Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Historia  Markowski, jakiego pamiętam

O uroczystościach oraz koncertach urządzonych pod egidą Filharmonii Wrocławskiej, a poświęconych pamięci Andrzeja Markowskiego, kt贸ry od 1965 roku stał na czele tej instytucji i pod jej skrzydłami stworzył sławny dziś w świecie festiwal "Wratislavia Cantans", także Festiwal Polskiej Muzyki Wsp贸łczesnej oraz Festiwal Muzyki Organowej i Klawesynowej, pisaliśmy w numerze 2/2012. Nie był to wszakże jedyny teren działalności tego wspaniałego muzyka ani też jedyna dziedzina jego artystycznych zainteresowań i talent贸w, gdyż był artystą wszechstronnym, artystą - rzec można - uniwersalnym. Może zatem warto, ćwierć wieku po jego odejściu, przypomnieć parę drobnych wydarzeń, o kt贸rych dzisiaj mało kto pamięta, a kt贸re wymownie świadczą o przejawianych już wtedy wyjątkowych uzdolnieniach - nie tylko zresztą muzycznej natury.

  Andrzej Markowski z żoną i Stefan Jarociński ? uroczystość wręczenia nagrody krytyk贸w SPAM ?Orfeusz?, Fot.  Andrzej Zborski  
  Andrzej Markowski z żoną i Stefan Jarociński ? uroczystość wręczenia nagrody krytyk贸w SPAM ?Orfeusz?, Fot. Andrzej Zborski  
A więc: było to wiosną 1954 roku, kiedy 30-letni Andrzej Markowski przystępował do dyplomowego egzaminu z dyrygentury w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej, kt贸ry to egzamin przewidywał m.in. poprowadzenie wieczoru symfonicznego z orkiestrą Filharmonii. Solistką tego wieczoru była dyplomantka wydziału wokalnego (potem artystka o międzynarodowej sławie), kt贸ra w Koncercie na głos Reinholda Gliera w pewnym momencie... "zgubiła" kilkanaście takt贸w, podejmując frazy znajdujące się nieco dalej w partyturze. Ale Markowski, choć nie miał wtedy przecież prawie żadnego doświadczenia kapelmistrzowskiego, "złapał" ją w ciągu paru sekund i wraz z orkiestrą oboje popłynęli dalej - tak, iż prawie nikt niczego nie zauważył. Świadek tego wydarzenia, pewien stary profesor stwierdził z uznaniem: "No, no - ten młody człowiek na pewno już nie zginie na podium dyrygenckim".
I tak się też stało, o czym mogłem przekonać się osobiście gdzieś u progu lat sześćdziesiątych, kiedy - zaproszony przez Andrzeja Markowskiego do udziału w zainicjowanej przezeń "Krakowskiej Wiośnie Młodych Muzyk贸w" jako solista jednego z wieczor贸w symfonicznych - miałem ogromną przyjemność podziwiać czujność i precyzję, z jaką wraz z orkiestrą Filharmonii Krakowskiej towarzyszył mi w Koncercie d-moll Bacha-Busoniego.
Znacznie wcześniej jeszcze, pod koniec studi贸w w PWSM, realizując obowiązującą w贸wczas praktykę w dziedzinie zbierania muzycznego folkloru, towarzyszyliśmy obaj z Andrzejem Markowskim - tak się akurat szczęśliwie złożyło - ekipie krakowskiej rozgłośni Polskiego Radia, w tymże celu wędrującej po Podhalu. Mogłem w贸wczas podziwiać zręczność i swobodę, z jaką Andrzej nawiązywał znajomość z co starszymi g贸ralami i nakłaniał ich do śpiewania starych pieśni, a następnie z jaką łatwością i precyzją owe śpiewy zapisywał w zeszyciku nutowym (bo o podręcznych magnetofonach jeszcze nikomu wtedy się nie śniło).
A oto inny, zgoła niemuzyczny obrazek z tego samego mniej więcej czasu: Andrzej Czajkowski - ceniony pianista i kompozytor osiadły p贸źniej w Anglii - urządził koleżeński wiecz贸r brydżowy. W pewnym momencie, kiedy gra toczyła się już w najlepsze, przyszedł - niezapowiedziany - Andrzej Markowski. Ktoś ustąpił mu miejsca przy stoliku - a trzeba trafu, że wypadło ono naprzeciwko mnie. Nigdy dotąd nie graliśmy razem (nie wiedziałem nawet, że Andrzej jest brydżystą) - ale do porozumienia doszliśmy bardzo szybko i od razu, w pierwszym rozdaniu, wylicytowaliśmy - i wygraliśmy - szlemika w kiery. Drugie rozdanie przyniosło nam jeszcze lepszą kartę i... wygranego szlema, wobec czego przeciwnicy oświadczyli, że dalej grać z nami już nie chcą. A o czym może to świadczyć? O tym mianowicie, że Markowski nie tylko dobrze grał (w brydża), ale też miał sporo szczęścia...
Wracając zaś do muzyki: warto zauważyć, że trzy wymienione w naszej relacji z wrocławskich koncert贸w dzieła kompozytor贸w polskich, jakie po raz pierwszy zabrzmiały ongiś pod batutą Andrzeja Markowskiego - to zaledwie drobny fragment obszernego katalogu utwor贸w, kt贸re właśnie Markowskiemu zawdzięczały prawykonania. Bez żadnej też przesady można powiedzieć, że stał się on jednym z wybitnych wsp贸łtw贸rc贸w dobrego imienia naszej muzyki na szerokim świecie. Trudno byłoby zliczyć dzieła, kt贸rych prawykonania jemu właśnie przypadły w udziale. Wiadomo w każdym razie, że nie tylko Baird, Bloch, Serocki, Penderecki, G贸recki, Kilar i Szalonek cieszyli się, kiedy mogli Markowskiemu powierzyć swoje najnowsze utwory do pierwszego wykonania; nie bez racji też po festiwalach "Warszawskiej Jesieni" dwa razy zasłużył na zaszczytną nagrodę "Orfeusza". Warto ponadto pamiętać, że to on wprowadzał na polskie estrady wiele dzieł koryfeuszy wsp贸łczesnej muzyki i że to on także dyrygował pierwszym w Polsce estradowym wykonaniem Peleasa i Melizandy Debussy'ego.
A druga miłość tego artysty - miłość do muzyki dawnej, z kt贸rej zrodziła się "Wratislavia Cantans"? Dość tu przypomnieć, że pierwsze polskie wykonanie Nieszpor贸w Claudia Monteverdiego (w Filharmonii Narodowej) to r贸wnież jego zasługa... Zasługa i kolejny dow贸d wszechstronności.
Nie wszyscy w dodatku pamiętają, że był utalentowanym kompozytorem, o czym świadczą wymownie m.in. świetne muzyczne ilustracje do kr贸tkometrażowych film贸w eksperymentalnych Munka, Borowczyka i Lenicy, nie m贸wiąc o muzyce do licznych sztuk teatralnych oraz film贸w pełnometrażowych.
Ten wspaniały muzyk, ale też człowiek pełen uroku, kt贸ry przyczynił się wielce i na rozmaity spos贸b do rozwoju naszej muzyki, zasługuje jak mało kto na obszerną monografię.
J脫ZEF KAŃSKI

ROK LVI • NR 7 • 1 KWIETNIA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 7 • 1 KWIETNIA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa