Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Recenzje  'Zawstydzające, pisać o sobie'

1981
24 sierpnia 1981

Sto stron więcej dziennika Cybisa, [Notatki malarskie - dzienniki 1954-1966 Jana Cybisa, PIW 1980] a byłoby za dużo: że tylko farba, że dwa kolory łatwo, a trzeci uzasadnia, że piłuje stare pł贸tna. Dokument osobistego wysiłku, nie wiem co Dominik Horodyński z tego wyrzucił - to, co jest, jest bardzo cenne jako dokument ludzki też - "kiedy się jest trochę malarzem naprawdę". - Malarz zastanawia się dziś - podobnie jak muzyk - czy to, co robi, jest knotem, czy "wartościowym dziełem".
Zawsze starać się robić dobrze, ale tak się nad tym zastanawiać jak dziś, to nigdy. Było się malarzem czy muzykiem lub nie było. Mistrzowie starali się dor贸wnać poprzednikom, inni robili tyle, co mogli, zazwyczaj dla uboższych czy bardziej prowincjonalnych mecenas贸w, amator贸w i wyżej czy niżej postawionych dilletanti. Dzisiaj te artystyczne wątpliwości zeszły w głąb, w sens i cel tego, co się robi, a co wymknęło się spod oczywistych, "warsztatowych" kanon贸w, reguł i oczywistości. W jakim stopniu płaszczyzny barwne Cybisa są dobre czy złe - nie wiemy. Tak jak nie wiemy tego z muzyką. Prawdziwy artysta (?!) musi być kimś i czymś, co nad swoim żywiołem panuje - jak panował nad nim jeszcze Wagner czy Debussy. Kombinatorstwo musi być ograniczone do "artystycznej mądrości", kt贸rą miał Bach czy Chopin. Bo i Chopin też. A żywioł musi być tą mądrością opanowany, czego brak jest na przykład u Liszta. Sądzę, że Penderecki jest "żywiołowy", a nie wiem, czy ma dosyć artystycznej mądrości i bogactwa. I sądzę, że Lutosławski ma tej żywiołowości za mało (miał ją Moniuszko czy Verdi, Puccini - na kt贸rego tyle się nawygadywałem). Wszystko to są sprawy, o kt贸rych nie trzeba ani nie warto zapisywać setek stron, bo to są sprawy oczywiste.
Wspomina Cybis o b贸stwach, mieszkających w źr贸dłach i lasach, ale o Bogu i boskim pierwiastku nie wspomina. Wzruszający jest jego stosunek do niemieckiej, chłopskiej rodziny i do rodzinnego Wr贸blina, kt贸remu pozostaje wierny do końca. Koroną tego dziennika i życia jest jego wielka wystawa w Muzeum Narodowym.
Do tej sławy - kt贸rej potrzebuje jak wszyscy - ma normalnie spokojny i świadomy stosunek, taki, jaki każdy artysta powinien mieć. Pasjonuje mnie ta książka i człowiek, do kt贸rego za rzadko chodziłem. A każde spotkanie z nim było dla mnie przecie jak dotknięcie szlachetnego drzewa, metalu, atłasu.
Nigdy nie padały między nami te niepotrzebne słowa, jakie prawie z wszystkimi wymieniać trzeba, kt贸re wymienia się przy spotkaniu.
Jak nędzne są - niestety - dzienniki, kt贸re Andrzejewski publikuje w "Literaturze"! Zaledwie - czasami - jakieś zdanie, świadczące że to pisarz, że to był pisarz! A w og贸le, to ludzie piszą teraz za dużo dziennik贸w, wspomnień, za dużo się tego wydaje - co stosuję i do tych notatek, z kt贸rych zaledwie 10 procent (i to jeszcze!) - mogłoby się kiedyś, kiedykolwiek, nadać do jakiejś publikacji. Nie wiem jak zniszczyć dawne - nie mam kominka, żeby je spalić, wraz z furą papier贸w nie wartych przechowania.
Czy Andrzejewski nie czuje, co jest warte, a co nie, jeżeli już nie zanotowania, to przynajmniej publikowania? Bo publikuje te kartki jak lecą. Czy naprawdę myśli, że jego temperatura 38 stopni o piątej po południu to coś ważnego? [...]

1982
Konstancin, 14 stycznia 1982
Dziwne jest to, co nazywamy pracą tw贸rczą. Tkwi to w każdym człowieku - że chce coś zrobić, chociażby tylko w młodości. Ale "sztuki piękne" to jeszcze coś więcej, ponad to. Ich materialna i niematerialna substancja zespala nas i gryzie. Wolność wyboru pozwala dążyć do idealnego kształtu tego, co robimy, tu jest r贸żnica z rzemiosłem, nawet tak szlachetnym, jak ręczne krawiectwo czy szewstwo. Ale już dom, st贸ł, dla stolarza, architekta... Potworności seryjne zalewają nas, a już zwłaszcza od czasu, gdy miliard ludzi z 1900 roku zbliża się po 80 latach do pięciu miliard贸w. Nastąpiła katastrofa; z produkcją seryjną zginęło rzemiosło i już tylko grupa artyst贸w pozwolić sobie może na tę tw贸rczość, kt贸ra przez parę tysięcy lat była udziałem każdego, kto wyrabiał sprzęt do własnego użytku i m贸gł dążyć do jego szlachetnej formy.
Co ja jednak robię, wybierając, wydłużając, skracając, męcząc się nad formą, kt贸rej przypadkowości nie potrafię uniknąć, improwizując na papierze - z powziętym planem, kt贸rego nigdy nie mogę urzeczywistnić. Świadomy brak贸w, kt贸re mnie z taktu w takt prześladują, nie mogę wr贸cić do szlachetnego kształtu Lirnika, Pieśni weselnych, czy nawet Symfonii polskiej. Geniusz wielkich mistrz贸w zdumiewa i zachwyca mnie, jak 60 lat temu. Jeszcze bardziej, bo bardziej słyszę ich nieomylność. Porzuciłem ambicje, wiem, że nikt mnie nie wykonuje i stało mi się to prawdziwie obojętne, nawet gubię własne rzeczy niewydane - Lirnik chyba przepadnie, zakurzony na kufrze pod fortepianem - a roi mi się coraz dokładniej Introibo, kt贸re chcę tu choćby "NAKREŚLIĆ" już... doskonałe.
Zmieszane to jest z moją pewnością nietrwałości, już nie przemijalności, ale wprost globalnego uduszenia ludzkiego w mnogości, kt贸ra musi pęknąć, z hukiem czy ciszej, w zagładzie, kt贸rej kształtu nikt jeszcze precyzyjnie nie może przewidzieć. To, co się dzieje w Polsce, jest gorsze od wszystkich naszych fatalnych dat. Schodzimy w głąb, z kt贸rej wyjścia nie widzę, poza upodleniem, kt贸rym jest BIEDA POWSZECHNA, z rezygnacją czy buntem - obie te drogi zbijają ten nar贸d z jego ślad贸w, kt贸rych niezwykłość tylko kilku poetow dostrzegło, a teraz - co się stanie z naszą młodością, poezją, modlitwą? Czy nadamy kształt temu, co się tu dzieje, o czym cały świat trąbi, a tu widzę szarzyznę, ogień pod popiołami - "nasz nar贸d (jest) jak lawa" - pisał Mickiewicz. Sprawdzi to się, raz jeszcze?!
[...]
Nie wiem, na czym polega l'alternance du lent et du vif [naprzemienność spokojnego, powolnego i żywego] w muzyce, kt贸rą teraz piszę. Może na tym, że nie potrafię znaleźć nut i rytmu na długie, "całościowe" allegro. Ale może i z innych przyczyn, kt贸rych nie mogę odcyfrować. W muzyce zaczyna się od zamiaru, kt贸ry można też nazwać CELEM utworu - czymś podobnym do "punktu docelowego" - skomponowanie utworu, wykonanie zamiaru. To jest wsp贸lne wszystkim sztukom, nawet i działalnościom ludzkim. Zar贸wno wielcy mistrzowie, jak i zwyczajni grafomani (grafomanowie?!) spełniali to - widzimy jednak i słyszymy słabości związku zamiaru z wykonaniem, np. w niekt贸rych, nawet w wielu dziełach Liszta (Etiudy transcendentalne!) czy - inaczej - w pr贸bkach Weberna, kt贸ry, wplątany w cel i zamiar, nie potrafił go wykonać, nie wiedział co zrobić z odnalezioną i wynalezioną nutą, więc je "urywał", bo nie wiedział i nie m贸gł wymyślić "co dalej", żeby nie popaść w banalną i zwyczajną formułkę. Nigdy tego nie ma u Chopina, Beethovena, nie m贸wiąc o Mozarcie czy Bachu, kt贸rzy o zwyczajności formułki w og贸le nie myśleli.
Płynność muzyki; w całych jej dziejach ją słyszymy, od czasu, gdy pojawił się KOMPOZYTOR, a więc u schyłku tego czasu, kt贸ry wydawał egzemplarze "bard贸w muzycznych", tw贸rc贸w chorału gregoriańskiego - no i całej tw贸rczości zwanej ludową, taneczną itp.
Płynność była związana i z wykonawstwem, i z tym celem, zamiarem, związanym z odbiorcą. Ktoś potrzebował i doceniał portrety Tycjana, msze Palestriny i kwartety Haydna. Ale potem sztuka zabrnęła, zaczęła się dziać i istnieć w głowie, uszach, w m贸zgu kompozytora. Oderwała się od swojej materii zmysłowej, kt贸ra mnie dzisiaj nuży, gdy słucham przez godzinę klawesynowych kawałk贸w Couperina, czy nawet gdy słucham przez dwie godziny liturgii gregoriańskiej. Potrzebujemy dzisiaj czegoś, co nas zaskakuje, zamyka się w ramach całości wyodrębnionej - jak przedmiot - kt贸ry podziwiamy, bo nie ma go za dużo. - Stąd nuda muze贸w, w kt贸rych stoją setki i tysiące antycznych waz, rzeźb, obraz贸w - w Luwrze, British czy innych zbiorach. Gigantyczne zbiory to też pomyłka. Sztuka jest OSOBNA, jak ludzie. Tłum wyrzuca jednostki - p贸ki jest zbiorem i masą, p贸ty nie możemy odr贸żnić wartości, kt贸re są zawsze jedyne.
Wydobyć dzisiaj z muzyki jej płynność, naturalność, staje się łamigł贸wką - bo to musi być rezultatem tak naturalnego wzrostu, jak drzewo, trawa czy kwiatek. Grafomania ułatwia te sprawy, ale nie daje arcydzieł. Szostakowicz albo Penderecki wiedzą, jak tworzyć (robić) piękno czy dramatyczność, ale żaden z nich nie zrobił kilku takt贸w, kt贸re zachwycają w kr贸tkim chorale z Orgelb眉chlein [J.S. Bacha] czy preludium Chopina. Arcydziełem dzisiaj jest realizacja lotu na księżyc, a nie dzieła sztuki, choć tyle ich powstaje.


W tym miesiącu mija 25 rocznica śmierci Zygmunta Mycielskiego - intelektualisty europejskiego formatu, kompozytora, pisarza i działacza muzycznego, a w latach 1960-68 redaktora naczelnego naszego pisma. Przypominamy go dziś wyborem fragment贸w z Niby-dziennika ostatniego 1987, kt贸ry we wrześniu trafi na p贸łki księgarskie.
Jak poprzednie tomy zapisk贸w Zygmunta Mycielskiego, tak i ten ukazuje się, nakładem Wydawnictwa Iskry. Został opracowany przez Barbarę i Jana Stęszewskich, kt贸rych Zygmunt Mycielski uczynił depozytariuszami swej spuścizny muzycznej i literackiej.
Redakcja "Ruchu Muzycznego" gorąco dziękuje Wydawnictwu Iskry za udostępnienie fragment贸w książki do publikacji na naszych łamach.

"Zawstydzające, pisać o sobie"
Zygmunta Mycielskiego Niby-dziennik ostatni - wybrane fragmenty

ZYGMUNT MYCIELSKI

ROK LVI • NR 16/17 • 5 SIERPNIA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 16/17 • 5 SIERPNIA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa