Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Muzyka wsp蟪czesna  Urok przeżyć granicznych

Rozmowa z z Szymonem Bywalcem

Krzysztof Kwiatkowski: - Orkiestra Muzyki Nowej działa już od piętnastu lat...

Szymon Bywalec: - Dyryguję nią od lat dwunastu, ale pamiętam jej początki: jej pierwszy koncert w auli Akademii Muzycznej w Katowicach, kt贸ry prowadził założyciel orkiestry - Aleksander Lasoń. Na zajęciach z propedeutyki muzyki wsp贸łczesnej profesor Lasoń doszedł do wniosku, że muzykę tę warto poznawać nie tylko teoretycznie, ale przede wszystkim praktycznie, grając utwory. Był to świetny pomysł i bardzo spodobał się studentom - pewne zagadnienia lepiej się sprawdza i zapamiętuje biorąc w nich czynny udział. Pierwsze koncerty były bardzo udane, słuchałem ich jeszcze jako student dyrygentury i byłem zafascynowany precyzją gry, zaangażowaniem muzyk贸w. Początki mojej pracy z Orkiestrą wyglądały tak, że profesor Lasoń zwracał baczniejszą uwagę na zagadnienia formy, estetyki, ja zaś pomagałem mu w technicznych kwestiach dotyczących wykonania.
Moje zainteresowanie muzyką wsp贸łczesną zaczęło się jednak już w średniej szkole. Wyjeżdżałem na kolejne "Warszawskie Jesienie", najpierw ze szkołą, potem samodzielnie. Było to niczym święto, zaczerpnięcie powietrza. Na początku lat dziewięćdziesiątych nie było zbyt wielu okazji kontaktu z rozmaitymi nurtami nowej muzyki.

● Jaka była w贸wczas koncepcja zespołu: czy miał on być formacją usługową dla kompozytor贸w, czy chodziło raczej o poznawanie tego, co się dziej na świecie?

- Wszystkiego po trochu: graliśmy utwory młodych kompozytor贸w, ale także, by rozwijać się jako zesp贸ł, potrzebne było zaznajomienie się z tym, co powstało za granicą. Nie chcieliśmy pozostawać jedynie w kręgu, szerokim wprawdzie, muzyki polskiej. Otwarcie na światowy repertuar nastąpiło dzięki "Warszawskiej Jesieni".
Graliśmy więc najpierw Aforyzmy Bolesława Szabelskiego, Connections Witolda Szalonka, Appendix Pawła Szymańskiego, Koncert na pięć instrument贸w i kwartet smyczkowy Henryka Mikołaja G贸reckiego, potem utwory Aleksandra Lasonia, Eugeniusza Knapika, Andrzeja Krzanowskiego, Wiesława Cienciały, Figury w oplocie Jerzego Kornowicza, a także utwory kompozytor贸w średniego pokolenia i młodych: Mykietyna, Falkiewicza, Gryki, Bortnowskiego, Hendricha (w ostatnich latach wsp贸łpracowaliśmy z nim intensywnie), Ratusińskiej, Nowaka, Bromboszcza, Mamczarskiego, Chełmeckiego, Kupczaka, Wołka, Chyrzyńskiego. Bliższe spotkania z muzyką światową zaczęły się od muzyki francuskiej: praca nad R茅pons Bouleza była wkroczeniem na nowy i bardzo wymagający obszar, pierwsze kontakty z tym utworem był dla muzyk贸w pewnym szokiem z racji technicznych trudności. Jeszcze trudniejsze okazało się D茅rive II Bou­leza. Moim zdaniem utw贸r ten sięga granic możliwości ludzkiej percepcji, zar贸wno jeśli chodzi o wykonawc贸w, jak słuchaczy. Było to doświadczenie niezwykle ciekawe i rozwijające. Graliśmy następnie francuską muzykę spektralną - Muraila, Griseya, Dufourta, kt贸ra jest mi szczeg贸lnie bliska. Otwarło to nas na nowe sposoby kształtowania barwy, mikrotony, nowe techniki instrumentalne. Było to czymś zupełnie innym od polskiej muzyki, jaką graliśmy dotychczas - bardziej osadzonej w klasycznym warsztacie - trochę jak uczenie się wszystkiego od początku. Następne ciekawe doświadczenia to La Maison du sourd Dufourta oraz Index of Metals Romitellego.

● Jak muzycy reagują na takie nowe zadania, kt贸re jakby kwestionują ich warsztat? Stawiają op贸r?

- Trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Mam jednak wrażenie, że muzycy z naszego zespołu są przygotowani na takie doświadczenia. Być może czasami pewne rzeczy na pierwszy rzut oka wydają się im niewykonalne, ale wiem, że oczekują dobrej muzyki, takiej, kt贸ra mozolnej i żmudnej niekiedy pracy nadaje sens. Najtrudniejszy jest pierwszy etap, kiedy pracujemy nad czymś, co przybierze kształt dopiero p贸źniej. Kiedy jednak materiał uzyskuje już jakąś formę i wszyscy nabierają przekonania i czują, że mamy do czynienia z ciekawą i dobrze napisaną muzyką, następuje wtedy mobilizacja, trudności techniczne stają się jakby mniej ważne, pojawia się przyjemność i radość z grania, a jednocześnie satysfakcja z przezwyciężenia trudności. Tak było w przypadku Bouleza, Romitellego albo, na przykład, Winter Fragments Muraila.

● Czy jesteście w stanie poświęcić na takie utwory dostatecznie dużo czasu? Nie masz czasami wrażenia, że wypadałoby jeszcze nad nimi więcej popracować, zanim się je pokaże?

- Nie szczędzimy czasu i wysiłk贸w, na tyle oczywiście, na ile to możliwe, jeśli uważamy, że utw贸r wart jest tego. Inna sprawa, że w ocenie łatwo się pomylić i na pierwszy rzut oka zachwycić się czymś mniej wartościowym - lub odwrotnie. Bardzo się cieszę, że od kilkunastu lat mogę wsp贸łpracować z tymi samymi właściwie muzykami, dzięki czemu na przykład septymola, jedenastka, ćwierćtony albo rozmaite bardziej zaawansowane wsp贸łczesne techniki wykonawcze nie stanowią już takich trudności jak na początku. Pracę nad nowym utworem zaczynamy więc od kolejnego, wyższego pułapu. W ciągu kilkunastu lat zaszły tylko niewielkie zmiany w składzie zespołu i zasadniczo pracujemy w gronie muzyk贸w, kt贸rzy wsp贸łczesnym repertuarem są po prostu zainteresowani - nie musimy kompletować składu do każdego programu. W przeciwnym razie musielibyśmy za każdym razem zaczynać od podstaw.
Bywa, że jeśli trzeba poszerzyć skład, zapraszamy do wsp贸łpracy zainteresowanych student贸w, wdrażając ich do wykonywania nowej muzyki. Często zdarzają się nietypowe składy instrumentalne, zatem wsp贸łpracujemy także z gitarzystami, mandolinistami. Niełatwo jest znaleźć, na przykład, do Romitellego gitarzystę elektrycznego, kt贸ry by czytał nuty, umiał znaleźć się w orkiestrze prowadzonej przez dyrygenta, a jednocześnie - kiedy trzeba - zaimprowizował kadencję.
Dużą trudnością jest to, że nie możemy członkom zespołu zaoferować etat贸w. Marzyłoby się nam uregulowanie tej kwestii, prawdziwe ukonstytuowanie zespołu. Kiedy zamierzamy zrobić coś bardzo wymagającego, trudno jest zaplanować pracę, bo muzycy grają w przer贸żnych formacjach. Rozpoczynamy pr贸by zwykle o godzinie 18, a kończymy czasem nawet o 22 lub 23! Proszę sobie wyobrazić, muzyk贸w grających skomplikowane rytmy i struktury po całym dniu pracy.

● Czyli pozazdrościć motywacji, że mimo wszystko się chce. Robicie pr贸by regularnie czy tylko kiedy jest konkretny projekt?

- Staramy się regularnie, przynajmniej raz na dwa tygodnie, chociaż zdarzają się dłuższe przerwy. Ale jeśli jest konkretny projekt, spotykamy się codziennie, nawet przez dwa tygodnie i dłużej. Jestem przekonany, że gdybyśmy mogli spotykać się codziennie o 9.30, na pr贸by po cztery godziny, nic by nie stało na przeszkodzie, by osiągnąć poziom najlepszych zespoł贸w światowych.
Nie jest łatwo znaleźć opiekuna dla Orkiestry - mogłyby nim być, na przykład, miasto albo wojew贸dztwo, ale dla nich zesp贸ł grający muzykę nową jest mało atrakcyjny. Trudno przekonać ludzi, że muzyka wsp贸łczesna to ważna muzyka. Atrakcyjniejszy dla samorząd贸w jest zesp贸ł, kt贸ry może zagrać koncert karnawałowy, z muzyką operetkową lub uczcić obchody 11 listopada stosownym programem patriotycznym. Sporo przykład贸w świadczy o tym, że zesp贸ł powinien specjalizować się w określonym repertuarze, bo grając wszystko, nie gramy dobrze niczego.
Trudniejsze utwory wymagają wielu pr贸b, czasem dziesięciu, w przypadku R茅pons było ich w sumie koło dwudziestu. Muzycy Ensemble Intercontemporain też musieli na ten utw贸r poświęcić mn贸stwo czasu, a potem wykonywali go wiele razy pod dyrekcją Bouleza i nie tylko. Nasz kłopot to ...

●... że takie rzeczy pokazuje się tylko raz.

- Ot贸ż to! Praca trwa trzy tygodnie lub dłużej, potem przychodzi jedno wykonanie i ... koniec. Dzieje się tak choćby dlatego, że mamy w Polsce zaledwie parę miejsc, gdzie można takie utwory przedstawić: "Warszawska Jesień", "Electronica" i "Polonica" we Wrocławiu, może Krak贸w...

● A każdy festiwal lubi mieć pierwsze polskie wykonanie, bo niby tylko wtedy wykonanie jest wydarzeniem, a nikt nie lubi powtarzać po innych. Takie rozumowanie uważam za niesłuszne, przecież pewne utwory to jakby wsp贸łczesny kanon, kt贸ry powinni poznać słuchacze nie tylko, na przykład, w Warszawie.
Porozmawiamy jeszcze o repertuarze: m贸wiłeś, że niegdyś r贸żnica poziomu trudności utwor贸w polskich i zagranicznych była ogromna. Czy nadal tak jest?

- Dzisiaj już nie. Przez ostatnie dziesięć - piętnaście lat młoda polska muzyka zmieniła się diametralnie. Nawet ci, kt贸rzy zaczynali od partytur przedstawiających się bardziej klasycznie, teraz piszą całkiem inaczej. To oczywiście jeden ze skutk贸w większych możliwości kontaktu z tym, co się dzieje za granicą. Przydałoby się dziś, żeby i wykonawcy muzyki wsp贸łczesnej mieli r贸wnie dobre warunki do rozwijania umiejętności.

● Ciekaw jestem, kt贸rych polskich kompozytor贸w młodszego pokolenia uważasz za szczeg贸lnie wymagających w stosunku do muzyk贸w?

- Wszystkich trudno wymienić, nie wszystkie też utwory znam, ale z tych nad kt贸rymi pracowaliśmy na pewno wspomniałbym o utworach Pawła Hendricha, wymagające pewnej precyzji i koordynacji co do przebiegu rytmicznego, wynikających z nakładania się rozmaitych temp. Myślę o takich utworach, jak Multivalentis, Diversicorium, Liolit - były niełatwe dla zespołu, lecz rezultat sprawił nam dużo przyjemności. Innym "granicznym" przeżyciem było wykonanie muzyki Marcina Stańczyka, jego Sospiri (Westchnienia). Przy pierwszym kontakcie z utworem powstało pytanie: jak to wykonać? Muzycy realizowali miejscami trzy linijki tekstu muzycznego r贸wnocześnie, na przykład gra smyczkiem, brzmienia-okrzyki lub szumy uzyskiwane głosem i inne efekty - stuknięcia, pocierania, zgrzyty, szmery. Rezultat był niezwykły: specyficzny i bardzo odświeżający.

● Gdyby orkiestra mogła zaoferować swoim członkom stałe zatrudnienie, jak wpłynęłoby to na jej profil artystyczny?

- Dałoby to nam możliwość kształtowania własnego idiomu i własnego, indywidualnego repertuaru. Obecnie nie mamy wielkiego wpływu na program, jaki gramy, realizujemy zam贸wienia festiwalowe, zam贸wienia składane konkretnym kompozytorom.
Lubimy pracować razem z młodymi kompozytorami - nie do przecenienia jest czas, jaki spędzają z nami na pr贸bach, wzajemne konsultacje, poszukiwania, rozwiązywanie zagadnień dotyczących zapisu, użycia instrument贸w... Moglibyśmy wykonywać programy dla kompozytor贸w-rezydent贸w, na dwa-trzy miesiące wziąć do siebie grupę kompozytor贸w polskich i grać ich utwory nawet dwa razy w miesiącu, jeśli tylko byliby w stanie tak szybko tworzyć. Można by także pracować na zasadzie warsztat贸w: kompozytorzy pisaliby na przykład tylko fragment utworu, kt贸ry moglibyśmy wypr贸bować, przedyskutować - a potem mogliby nad nim dalej pracować.

● Organizujecie także własny festiwal w Bytomiu...

- Z przyczyn finansowych dwa ostatnie festiwale przyniosły przede wszystkim utwory na mniejsze, kameralne składy wyłonione z Orkiestry: mniejsze zespoły dęte, kwartet smyczkowy, "Lorien Trio" (flet, alt贸wka, harfa) duet fletowy Flutiness Duo, utwory solowe. Na ostatnim festiwalu daliśmy kilka prawykonań młodych katowickich kompozytor贸w, ja zaś - jako czasami jeszcze "praktykujący" oboista - zagrałem na stroiku obojowym Suitę zakopiańską Witolda Szalonka. Staramy się tworzyć własną publiczność.

● Macie sw贸j własny krąg słuchaczy? Czy wychodzi on poza środowisko profesjonalne?

- Owszem, choć nie jest to liczna grupa. Nie spodziewamy się tłum贸w, zwłaszcza kiedy przedstawiamy rzeczy nowe. Ludzie chętnie chodzą na coś, co znają, o czym już słyszeli, jeśli coś jest już dostępne, bo można tego posłuchać na przykład na YouTube. Na prawykonania przychodzą raczej fachowcy, ludzie ze środowiska. Ale zdarzają się też miłośnicy muzyki nowej, kt贸rzy zawodowo z muzyką nie mają nic wsp贸lnego, do kt贸rych przekaz nowej muzyki lepiej dociera niż muzyka grana w filharmoniach, bo to dla nich raczej historyczna dokumentacja. Spotykamy też takich, kt贸rzy mają takie zamiłowania i możliwości, że jeżdżą posłuchać muzyki wsp贸łczesnej do Wiednia, Paryża, Tokio. Ktoś taki opowiada nam, że ostatnio był w Zurychu i słuchał świetnego wykonania Stockhausena, a wkr贸tce wybiera się do Japonii na coś innego - ci słuchacze są bardzo wymagający.

● Czy jako dyrygent muzyki wsp贸łczesnej uczyłeś się wszystkiego sam? Czy też uczestniczyłeś w kursach, konsultowałeś się z uznanymi specjalistami?

- Dochodziłem do wszystkiego właściwie sam, ale ogromną w tym rolę odegrały spotkania z kompozytorami. My, wykonawcy, staramy się konkretyzować zapis nutowy, natomiast dla kompozytor贸w nuty są czasem zapisem bardziej og贸lnych wyobrażeń, idei. Dlatego rozmowy z nimi otwierały moją wyobraźnię, nasuwały trochę inny spos贸b myślenia. Często udaje mi się utrafić w intencje kompozytora, ale czasem zdarza się mi iść w całkiem odwrotnym kierunku. Bywa, że kompozytor zgoła inaczej wyobraża sobie te miejsca, kt贸re nam w zapisie wydawały się całkiem oczywiste. Zresztą kompozytor też potrzebuje z naszej strony sugestii, dotyczących na przykład zapisu. Nierzadko pisze dla konkretnych wykonawc贸w i w innym wykonaniu utw贸r może zabrzmieć odmiennie, nie m贸wiąc już o r贸żnicach wynikających z użycia r贸żnych modeli instrument贸w. Zachęcam zresztą młodych kompozytor贸w, by pisząc utwory konsultowali się z wykonawcami

● Jakie macie najbliższe plany?

- Nawiązaliśmy bliską wsp贸łpracę z duńskim wiolonczelistą Jakobem Kullbergiem i dla skandynawskiej wytw贸rni nagrywamy, a właściwie finiszujemy rejestrację płyty CD z utworami N艡rg暮rda, Nordheima i Saariaho. Z Jakobem wystąpimy w Kopenhadze, m.in. 13 lipca z okazji urodzin N艡rg暮rda. Rozpoczęliśmy r贸wnież przygotowania do wystawienia pełnej scenicznej wersji Audycji V Andrzeja Krzanowskiego - utworu multimedialnego z instrumentalistami i śpiewakami, kt贸ry miał być wykonany w Katowicach, a potem stać się atrakcją festiwalu "Musica Polonica Nova", a także "Warszawskiej Jesieni" Niestety - ze względ贸w finansowych - wykonanie zostało odwołane, ale mamy nadzieję - i wstępne zapewnienia - że będziemy mogli zrealizować ten arcyciekawy - moim zdaniem - projekt w roku 2013. Także w przyszłym roku zagramy zapewne pierwsze koncerty w Stanach Zjednoczonych, nie zapominając oczywiście o koncertach w naszej uczelni, gdzie zagramy prace student贸w kompozycji.
KRZYSZTOF KWIATKOWSKI

ROK LVI • NR 9 • 29 KWIETNIA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 9 • 29 KWIETNIA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa