Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Recenzje  W konfesjonale Krzysztofa Droby (2) Wsłuchiwać się!

Ze słowa "konfesjonał" w nadtytule wyspowiadałem się już w poprzednim odcinku ("Ruch Muzyczny" nr 11/2012), omawiając opublikowane niedawno rozmowy Krzysztofa Droby z Mieczysławem Tomaszewskim. Pora zająć się drugą książką tego autora - Spotkaniami z Eugeniuszem Knapikiem. Krzysztof Droba jest w pewnym sensie ojcem chrzestnym Eugeniusza Knapika jako kompozytora (na zainicjowanym przezeń w roku 1975 Festiwalu MMMM w Stalowej Woli to on namaścił stalowowolskie pokolenie kompozytorskie, z kt贸rego wywodzi się Knapik), ale przede wszystkim jest jego przyjacielem: "przyjaźnimy się - oznajmia we Wstępie - od trzydziestu kilku lat, przeszło połowę życia. Podziwiam go i jako człowieka, i jako tw贸rcę" (s. 13).
Książka zrodziła się przeto ze spotkań przyjaci贸ł: kompozytora i teoretyka muzyki. "Spotykamy się - m贸wi Droba - raz częściej, raz rzadziej, r贸żnie, żeby pogadać na tematy dla nas istotne. Przeważa tonacja serio. Taka rozmowa trwa przez lata i ciągnie się nieprzerwanie - choć z przerwami, czasem długimi. Parę lat temu [...] zaproponowałem, żeby niekt贸re z wątk贸w naszych rozm贸w notować [...]. Na pierwszy ogień poszedł Lutosławski, potem Szymanowski i Ives" (s. 14-15) - rozmowy o tych kompozytorach publikowaliśmy już w "Ruchu Muzycznym" w nrach 19/2008, 19/2009 i 1/2011. Książkę uzupełniają szkicowane przez rozm贸wc贸w portrety G贸reckiego i Messiaena, dyskusja o trylogii operowej Knapika The Minds of Helena Troubleyn i operze Moby Dick, a także rozważania o życiu, przy kt贸rych chciałbym się teraz kr贸tko zatrzymać.
Droba wpierw pyta przyjaciela o jego początki, o czas i miejsce urodzenia (to 9 lipca 1951 roku, Ruda Śląska, a ściślej: włączone potem do Rudy Kochłowice), pyta o rodzinę i dzieciństwo. Knapik opowiada: "dzieciństwo spędziłem w domach dziadk贸w. Oboje rodzice pracowali [...]. Niemal całe dzieciństwo spędziłem u babci Jadwigi, więc traktowałem ją jak drugą mamę [...]. Nigdy nie czułem się osamotniony, pozbawiony opieki". Dziadek "był chyba zbuntowany. Nie tyle przeciw Bogu, co przeciw Kościołowi. Na tym tle dochodziło między nim a babcią do utarczek słownych. Nie chodził do kościoła, przynajmniej od jakiegoś momentu. Za to babcia była bardzo pobożna" (s. 19-20, 23).
W tym prostym, bezpretensjonalnym opisie dzieciństwa mowa o pracy, więzi rodzinnej, religii. Zauważmy, jak to się zgadza z tym, co potem powie kompozytor, zapytany o cechy "śląskości": że, po pierwsze, "to prostolinijność, czyli awersja do prowadzenia jakiejkolwiek gry, wyrażanie się w spos贸b jednoznaczny, niezakamuflowany [a właśnie tak się on sam wypowiada]. Po drugie: etos pracy. Praca jako obowiązek wobec, nie wiem jak to powiedzieć... wobec siebie i Boga. Praca jako powołanie, jakby to było coś świętego. To widziałem u moich dziadk贸w [...]. Kolejna ważna rzecz - rodzina jako więź uświęcona [...]. I wreszcie religijność - czysta, niezakłamana, polegająca na pełnym poddaniu się Bogu" (s. 137-138).
Te słowa kompozytora, Ślązaka z urodzenia i pochodzenia (po mieczu i po kądzieli), wiele o nim m贸wią, budząc zarazem szacunek dla niego i sympatię, lecz tutaj interesować nas będzie nade wszystko wątek muzyczny w jego życiu. "Intensywna atmosfera spotkań rodzinnych, biesiady przy stole zawsze kończyły się śpiewaniem [...]. Ojciec, tenor, podczas tych spotkań śpiewał też arie z oper Moniuszki [...]; w orkiestrze symfonicznej grał na kontrabasie, a na tubie w orkiestrze dętej, uprawiał też w małych zespołach jazz [...]. Pochłaniała go muzyka. Podobną pasję widziałem u dziadka, jego ojca [...]. Pomimo niewielkich zarobk贸w (babcia nie pracowała, prowadziła dom) kształcił syn贸w - każdy gdzieś tam śpiewał, grał, uczył się - i kupował drogie wtedy książki, biografie kompozytor贸w i zaczytywał się w nich" (s. 20, 22).
Przyszły kompozytor, pianista, rektor Akademii Muzycznej dojrzewał zatem w sprzyjającej atmosferze. "Miałem 6 lat, kiedy u nas w mieszkaniu pojawił się instrument. Pamiętam chwilę, gdy wnoszą do domu pianino. Wtedy ojciec mi powiedział: 扭Synu, będziesz się uczył grać钮 [...]. Nie byłem układnym dzieckiem, często sprawiałem kłopoty, co chwilę nauczyciele wzywali rodzic贸w na skargi [nie do wiary!]". Dajmy na to: "nie podobała mi się rytmika - wstydziłem się ubierać str贸j do ćwiczeń, więc też na nią przestałem chodzić. Na okres dostałem niedostateczny, o mało nie wyleciałem ze szkoły w Chorzowie. Albo: zamiast na końcowy egzamin z fortepianu poszedłem z kolegami grać w piłkę. Zn贸w rodzice byli wzywani [...]. Pewnego razu dyrektor wezwał ojca, tym razem nie na skargę, ale żeby mu powiedzieć, że ma zdolnego syna, kt贸remu warto rozszerzyć program o naukę gry na jakimś innym instrumencie. Wybrałem trąbkę [...]. A jak to się przydało, gdy zacząłem komponować. Po podstaw贸wce bez żadnych wahań wybrałem liceum muzyczne w Katowicach [...]; nie miałem [też] żadnych wątpliwości, że dalszą moją drogą będą studia w PWSM. Marzyłem o studiach kompozycji u G贸reckiego" (s. 26-28, 31)...
Dość. Przerywam streszczanie Spotkań z Eugeniuszem Knapikiem, tak jak w poprzednim odcinku przerwałem streszczanie Odczytywania na nowo. Kontynuowanie oddalałoby nas od kompozytora, miast do niego przybliżać. Ciekawych jego dalszej drogi życiowej, zainteresowanych jego tw贸rczością, muzycznymi fascynacjami i rozczarowaniami, ideałami i artystycznym credo - odsyłam do książki. Tymczasem chciałbym zwr贸cić uwagę na jej tytuł - celowo wieloznaczny i choć wzorujący się na tytule książki Ludwika Erhardta Spotkania z Krzysztofem Pendereckim (z roku 1975), na pewno ciekawie dobrany. Nasuwa on bowiem skojarzenia z filozofią spotkania, zwaną też filozofią dialogu.
Ten nurt filozofii wyodrębnił się stosunkowo niedawno, w początkach minionego wieku, choć jego naczelną kwestią - kwestią poznania drugiego człowieka - zajmowano się już dawniej, intensywniej zwłaszcza od kiedy Kartezjusz uznał umysł człowieka za coś odrębnego od jego ciała. Jak poznać myśli, doznania drugiego człowieka, jak wniknąć w jego niedostępną dla nas jaźń? - zadawano sobie pytania. Możemy żyć z innymi, lecz istnieć musimy osobno. Po prostu skazani jesteśmy na egzystencjalną samotność. To ta samotność wpędzała niekt贸rych filozof贸w w ślepą uliczkę solipsyzmu, każąc im twierdzić, że wszystko co poza nimi, cała rzeczywistość, jest tylko złudzeniem, ułudą zmysł贸w i umysłu.
Filozofowie dialogu wierzyli, że między Ja i Ty możliwe jest istotne spotkanie, co więcej, że spotkanie i dialog Ja z Ty (także w relacji Ja - B贸g) są konieczne dla pełnego zaistnienia Ja. Nie zamierzam wykładać tu filozofii dialogu (zresztą nieco inaczej rozumieli ją - dajmy na to - Buber, L茅vinas, Rosenzweig, a nieco inaczej Marcel lub nasz ksiądz Tischner). Chcę tylko rozważyć - w kontekście Spotkań z Eugeniuszem Knapikiem - praktyczny, życiowy aspekt spotkania i dialogu. Na og贸ł zgadzamy się, że gł贸wnym medium, gł贸wnym środkiem i sposobem porozumiewania się ludzi jest język, jest żywa mowa, a konkretnie - rozmowa.
Zastanawiające, że m贸wiąc o filozofii dialogu, zapomina się o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu. A przecież Witkacowskie "rozmowy istotne" (choć nigdy ich nie zdefiniował) to w zasadzie pr贸by prowadzenia takiego dialogu, kt贸ry - r贸żniąc się od konwencjonalnej rozmowy - prowadziłby do wzajemnego i dogłębnego zrozumienia, do swoistego zaiskrzenia między rozmawiającymi. Żeby to mogło nastąpić, musieliby oni odrzucić noszone na co dzień maski i podjąć tematy tabu lub tematy nadzwyczajne, odświętne, jakich w wirze codziennego życia na og贸ł się nie podejmuje, tematy miłości i śmierci, dobra i zła, Boga, moralności i odpowiedzialności, tematy sztuki i estetyki, piękna, prawdy, nadziei...
Nie ulega wątpliwości, że Krzysztof Droba z Eugeniuszem Knapikiem właśnie takie rozmowy prowadzili ("spotykamy się, żeby pogadać na tematy dla nas istotne"). Zostały one nagrane, spisane i zredagowane, czyli poddane pewnej obr贸bce, kt贸ra je wszakże siłą rzeczy zubożyła. Rozmawiający widzą się wzajemnie i słyszą. Posługują się także mową ciała, a ta nie poddaje się łatwo werbalizacji. Jakże ważne w rozmowie są gesty, mimika, wykrzykniki, cała ekspresja jej uczestnik贸w (kto widział dyskutującego Drobę lub przynajmniej słyszał go w radiu, ten o tym dobrze wie), a ile nowego sensu może wnieść do rozmowy uśmiech, westchnienie czy nawet chwila ciszy, kiedy rozm贸wca starannie waży słowo zanim je wypowie. Do książki, niestety, nie dołączono płyty z nagraniem rozm贸w. Rozumiemy powody, choć trochę nam żal.
Atoli mowa, nawet wspomagana gestykulacją i mimiką, nie jest w stanie oddać wszystkiego, zwłaszcza naszych odczuć i emocji. Kompozytor z teoretykiem rozwinęli cały wachlarz spraw rozmaitych, ale na przykład kluczową sprawę muzyki zaledwie musnęli. Jak to? - może się ktoś żachnąć. - M贸wili przecież o muzyce pięciu kompozytor贸w wyr贸żnionych przez Knapika, a operom jego samego poświęcili osobny rozdział. - Owszem, m贸wili, ale nie powiedzieli wszystkiego. I nie chodzi tu wcale o to, że są niekompetentni (bo na przykład muzyki Knapika kto jak kto, ale nikt nie zna tak najpełniej, jak on sam, a niewielu tak dobrze, jak Droba), ani nie chodzi o to, że chcieli cokolwiek przed nami zataić. Nie mogli powiedzieć wszystkiego, gdyż jest to praktycznie niemożliwe.
O muzyce można pr贸bować m贸wić albo językiem subiektywnym (literackim), pełnym efektownych aforyzm贸w, metafor i por贸wnań, lecz niepoddającym się weryfikacji, albo też językiem obiektywnym (muzykologicznym), pełnym technologicznych opis贸w i analiz, ale nieoddającym istoty muzyki, co najwyżej wyjaśniającym jej strukturę. I tak źle, i tak niedobrze. Nadużywanie jednego języka mogłoby prowadzić na manowce kiczu, drugiego zaś - na manowce pseudonauki. Ideałem mogłaby być ich hybryda, lecz c贸ż to za ideał hybryda. Co z tego, że o muzyce Eugeniusza Knapika m贸głbym z pełnym przekonaniem powiedzieć, że kojarzy mi się ona ze szlachetnym, pełnym powagi, niezłomnym moralnie, ale też intrygująco tajemniczym pisarstwem Conrada, skoro nie potrafiłbym udowodnić, że tak jest w istocie? A m贸głbym także przedstawić tutaj (przeciwstawiając swemu subiektywnemu sądowi) obiektywną, rzeczową i skrupulatną analizę kt贸rejś kompozycji Knapika, lecz przypuszczam, że większość czytelnik贸w poszłaby zaraz spać.
Istotę muzyki uchwycić można - na chwilę, ale jakąż cudowną chwilę! - jedynie słuchając muzyki (ech, znowu sięgam do metafory)...
W latach siedemdziesiątych wysłaliśmy w kosmos kilka sond z zaszyfrowanym przesłaniem skierowanym do spodziewanych przedstawicieli obcych cywilizacji (po odkryciu w roku 1992 przez Aleksandra Wolszczana pierwszej poza Układem Słonecznym planety wzrosła nadzieja, że nie jesteśmy we Wszechświecie sami). Podobne przesłanie, podobny komunikat wysyła w ludzki kosmos dojrzały tw贸rca - c贸ż, stać na to tylko wysoko rozwiniętą inteligencję i tylko dojrzałego tw贸rcę. Jeśli my jego przesłania nie odczytamy, pozostanie on pośr贸d nas z poczuciem samotności, jakiej jako ludzkość nadal we Wszechświecie doświadczamy i jaka tu, na Ziemi, dotyka każdego, kto traci możność spotkania i dialogu z innymi.
Filozofowie, o ile wiadomo, nie rozwinęli kwestii dialogu tw贸rcy z anonimowym odbiorcą jego sztuki. A przecież czytając powieść, spotykamy się - chociaż nie oko w oko - z pisarzem i wchodzimy z nim w szczeg贸lny rodzaj dialogu; idąc na koncert, spotykamy się z kompozytorem, będąc zaś na wernisażu, spotykamy się z malarzami, rzeźbiarzami, performerami itd. Nie szkodzi, że na og贸ł pozostajemy dla nich anonimowi. Odbierając ich sztukę, odczytując zawarte w niej przesłanie, dialogujemy z nimi, przekazujemy im r贸żnorakie sygnały - dowiadują się, że oto kupiliśmy ich książkę, że oklaskiwaliśmy wykonany utw贸r, że podziwialiśmy wystawiony w galerii obraz. To tak, jak gdybyśmy sami otrzymali potwierdzenie, że wysłany kiedyś przez nas list został w jakimś zakątku Wszechświata przez inteligentne istoty odebrany. C贸ż, tylko wysoko rozwinięta inteligencja i tylko dojrzały odbiorca potrafią potwierdzić odbi贸r takiego listu-przekazu.
Czytając Spotkania z Eugeniuszem Knapikiem, spotkajmy się tedy z ich bohaterami (niekoniecznie oko w oko), wsłuchajmy się w to, co m贸wią, ale też - co bardzo ważne - poszukujmy muzyki kompozytora, słuchajmy jej i wsłuchujmy się w nią. Jestem przekonany, że zawiera ważkie przesłanie, że nakazuje nam, byśmy się pilnie wsłuchiwali w ludzki kosmos (i w cały Wszechświat). Nie jesteśmy w nim sami, a jeśli nawiążemy z innymi dialog, nie powinniśmy już być samotni.

Krzysztof Droba Spotkania z Eugeniuszem Knapikiem, Akademia Muzyczna w Katowicach, Katowice 2011, ss. 212, ilustr., utwory Eugeniusza Knapika, indeks nazwisk i utwor贸w.

KRZYSZTOF BILICA

ROK LVI • NR 13 • 24 CZERWCA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 13 • 24 CZERWCA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa