Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Wielki cud

"Pieśń Naszych Korzeni", Jarosław 19-26 sierpnia

  BENJAMIN BAGBY, Fot. Marcin Mituś  
  BENJAMIN BAGBY, Fot. Marcin Mituś  
Nie spos贸b posądzić organizator贸w festiwalu "Pieśń Naszych Korzeni" o skłonność do rocznicowej pompy. Jego dwudziesta odsłona, poświęcona tematyce śmierci, rozpoczęła się niezwykle osobistym koncertem Jordiego Savalla. Dedykowany był pamięci zmarłej w zeszłym roku Montserrat Figueras, znakomitej śpiewaczki i towarzyszki życia Savalla. Na p贸łmetku festiwalu rumuński ch贸r Byzantion pod kierownictwem Adriana Sarbu odśpiewał panichidę, nabożeństwo żałobne obrządku wschodniego za dusze przyjaci贸ł i wsp贸łtw贸rc贸w "Pieśni Naszych Korzeni". Uczestnicy tego wydarzenia udali się następnie do Sali Lustrzanej kamienicy Attavantich, gdzie Antoni Pilch, jako jeden z założycieli, w osobistym tonie opowiadał o Festiwalu, przeplatając opowieść pieśniami z akompaniamentem lutni. Następnie zaprosił do wsp贸lnego śpiewania przyjaciela z Ukrainy, Tarasa Kompaniczenko, do kt贸rego dołączył po chwili żywiołowy zesp贸ł Chorea Kozacka z Kijowa. Jak powiedział Marcin Bornus-Szczyciński, kt贸ry szereg lat kierował, a obecnie jest doradcą "Pieśni Naszych Korzeni", Festiwal był w tym roku nieustającym koncertem przyjaci贸ł. A uzbierało się ich wielu - to zar贸wno znakomici artyści, kt贸rzy mieli wpływ na kształt programu i regularnie tutaj powracają, jak słuchacze od lat spędzający ostatni tydzień sierpnia w Jarosławiu.
Plan dnia był jak zwykle napięty do granic możliwości i oferował trzynaście propozycji do wyboru. Pierwszą z nich była poranna msza w rycie dominikańskim o godzinie si贸dmej, ostatnią - nocne warsztaty tańc贸w w klubie festiwalowym, do kt贸rych przygrywali muzycy polscy, słowaccy, węgierscy, ukraińscy i inni "spodziewani i niespodziewani goście". W południe odbywały się spotkania z artystami. Cały dzień trwały warsztaty - ch贸ru festiwalowego, kt贸ry pod kierunkiem czeskiego dyrygenta i organisty Roberta Hugo przygotowywał Mesjasza na koncert finałowy, chorału gregoriańskiego dla początkujących, chorału po polsku (prace nad jego spolszczaniem prowadzi Marcin Bornus-Szczyciński) oraz pieśni liturgicznych tradycji ormiańskiej.
Rozpoczynający Festiwal koncert Jordiego Savalla był bardzo intymny. Program zatytułowany "Tombeau Les Regrets" składał się m.in. z utwor贸w Johanna Sebastiana Bacha, Karla Friedricha Abla, Marina Marais i Pana de Sainte Colombe. Viola da gamba, znana z delikatności i brzmieniem przypominająca głos ludzki, stała się tego wieczoru pośrednikiem uczuć, kt贸rych nie spos贸b wyrazić słowami. Na zakończenie Savall improwizował osobiste tombeau na melodię tradycyjnej kolędy katalońskiej El Cant dels Aucells, kt贸rą często śpiewała Montserrat Figueras. W pewnej chwili zmienił artykulację na perkusyjną. Po kilku uderzeniach smyczka o struny pieśń urwała się gwałtownie.
W poniedziałek reprezentanci wykonawstwa mediewistycznego i tradycyjnego - zesp贸ł Micrologus i Lucilla Galeazzi - w bazylice Matki Bożej Bolesnej połączyli swe siły w wykonaniu akwilejskiej pasji jarmarcznej z Kodeksu Celestyna V. Muzykolog Francesco Zimei odnalazł i odczytał melodię, kt贸ra towarzyszyła zachowanemu we fragmentach ludowemu planktowi z XII wieku - to najstarszy przykład umuzycznienia tekstu w języku włoskim. Na jej podstawie dokonał rekonstrukcji pełnej wersji Pasji, w kt贸rej rymowany tekst o układzie zwrotkowym opowiada epizody od pojmania do pogrzebu Jezusa, a opowieść rozłożona jest między narrator贸w i Marię. Szczeg贸lnie przejmujące były lamenty Marii w wykonaniu Lucilli Galeazzi. Większość tekstu śpiewanego przez narrator贸w brzmiała na słodką i radosną melodię laudy - fakt trudny do oswojenia dla os贸b przesiąkniętych - jak ja - Bachowskim wzorcem pasyjnym.
We wtorek zesp贸ł Sequentia w trzyosobowym składzie (Benjamin Bagby - śpiew, harfa, Norbert Rodenkirchen - flety, cithara, Wołodymyr Smishkewych - śpiew) przedstawił w jarosławskiej kolegiacie program "Frankijskie fantomy. Echa karolińskich pałac贸w z VIII-X wieku". W ramach projektu "Lost Songs" Benjamin Bagby od dłuższego już czasu przywraca do życia najstarsze przykłady europejskiej poezji epickiej. Najsłynniejszym efektem jego pracy jest Beowulf recytowany z towarzyszeniem harfy. Występuje z nim w Europie i Stanach Zjednoczonych, wykonanie w Jarosławiu w 1996 roku owiane jest już legendą. Tym razem usłyszeliśmy utwory, kt贸re najprawdopodobniej rozbrzmiewały na rozmiłowanym w naukach i poezji, zapatrzonym w kulturę antyczną dworze Karola Wielkiego. Były to pieśni polityczne, religijne, panegiryki, lamenty, śpiewane opowieści, większość po łacinie, ale r贸wnież w języku niemieckim i francuskim. "Wymagają wszechstronnych badań, rekonstrukcji i wyobraźni" - napisano w komentarzu do programu. Słuchając Aurora cum primo mane z 841 roku, pieśni nasyconej głębokim smutkiem, obrazowo oddającej okrucieństwa wojny, w pewnej chwili poczułam, że razem z poetą Angelbertem o głosie Benjamina Bagby'ego spoglądam ze wzg贸rza na dolinę usłaną po bitwie białymi całunami "niczym jesienne pole pełne białych ptak贸w". Był to najbardziej poruszający wyobraźnię moment całego festiwalu, zniknęła bariera czasu, opowieść rozgrywała się tu i teraz. Trudno o lepszy argument na rzecz projektu "Lost Songs".
Tego wieczoru zabrzmiała r贸wnież Pieśń o Hildebrandzie, jedyny zachowany tekst epicki w języku staro-wysoko-niemieckim, dramat nieuniknionej walki Hildebranda i Hadubranda, ojca i syna, o niepewnym finale - fragment urywa się, gdy zaczynają padać ciosy. W wykonaniu Benjamina Bagby'ego ten, czytany dziś przeważnie w XIX-wiecznym przekładzie, tekst odzyskał sw贸j pierwotny charakter. Opowieść wskrzeszona do życia zawładnęła wyobraźnią słuchaczy i zaczęła domagać się kontynuacji - długo w noc trwały dywagacje na temat prawdopodobnego jej zakończenia.
  JORDI SAVALL, Fot. Marcin Mituś  
  JORDI SAVALL, Fot. Marcin Mituś  
Koncert "Frankijskie fantomy" w połączeniu z seminarium nazajutrz, na kt贸rym Benjamin Bagby wskazywał m.in. na niebezpieczeństwa kurczowego trzymania się instrukcji zapisanych w średniowiecznych traktatach oraz postrzegania średniowiecza jako monolitu, był fascynującą lekcją symbiozy badawczego i wizjonerskiego podejścia do muzyki najdawniejszej.
W środę bizantyjskie nabożeństwo za dusze zmarłych przeniosło nas w obszary, z kt贸rych nie docierają już żadne słowa - opuszczaliśmy cerkiew greckokatolicką w milczeniu. Czwartek zaś upłynął pod znakiem Drugiej księgi pieśni Johna Dowlanda w wykonaniu berlińskiego zespołu "The School of Night". Kompozytor napisał je na zlecenie swego chlebodawcy, Roberta Devereux, hrabiego Essex, faworyta kr贸lowej Elżbiety, a miały one swym ładunkiem emocjonalnym i urokiem przebłagać kr贸lową i skłonić ją do ułaskawienia skazanego na śmierć hrabiego. Należy przypuszczać, że gry polityczne na dworze sprawiły, że pieśni nie dotarły do kr贸lowej - tak czy inaczej wyrok został wykonany.
Na przedpołudniowym seminarium Maria Skiba i Frank Pschichholz wprowadzili słuchaczy w klimat elżbietańskiej Anglii, czytając fragmenty poezji, list贸w hrabiego, wreszcie zapraszając do wsp贸lnego wykonania na głosy White as lillies was her face z partytury stołowej (układ zapisu jest taki, że można wygodnie śpiewać z jednej partytury na cztery głosy, siedząc przy wsp贸lnym stole). Na wieczornym koncercie tyleż subtelne, co hipnotyzujące połączenie głosu Marii Skiby i dźwięk贸w lutni Franka Pschichholza przywołało echa nadziei i rozpaczy hrabiego Essex. Do pełni satysfakcji zabrakło jedynie projekcji z tłumaczeniami tekst贸w.
W piątek usłyszeliśmy staropolskie canti firmi, wielogłosowe pieśni religijne z XVI wieku, m.in. Mikołaja Gom贸łki i Cypriana Bazylika. Z wyjątkiem dw贸ch opracowań instrumentalnych prostą linię melodyczną zawartą w tenorze żarliwie śpiewał Adam Strug (sam lub z towarzyszeniem koleg贸w z zespołu Monodia), kontrapunktujące głosy realizował zaś złożony z gamb i fletu zesp贸ł instrumentalny Dancerye pod kierownictwem Pawła Iwaszkiewicza. Było to wykonanie szorstkie, w kt贸rym na plan pierwszy wysuwał się potężny śpiew. Pod koniec koncertu wykonawcy i słuchacze połączyli siły w wielozwrotkowej Pieśni o bożym umęczeniu do tekstu Władysława z Gielniowa. Ponieważ na festiwalu w Jarosławiu śpiewają prawie wszyscy, kości贸ł św. Mikołaja drżał w posadach.
Koncert finałowy w bazylice Matki Bożej Bolesnej, na kt贸rym uczestnicy warsztat贸w wykonali Mesjasza H盲ndla, był zwycięstwem ducha nad materią, bo jak inaczej nazwać przygotowanie tego dzieła p贸łprofesjonalnymi siłami w kilka dni? Trzon Ch贸ru Festiwalowego stanowił Akademicki Ch贸r Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Grała Barokowa Orkiestra Wyszehradzka, śpiewali soliści Maria Skiba, Petra Noskaiov谩, Jaroslav Březina i Sebastian Szumski, dyrygował Robert Hugo. Dyrektor artystyczny Festiwalu, Maciej Kaziński, r贸wnież w sensie dosłownym człowiek-orkiestra, wprawił wszystkich obecnych w drżenie wybijanym na kotłach rytmem w Amen - mocny akcent na zakończenie.
Odniosłam wrażenie, że w tym roku dokonał się kolejny etap w rozwoju festiwalowej publiczności. Żadnego z koncert贸w nie przerwano oklaskami - rozlegały się dopiero na zakończenie. Poziom skupienia, umiejętność wnikliwego słuchania muzyki uważam za jeden z największych długofalowych sukces贸w Festiwalu. Wśr贸d uczestnik贸w jest mn贸stwo młodych ludzi, a większość z nich to wychowankowie "Pieśni Naszych Korzeni". Zaczęli przyjeżdżać tu z rodzicami, mając kilka lat i powracają regularnie do dziś. Do "krajobrazu koncertowego" należą duże grupy słuchaczy zajmujące każdy wolny skrawek kościelnej posadzki, byle znaleźć się jak najbliżej artyst贸w. A to, że oświetlenie na koncertach ogranicza się najczęściej do świec, sprawia, że bombardowany na co dzień obrazem i dźwiękiem człowiek ma okazję przestawić się tutaj na odbi贸r najsubtelniejszych bodźc贸w.
W wywiadzie dla Programu II Polskiego Radia Jordi Savall powiedział: "Koncert w Jarosławiu był bardzo ważnym wydarzeniem zbudowanym z trzech element贸w: muzyki, pamięci i emocji. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem to przeżyć w otoczeniu świec i tylu dusz, kt贸re wtedy ożyły. To jest właśnie cud muzyki - ja przeżywałem go po swojemu, ale każdy z obecnych w kościele odbierał w tym czasie inne, własne, niepowtarzalne doświadczenie. To wielki cud muzyki, kt贸ra pozwala nam stać się całością, żyjącą w sensie realnym i duchowym".
Tego cudu w Jarosławiu można być pewnym.
BEATA KORNATOWSKA

ROK LVI • NR 20 • 30 WRZEŚNIA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 20 • 30 WRZEŚNIA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa