Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Mała i Praska 'Jesień Warszawska'

Ten festiwal ma sw贸j styl. Jest oficjalny, poważny, operuje w granicach "kultury wysokiej", wymaga od odbiorcy wysiłku intelektualnego, nie stara się też na siłę przełamywać dystansu między tw贸rcami muzyki wsp贸łczesnej a publicznością. Po autostradzie "Jesieni" pędzą zatem co roku giganci europejskich scen muzyki wsp贸łczesnej, a także mniej lub bardziej znani artyści namaszczeni przez wszechmogącą radę programową. Gdzieś obok tego gł贸wnego nurtu festiwalowych koncert贸w mają jednak r贸wnież miejsce rozmaite wydarzenia, kt贸re są dla nich niezbędnym kontrapunktem: koncerty wieczorne, instalacje, spotkania z kompozytorami i teoretykami muzyki, nade wszystko zaś zainaugurowana w zeszłym roku "Mała Warszawska Jesień" - festiwal muzyki wsp贸łczesnej dla dzieci.
Rolę łącznika między gł贸wnym programem "Jesieni" a jego kontrapunktami pełniły w tym roku wszystkie "praskie" koncerty festiwalu, odbywające się w Fabryce Trzciny i "Koneserze". Mimo p贸źnej pory (większość z nich rozpoczynała się o 22.30), cieszyły się dużym zainteresowaniem. Grana tam muzyka wykraczała - na wiele niebanalnych sposob贸w - poza uświęcony tradycją model "filharmonijnej" muzyki wsp贸łczesnej.
Prawobrzeżną "Warszawską Jesień" rozpoczęła 21 września Music for Amplified Toy Pianos Johna Cage'a w wykonaniu duetu Małe Instrumenty (Paweł Romańczuk i Sławomir Kupczak). Znamienna jest decyzja organizator贸w, by umieścić w tegorocznym programie tylko tak marginalny utw贸r z dorobku Cage'a. Początkowo cieszyłem się nawet z obojętności, z jaką rada programowa potraktowała amerykańskiego wieszcza awangardy w setną rocznicę jego urodzin. Jej wszechobecne obchody zdążyły mi się już sprzykrzyć - Cage patronował tegorocznemu festiwalowi "MaerzMusik", także Letnim Kursom Nowej Muzyki w Darmstadtcie, w Polsce jego muzyka była tematem przewodnim chociażby lubelskich "Kod贸w". Czy nie można było jednak umieścić w programie chociaż jednego utworu Cage'a, kt贸ry po prostu pięknie by zabrzmiał (jak Music for four na kwartet smyczkowy), a nie tylko "wyglądał", jak to było w przypadku Music for Amplified Toy Pianos?
Jedyną muzyką improwizowaną, jaka znalazła się w gł贸wnym programie Festiwalu, była free for(m) macwin_2 Krzysztofa Knittla, wykonana przy użyciu sporej liczby elektronicznych gadżet贸w - od telefonu kom贸rkowego po Harfę ISA, znaną publiczności "Jesieni" z instalacji qub, prezentowanej dwa lata temu na dziedzińcu Uniwersytetu Muzycznego. W kontekście brzmieniowej jałowości Małych Instrument贸w, elektroniczne bogactwo efekt贸w barwowych, połączone z wyczuciem formy i autentyczną radością improwizacji bijącą od wykonawcy, stanowiło miłą odmianę. Choć trzeba zaznaczyć, że free for(m) macwin_2 było raczej przystępnym zaproszeniem na festiwal "Ad Libitum" niż arcydziełem improwizacji XXI wieku.
Fletowy duet Anny Petrini i Fabrice'a J眉ngera niezbyt przejął się tym, że do wykonania miał pięć zupełnie autonomicznych kompozycji. Decyzja, by zagrać je jednym ciągiem przez p贸łtorej godziny, bez podziału koncertu na dwie części, bez przerw na zwykłe brawa, w dodatku w zupełnej ciemności, bardzo utrudniła uważny odbi贸r tych utwor贸w. W Centrum Kultury "Koneser" 28 września duet wykonał na wzmocnionych elektroniką fletach kontrabasowych i flecie kontrabasowym Paetzolda utwory m.in. Aleksandry Gryki (doskonałe, agresywne, epatujące długimi pauzami generalnymi i radykalnie wsp贸łczesne w brzmieniu observerobserver), Fausta Romitellego (przywodzące na myśl muzykę etniczną, rozedrgane oddechami, stukotem klap i alikwotami Seascape) oraz Pierre'a Jodlowskiego (Hyperspeed Disconnected Motions sprawiające wrażenie grzecznej, brzmiącej miejscami zbyt klubowo, ścieżki dźwiękowej do wyświetlanych na ekranie film贸w i tekst贸w). Mocno nużąca była ostatnia kompozycja wieczoru - Int茅rieur/Ext茅rieur Kenta Olofssona i J枚rgena Dahlqvista, w kt贸rej monotonne gaworzenie flet贸w towarzyszyło filmowi, mającemu w zamyśle tw贸rc贸w uwsp贸łcześnić motywy zaczerpnięte ze sztuki Maeterlincka Wnętrze, a kt贸ry okazał się niestety o wiele bliższy poetyce znanej z seriali telewizyjnych pokroju Kryminalnych.
Do "praskich" wydarzeń "Jesieni" należały r贸wnież wystawienia utwor贸w scenicznych, spośr贸d kt贸rych najważniejsze wydały mi się happy deaf people Jagody Szmytki, wykonany 26 września w "Koneserze" przez European Workshop for Contemporary Music, oraz - wystawiona cztery dni przedtem - Inori Karlheinza Stockhausena w olśniewającej interpretacji tancerki Agnieszki Kuś (niestety przy akompaniamencie głośnik贸w, nie zaś prawdziwej orkiestry). Oba utwory wychodziły poza granice konwencji europejskiej kultury muzycznej. Teatr instrumentalny Szmytki wkracza w codzienność tw贸rc贸w i wykonawc贸w muzyki - akcentuje głębokie znaczenie pr贸b i zmagań muzyka z instrumentem oraz doświadczanie fizyczności dźwięku. Ociera się o fascynującą kategorię muzyki w muzyce, analogiczną do teatru w teatrze. Stockhausen był natomiast kompozytorem, o kt贸rym trudno powiedzieć, że zadowalało go jedynie tworzenie nowej muzyki, kreował on raczej całą zupełnie nową kulturę muzyczną. Rola Agnieszki Kuś stanowiła coś pośredniego między tancerką, joginką, kapłanką a dyrygentką. Każdy jej ruch i gest (szczeg贸lnie dłoni) sprzęgnięty był z muzyką do tego stopnia, że właściwie nie wiadomo było czy to artystka wciela się w muzykę, czy też może muzyka sterowana jest wszystkimi nerwami jej ciała.
Dziwię się organizatorom "Jesieni", że nie wyzyskali potencjału, jaki drzemał w ewentualnym zderzeniu Inori z projektem Dłubak Soundsystem, kt贸ry miał premierę 29 września w CSW. Przedsięwzięcie to zaliczone zostało, niestety, w poczet "imprez towarzyszących", przez co nie zgromadziło zbyt licznej publiczności. A szkoda, bo było to jedno z najciekawszych wydarzeń festiwalu.
Włodzimierz Kossak stworzył na podstawie montażu zdjęć Zbigniewa Dłubaka wyjątkową partyturę graficzną, kt贸ra wyświetlana była na ekranie. O ile w Stockhausenowskiej Inori ciało tancerki sprzęgnięte zostało z muzyką, o tyle w Dłubak Soundsystem wiolonczelista Mikołaj Pałosz i saksofonista Ray Dickaty interpretowali muzycznie detale i gesty ludzkiego ciała uwiecznione na fotografiach. W obu przypadkach niezwykle ważne było powiązanie muzyki z układami dłoni oraz rytm - w Inori rytm muzyczny i rytm ruch贸w tancerki, w Dłubak Soundsystem rytm kolejno ukazujących się zdjęć. W wykonaniu partytury Kossaka przeplatały się naprzemiennie części improwizowane, w kt贸rych muzycy starali się przenieść struktury obrazu w świat dźwięku, z częściami bardziej rytmicznymi i wirtuozowskimi (zapisanymi w nutach); często jeden dźwięk instrumentalisty odpowiadał w nich jednemu z serii szybko zmieniających się zdjęć. Szczeg贸lnie w tym drugim przypadku zdarzało się - niestety - muzykom tracić synchronizację z partyturą. Techniczne wpadki nie umniejszały jednak estetycznej przyjemności, jaką sprawiała ta wsp贸łczesna musica humana.
Relacje między muzyką a ciałem zgłębiał r贸wnież Adam Dudek w wystawianej w Austriackim Forum Kultury wideoinstalacji Opera Proibita/Jacek. Składało się na nią kilka filmowych ujęć skupionych na fragmentach nagiego ciała śpiewaka wykonującego Sonety Szekspira Pawła Mykietyna. Tegoroczne instalacje sprawiały - niestety - wrażenie bezładnej zbieraniny odrobinę przeterminowanych produkt贸w artystycznych. Instalacja Atlasy 1995-2008 Andrzeja Bielawskiego składała się z trzech ekran贸w, ukazujących monotonne przewracanie kart atlas贸w, wypełnionych malunkami artysty (miały one być może przypominać o plastycznych zainteresowaniach Cage'a?). Jeżeli zaś chodziło o to, żeby odkryć muzyczność "chwarszczenia" przewracanych kartek, to uczynił to już p贸ł wieku temu Georg Brecht w utworze Symphony No.2. Z kolei spos贸b pokazania "kompozycji filmowej" Henninga Lohnera The Revenge of the Dead Indians: In Memoriam John Cage, skutecznie uniemożliwiał jej odbi贸r: p贸łtoragodzinny film puszczano na małym telewizorku w hałaśliwym korytarzu, nie zapewniając oglądającym ani odpowiedniego nagłośnienia, ani słuchawek.
Wszystkie instalacje "dla dorosłych" biła natomiast na głowę instalacja dla dzieci Dźwiękoświsty Łukasza Szałankiewicza. W odr贸żnieniu od nich była wielowymiarowa, interaktywna, bezpretensjonalna i w dodatku powstała specjalnie z myślą o "Małej Warszawskiej Jesieni". Z sufitu sali warsztatowej w Zachęcie zwieszały się oddziałujące na wyobraźnię tuby, w kt贸rych ukryta została aparatura zdolna transponować do pasma słyszalnych częstotliwości fale generowane przez urządzenia elektroniczne codziennego użytku, takie jak pilot do telewizora, lampa błyskowa, dżojstiki do gier telewizyjnych. Dźwięki te były następnie przetwarzane przez program komputerowy i powstawały tym sposobem ciekawe, "kosmiczne" pejzaże dźwiękowe. Może szkoda tylko, że artysta nie zadbał, aby zwiedzający mieli do dyspozycji więcej tych urządzeń-instrument贸w.
"Mała Warszawska Jesień" obfitowała w tym roku w atrakcyjne koncerty i warsztaty dla dzieci. W Zachęcie 23 września sopranistka Barbara Zamek-Gliszczyńska wspaniale wykonała Federico's Little Songs for Children George'a Crumba. W drugiej części koncertu najmłodsi wysłuchali Cinq 脡tudes de bruits Pierre'a Schaeffera. Było to jedyne wydarzenie w programie dla dzieci, w kt贸rym przestrzeń została zaaranżowana w spos贸b tradycyjny - z krzesłami dla słuchaczy i estradą. Choć z winy konferansjera Grzegorza Wierusa koncert ten trwał niestety o wiele za długo, odnoszę wrażenie, że miał on znaczną wartość edukacyjną. "Mała Warszawska Jesień", poza tym, że otwiera dzieciom uszy na bogactwo muzycznych brzmień, powinna także kształtować w nich znajomość pewnych konwencji związanych ze słuchaniem muzyki. Jestem r贸wnież pełen uznania dla artystek, kt贸re przed tak trudną publicznością potrafiły zabłysnąć doskonałym wykonaniem pieśni Crumba.
Najmłodsi tłumnie przybyli też do "Muzycznej Kuchni" Dagny Sadkowskiej, kt贸ra tak właśnie zatytułowała warsztaty dla uczestnik贸w w wieku 4-7 lat. Poprzez metaforę kuchni i gotowania dzieci wprowadzone zostały w samo sedno trudnych zagadnień związanych z muzyką wsp贸łczesną. Dźwięki-składniki ułożyły się w muzyczne dania-kompozycje, kt贸rych trzeba było uważnie słuchać-smakować. I jakkolwiek dorosły m贸gł się w tym gąszczu przenośni i krzyżujących się doznań zmysłowych zupełnie zagubić, to dzieciaki pochłonięte były warsztatami bez reszty. Pod koniec uczestnicy z rodzicami wykonali zbiorową improwizację, opatrując własnymi dźwiękami wideo z premiery happy deaf people Jagody Szmytki.
KRZYSZTOF B. MARCINIAK

ROK LVI • NR 22 • 28 PAŹDZIERNIKA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 22 • 28 PAŹDZIERNIKA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa