Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Opera  Kim jest Lulu?

Krzysztof Warlikowski reżyseruje w La Monnaie

  Barbara Hannigan (Lulu), Tom Randle (Malarz), Fot. Bernd Uhlig  
  Barbara Hannigan (Lulu), Tom Randle (Malarz), Fot. Bernd Uhlig  
W roku 1905 dwudziestoletni Alban Berg udał się na prywatny spektakl Puszki Pandory Franka Wedekinda, zorganizowany przez Karla Krausa. Dwadzieścia cztery lata p贸źniej (zdążył tymczasem napisać swoją pierwszą operę Wozzeck), kompozytor wr贸cił do dramatu Wedekinda, łącząc go z Duchem Ziemi tegoż autora w podstawę do libretta swojego opus ultimum. Minęło kolejne osiem lat do śmierci Berga, kt贸ry zostawił Lulu w stanie niemal ukończonym. Proszeni o uzupełnienie orkiestracji ostatniego aktu opery Zemlinsky, Sch枚nberg i Webern kolejno odmawiali, "skazując" tym samym dzieło na wykonania, w kt贸rych Lulu Suite zastępowała brakujący akt trzeci. Dopiero czterdzieści dwa lata po śmierci Berga, w 1979 roku, Friedrich Cercha otrzymał zgodę wydawcy na uzupełnienie dzieła. W tym samym roku Pierre Boulez poprowadził w paryskiej Opera Garnier historyczne wykonanie w reżyserii Patrice'a Chereau z Teresą Stratas w roli gł贸wnej. Mamy rok 2012 i jakkolwiek nie ośmielę się ogłaszać czegokolwiek wydarzeniem historycznym, z całą pewnością mogę stwierdzić, że brukselska Lulu w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego z Barbarą Hannigan w gł贸wnej roli i z Paulem Danielem prowadzącym Orchestre symphonique de la Monnaie jest jednym z operowych wydarzeń roku i bardzo wysoko umieszcza poprzeczkę na cały sezon.
Warlikowski już raz miał do czynienia z tw贸rczością Berga, reżyserując w 2006 Wozzecka dla warszawskiego Teatru Wielkiego (przypomnijmy postać drag queen z tawerny w dramacie B眉chnera i por贸wnajmy ją z siłaczem z Lulu!). Podobnie jak w贸wczas, reżyser głęboko wczytał się w dzieło i jego konteksty (zar贸wno historyczne, jak literackie), wzbogacając je o swoją osobistą interpretację.
Zgodnie z zapowiedziami, w brukselskiej inscenizacji Warlikowski odszedł od jednoznacznie negatywnego wizerunku femme fatale, z jakim najczęściej kojarzy się Lulu. Obejrzawszy spektakl, odniosłem wrażenie, że Polak postawił w nim kilka hipotez, ukazując publiczności rozmaite ścieżki interpretacyjne. Tytułem wprowadzenia do dramatu publiczność mogła wysłuchać fragmentu z Talmudu, opowiadającego historię Lilith, pierwszej partnerki biblijnego Adama. Dowiadujemy się z niego, że nie chcąc poddać się dyktatowi mężczyzny, Lilith wybiera ucieczkę na pustynię i obcowanie z Szatanem "pośr贸d hien, szakali, ps贸w i dzikich k贸z". Jest to pierwsza wskaz贸wka interpretacyjna i ciekawa paralela z postacią Wedekinda: czy zatem Lulu Warlikowskiego jest nonkonformistką, gotową zapłacić każdą cenę za zachowanie wolności?
Chwilę p贸źniej, w prologu opery, dyrektor menażerii wprowadza najgroźniejszą ze swych bestii, czyli kobietę. Na scenie została ona przedstawiona jako filigranowa dziewczynka w stroju baletnicy. Następnie, w pierwszej scenie, Lulu do złudzenia przypomina dziecko, poczynając od włos贸w i stroju, na ruchach kończąc. Można to odczytać jako kolejny spos贸b postrzegania Lulu - tym razem jako niewinnego i naiwnego stworzenia, nieświadomego wyrządzanego przez siebie zła. Potwierdzenie tej hipotezy można usłyszeć w akcie drugim, gdy Alwa m贸wi morderczyni swojego ojca: "gdyby nie Twoje [niewinne!] oczy, pomyślałbym, że jesteś wyrafinowaną dziwką".
Warlikowski wyraźnie podchwycił sugestię Berga, że Lulu jest tancerką (w libretcie mowa o tym trzykrotnie). Jak już wspomnieliśmy, kreująca gł贸wną rolę Barbara Hannigan już na samym początku wciela się w postać dziewczynki-baletnicy i pozostaje tancerką aż do końca spektaklu. Ciekawym zbiegiem okoliczności, na deskach brukselskiej La Monnaie już po raz drugi miałem okazję podziwiać to niezwykle rzadkie połączenie najwyższych walor贸w wokalnych z warsztatem aktorskim, kt贸ry jest w stanie sprostać wyszukanym wymaganiom reżysera. W 2009 roku kanadyjska sopranistka wykonywała skomplikowaną partię wokalną z r贸wnie karkołomnymi układami choreograficznymi jako oficer Gepopo w Le Grand Macabre Ligetiego. Tym razem, pr贸cz odśpiewania bardzo ciężkiej partii Lulu, Warlikowski zażyczył sobie, by śpiewaczka poruszała się jak prawdziwa baletnica i, chodząc na pointach, wykonywała rozmaite figury. Efekt tego zabiegu był nie tylko przekonujący pod względem dramaturgicznym, lecz także przepiękny wizualnie (zwłaszcza scena, gdy Lulu idzie o kulach, cały czas na czubkach palc贸w). Przy tej okazji reżyser postanowił zagrać jeszcze jednym, nieco bardziej aktualnym kontekstem: gł贸wnej bohaterce towarzyszy jej mroczne, baletowe alter ego, co przywodzi na myśl film Darrena Aronofsky'ego Czarny łabędź. Wykonująca niemą partię Rosalba Torres Guerrero wprost oczarowała publiczność ponadpięciominutowym solo pod koniec pierwszego aktu (już po zamilknięciu orkiestry!). Widzowie byli dość zdezorientowani, bo kurtyna nie opadła nawet w czasie przerwy, kiedy tancerka skończyła już sw贸j układ. Bardzo ciekawe posunięcie.
Kolejne dwa akty rozegrały się w tej samej scenografii co akt pierwszy, z tak lubianymi przez Małgorzatę Szczęśniak zlewami, schodami, pleksiglasowymi ścianami i monitorami. Dekoracje, aczkolwiek bardzo podobne do znanych z innych spektakli Warlikowskiego, dobrze odegrały swoją rolę w operze Berga, ewoluując w doskonałej symbiozie z przebiegiem muzycznym utworu. W ostatniej scenie, rozgrywającej się w londyńskiej suterenie, reżyser przypomina nam o jeszcze jednym dziele, kt贸re znalazło swoje odbicie w Lulu: gł贸wna bohaterka drze przyniesiony przez hrabinę Geschwitz portret wykonany przez malarza w pierwszym akcie, a następnie rozpacza, widząc swoje dziecięce alter ego za szybami klatki. W przeciwieństwie do dziewczynki, kt贸ra wygląda jak w preludium, Lulu przeszła metamorfozę i wcale już nie przypomina postaci z początku opery. To wyraźne odwr贸cenie zakończenia historii Doriana Graya (zaznaczmy, że Berg był wielkim miłośnikiem tw贸rczości Wilde'a i widział austriacką premierę Salome Straussa w Grazu w 1906 roku).
Nowa Lulu miała szczęście nie tylko do doskonałej reżyserii - Paul Daniel, prowadzący wciąż świetną Orchestre symphonique de la Monnaie, potrafił okiełznać dzieło Berga, uwypuklając jego złożoną i rygorystyczną architekturę, a zarazem tworząc sp贸jne dramaturgicznie tło do wydarzeń rozgrywających się na scenie. Partytura, najeżona rozmaitymi, przypisanymi poszczeg贸lnym postaciom seriami, została wykonana z precyzją pozwalającą wychwycić powracające motywy. Wśr贸d najbardziej urzekających fragment贸w warto wymienić interludium w akcie pierwszym, z przepięknie, miękko stawianymi akordami instrument贸w dętych, oraz niezwykle romantyczne (przywodzące chwilami na myśl Rachmaninowa!) brzmienie orkiestry w duecie miłosnym Alvy (Charles Workman) i Lulu. Jeśli dodać do tego solidną obsadę wokalną z Hannigan, dla kt贸rej nie mam sł贸w zachwytu, oraz bardzo ciekawymi Tomem Randlem (Malarz) i Nataschą Petrinsky (Hrabina Geschwitz) na czele, dostajemy wykonanie na najwyższym poziomie artystycznym. Warto zwr贸cić uwagę na jeszcze jeden szczeg贸ł - poza odtw贸rcami r贸l Hrabiny i Komisarza policji/Profesora), wszyscy śpiewacy występujący w nowej inscenizacji wykonywali swoje partie po raz pierwszy w karierze.
Powiedziałem już na początku i powt贸rzę raz jeszcze: brukselska Lulu to z pewnością jedno z największych wydarzeń operowych tego roku. Nowy sezon rozpoczął się od krystalicznie brzmiącego wysokiego C.
STANISŁAW SUCHORA

ROK LVI • NR 25 • 9 GRUDNIA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 25 • 9 GRUDNIA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa