Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Where did Mazovia go?

Istnieją festiwale, na kt贸rych muzyka dawna i wsp贸łczesna wsp贸łbrzmią w mniej lub bardziej zgrabnej harmonii. Nie znam jednak drugiego festiwalu, na kt贸rym podczas jednego wieczoru można usłyszeć muzykę nowoczesną kompozytor贸w z pokolenia Monteverdiego i Janaczka w roli... muzyki dawnej.

  Ensemble Faenza, Fot. Instytut Francais - Centre Saint-Louis  
  Ensemble Faenza, Fot. Instytut Francais - Centre Saint-Louis  
Po dw贸ch wieczorach muzyki z prawiek贸w (Guillaume de Machaut), i tym razem trudno powiedzieć, że "Mazovia Went Baroque Indeed". Kolejny rozdział listopadowej odsłony festiwalu został jednak zaplanowany przez Cezarego Zycha w spos贸b świadomie eklektyczny.
Ensemble Faenza pod kierunkiem Marco Horvata wykonał 8 listopada w studiu koncertowym im. Lutosławskiego monograficzny program złożony z dzieł Bellerofonta Castaldiego, kompozytora z czas贸w Monteverdiego, ale znacznie od niego młodszego. Castaldi, będący podobnie jak de Machaut poetą i muzykiem, to kompozytor sprawny. Jego Rime burlesche były rzeczywiście zabawne: sporo teatru widzieliśmy zwłaszcza w utworze, kt贸ry przedstawiał kł贸tnię małżeńską. Utwory Castaldiego odznaczają się dużym zr贸żnicowaniem, dlatego monograficzny koncert nie był ani trochę nużący.
Delektowaliśmy się śpiewem Serge'a Goubioud i zjawiskowej Olgi Pitarch, zachwycaliśmy się szlachetnymi dźwiękami instrument贸w szarpanych. Ang茅lique Mauillon teleportowała się o trzysta lat z epoki Guillaume'a de Machaut i zasiadła do wczesnobarokowej arpa tripla. Damien Pouvreau dokładał akordy gitarowe i błysnął znakomitymi fragmentami granymi na teorbie. Oba te instrumenty wykorzystywał także Horvat. Chantal Santon zmierzyła się ze sławnym Lamentem Ariadny, choć niestety wykonała go na spos贸b oratoryjny: za każdym razem, gdy "nurkowała" w nuty, jej bogaty i nośny głos stawał się stłumiony, a całość lamentu brzmiała jakby dziecko bawiło się pokrętłem głośności... Szkoda, bo śpiewaczka ma wszelkie dane po temu, by utw贸r ten wykonywać należycie.
Wszyscy wykonawcy potwierdzili swoje walory w sobotę 10 listopada, gdy na afiszu znalazły się dzieła Giovanniego Ghizzolo oraz Giulia San Pietro dei Negri. Ciekawe, że w XVII wieku kompozytorzy ci reklamowali się jako tw贸rcy muzyki nowoczesnej. Dzisiaj publiczność przychodzi na muzykę dawną... Czy wczorajsza awangarda się zestarzała? Tego nie spos贸b rozstrzygnąć, poprzestając na uwadze, że obaj kompozytorzy są nierozr贸żnialni. Gdyby chochlik drukarski pozamieniał atrybucje, nie spos贸b byłoby tego spostrzec, tak monotonnie identyczne były poszczeg贸lne muzyczne opracowania.
Owego wieczoru był też element humorystyczny: Marco Horvat zn贸w potraktował po aktorsku Clori mia bella dei Negri, a w niemej roli wystąpiła urocza i zabawna Pitarch. Popisy wokalne kierownika Ensemble Faenza były jednak stosunkowo najsłabsze, zwłaszcza pod względem dykcji. Gdy zaczął incipit wcale niehumorystycznego Pasciti pur del core, ledwo powstrzymaliśmy wybuch śmiechu (to, co naszym zdaniem zaśpiewał Horvat po włosku, nie nadaje się do cytowania...).
W programie koncertu znalazła się ponadto instrumentalna wersja Io son ferito Palestriny w wykonaniu skrzypaczki Priscki Stalmarski, niestety niedorastającej poziomem artystycznym do reszty zespołu. Na bis Ensemble Faenza zaśpiewał przeuroczą kolędę-kołysankę Ninna nanna, kt贸ra zamknęła także jego pierwszy program w Warszawie.
Z kolei w piątek 9 listopada wystąpił Avi Avital, izraelski Segovia mandoliny. Przybył do Warszawy w glorii jedynego mandolinisty mającego kontrakt z Deutsche Grammophon. Co prawda mam płytę tej wytw贸rni z nagraniami małżeństwa Ochi (Takachi i Silvia), sztuczka polega jednak chyba na rozumieniu słowa "kontrakt".
Avi Avital wykonał dwa programy: pierwszego wieczoru (8 listopada) zagrał sonaty mandolinowe Domenica Scarlattiego, Roberta Valentiniego, Antonia Vivaldiego i Ludwika van Beethovena (cudowna, pełna humoru i rewelacyjnie zagrana Sonatina C‑dur!). W utworach tych towarzyszył mandoliniście klawesynista Shalev Ad-El. Utwory te były interesujące, ale niewiele m贸wiły o możliwościach mandoliny - gdyby na przykład zagrać je na skrzypcach (ten sam str贸j), nie byłoby większej r贸żnicy w fakturze.
Podobne wrażenie pozostawił drugi wiecz贸r (9 listopada). Avital wraz z Danish String Quartet i Shalevem Ad-Elem wykonali kilka transkrypcji Bachowskich koncert贸w klawesynowych (Ad-El zaś z dużą elegancją przedstawił jeden oryginał - Koncert A-dur BWV 1055). Mandoliniści, kt贸rych jest przecież kilku na świecie, rzadko przyjeżdżają do Polski, nie pojawiają się na naszych estradach, stąd trudno coś powiedzieć o możliwościach mandoliny.
Avital jest bardzo sprawny technicznie, a jego dźwięk wykazuje duże barwowe zr贸żnicowanie w poszczeg贸lnych rejestrach. Instrument, kt贸rym dysponuje, ma niewielką skalę dynamiczną. Ostatecznie jego gra na koncertach sprowadzała się do jak najprecyzyjniejszego i jak najgłośniejszego wykonania nut. Tak było i tym razem, ku zadowoleniu publiczności. Wrażenie zmienił bis: bałkańska muzyka korzeniami sięgająca XV wieku, przedstawiona w formie fantazji. Od pierwszych chwil przykuwała uwagę niezwykłym harmonicznym kolorytem. Ukazała, jak wielkie możliwości kryje w sobie ten niepozorny instrument. Gdy niespiesznie rozwijająca się muzyka osiągnęła stadium przedłużonej kulminacji, instrument niejako rozdzielił się na dwa. W uderzanych akordach pojawiły się odrębne partie akompaniamentu i melodii, grane inną barwą i często w innych wartościach rytmicznych. Kontrapunktyczne sploty pojawiły się też w zagranej pierwszego wieczoru Chaconnie d-moll z II Partity BWV 1004 Bacha na skrzypce solo.
Koncert Avitala pozostawił zatem uczucie lekkiego niedosytu oraz wrażenie, że możliwości mandoliny nie zostały dotąd przez kompozytor贸w należycie wyzyskane. Cała nadzieja w muzyce przyszłości.
Duński Kwartet Smyczkowy w składzie Frederik 艠land, Rune Tonsgaard S艡rensen - skrzypce, Asbj艡rn N艡rgaard - alt贸wka i Fredrik Sj枚lin - wiolonczela wystąpił w piątek i w sobotę: pierwszego wieczoru jako orkiestra barokowa (poza wiolonczelistą muzycy grali na stojąco), w sobotę zaś jako klasyczny (siedzący) kwartet smyczkowy. Już w piątek niezwykłe brzmienia wiolonczeli i alt贸wki zaostrzyły apetyt na sobotę. Zesp贸ł go w pełni zaspokoił, co publiczność nagrodziła owacją na stojąco.
To właśnie w sobotę pojawił się Janaczek jako muzyka dawna. Czech by się pewnie temu dziwił, pretensji mieć jednak nie może, bo jego I Kwartet (według Sonaty "Kreutzerowskiej" Beethovena) został wykonany przepięknie: brzmienie zespołu charakteryzowało się dużą stopliwością, muzycy doskonale czuli impresjonistyczne faktury Janaczka, a druga część była pełna poezji i niezwykłego czaru.
Program rozpoczął się jednak od Kwartetu D-dur Hob III/63 Haydna (op. 64 nr 5). Czy Haydn to muzyka dawna? Owszem, można jego kwartety grać na instrumentach barokowych i nic nie mam przeciwko szlachetnemu brzmieniu jelitowych strun. Można stosować dawne schematy smyczkowania i palcowania, odkrywając drobne niuanse brzmienia, odr贸żniające estetykę epoki kompozytora od p贸źniejszej szkoły skrzypcowej. Muzyka Haydna jest jednak jak najbardziej wsp贸łczesna, m贸wi do nas językiem żywym i nieprzebrzmiałym. Dziękuję Cezaremu Zychowi za uświadomienie mi tego: bez kontekstu muzyki wczesnego baroku (Ensemble Faenza, Ghizzolo i dei Negri) nie ujrzałbym tego tak jasno. Duńczycy grali Haydna z lekkością i humorem, przejrzyście fakturalnie, doskonale zespołowo. W finale wzięli niesamowite tempo (chyba jednak troszkę za szybkie, bo prymariusz zmęczył lewą dłoń, kt贸rą usiłował rozluźnić już podczas ukłon贸w). Trzeba jednak zwolnić o dwie działki na skali metronomu - i tak będzie efektownie, a zdrowia szkoda.
Kulminacją wieczoru i zarazem całej listopadowej odsłony "Mazovia Goes Baroque" był Kwartet a-moll op. 132 Beethovena. Młodzi muzycy udowodnili, że nie bez powodu są uważani za przyszłość kameralistyki. Nie tylko udźwignęli potężne dzieło, co już jest nie lada wyczynem, ale koda pierwszej części była po prostu ucieleśnionym ideałem. Zmysłowość brzmienia Kwartetu Duńskiego nie przeszkadzała szlachetności wyrazu. Nawet tam, gdzie Beethoven jest "impresjonistą", Duńczycy zachowywali inne brzmienie niż w Janaczku, pokazując zarazem, jak bardzo Beethoven wybiegał w przyszłość i jak wiele łączy go z czeskim kompozytorem. A raczej: jak wiele Janaczek zawdzięcza Beethovenowi.
Na bis wykonana została duńska pieśń weselna, kt贸rej ślady można prześledzić do XVI wieku, a kt贸ra jest do dziś śpiewana na każdej uroczystości ślubnej w Danii. Melodia typowo skandynawska, rozlewna, nostalgiczna. W zakończeniu niespodziewanie przerodziła się w zestaw znanych motyw贸w (piosenka z repertuaru Marka Grechuty Dni, kt贸rych nie znamy). Ciekawe, jakimi drogami ta melodia wędrowała, kto od kogo i co pożyczył...?

KRZYSZTOF KOMARNICKI

ROK LVI • NR 26 • 23 GRUDNIA 2012

Mysz w Ruchu


ROK LVI • NR 26 • 23 GRUDNIA 2012


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa