Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Opera  Ogień, kt贸ry ziębi

Jeszcze nie zatarło się wspomnienie Al gran sole carico d'amore Luigiego Nona - opery wystawionej w marcu tego roku w Berlinie przez Staatsoper Unter der Linden z inicjatywy jej dyrektora J眉rgena Flimma, a już 15 września odbyła się premiera kolejnej wielkiej operowej epopei XX wieku - Dziewczynki z zapałkami Helmuta Lachenmanna, ucznia Nona i jego duchowego spadkobiercy. Tym razem to Deutsche Oper Berlin przygotowała jej inscenizację na otwarcie sezonu, w kt贸rym świętuje stulecie. To także pierwsze przedsięwzięcie nowego dyrektora opery Dietmara Schwarza.
Zatytułowana jak baśń Andersena, w rzeczywistości ta komponowana w latach 1990-1996 opera daleko poza nią wykracza, łącząc dość odległe wątki. Opowieść o biednej dziewczynce, kt贸ra zamarzła w noc sylwestrową, jest zaledwie ramą dla dw贸ch tekst贸w, kt贸re nadają operze charakter krytyki społecznej i autobiograficznej konfesji. W swym libretcie Lachenmann wykorzystał list Gudrun Ensslin, terrorystki RAF, napisany przez nią w 1975 roku w więzieniu w Stammheim, oraz fragment z Codex Arundel Leonarda da Vinci.
Dziewczynka z zapałkami Lachenmanna jest jednak przede wszystkim operą o lęku egzystencjalnym, pr贸bą zrozumienia, skąd bierze się w człowieku gotowość do przekraczania tabu. Dotyczy to w r贸wnej mierze etyki i estetyki. W tekście Leonarda wędrowiec, dotarłszy do tajemniczej jaskini, waha się do niej zajrzeć, miotany sprzecznymi uczuciami "strachu i pragnienia". Musik mit Leonardo to kluczowy fragment opery i zarazem credo Lachenmanna. Jego wersja koncertowa - ...Zwei Gef眉hle... (Dwa uczucia) - powstała już w 1992 roku w domu Luigiego Nona na Sardynii, dwa lata po śmierci włoskiego kompozytora. Lachenmann często sam wykonuje partię wokalną w tym utworze. To swoista odpowiedź na utw贸r Nona No hay caminos, hay que caminar: choć nie ma drogi, trzeba iść...
W berlińskiej inscenizacji Davida Hermanna wszystko służy zilustrowaniu i spotęgowaniu emocji: strachu, pragnienia, samotności, nagłego przypływu odwagi i uczucia niepewności... Kunsztowna scenografia Christofa Hetzera ma postać wertykalnej konstrukcji, przypominającej przekr贸j wielorodzinnego domu mieszkalnego, na kt贸rego piętrach siedzą ludzie. Przestrzenie są zasadniczo trzy: na najniższym planie w rozległym pokoju z fortepianem, niby gabinecie muzycznym, "ćwiczą" dwie uczennice (brawurowe soprany Julkar Sabirova i Yuko Kakuta). Skoro tylko siadają do instrumentu lub biorą do ręki nuty, coś je przeraża, rozprasza. Przez dwie godziny, miotane nieokreślonym uczuciem, nie mogą sobie znaleźć miejsca. Ich partie wokalne, pomyślane przez Lachenmanna jako odzwierciedlenie niedoli zmarzniętej sierotki (szereg efekt贸w takich, jak m.in. szczękanie zębami, drżenie, ciche westchnienia; słynna "mroźna aria" Frier-Arie), w inscenizacji Hermanna wyrażają irracjonalny, narastający niepok贸j. Dziewczęta są niczym barometr nastroju społecznego.
W tym czasie piętro wyżej w fotelu siedzi nieruchomo mężczyzna i ogląda kasety VHS z rodzinnego party w ogrodzie. Powraca na nich kobieta w stroju kąpielowym (rosła tancerka Jennie Gerdes). W pewnym momencie kobieta z filmu niczym pająk schodzi ze stojącego przy fotelu magazynowego regału, niezauważona przez mężczyznę, oplata go swoją widmową (nie)obecnością, zaciska niewidzialną pętlę na szyi i wymyka się z jego świata sentyment贸w i oczekiwania. Mężczyzna niemal cały czas pozostaje znieruchomiały, w jakimś p贸łśnie, odrętwieniu, ze wzrokiem wbitym w telewizor.
Trzecia przestrzeń to łączący wszystkie kondygnacje budynku szyb wentylacyjny, po kt贸rym przemyka ubrana w wojskową kurtkę dziewczyna (tancerka Bini Lee), wspina się na poddasze budynku, gdzie w prowizorycznym laboratorium eksperymentuje z materiałami łatwopalnymi. To ona będzie recytowała tekst Leonarda, skulona na samym dole szybu wentylacyjnego, ona też zostanie "wezwana" przez Babcię, kt贸ra okaże się śmiercią w przebraniu aktora teatru n么.
Lachenmann nazwał Dziewczynkę z zapałkami "muzyką z obrazami" i nowa inscenizacja niewątpliwie przybliża intencję kompozytora. Jest statyczna, pozbawiona akcji, jakichkolwiek gwałtownych gest贸w, nie usiłuje opowiadać o zdarzeniach, jedynie zarysowuje kontury zbiorowej pamięci i skupia się w całości na produkowanych przez obrazy emocjach. Doskonale wsp贸łgra przy tym z muzyką, kt贸ra dźwiga ciężar dwugodzinnego spektaklu granego bez przerwy, czyniąc to zresztą znakomicie.
Swym dynamicznym charakterem przeciwstawia się ona statyczności obraz贸w scenicznych, w detalach wyraża to, czego nie m贸wi niemal nieobecne w operze słowo. Przywołuje sceny z baśni, ilustruje przenikliwy chł贸d sylwestrowej nocy (niezliczone rodzaje szmer贸w, szelest贸w, świst贸w, brzmień szklistych; słynne pocierane o siebie styropiany), dalekie ciepło płynące z okolicznych dom贸w (fragment Aus allen Fenstern, w kt贸rym dźwięki orkiestry mieszają się z urywkami popowych piosenek), odmalowuje świąteczny nastr贸j, imituje fajerwerki (charakterystyczne stłumione glissanda smyczk贸w), wreszcie oddaje żar zapalanych zapałek i wywołane chwilowym gorącem halucynacje (buchający pełnym brzmieniem fragment Ofen)...
Partytura Lachenmanna wprost upaja dźwiękowym bogactwem, zachwyca niespotykaną elokwencją i nieodmiennie zaskakuje błyskotliwymi pomysłami instrumentacyjnymi. Czas zdaje się działać wyłącznie na jej korzyść - to znamiona arcydzieła. Wielka w tym zasługa wykonawc贸w - Ch贸ru i Orkiestry Deutsche Oper Berlin pod batutą Lothara Zagroska, wybitnego znawcy Dziewczynki z zapałkami, kt贸ry dyrygował jej premierą w Hamburgu w 1997 roku, a następnie w Stuttgarcie w 2002 roku. Precyzja, sugestywność i plastyczność gry orkiestry budziły najgłębszy podziw.
Olbrzymi aparat orkiestrowy został rozmieszczony dookoła audytorium, słuchacze znaleźli się niejako w środku muzycznej akcji. Muzyka nasycona była nieprawdopodobną dawką emocji - lodowata, za chwilę rozlewała się ciepłym strumieniem, potrafiła zarazem ziębić jak l贸d i parzyć jak ogień. Przez dwie godziny słuchało się jej jak w transie.
Skrajne temperatury muzyki podkreślały fenomenalnie skrajne stany lęku i pragnienia. Berlińska Dziewczynka z zapałkami nie była opowieścią o biednej sierotce, kt贸ra zamarzła w noc sylwestrową - tytułowa dziewczynka nie pojawiła się na scenie, nie było też obrazu ulicy, padającego śniegu, choinki itp. Nie była to też żadna polityczna psychodrama - wprawdzie w obu kobietach można było rozpoznać Gudrun Ensslin, działały one jednak w historycznej pr贸żni, poza szerszym kontekstem, kt贸ry w spektaklu nie istniał. Wreszcie, opera nie była też oskarżeniem pod adresem zimnego i obojętnego społeczeństwa, kt贸re nie zdołało zapobiec katastrofie.
Inscenizacja Davida Hermanna drążyła głębokie pokłady indywidualnej i zbiorowej nieświadomości, kt贸ra daje o sobie znać wciąż na nowo. To był spektakl o odradzającym się i rozprzestrzeniającym lęku, kt贸ry nie ma swej przyczyny i o przeciwstawiającemu się niepohamowanemu pragnieniu przezwyciężenia owego lęku.
Kiedy dziewczyna wychodzi wreszcie z szybu wentylacyjnego na taras na szczycie budynku, pod rozgwieżdżonym niebem staje oko w oko z Przeznaczeniem. Scena spotkania z Babcią to bodaj najpiękniejszy moment w całej operze. Dziewczyna czuje przypływ gorąca, niebo nad jej głową zaczyna wirować, nie może się oprzeć temu uczuciu, choć boi się nieznanego. Rozpoczyna przedziwny taniec z tajemniczym nieznajomym - ubranym w kimono, o twarzy przesłoniętej białą maską, niczym aktor teatru n么, kt贸ry przypomina nie tyle kochającą Babcię, co Śmierć. Dziewczyna pr贸buje się wyrwać w objęć mężczyzny, ten obraca jednak jej ciałem jak lekkim pi贸rkiem. Wkr贸tce znikają razem wessani przez gwiezdną otchłań.
W epilogu pojawia się jedyny raz postać z baśni - grająca na harmonijce sh么 dziewczyna o długich do ziemi rudych włosach, w bufiastej zielonej sukni (Mayumi Miyata). Jest z innego, lepszego świata, w kt贸rym czary pokonają każde zło. Dźwięk sh么 niesie ukojenie, spok贸j. Jest po wszystkim, choć coraz bardziej szkliste, lodowate, szeleszczące dźwięki orkiestry zdają się m贸wić coś przeciwnego: jesteśmy w punkcie wyjścia. Jest zimno, bardzo zimno, jeszcze zimniej. I strach pozostał ten sam.


Lachenmann Das M盲dchen mit den Schwefelh枚lzern. Kier. muz. Lothar Zagrosek; reżyseria David Hermann; scenografia Christof Hetzer; choreografia Sommer Ulrickson; projekcje wideo Martin Eidenberger. Premiera 15 września w Deutsche Oper w Berlinie.
MONIKA PASIECZNIK

ROK LVI • NR 23 • 11 LISTOPADA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 23 • 11 LISTOPADA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa