza gości, to w roli r贸wnorzędnych partner贸w, nie zaś nauczycieli. Był okres, być może konieczny w historii zespołu, kiedy miał on naturę kameleona - przyjmował kolory osobowości zaproszonych muzyk贸w. Po pewnym czasie zaczęło to nużyć - chciałam w końcu poznać oblicze własne tej orkiestry. Tak się stało na "Poznań Baroque". Zesp贸ł popisał się szlachetnym brzmieniem i wsp贸lnym oddechem, starannością artykulacyjną, energią i radością muzykowania. Arte dei Suonatori świetnie gra przede wszystkim muzykę niemiecką, można powiedzieć, że to ich sp茅cialit茅 de la maison. Przytomnie wyłuskuje i stylowo uwypukla r贸żnorodne obecne w niej wpływy. Szczytem było dla mnie wykonanie utwor贸w Johanna Friedricha Fascha - Koncertu na basso continuo d-moll i Koncertu lutniowego d-moll (lutnia - Jan Cizmar) oraz Georga Friedricha Telemanna - V枚lker-Ouverture B-dur na smyczki i basso continuo.
Trzy koncerty dali r贸wnież Les Ambassadeurs pod kierownictwem stałego wsp贸łpracownika Arte dei Suonatori, flecisty Alexisa Kossenki. Orkiestra powstała w ubiegłym roku, a zaczęła na dobre koncertować na tegorocznym festiwalu w Paradyżu. Za wcześnie jeszcze wyrokować o jej poziomie, musi jeszcze okrzepnąć, wiele element贸w w jej muzykowaniu zwiastuje wszakże jak najlepiej. Trzy duże programy grane w ciągu niewiele ponad tygodnia okazały się na razie ponad jej siły. Nieudany był wiecz贸r z muzyką Rameau (16 listopada), na kt贸rym zabrzmiały dwa actes de ballet. Wykonanie Anacr茅ona z roku 1754 i Anacr茅ona z roku 1757 nie oddało subtelności i wielobarwności tej muzyki oraz bogactwa rytm贸w tanecznych; słychać było, że zespołowi zabrakło czasu na staranne opanowanie tekstu muzycznego, nie m贸wiąc już o wydobyciu niuans贸w. Torturą dla słuchu były niemiłosiernie fałszujące rogi naturalne. Rzuciły one cień r贸wnież na występ Les Ambassadeurs z ciekawą skądinąd i nieźle przygotowaną rekonstrukcją koncertu dla Augusta II Mocnego, kr贸la Polski i elektora saskiego (13 listopada). Szczeg贸lne znaczenie w pracy zespołu Alexisa Kossenki ma odkrywanie tradycji znakomitej Dresdner Hofkapelle z pierwszej połowy XVIII wieku, gdzie mieszały się wpływy francuskie, niemieckie i słowiańskie; stąd właśnie pomysł na ten program. Za najlepszy występ Les Ambassadeurs uznam kończące Festiwal wykonanie pierwszego oratorium H盲ndla Il Trionfo del Tempo e del Disinganno (21 listopada). Nie było wprawdzie doskonałe pod względem technicznym, ze śpiewak贸w zaś w pełni zadowoliła mnie tylko Bellezza (obdarzona wdzięcznym sopranem Sabine Devieilhe z Francji), ale szło w stronę prawdy pod względem wyrazowym, oddawało klimat alegorycznych zmagań Czasu i Rozczarowania z Przyjemnością o względy Piękna. Utw贸r, odkryty na nowo przez Marka Minkowskiego w latach osiemdziesiątych i od tego czasu chętnie grywany, mieni się wielkim bogactwem muzycznym i emocjonalnym, skupia jak w soczewce najważniejsze walory muzyki H盲ndla.
Jego muzyka brzmiała zresztą często na Festiwalu. Trzy razy (14, 15 i 16 listopada) wykonano jednoakt贸wkę Acis i Galatea, napisaną dla księcia Chandos. Przedstawili ją uczestnicy prowadzonego przez Martina Gestera przedsięwzięcia edukacyjnego G茅n茅ration Baroque, poświęconego świeckiej i religijnej muzyce wokalnej baroku i klasycyzmu. Wykonanie, dość sumiennie przygotowane przez młodych instrumentalist贸w i wokalist贸w r贸żnych narodowości, niestety pozostawiało sporo do życzenia pod względem wyrazowym. Orkiestra nie oddała r贸żnorodności nastroj贸w (od sielanki po głębię smutku czy wściekłą zazdrość), nie pomagała r贸wnież młodym śpiewakom (wśr贸d kt贸rych wyr贸żnili się Marie Jaermann jako Galatea i Olivier Dejean jako Polifemus) w budowaniu wyrazistych charakter贸w. Wersja p贸łsceniczna z trudem zmieściła się w ciasnej przestrzeni Słodowni Starego Browaru.
W Poznaniu pokazała się 17 listopada European Union Baroque Orchestra, finansowana przez Komisję Europejską Ambasador UE. To zesp贸ł elitarny w najlepszym tego słowa znaczeniu - co roku na przesłuchania zaprasza się około setki bardzo dobrych młodych europejskich instrumentalist贸w i wybiera z nich najlepszych, kt贸rzy p贸źniej przez p贸ł roku ćwiczą i koncertują pod kierownictwem autorytet贸w wykonawstwa historycznego, koncertmistrzem jest zaś młody, ale doświadczony już skrzypek Huw Daniel. W Poznaniu EUBO wystąpiła pod kierunkiem dyrektora artystycznego Larsa Ulrika Mortensena, ze szwedzką sopranistką Marią Keohane, a przedstawiła program zatytułowany Joy and Sorrow Unmasked. Zar贸wno kipiące ekspresją kantaty H盲ndla i Ferrandiniego, jak utwory instrumentalne H盲ndla, Torellego i Bacha - III Koncert Brandenburski oraz wirtuozowska, karkołomna wręcz kantata Jauchzet Gott in allen Landen - hipnotyzowały od pierwszej do ostatniej nuty. Dyrygent nawiązywał romans z każdą frazą, a młodzi muzycy w lot chwytali jego sugestie, realizując je z wirtuozerią i oddaniem. Keohane dała popis śpiewu jako głęboko poruszającej wypowiedzi, świadomie kształtowanej z pomocą barokowych środk贸w. Czas zatrzymał się, gdy na bis zabrzmiała ostatnia aria Bellezzy "Tu del Ciel ministro eletto" z H盲ndlowskiego Il Trionfo del Tempo e del Disinganno.Był to koncert natchniony, dla mnie najpiękniejszy z całego Festiwalu.
Ucztą okazał się r贸wnież występ Holland Baroque Society (5 listopada). Zespołem kierują jego założycielki, cztery wyraziste muzycznie instrumentalistki, kt贸re wsp贸lnie decydują o programie koncert贸w i wybierają sobie dyrektor贸w artystycznych poszczeg贸lnych przedsięwzięć. Tym razem padło na niemieckiego lutnistę Andreasa Arenda, kt贸ry poprowadził koncert grając na teorbie. Program, osnuty wok贸ł Pieśni nad Pieśniami, składał się z muzyki włoskiej i niemieckiej o tematyce miłosnej. Na powodzenie koncertu złożyło się bogactwo stylistyczne samej muzyki, uwypuklone kolejnością utwor贸w, staranne operowanie afektem, połączone umiejętnie z bezpretensjonalnością, i dobre kameralne muzykowanie. Solistami wieczoru byli Celine Sheen (sopran) i Marek Rzepka (bas).
  Hidemi Suzuki, Fot. Poznań Baroque  
  Hidemi Suzuki, Fot. Poznań Baroque  
Włoska muzyka barokowa miała na "Poznań Baroque" swoje święto dzięki zespołowi Il Tempio Armonico (8 i 9 listopada). Wykonane w pierwszej części koncertu utwory Evarista Felice dall'Abaco, kompozytora z Werony na nowo odkrytego przez zesp贸ł - Il Tempio Armonico nagrało jego wszystkie utwory instrumentalne - okazały się jedynie smaczną przystawką. Danie gł贸wne podano w drugiej części, a były to Cztery pory roku Vivaldiego 艜 la Davide Monti. Skrzypek ten deklaruje, że jest "mniej zainteresowany wirtuozerią i techniczną pirotechniką, a bardziej wykorzystaniem swojego instrumentu do szeroko rozumianej komunikacji (...), że jego "poszukiwania artystyczne koncentrują się na improwizacji i retoryce muzycznej". Stojąc na skraju sceny, jak najbliżej publiczności, opowiadał na swoich skrzypcach o porach roku, a słuchało się go z taką fascynacją i świeżością, jakby człowiek słyszał o nich po raz pierwszy w życiu. Monti to zamieniał się w źr贸dło odgłos贸w przyrody, to nasłuchiwał tych, kt贸re dochodziły od pozostałych instrument贸w, to wchodził z nimi w dialog, a nastroje subtelnie odzwierciedlały się w jego mimice. Nie jest to skrzypek nieskazitelny pod względem technicznym, jeśli ma do wyboru bezpieczeństwo techniczne lub wyraz, zawsze wybierze to drugie. Dał wspaniały popis wyjątkowej sprawności retorycznej i improwizacyjnej.
Hiszpański zesp贸ł Al Ayre Espa艅ol, założony i kierowany przez klawesynistę Eduarda L贸peza Banzo, uwi贸dł poznańską publiczność zgodnie ze wszelkimi stereotypami, czyli temperamentem. Dało się odczuć, że większość słuchaczy tego koncertu ma potencjometry ustawione na wykonania o wysokiej temperaturze emocjonalnej i trudno jej się skupić na sonatach Domenica Scarlattiego, kt贸re w przerwach między kantatami hiszpańskiego kompozytora Jos茅go de Nebry grał na klawesynie szef zespołu. Pod względem muzycznym występ tej skądinąd bardzo dobrej grupy, kt贸ra kilkanaście lat temu odkrywała przed światem barokową muzykę hiszpańską, a ostatnimi laty zn贸w do niej powraca, pozostawił jednak niedosyt. Początek był niestaranny, jakby z biegu i na nieprecyzyjnie nastrojonych instrumentach, na szczęście w drugiej części zesp贸ł grał już lepiej. Wszelkie niedostatki wykonania zr贸wnoważyła sopranistka Mar铆a Espada. To nie tylko mistrzyni śpiewu, ale też emocji. W kantatach religijnych Jos茅go de Nebry, według Banzo najważniejszego kompozytora hiszpańskiego pierwszej połowy XVIII wieku, pobrzmiewają modne w贸wczas i obowiązujące wpływy włoskie, melodyjne recytatywy są zaś zakorzenione w hiszpańskim stylu wieku XVII. Co ciekawe, partytury przechowały się do naszych czas贸w w archiwach w... Gwatemali, gdyż po jednorazowym wykonaniu na dworze w Madrycie (nikt wtedy nie chciał słuchać utwor贸w wielokrotnie, na każdą okazję pisano nowe) muzyka właśnie tam kontynuowała sw贸j żywot.
W ramach "Poznań Baroque" odbyły się r贸wnież dwie wycieczki w epoki p贸źniejsze. Cezary Zych, dyrektor artystyczny festiwalu, nam贸wił Jarosława Thiela, szefa Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, by przygotował z nią pierwsze polskie wykonanie V Symfonii Beethovena na instrumentach historycznych (6 listopada). Wykonanie było sprawne pod względem technicznym (piękne brzmienie instrument贸w dętych!), żywiołowe, pełne entuzjazmu, miało dużo ciekawych moment贸w. Dało się wprawdzie odczuć pewną surowość materii - chwilami zabrakło nieco płynności - ale i tak słuchacze wychodzili z koncertu zadowoleni.
Z dwoma programami muzyki Haydna i Mozarta wystąpiła 10 i 11 listopada japońska Orchestra Libera Classica, prowadzona przez wiolonczelistę Hidemiego Suzukiego (brata Masaakiego) i specjalizująca się w repertuarze klasycznym. Usłyszeliśmy symfonie Haydna (Le matin, Le midi, Le Soir, Lamentatione i Merkury) oraz Koncerty Mozarta - fletowy D-dur KV 314 i skrzypcowy G-dur KV 216 oraz Divertimento B-dur KV 137. Wykonania japońskiego zespołu okazały się doskonałe pod względem technicznym. Było w nich mn贸stwo pokory wobec partytury, skupienia każdego z muzyk贸w na skrupulatnej realizacji zapisu swojej partii. Takie podejście zaowocowało subtelnym, homogenicznym brzmieniem i przejrzystym ukazaniem konstrukcji utwor贸w. Mnie jednak zabrakło "miąższu" i nasycenia emocjami, interpretacja poszła wyraźnie w stronę obiektywizmu. Ciekawostka - to jedyna znana mi orkiestra instrument贸w historycznych, kt贸rej męska część występuje we... frakach. Zesp贸ł pielęgnuje też dość konwencjonalny jak na środowisko muzyki dawnej rytuał ukłon贸w.
Czy da się jakoś podsumować ten kilkunastodniowy kolorowy korow贸d wykonawstwa historycznego? Mimo długości zostawił spory niedosyt, co świadczy o nim jak najlepiej. Już od piątku ostatniego tygodnia w rozmowach kuluarowych żałowano, że zbliża się finał i że nie można sobie powiedzieć na pocieszenie "do zobaczenia za rok".
"Poznań Baroque" pokazał wiele indywidualnych prawd o muzyce dawnej, a ona sama ujmowała bezpośredniością wyrazu i świeżością emocji. Po raz kolejny okazało się, że gorset stylu nie ogranicza jej oddechu. Jest to muzyka szyta na ludzką miarę, m贸wi wiele o człowieku, a przy tym nie przytłacza i nie ogłusza. Przemawia dyskretnie, co sprawia, że chce się jej słuchać i trudno o przesyt.
Festiwal "to symboliczne podsumowanie i zamknięcie pewnej epoki, ale r贸wnież, taką mamy nadzieję, zapoczątkowanie kolejnej, bardziej inspirującej i nieprzewidywalnej", napisał Cezary Zych w książeczce programowej. Pierwsza część zdania już się sprawdziła, oby tak samo było z drugą!
BEATA KORNATOWSKA

ROK LV • NR 26 • 25 GRUDNIA 2011

Mysz w Ruchu


ROK LV • NR 26 • 25 GRUDNIA 2011


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa