Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Opera  Według Coetzeego

Teatr Wielki w Poznaniu na festiwalu "Malta"

  Na pierszym planie CLARON McFadden (Marijana) i Mark s. doss (Paul), Fot. Bartłomiej Sowa  
  Na pierszym planie CLARON McFadden (Marijana) i Mark s. doss (Paul), Fot. Bartłomiej Sowa  
Wsp贸łczesny teatr muzyczny jest gatunkiem niejednorodnym: eksperymenty na pograniczu koncertu i instalacji plastycznej wsp贸łistnieją bezkonfliktowo z tradycyjnymi spektaklami z muzyką i reżyserią. Być może nie ma już sensu m贸wić o gatunku teatru muzycznego, względnie - opery, jako zamkniętym zbiorze cech, bo jak tu znaleźć płaszczyznę wsp贸lną dla Aperghisa i Adamsa, Furrera i Ablingera, Goebbelsa i Dusapina...?
Ten, kto 5 lipca spodziewał się sceniczno-muzycznego eksperymentu w Teatrze Wielkim w Poznaniu, gdzie w ramach festiwalu teatralnego "Malta" miała premierę opera Slow Man Nicholasa Lensa do libretta Johna Maxwella Coetzeego w reżyserii Mai Kleczewskiej, musiał był zawiedziony. Ale czy nie jest przypadkiem tak, że sam szacowny gmach operowy ogranicza poszukiwania artystyczne do ram teatru z muzyką dla określonej publiczności? Czy należy oczekiwać, że konserwatywna z natury instytucja przekroczy granice, kt贸re de facto ją konstytuują? Niemieckie teatry operowe dowodzą, że tak...
Idąc w upalny lipcowy wiecz贸r na premierę, nie oczekiwałam fajerwerk贸w, a nawet żywiłam pewien sceptycyzm. Lens, nieznany bliżej kompozytor belgijski, tw贸rca kilku oper, m贸wiący o swojej muzyce w kategoriach wzruszenia, intuicji, prostoty przekazu, nie zapowiadał się na ciekawą osobowość tw贸rczą. Coś mi zresztą podpowiadało, że autorem sukcesu opery jest nie Lens, lecz Coe颅tzee, pisarz urodzony w RPA, laureat Nagrody Nobla w 2003 roku. Jego tw贸rczość była jednym z przewodnich temat贸w tegorocznej "Malty". Obawy podtrzymywało w dodatku nazwisko Kleczewskiej, kt贸ra ostatnio zraziła warszawską publiczność interpretacją Orestei, do kt贸rej muzykę skomponowała Agata Zubel.
Na kwadrans przed dzwonkiem zaświtała jednak jaśniejsza myśl. Lens jest Belgiem, a ci potrafią zawładnąć uchem odbiorcy. Właściwie trudno powiedzieć, na czym polega fenomen muzyki niderlandzkiej. Daleko jej do niemieckiej "konieczności" eksperymentowania (wyjątkiem, na dodatek tragicznym, był Karel Goeyvaerts). Tw贸rcy z Beneluksu trzymają się raczej z daleka od wszelkich nowinek techniczno-muzycznych i chyba tylko amerykański minimalizm zmieszany z surowością, rytmem i popularnym charakterem niekt贸rych utwor贸w Strawińskiego odcisnął swe piętno na muzyce niderlandzkiej. Warto też pamiętać, jak żywa jest w tych krajach tradycja modernistyczna w duchu konstruktywizmu Pieta Mondriana.
I rzeczywiście, co by nie powiedzieć o muzyce Slow Mana, jest napisana sprawną ręką dobrego rzemieślnika - w najlepszym z możliwych znaczeniu tego słowa. Odnieść to można i do biegłości polifonicznej, i giętkości orkiestracji, i do zręcznego budowania napięć i odprężeń. Powracający sporadycznie w partyturze idiom muzyki filmowej nie wziął g贸ry nad całością partytury, przesuwał się za to nieustannie w położone niżej (znaczy: głębsze) rejony nowoczesnego ekspresjonizmu, jaki znamy choćby z utwor贸w Louisa Andriessena czy Michela van der Aa. Pełna liryzmu i melancholii muzyka, z wyodrębniającą się rolą perkusji, znakomicie dopasowanymi liniami wokalnymi i ch贸ralnymi wstawkami, była zarazem prosta i wysublimowana. Tym, co daje jej życie, jest detal, drobny element, czasem uchwytny motyw (jak w finałowej "arii" Elizabeth Costello), innym razem ciekawa harmonia, nieustanna zmienność kształt贸w, przepływ, ulotność. Prawie dwugodzinna opera miała wprawdzie momenty, w kt贸rych napięcie słabło (mniej więcej w trzech czwartych), ale być może spowodowane to było zatrzymaniem się akcji, zbytnią statycznością monolog贸w wewnętrznych bohater贸w, kt贸rzy - jak się zdaje - opowiedzieli już o sobie wszystko, co było do opowiedzenia. Muzyka niosła te monologi dzielnie do końca, przy czym chyba najlepiej sprawdzała się w charakterze ścieżki dźwiękowej do filmu.
To jeden z element贸w inscenizacji Mai Kleczewskiej, znany ze spektakli operowych także innych reżyser贸w. Nie tylko muzyka, ale i środki sceniczne, poetycki realizm, elementy dokumentalne przywodziły na myśl operę tzw. filmową, jak choćby After life Michela van der Aa, kt贸ra notabene dotyka podobnych temat贸w, co Slow Man, czyli starości i przemijania, trudnych wybor贸w, tęsknoty za nieokiełznaną namiętnością...
Już na początku opery (w uwerturze?) użyty został film: przy pełnej namiętności i tęsknoty muzyce obserwowaliśmy zbliżenia twarzy bohater贸w, dyskretną grę emocji, a potem także rejestrowane na żywo ciała w miłosnym uścisku. Wbrew obawom o "przerafinowanie", Kleczewska stworzyła widowisko czyste, proste, skoncentrowane na sednie.
Powieść Coetzeego (polskie wyd. Powolny człowiek, Znak 2005), kt贸ra jest kanwą libretta, nie ma w zasadzie wiele wsp贸lnego z operą. Pisarz wybrał jeden epizodyczny wątek i zbudował łuk, kt贸ry prowadzi do zaskakującego zakończenia. Tragiczny los Paula Raymenta (znakomity, charyzmatyczny Mark S. Doss), kt贸ry traci nogę w wypadku drogowym, staje się przedmiotem intrygi Elizabeth Costello (obdarzona zmysłowym głosem Lani Poulson). Umowność i swoista skr贸towość libretta operowego sprawia, że jej pojawienie się w życiu mężczyzny nie potrzebuje uzasadnienia (w książce jest ona pisarką, ale i swego rodzaju narratorem wszechwiedzącym). Pod pozorem opieki i szczerego zainteresowania Raymentem, Costello podsyca w starzejącym się i kalekim mężczyźnie płomień pożądania i namawia go do spotkania z niewidomą Marijaną (delikatna Claron McFadden) - w powieści chodzi o Mariannę, Marijana odgrywa w życiu Raymenta nieco inną rolę. Spragnieni miłości fizycznej, kt贸rej nie zastąpi troska ni wsp贸łczucie, nieco wbrew woli padają sobie w ramiona. Poranek przynosi niesmak i poczucie winy - Paul i Marijana przecież ledwie się znają. Okazuje się, że za intrygą Costello skrywa się dojmująca samotność jej samej. Odtrącona przez Paula, pozostaje sama ze swym niespełnieniem i tęsknotą do bliskości. Śpiewa na pustej scenie "arię" o przemijaniu, kruchym szczęściu i utraconej młodości. Mogła się zakręcić łezka w oku...
Prosta zdawałoby się opowieść zaczerpnięta z życia, osadzona w psychologii, r贸żni się od tysięcy podobnych ckliwych operowych historii. Niesie prawdę życia i zarazem uświadamia, że opera doskonale radzi sobie z realizmem scenicznym. Wciska w fotel i zmusza do namysłu nad smutnym obliczem starości. Szczęście, początkowo tak łatwo definiowane przez miłość i fizyczne zbliżenie, okazuje się dużo bardziej skomplikowane, niepodatne na manipulację.
Siła opery Slow Man polega na ograniczeniu liczby postaci scenicznych do trzech. Przestrzeń spektaklu Mai Kleczewskiej jest więc bardzo intymna, skupiona na skrywanych przeżyciach, w kt贸rych odsłonięciu pomaga film i taniec. W tle nieustannie przesuwają się pojedyncze postaci, archetypiczne w swej nagości i androgyniczności. Jakkolwiek choreografia Mikołaja Mikołajczyka nie poraża, tylko wręcz razi schematycznością gest贸w stylizowanych na ułomność, chorobę, subtelny ruch nie przeszkadza, lecz tworzy dodatkową warstwę tego przejrzystego spektaklu. Na niewielki zbi贸r rekwizyt贸w, kt贸re przygotowała scenografka Katarzyna Borkowska, składają się w贸zek inwalidzki, balkoniki dla niepełnosprawnych, poręcze i lustra. Reszty dopełnia światło Wojciecha Pusia. I tyle, bez przegadania, r贸wnoległych narracji, zbędnej symboliki. Pochwalić należy ponadto aktorstwo, tak często zastępowane wachlarzem konwencjonalnych operowych gest贸w. Z pewnością Mai Kleczewskiej dobrze pracowało się z solistami, kt贸rzy promieniowali charyzmą sceniczną i ogromnym doświadczeniem. Mocne głosy, kt贸rych partie pomyślane zostały przez Lensa jako niekończące się melodie, rozpięte na szerokim ambitusie, pełne skos贸w i trudnych interwał贸w, splatały się w duetach i g贸rowały nad masą muzyki instrumentalnej (dobra forma orkiestry Teatru Wielkiego w Poznaniu pod batutą Bassemi Akiki). Wszystko to sprawia, że wiecz贸r należy zaliczyć do udanych, mimo że nie było eksperyment贸w ni fajerwerk贸w, a jedynie kawał porządnej roboty muzycznej, reżyserskiej i wokalnej.


Nicholas Lenz Slow Man. Kierownictwo muzyczne: Bassem Akiki, reżyseria: Maja Kleczewska, scenografia: Katarzyna Borkowska, choreografia: Mikołaj Mikołajczyk. Premiera 5 lipca 2012 w Teatrze Wielkim w Poznaniu.
MONIKA PASIECZNIK

ROK LVI • NR 16/17 • 5 SIERPNIA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 16/17 • 5 SIERPNIA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa