Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Recenzje  Na szali przypadku?

Czy los nasz jest z g贸ry przesądzony, czy raczej możemy nań jakoś wpływać? Doświadczenie podpowiada nam (doświadczenie życiowe - rzecz jasna - nie naukowe!), że w pewnym stopniu możemy nim kierować, choć pokazuje ono zarazem, jak wiele zależy od splotu okoliczności. Być może dzięki takiemu splotowi okoliczności Chopin nie stał się kompozytorem amerykańskim, nie umarł w zapomnieniu, nie doczekawszy się sławy jak Schubert, lecz wi贸dł życie, jakie znamy z jego oficjalnej biografii. Wszakże, gdy stanął na paryskim bruku, jego losy przez kilkanaście miesięcy ważyły się na szali przypadku; całkiem możliwa była historia alternatywna.
Na wyjazd do stolicy Francji zdecydował się we wrześniu 1831 roku, kiedy w Stuttgarcie doszła doń wieść o wzięciu Warszawy. Jadąc przez Strasburg przybył do Paryża 5 października. Zofia Helman i Hanna Wr贸blewska-Strauss odnalazły dokonany przez paryskiego policjanta wpis do rejestru cudzoziemc贸w przybyłych w tym dniu na końcową stację dyliżans贸w przy rue du Buloy: "Chopin Fic music polon Strasb 5" (zob. "Ruch Muzyczny" nr 6/2007).
Przyjazd Chopina do Paryża i jego kilkunastomiesięczne, dramatyczne i bynajmniej niebierne oczekiwanie tam na uśmiech losu stały się tematyczną osnową książki Piotra Witta Przedpiekle sławy.
A losy tego autora - historyka dziej贸w i sztuki, eseisty i kolekcjonera - przypominają poniekąd drogę życiową kompozytora. W latach siedemdziesiątych wsp贸łredagował w Warszawie czasopismo artystyczne "Sztuka", po jego zawieszeniu zaś wyjechał do Paryża, gdzie osiadł na stałe. W Polsce lat osiemdziesiątych obecny był duchowo - słuchacze Radia "Wolna Europa" pamiętają jego błyskotliwe komentarze i felietony w "Faktach, wydarzeniach, opiniach" i w "Panoramie dnia". We Francji opublikował ostatnio monografię H么tel de Monaco - Ambassade de Pologne (2005) o pałacu, będącym obecnie siedzibą Ambasady RP w Paryżu.
Pałac ten, zwany Hotelem Monako, wybudowany został w latach siedemdziesiątych XVIII wieku na zlecenie księżnej Monako, Marie-Catherine de Brignole. W latach 1823-38 był rezydencją ambasadora Austrii hrabiego Apponyi, kt贸rego żona, wielka miłośniczka muzyki, prowadziła ekskluzywny salon. Zmieniał jeszcze potem kilkakrotnie właściciela, aż wreszcie w roku 1936 przeszedł na własność państwa polskiego. Nb. jedną z ostatnich wysłanych z ambasady w Paryżu przed wybuchem wojny zaszyfrowanych depesz (informującą o planowanym ataku Niemiec i Sowiet贸w na Polskę), odebrał 24 VIII w Warszawie kapitan Zdzisław Witt, ojciec autora. Ten zaś, zbierając materiały do dziej贸w pałacu odkrył, że 30 grudnia 1832 roku wystąpił w nim - w salonie hrabiny Apponyi, przed doborową publicznością - Chopin, co sprawiło, że sytuacja jego uległa niemal z dnia na dzień radykalnej zmianie. Splot okoliczności?
W istocie, choć nad Sekwanę przybył Chopin pełen entuzjazmu, plan贸w i marzeń, z każdym miesiącem jego entuzjazm słabł, a plany się rozwiewały. Jeszcze w liście z 18 listopada powiadamiał Norberta Kumelskiego: "Powoli lansuję się na świat, ale tylko dukata mam w kieszeni [...]; na moim 5-tym piętrze (stoję na Boulevare Poissonni膷re nro 17) [...] mam pokoik ślicznie mahoniowo meblowany, z gankiem na bulwary, z kt贸rego widzę od Montmartre do Panteonu i wzdłuż cały piękny świat; zazdrości mi wielu mojego widoku, ale nikt schod贸w".
Wkr贸tce zaczęły się niepowodzenia. Konserwatorium odm贸wiło mu sali na zorganizowanie koncertu, Cherubini też się wykręcił od udzielenia pomocy, a Kalkbrenner uznał, że Fryderyk powinien jeszcze przez trzy lata uczyć się pod jego kierunkiem. Zorganizowany przez niego pierwszy występ Chopina w Paryżu - w salonie Pleyel贸w w lutym 1832 (pisał o tym Jean-Jacques Eigeldinger w "Ruchu Muzycznym" nr 19/2008) ani nie wywołał większego echa - zarzucano Chopinowi, nie po raz pierwszy zresztą, zbyt słabe uderzenie - ani nie przyni贸sł żadnego dochodu. A jego sytuacja finansowa pogarszała się z miesiąca na miesiąc. Mikołaj Chopin nie był w stanie finansować syna tak jak dawniej - po upadku powstania zarabiał znacznie mniej.
Od czasu rewolucji lipcowej 1830 roku Francją, a zwłaszcza jej stolicą wstrząsały nawracające fale rozruch贸w. Nie było bezpiecznie. W dodatku wiosną 1832 wybuchła trwająca do września epidemia cholery. Nadciągała druga już zima. Podczas poprzedniej Fryderyk marzł na swej nieogrzewanej mansardzie ("litościwa kobieta mieszkająca piętro niżej proponowała biednemu pianiście, aby zaszedł czasem ogrzać się przy piecu" - s. 223). Widok z mansardy był wprawdzie nadal wspaniały, lecz widoki na przyszłość nader marne.
Brat Antoniego Radziwiłła, Walenty, z kt贸rego protekcji korzystał Chopin w pierwszych miesiącach, dość szybko wyjechał w interesach do kraju. Polscy uchodźcy niewiele mogli kompozytorowi pom贸c - sami potrzebowali wsparcia. Rozczarowany Chopin rozważał wyjazd do Ameryki, szamotał się, wahał, wpadał w przygnębienie. I oto nadszedł 贸w przełomowy dla niego dzień 30 grudnia 1832 roku, po kt贸rym m贸gł obwieścić triumfalnie Dominikowi Dziewanowskiemu, przyjacielowi z dzieciństwa: "Wszedłem w pierwsze towarzystwa, siedzę między ambasadorami, książętami, ministrami".
Kto go zarekomendował, dzięki komu wszedł w kręgi arystokracji i zyskał ich przychylność?
Piotr Witt odgadł trafnie osobę, znalazł przekonujące wyjaśnienie, ale jako wytrawny reżyser czytelniczych napięć przedstawia je na samym końcu książki, niczym w dobrze skonstruowanym kryminale. Całości nadaje jednak formę wielkiego eseju, rzekłbym: eseju dygresyjnego. Składa się ona bowiem z czterdziestu sześciu rozdział贸w, będących miniesejami na rozmaite i pozornie niepowiązane ze sobą tematy: skoro wjeżdżającemu do Francji kompozytorowi groziła kwarantanna, należało naszkicować dzieje cholery i przypomnieć o jego kruchym zdrowiu; skoro przybył do Strasburga, należało powiedzieć o zamieszkach, jakie się tam wydarzyły, dać opis słynnego zegara astronomicznego w katedrze (choć w贸wczas już zepsutego), napomknąć o sztrasburskich budowniczych fortepian贸w, Erardzie i Pleyelu; albo skoro już potem w Paryżu - jak się domniemywa - "Fryderyka ogarniała chęć, aby [...] cisnąć do diabła europejskie szarpaniny i komplikacje [...], uciec na bezludzie amerykańskie i zacząć wszystko od nowa" (s. 206), należało wspomnieć o warunkach, w jakich odbywano podr贸że morskie, o portach, żaglowcach i statkach handlowych, o wysokim ryzyku ich zatonięcia i tak dalej.
Imaginacyjna wędr贸wka pisarza śladami kompozytora jest swobodna i nieśpieszna, dopuszczająca wycieczki w bok, cofanie się, igranie z chronologią. Ale właśnie dzięki tym niespodziewanym zwrotom i zmianom temat贸w, dzięki przenoszeniu się z miejsca na miejsce, z jednych czas贸w w zupełnie inne, staje się ona fascynującą, wartką opowieścią. Zresztą dyskretna nić skojarzeń snuje się od początku do końca, łącząc fantastycznym ściegiem kawałki materii pisarskiej. Oto wiąże ona Strasburg, stolicę Alzacji, z Mikołajem Chopinem, kt贸remu w młodości powierzano załatwianie tam rozmaitych spraw hrabiego Paca, sąsiednią zaś Lotaryngię, ojczyznę Mikołaja, z dynastią Vaud茅mont, panującą w niej od XV wieku przez trzysta lat, i w końcu przedstawicielkę lotaryńskiego rodu Montmorency, księżnę de Vaud茅mont - z samym Fryderykiem Chopinem.
Jest godne podziwu, jak umiejętnie autor wykorzystuje szerokie tło wydarzeń społecznych i politycznych. Korzysta przy tym z perfekcyjnie opanowanego warsztatu historyka: "Wierzyć się nie chce - pisze - do jakiego stopnia niekt贸rzy biografowie skupieni na osobie swego bohatera świata poza nim nie widzą. Gotowi analizować z drobiazgową dokładnością byle strzęp zachowanego dokumentu, lekceważą wszystko, co dzieje się wok贸ł: wstrząsy polityczne, dopusty klimatu, wojny i kataklizmy zmieniające świat. Jak gdyby ich bohater pędził życie w kraju z papieru, gdzie nie je się, nie płaci za mieszkanie, spotyka wyłącznie znajomych i jakby jego jedynym zmartwieniem była sztuka, poza przestrzenią i czasem, gdzie chronologia nie obowiązuje" (s. 217).
Przedpiekle sławy Piotra Witta kojarzy się nieodparcie ze znakomitą skądinąd książką Ryszarda Przybylskiego Cień jask贸łki. I jedna, i druga roztrząsa obszernie - każda na sw贸j spos贸b - kilka podobnych kwestii: dajmy na to tajemnicę elegancji Chopina albo wstrząs psychiczny, doznany przez niego w niemieckim mieście pod wpływem płynących z Polski hiobowych wieści. Przybylski w rozdziale Symboliczna śmierć "ja" przytacza zapis z Fryderykowego dziennika intymnego: "Stuttgart. Dziwna rzecz! To ł贸żko, do kt贸rego idę, może już niejednemu służyło umierającemu, a mnie to dziś nie robi wstrętu! Może niejeden trup leżał i długo leżał na nim?". Z zapisu tego czyni rodzaj tematu do licznych wariacji i dywagacji, kt贸rych lejtmotywami stają się słowa "trup", "trumna", "śmierć". Zgoda, ale ani słowo nie pada o cholerze, kt贸ra zbierała w贸wczas żniwo nie tylko na niemieckiej ziemi: "Ach, ileż w tej chwili trup贸w się po świecie narobiło. Matki dzieciom, dzieci matkom poginęły" - notuje w tym samym dzienniku Fryderyk.
Witt trzyma się za to reali贸w, jest świadom, że Chopin "od wielu miesięcy wędruje po Europie ścigany przez trzy Erynie: Śmierć, Wojnę i Zarazę" (84). Zna 贸wczesne ceny: "Kilogram chleba [...] kosztował [...] od 20 do 40 centym贸w [...]. Za przejazd omnibusem [...] płacono 30 centym贸w. Bilet na koncert do teatru albo opery kosztował od 5 do 25 frank贸w! Wstęp na doroczną wystawę sztuki w Luwrze - 10 frank贸w. Za ostemplowanie zwykłego listu z Paryża do Warszawy Fryderyk płacił 2 franki [...]. Podr贸ż z Wiednia do Paryża musiała kosztować, pod warunkiem zredukowania do minimum wydatk贸w drugorzędnych, 750 frank贸w" (s. 178).
Witt wie także, ile zyskał Chopin, kiedy szala pomyślności przechyliła się wreszcie na jego stronę: "zarabia sto frank贸w dziennie [...], dwa razy tyle, ile w tym samym roku poeta Henryk Heine płacił miesięcznie za komfortowe mieszkanie w Paryżu, ponad dwa razy więcej niż wynosił miesięczny żołd porucznika wielkiej armii napoleońskiej w stanie spoczynku. Sto frank贸w - to była wysokość miesięcznego zasiłku przyznanego przez Francję polskim generałom i deputowanym; tkacz w Lyonie zarabiał tyle na kwartał" (s. 10).
Może niekiedy przecenia XIX-wiecznych artyst贸w, twierdząc że chętnie "wczuwali się w rolę kapłan贸w: Liszt w przystępie egzaltacji przywdział nawet sutannę, otonsurował się i choć nigdy nie odebrał wyższych święceń, to do końca życia, ze swą koloratką i długimi włosami nosił się prywatnie i na estradzie jak jakiś proboszcz [...], koncertował tak, jak inni odprawiają mszę [...]. Balzak do pisania zakładał mnisi habit, Chateaubriand urządził swoją bibliotekę jako rodzaj kaplicy [...]. Jełowicki wydał Pana Tadeusza w formie modlitewnika. Pozy demonicznego kapłana przybierał Paganini, kt贸ry twierdził o sobie, że jest synem diabła" (s. 264). Ale se non 膷 vero, 膷 ben trovato.
Sprawia przyjemność jędrna polszczyzna autora, barwny język, jaki u piszących o muzyce nieczęsto się zdarza, zachwycają jego dowcipne puenty, zgrabne bon moty. Choć Witt nie jest muzykologiem, terminologią muzyczną posługuje się ze swadą i wdziękiem. Nie dopatrzyłem się wadliwego jej użycia - poza jednym stwierdzeniem, że wybudowane przez Gotfryda Silbermanna we Fryburgu badeńskim organy miały "czterdzieści pięć klawiatur" (s. 63) - ale lapsus ten należy złożyć raczej na karb chochlika niż niewiedzy autora.
Dociekając zaś, kto m贸gł zarekomendować Chopina hrabinie Apponyi, autor uznał, że zrobić to mogła jedynie księżna de Vaud茅mont. "Jej poparcie otwierało wszystkie drzwi Paryża, a zwłaszcza wrota ambasady austriackiej, gdzie była przyjacielem domu i codziennym gościem" (s. 313). Ten domysł potwierdzają słowa kompozytora skierowane do Dziewanowskiego: "zaraz masz większy talent, jeżeli cię w ambasadzie angielskiej czy austriackiej słyszano, zaraz lepiej grasz, jeżeli cię księżna Vaudemont protegowała".
Księżna nie mogła się już ucieszyć z triumfu Chopina. Umierała. Bezlitosne Parki rwały nić jej życia, ale na szczęście jeszcze wtedy nie przestały snuć nici życia kompozytora.
Książka Piotra Witta dotarła do "Ruchu Muzycznego" ze sporym op贸źnieniem. Wydało ją - pod koniec Roku Chopinowskiego (choć w stopce brak o tym informacji) - Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To, że zapomniało ono o dwutygodniku, wcale nie dziwi. A może to jakiś splot okoliczności? Szkoda tylko, że z tego powodu pochwała tej świetnie napisanej i pysznie zilustrowanej książki ukazuje się u nas dopiero teraz.


Piotr Witt Przedpiekle sławy. Rzecz o Chopinie, Warszawa [2010], Departament Dziedzictwa Kulturowego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ss. 368, ilustr., bibliografia, indeks nazwisk.


Piotr Witt Przedpiekle sławy. Rzecz o Chopinie, Warszawa [2010], Departament Dziedzictwa Kulturowego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ss. 368, ilustr., bibliografia, indeks nazwisk.

KRZYSZTOF BILICA

ROK LVI • NR 24 • 11 LISTOPADA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 24 • 11 LISTOPADA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa