Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Słuchanie świata

John Luther Adams i jego muzyka

  John Luther Adams, Fot. Evan Hurd  
  John Luther Adams, Fot. Evan Hurd  
John Luther Adams (nie mylić z Johnem Adamsem, tw贸rcą Nixona w Chinach) urodził się w roku 1953 na południu Stan贸w Zjednoczonych; tam też oraz na przedmieściach Nowego Jorku spędził młodość. Był rockowym perkusistą, zanim odkrył muzykę Edgara Var膷se'a, o kt贸rej dowiedział się z tekst贸w do płyty Franka Zappy. Przez Var膷se'a poznawał tw贸rczość Cage'a oraz Feldmana; jak m贸wi, właśnie muzyka Feldmana zabrała go tam, gdzie Pink Floyd już nie potrafili. Adams studiował kompozycję u Jamesa Tenneya w CalArts (California Institute of the Arts, uczelnia o interdyscyplinarnym podejściu do sztuki), studia ukończył w roku 1973. W połowie lat siedemdziesiątych zaangażował się w ruch ekologiczny, co sprawiło, że w roku 1975 trafił na Alaskę, by pracować nad programem Alaska National Interest Lands Conservation Act, wyznaczającym m.in. obszary chronione przed ingerencją człowieka. Trzy lata p贸źniej przeni贸sł się tam na stałe.
Krajobraz Alaski wywarł głęboki wpływ na muzykę Adamsa - dźwięczną, brzmieniowo bogatą, ekspansywną, niekiedy burzliwą, gwałtowną i pełną hałaśliwych odgłos贸w. W utworach In the White Silence (1998), For Lou Harrison (2007, ku pamięci kompozytora, kt贸ry był jego pierwszym mentorem i bliskim przyjacielem), The Immeasurable Space of Tones (2010) warstwy pandiatonicznych linii wznoszą się i opadają, często w r贸żnych stosunkach temp i metrum, tworząc bogate faktury rosnące niczym lodowce w większe formy, głęboko poruszając słuchacza. Jego bezbłędne wyczucie skali sprawia, że muzyka oddycha niczym żywy organizm, budzi wrażenie skupienia i nieziemskiego piękna. Bardziej gwałtowne utwory, jak Strange and Sacred Noise (1997) i The Mathematics of Resonant Bodies (2002, perkusyjne solo z elektroniką, napisane dla Steve Schicka) przypominają perkusyjną muzykę Xenakisa, poszukiwania dźwiękowe Alvina Luciera, a także arktyczne burze lub perkusyjną muzykę Inuit贸w, kt贸rą wnikliwie studiował.
Chyba najlepiej znanym dokonaniem Adamsa jest The Place Where You Go To Listen - dźwiękowo-świetlna instalacja w Museum of the North w Fairbanks na Alasce. Nowojorski krytyk Alex Ross pisał o niej: "Tytuł odnosi się do Naalagiagvik, miejsca na wybrzeżu Oceanu Arktycznego, gdzie, jak głosi legenda, uduchowiona kobieta imieniem Inupiaq chodziła słuchać ptak贸w, wieloryb贸w i otaczających ją niewidzialnych rzeczy. Zgodnie z magicznym wyobrażeniem, mechanizm The Place przekłada surowe dane na muzykę: informacje ze stacji sejsmologicznych, meteorologicznych i geomagnetycznych wprowadzane są do komputera i ulegają przekształceniu w wibrująco barwne pole elektronicznego dźwięku". The Place Where You Go To Listen skłoniło Rossa do uznania Adamsa za "jednego z najoryginalniejszych myślicieli muzycznych nowego wieku", zaś przedstawiona przez niego sylwetka kompozytora (Letter from Alaska: Song of the Earth) jest jednym z najciekawszych om贸wień jego tw贸rczości.
W roku 2009, w Banff w stanie Colorado, odbyło się prawykonanie Inuksuit, wielkiego dzieła na 9 do 99 perkusist贸w grających w otwartej przestrzeni. Potem nastąpiły starannie przygotowane wykonania Inuksuit w Park Avenue Armory i w Morningside Park w Nowym Jorku w roku 2011. Tytuł utworu odnosi się do kamieni Inuit贸w znaczących obszar Alaski, a jego struktura odzwierciedla strukturę ich rozmieszczenia. Inuksuit trwa 80 minut, wykonawcy rozstawieni są na dużej przestrzeni i grają w swoich tempach skomponowane kom贸rki na rury gumowe, trąbki, małe syreny, talerze, tam-tamy i dzwonki. Słuchacze przemieszczają się według swego uznania. Wykonanie Inuksuit Park w Avenue Armory Alex Ross określił jako jedno z najbardziej porywających słuchowych doświadczeń swojego życia.
Byłem na wykonaniu Inuksuit w ramach Ojai North Festival, w słoneczne popołudnie 11 czerwca 2011 roku w Berkeley w stanie Kalifornia. Dwudziestu sześciu perkusist贸w prowadzonych przez Stevena Schicka rozstawiono na wielkim wzg贸rzu kampusu University of California, całe rodziny odpoczywały na kocach, dzieci rzucały psom frisbee. Wykonanie rozpoczęło się od subtelnych niczym lekki wiatr brzmień wydawanych przez wirujące gumowe tuby. Dołączyły się do nich delikatne dźwięki dzwonk贸w i blok贸w drewnianych; kilka znak贸w danych przez Schicka sprawiło, że muzyka stawała się coraz głośniejsza, bardziej intensywna.
Spacerowałem po porośniętych trawą pag贸rkach, zachwycając się grzmiącymi tam-tamami i tremolami talerzy rozbrzmiewającymi niczym echo ze wszystkich stron. Za każdym razem, kiedy skupiałem uwagę na określonym wycinku przestrzeni lub na wykonawcy, krzyżujące się wzory i ich wariacje dobiegające z odległości kilkudziesięciu metr贸w zaskakiwały mnie i otwierały pole słuchania na coraz większe obszary.
Gdy kończące utw贸r, zapisane w nutach śpiewy ptak贸w zamarły już w ciszy, uświadomiłem sobie, że stworzone przez Inuksuit pole postrzegania słuchem objęło także odgłosy samochod贸w, bawiących się dzieci, dzwon贸w z wieży w Berkeley wybijających godzinę sz贸stą, także gwar pieszych z pobliskiej ulicy. Byłem niemal porażony: utw贸r Adamsa, bez żadnej słownej wskaz贸wki i dydaktyzmu, nauczył mnie słuchać otoczenia w zupełnie odmienny spos贸b. Towarzyszący mi wiolonczelista, muzyk mało zainteresowany dźwiękowymi eksperymentami, r贸wnież był zachwycony. Stwierdził: "ten utw贸r zmienił m贸j spos贸b słuchania, zmienił mnie samego".
W ostatnich dziesięcioleciach John Luther Adams był chyba najważniejszym kontynuatorem amerykańskiej tradycji eksperymentalnej, ciągnącej się od Ivesa, przez Cowella, Partcha, Nancarrowa, Cage'a, Feldmana, Harrisona, Oliveros i Tenneya. Otrzymał m.in. Nemmers Prize for Composition przyznaną przez Northwestern University i nagrodę Heinza za podnoszenie świadomości ekologicznej. Jego odrębna wizja artystyczna, zwłaszcza niezwykły związek z dziką przyrodą i krajobrazem Alaski, w połączeniu z nienaganną konstrukcją i zmysłową siłą jego muzyki, stawia go w rzędzie najważniejszych kompozytor贸w naszego czasu.
Po raz pierwszy spotkałem Adamsa w roku 2008, kiedy przywi贸zł swą instalację Veils na Wesleyan University, gdzie w贸wczas studiowałem. Ten wysoki mężczyzna o łagodnym sposobie m贸wienia, skromny w zachowaniu, dobiera słowa bardzo starannie i uważnie słucha rozm贸wcy. Korespondowaliśmy ze sobą przez kilka lat, a w maju i czerwcu 2012, przy okazji wykonania Inuksuit na festiwalu Ojai North, udało mi się przeprowadzić z kompozytorem wywiad dla "Ruchu Muzycznego".

W roku 2008 tw贸j utw贸r The Light Within został wykonany przez Seattle Chamber Players na "Warszawskiej Jesieni". Czy byłeś w Warszawie w 2008 roku?

- Żałuję, że nie mogłem tam posłuchać swojej muzyki. Muzycy Seattle Chamber Players powiedzieli mi, że poszło bardzo dobrze.

● Byłeś kiedyś w Europie Wschodniej?

- Jeszcze tam nie dotarłem, choć bardzo bym chciał. Byłem w Holandii, Belgii, Niemczech, Szwajcarii i w całej Skandynawii, ale tam jeszcze nie, choć bardzo bym chciał.

Czy jacyś kompozytorzy ze wschodu Europy wywarli istotny wpływ na twoją muzykę?

- Bardzo ważny był dla mnie Ligeti, lubiłem zwłaszcza Lontano i Koncert wiolonczelowy, kt贸re poznałem przez nagrania i partytury.

A inni kompozytorzy europejscy?

- Kiedy byłem nastolatkiem, fascynował mnie Stockhausen. Ale spośr贸d tw贸rc贸w drugiej połowy XX wieku najtrwalszy wpływ wywarł na mnie Xenakis. Mimo zewnętrznych r贸żnic nadal czuję pokrewieństwo z jego muzyką. Spośr贸d jeszcze dawniejszych tw贸rc贸w europejskich prawdziwie wielki jest dla mnie Debussy.

Czy Twoja muzyka jest przyjmowana w Europie inaczej niż w Stanach Zjednoczonych? Widzisz jakieś r贸żnice między słuchaczami europejskimi i amerykańskimi?

- Moja muzyka jest lepiej znana w Stanach niż w Europie, choć to chyba się zmienia. Miałem wiele wykonań w Holandii, Belgii, Włoszech, także w Rosji. Wiele razy grano w Europie ekspansywne utwory o bogatej szacie dźwiękowej, jak Dark Waves, The Light That Fills the World, The Light Within i The Immeasurable Space of Tones, ale także bardziej gwałtowne utwory perkusyjne, jak Strange and Sacred Noise i The Mathematics of Resonant Bodies, zabrzmiały już w Europie. Tego lata w Portugalii odbędzie się europejskie prawykonanie Inuksuit.
Co do słuchaczy: Europejczycy są bardziej świadomi historii muzyki europejskiej, natomiast publiczność amerykańska wydaje się bardziej otwarta na eksperymenty wychodzące poza "mainstream". Choć nie jestem tego całkiem pewny - prawdę m贸wiąc, nie myślę wiele o słuchaczach, w każdym razie nie w spos贸b tak og贸lny. Zależy mi bardziej na poszczeg贸lnych odbiorcach, kimkolwiek i gdziekolwiek by byli.

Twoja biografia - studia w CalArts, działalność w ruchu ekologicznym, przeprowadzka na Alaskę, kiedy miałeś 25 lat - jest jak na amerykańskiego kompozytora dość niezwykła, a jeszcze bardziej odbiega od wzor贸w europejskich. Czy życiorysy tw贸rc贸w, choćby Partcha lub Nancarrowa, wpłynęły na twoje wybory? Pisałeś o swoich "błędnych" decyzjach, lecz z mojej perspektywy - młodego muzyka i kompozytora - twoje decyzje są właśnie słuszne, bo podążałeś za muzyką nawet wtedy, gdy wymagała od ciebie działań niekonwencjonalnych.

- Jestem chyba jednym z nielicznych żyjących kompozytor贸w, kt贸rzy wiedzą, jak zaorać pole mułem, i jak się obchodzić bez elektryczności. Wcześnie przeczytałem Waldena i bez wątpienia życiorys Thoreau wpłynął na moje życie. Zainspirowali mnie potem ludzie uparci, jak Partch i Nancarrow. Ale najważniejszy dla mnie był Lou Harrison - miałem szczęście przyjaźnić się z nim przez trzydzieści lat. Nie wyobrażam sobie lepszego od niego wzoru, jak żyć bez uraz贸w i goryczy będąc bezkompromisowym kompozytorem.

Z jaką muzyczną tradycją identyfikujesz się, jeśli w og贸le z jakąś? Czy jest taka grupa kompozytor贸w lub jakaś większa wsp贸lnota muzyczna, kt贸ra jest ci bliska? Czy czujesz się kontynuatorem specyficznie amerykańskiej tradycji?

- Mam poczucie, że należę do linii kompozytor贸w niezależnych: od Ivesa i Cowella, do Cage'a, Feldmana, Nancarrowa, Tenneya i Oliveros. Wydaje mi się, że moja muzyka jest bardzo amerykańska, choć nie na spos贸b nacjonalistyczny - bez wątpienia jestem wytworem amerykańskiej kultury. Ale prawdziwe korzenie mojej muzyki tkwią w ziemi: geografii i naturalnym środowisku P贸łnocnej Ameryki.

Co dały ci studia w CalArts, jaka jest tradycja CalArts?

- CalArts była jedną z pierwszych szk贸ł kształcących w zakresie muzyki kultur całego świata na r贸wni z tradycją europejską. "World music" nigdy nie pochłaniała mnie tak, jak niekt贸rych moich koleg贸w, ale uwielbiałem wprowadzające w trans brzmienia z innych muzycznych obszar贸w, całkiem odmienne od zachodniego poczucie czasu. CalArts była wylęgarnią muzyki elektronicznej; mimo że w og贸le nie używałem tego medium w czasie moich studi贸w, samo przebywanie w tym miejscu poszerzyło moje poczucie możliwości dźwiękowych.
Najlepsze, co dała mi CalArts, to studia pod kierunkiem wielkiego Jamesa Tenneya. Jim był dla mnie nauczycielem doskonałym, bo pozwalał mi uczyć się w jedyny możliwy dla mnie spos贸b: popełniając błędy, dokonując własnych odkryć (nawet gdy "odkrycie" było tylko ponownym odkryciem Ameryki). Miał on także niezwykłą umiejętność zadawania trafnego, łagodnie prowokującego pytania w odpowiedniej chwili. Trudno mi sobie wyobrazić, jak wyglądałoby moje życie muzyczne i życie osobiste, gdybym nie miał szczęścia studiować u Tenneya w CalArts.

Pisałeś kiedyś o momencie w twoim życiu, kiedy - mając 21 albo 22 lata - po ukończeniu CalArts, zacząłeś słuchać ptak贸w w lesie i komponować; był to czas, kiedy jako kompozytor znalazłeś sw贸j własny głos. Opowiedz, jak to było. Czy miałeś poczucie, że "to właśnie to", czy kusiło cię wtedy poszukiwanie czegoś innego, wypr贸bowanie jakiejś innej drogi?

- Zamiast iść na studia podyplomowe, poszedłem do lasu słuchać śpiewu ptak贸w. To był niezwykły czas odkryć i fascynacji. Wiedziałem, że odnalazłem własną drogę i że nie ma innej, kt贸rą m贸głbym obrać. Pojechałem na Alaskę, a reszta to moje życie...

Dużo pisałeś o wpływie, jaki wywarł na ciebie krajobraz Alaski. Czy m贸głbyś coś powiedzieć o wpływie kultury i muzyki jej rdzennych mieszkańc贸w na twoją muzykę?

- Rdzennej kulturze muzycznej Alaski złożyłem hołd w kilku utworach. Ale głębszy wpływ jest natury nie muzycznej, lecz duchowej. Chodzi o spos贸b bycia w świecie, a ludzie tam wiedzą, jak żyć w zgodzie z Ziemią. Dostrzegają ducha we wszystkim.

W Europie Wschodniej słyszałem, jak tamtejsi tradycyjni śpiewacy twierdzą, że "śpiewają o tym, co widzą". Trwa tam przekonanie, że tw贸rcy tradycyjnych pieśni patrzyli na krajobraz i w dosłownym sensie śpiewali o tym, co widzą, tworząc swoisty związek między patrzeniem, słuchaniem i - w rezultacie - wytwarzaniem dźwięku. Zastanowiło mnie, że związek między intensywnym patrzeniem na krajobraz Alaski i słuchaniem, kt贸ry opisałeś, chyba nie bardzo się r贸żni od tego, o czym m贸wią tradycyjni śpiewacy. Zacząłem więc myśleć o twojej muzyce jako o czymś w rodzaju postmodernistycznej "tradycyjnej" muzyki amerykańskiej, kt贸ra przywraca związek człowieka z krajobrazem przez uważnie wytwarzany dźwięk. Czy możesz powiedzieć coś o związku patrzenia i wsłuchiwania się w miejsce - w twoim przypadku Alaskę - z wytwarzaniem dźwięku?

- W Eskimo Realities Edmunda Carpentera jest piękne zdanie: "Gdzie my powiedzielibyśmy 扭zobaczmy, co możemy usłyszeć钮, oni powiedzieliby 扭usłyszmy, co możemy zobaczyć钮". Słuchając uważnie tego, gdzie jesteśmy, możemy poznać miejsce znacznie głębiej, niż gdybyśmy tylko patrzyli. Posłuchawszy przez dłuższy czas, możemy zacząć odpowiadać, śpiewając. W tradycyjnych śpiewach z Europy Wschodniej, śpiewach ludu Kaluli z Nowej Gwinei, pieśniach Aborygen贸w lub Inuit贸w trwa długa, głęboka tradycja lud贸w słuchających świata i odpowiadających śpiewem.
Nie sądzę, by moja tw贸rczość r贸wnie głęboko dotykała kwestii stosunku do miejsca, niemniej pr贸buję odzyskać dla siebie coś z tego, co utracili ludzie żyjący w globalnej monokulturze.

Wiem, że ostatnio spędziłeś sporo czasu z dala od Alaski. Jak to wpłynęło na twoją muzykę?

- W ostatnich kilku latach, razem z żoną, wiele przebywaliśmy w Meksyku, na pustyni i nad morzem. Tej zimy skomponowałem obszerny utw贸r orkiestrowy zatytułowany Become Ocean, teraz zacząłem Become Desert. Zn贸w słucham śpiewu ptak贸w i zapisuję, co usłyszę. W słońcu i wśr贸d kamieni mam wrażenie, że słyszę muzykę bardziej otwartą i krystaliczną. Czas pokaże...

Powiedz, proszę, coś o stosunku między ciszą a hałasem w twoich utworach. Dużo pisałeś o skrajnościach: brzmieniach delikatnych, cichych i tonalnych oraz - z drugiej strony - gwałtownych, głośnych, bliskich hałasowi. Jak odnoszą się one do siebie?

- Często myślimy o ciszy i hałasie jako przeciwstawnych skrajnościach. Po wielu latach doszedłem do traktowania ich jako element贸w wsp贸łzależnych. Dwa spośr贸d moich największych utwor贸w noszą tytuły In the White Silence i Strange and Sacred Noise. White Silence to 75 minut nieustannie brzmiącej muzyki, bez chwili rzeczywistej ciszy, natomiast 65 minut Strange and Sacred Noise zawiera kilka minut zakomponowanej ciszy.
Cisza dla mnie to nie nieobecność dźwięku, tylko obecność spokoju. Hałas nie jest dźwiękiem niechcianym - jest oddechem świata. Jeśli uważnie słuchamy, hałas i cisza uczą nas tego samego: cały świat jest muzyką.

Niedawno m贸wiłeś, że wzrost zainteresowania twoją muzyką w ostatnich latach nie wpłynie na zmianę twego stylu, ale r贸wnież, chyba w tym samym wywiadzie z Molly Sheridan w "New Music Box", że czujesz, że zaczynasz od nowa jako kompozytor. Nad czym teraz pracujesz?

- Zawsze ważne było dla mnie czuć się, jakbym właśnie zaczynał. To bynajmniej nie odrzucenie mojej poprzedniej pracy - to raczej badanie nowego obszaru muzycznego i zarazem podjęcie kwestii, kt贸re były istotą mej tw贸rczości od samego początku. Muzyka prowadzi mnie teraz na wolną przestrzeń. Przez cztery dziesięciolecia otwarta przestrzeń inspirowała moją muzykę przeznaczoną do słuchania w zamknięciu. Inuksuit to pierwszy m贸j utw贸r w całości do wykonywania i słuchania na zewnątrz. Chciałbym iść dalej w tym kierunku, wykorzystując bogatszą paletę instrumentalną. Właśnie zacząłem pracę nad Sila: The Breath of the World. Będzie to utw贸r wypełniający czas całego koncertu na zwielokrotniony ch贸r instrument贸w dętych drewnianych i blaszanych oraz perkusję, do wykonywania na dużej, otwartej przestrzeni.

Wsp贸łpracujesz regularnie ze znakomitymi wykonawcami, jak Steven Schick, ICE, Eighth Blackbird, w tym roku tw贸j nowy utw贸r wykona po raz pierwszy Glenn Kotche - interesujący perkusista rockowy z klasycznym wykształceniem. Kt贸re z wykonań twoich utwor贸w przyniosły ci najwięcej zadowolenia?

- To szczęście wsp贸łpracować z najlepszymi wykonawcami na świecie. Najwspanialszym doświadczeniem było dla mnie wysłuchanie w roku 1998, w tym samym tygodniu, dw贸ch prawykonań: Strange and Sacred Noise oraz In the White Silence. Najmocniej zapadające w pamięć wykonania to niekoniecznie te muzycznie najbardziej dopracowane - wysłuchanie Strange and Sacred Noise na pustyni w Kalifornii i w tundrze Alaski zmieniło mnie głęboko. Doświadczenia te skłoniły mnie do napisania Inuksuit, kt贸rego wysłuchałem w Canadian Rockies i w Morningside Park w Nowym Jorku - tego r贸wnież nie zapomnę.

Kiedy mieszkałem w Polsce, czasem trudno mi było wyjaśnić ludziom, że w niekt贸rych częściach Ameryki można jechać samochodem cztery lub pięć godzin i nie zobaczyć ani jednego domu. Co powiedziałbyś komuś, kto chciałby poznać lub przynajmniej zrozumieć pustkowie, choć mieszka gdzieś, gdzie jest go niewiele.

- Długo mieszkałem na Alasce, więc dla mnie pustkowie to miejsce, gdzie nie ma dr贸g, gdzie nie można jeździć samochodem. Miałem szczęście poznać miejsca, kt贸re niewielu ludzi mogło odwiedzić. Te doświadczenia ukształtowały wszystko, co robię i kim jestem. Świat jest pełen magii i najważniejsze to słuchać, zauważać i być w pełni obecnym w każdej chwili, gdziekolwiek.

Jaką radę dałbyś młodym kompozytorom? Co jest szczeg贸lnie ważne teraz? Co dziś jest r贸żne od tego, co było, kiedy kończyłeś szkołę i obierałeś własną drogę?

- Kiedy zaczynałem, myślałem, że mogę zrobić wszystko: odkryć nową muzykę i pom贸c ocalić świat. W końcu musiałem dokonać wyboru między muzyką a działalnością polityczną. Często prowadzę rozmowy z młodymi muzykami o znaczeniu życia poświęconego muzyce. Jeśli chcesz poświęcić się muzyce, musisz wierzyć, że muzyka to coś najlepszego, co możesz podarować pogrążonemu w bolączkach światu.

Czy są jacyś kompozytorzy, kt贸rych muzyka szczeg贸lnie cię pobudza? Myślę o tych, kt贸rzy nie są jeszcze tak znani, jak na to zasługują.

- Mam skłonność do zamykania się w moim własnym, dość hermetycznym świecie muzycznym, ale znam wielu kompozytor贸w młodszych ode mnie, kt贸rych odrębnego głosu słucham z podziwem. W moim pokoleniu Peter Garland, Lois Vierk, Jim Fox, Kyle Gann i Michael Byron to tw贸rcy, kt贸rzy powinni być szerzej znani.
ASA HORVITZ

ROK LVI • NR 15 • 22 LIPCA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 15 • 22 LIPCA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

Komentarze

jladams ( S艂awomir Pierzy艅ski wyslano 2012-08-16 godz. 23:26 )  

 

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa