Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Historia  Glosy i dygresje do 'teczek' i Dziennik贸w Zygmunta Mycielskiego

  Fot. Andrzej Zborski  
  Fot. Andrzej Zborski  
Zygmunt Mycielski był jedną z niewielu postaci ze środowiska muzycznego, kt贸ra przez wiele lat konsekwentnie dawała publiczny wyraz swojej dezaprobacie wobec stosunk贸w panujących w PRL. Po jednej z pierwszych takich demonstracji, w 1968 roku, zwolniono go ze stanowiska redaktora naczelnego "Ruchu Muzycznego", po ośmiu latach pełnienia tej funkcji. Szykanowano go, nie zezwalając na drukowanie jego tekst贸w, wykonywanie muzyki, odmawiając zgody na wyjazdy za granicę. Informacje na temat pogląd贸w i postępowania Mycielskiego z jednej strony, a działań podejmowanych przez SB z drugiej, czerpać można z dw贸ch źr贸deł. Jednym są Dzienniki samego Mycielskiego, kt贸rych ostatni tom ukazał się w ubiegłym roku, drugim - "teczki" sprokurowane w MSW, a dziś dostępne w archiwach IPN. Jak bowiem czytamy w raporcie sporządzonym w styczniu 1979 (a bynajmniej niebędącym jeszcze podsumowaniem sprawy):
"Z. Mycielski pozostawał w zainteresowaniu [MSW] [...] od 9.01.1967 w związku z tym, że wielokrotnie dawał wyraz swym wrogim poglądom i podejmował działania p-ko linii politycznej partii i rządu, a m.in.:
- w 1966 r. w związku z obchodami 1000-lecia Polski, nie uznając uroczystości państwowych, na znak protestu wycofał się w spos贸b demonstracyjny z Rady Programowej Teatru Wielkiego, rozpisując jednocześnie listy do wielu wybitnych muzyk贸w, w kt贸rych namawiał ich do p贸jścia w swoje ślady;
- w 1967 r., w czasie agresji Izraela na kraje arabskie rozsyłał do znajomych listy, w kt贸rych solidaryzował się z walczącymi Żydami;
- w lutym 1968 r., w związku z nadzwyczajnym zebraniem Oddziału Warszawskiego ZLP przesłał list solidaryzujący się z przeciwnikami zdjęcia ze sceny Teatru Narodowego Dziad贸w w reżyserii K. Dejmka;
- w listopadzie 1968 przesłał list otwarty do muzyk贸w czeskich i słowackich w związku z wydarzeniami w Czechosłowacji. List ten został następnie opublikowany w pismach "Borba", "Le Monde", paryskiej "Kulturze" oraz w RWE;
- w listopadzie 1974 r. podpisał petycję przygotowaną przez Antoniego Słonimskiego, Adama Michnika i in. w sprawie Polak贸w zamieszkałych na terenie ZSRR, tzw. List 15;
- w listopadzie 1975 r. wraz z 58 innymi osobami podpisał list otwarty do Sejmu PRL (tzw. "List 59") domagający się zagwarantowania podstawowych wolności obywatelskich oraz występujący przeciwko uznaniu kierowniczej roli PZPR"1.
Autor raportu, jak widać, powoływał się na listy otwarte tudzież teoretycznie "zamknięte", bo objęte tajemnicą prywatnej korespondecji, ale przecież nie dla Wydziału "W" zajmującego się perlustracją, pospolicie nazywaną zaglądaniem do cudzych list贸w. W tej zaś sprawie korespondencja była dla SB bezcennym, bo praktycznie jedynym źr贸dłem informacji o poglądach Mycielskiego, kt贸ry w domu nie miał telefonu, a otaczał się ludźmi na og贸ł dyskretnymi, przynajmniej zaś nieskorymi do wsp贸łpracy z MSW.
Pod koniec lat 1970. Mycielski zn贸w stał się obiektem inwigilacji, tym razem z powodu tekst贸w przechwyconych przez Wydział "W", a przeznaczonych do publikacji w paryskiej "Kulturze". R贸wnież w p贸źniejszych latach dawał służbom powody do zainteresowania swoją osobą i dopiero w 1985 roku zaniechano zbierania informacji na jego temat i "dokumentowania do cel贸w procesowych wrogiej działalności figuranta".
Por贸wnując wiadomości zgromadzone przez SB z zawartością Dziennik贸w Zygmunta Mycielskiego, punkt贸w zbieżnych odnajdziemy niewiele. Przykładowo: po pobycie w Anglii na początku 1959 roku Mycielskiego wezwano do MSW na rutynową w owych czasach rozmowę, podczas kt贸rej zazwyczaj chciano poznać opinie, jakie krążyły na temat PRL za granicą i upewnić się, czy polskiego gościa nie usiłował zwerbować obcy wywiad. Mycielski nie uznał tego epizodu za wart odnotowania w Dziennikach, acz - jak czytamy w jego teczce - poszedł do Ministerstwa Kultury "stwierdzając, że jest zaniepokojony faktem rozmowy z nim prac. MSW". Bywa też odwrotnie: 21 marca 1961 to Mycielski odnotował w Dzienniku, że bezpieka zaczyna interesować się jego osobą, a tymczasem z akt MSW wynika, że zajęto się nim dopiero parę lat p贸źniej. W okresach nasilonej inwigilacji Mycielski rezygnował z prowadzenia Dziennika, przezornie nie chcąc narażać znajomych na dekonspirację w wypadku rewizji i zarekwirowania notatek przez MSW.
Pozostawiając skrupulatne por贸wnanie obu źr贸deł przyszłemu biografowi Zygmunta Mycielskiego, czytelnikom "Ruchu Muzycznego" proponuję rzut oka na kilka spraw poważnych bądź uderzająco absurdalnych wyłaniających się z "teczek" samego Mycielskiego i paru innych os贸b należących do kręgu os贸b pisujących i opisywanych na łamach "Ruchu Muzycznego".

Arystokrata pracujący
W dzisiejszych dokumentach zazwyczaj wpisujemy PESEL zdradzający datę urodzenia, natomiast w PRL żelazną pozycją w ankietach osobowych było "pochodzenie społeczne". W grę wchodziły cztery: (1) robotnicze, (2) chłopskie, (3) inteligencja (z nieodzownym przymiotnikiem) pracująca i (4) rzemieślnicze (w domyśle: prywatna inicjatywa, a w podtekście wr贸g klasowy). Kiedy więc w połowie lat 1960. sekretarza Związku Kompozytor贸w Polskich, Andrzeja Dobrowolskiego, poproszono o oficjalną charakterystykę Zygmunta Mycielskiego, napisał: "Pochodzenie społeczne: inteligencja pracująca", bo jak inaczej miałby określić pochodzenie osoby, kt贸ra według przedwojennej terminologii nosiła tytuł hrabiego? (Z pochodzenia Mycielskiego wzięła się natomiast pierwsza wzmianka na temat jego osoby w aktach UB, sporządzona w 1955 roku w Krakowie, kiedy zwr贸cono na niego uwagę z powodu kontakt贸w z emigracją oraz faktu, że "b. arystokrata". Tymczasem w nowym ustroju ex-hrabia doskonale sprawdzał się w roli "inteligenta pracującego"; pracującego najpewniej dużo i dobrze, skoro w tym właśnie 1955 roku najwyższe władze uhonorowały go Orderem Sztandaru Pracy).
Opinie przekazywane sobie przez urzędy zawierały r贸wnież "oceny polityczne" i zgodnie z 贸wczesną konwencją Dobrowolski następująco "ocenił" Mycielskiego: "zasłużony działacz społeczny i kulturalny, walczący aktywnie o postępowość polskiej kultury muzycznej". Skąd bowiem miałby wiedzieć, że w SB, kt贸ra zażądała tej opinii od ZKP w 1967 roku, wystawiano już Zygmuntowi Mycielskiemu zupełnie inną cenzurę z postawy politycznej?

Szpiedzy i spiski
W aktach warszawskiej SB Zygmunt Mycielski pojawił się po raz pierwszy niejako przy okazji, z powodu zainteresowania się służb jego redakcyjnym kolegą, J贸zefem Kańskim, na kt贸rego w 1962 roku padło podejrzenie, iż jest skrzynką kontaktową dla pracownika wywiadu angielskiego, przedwojennego przyjaciela swego ojca. Kańskiego objęto więc kontrolą korespondencji, podsłuchem telefonicznym, a wreszcie obserwacją szczeg贸łową2 i, jak czytamy w raporcie z 15 X 1962: "obserwacja za 钮Klarnetem扭 należała do bardzo trudnych prac obserwacyjnych. Figurant był bardzo ruchliwy, spostrzegawczy, a przy tym zwykle po ulicy nie szedł, a biegł, co sprawiało trudności w utrzymaniu go pod obserwacją". Z zebranych doniesień wywnioskowano, że recenzent "Ruchu Muzycznego" przewoził informacje "w zeszycie z nutami", a po roku "ustalono", że innym przedmiotem, kt贸rym Kański posłużył się do przerzucenia tajnych informacji do Anglii, była płyta z nagraniem Koncertu na orkiestrę Witolda Lutosławskiego.
Pragnąc zdemaskować "Klarneta", po wielu miesiącach bezowocnych zabieg贸w z kręgu os贸b związanych z "Ruchem Muzycznym" zwerbowano tajnego informatora i zlecono mu wystawienie opinii kolegom z redakcji. Na og贸ł były one wzorowe, tak więc: Ludwik Jerzy Erhardt - "wbrew pozorom jakie stwarza podobieństwo nazwiska i imienia (są na ten temat plotki) nie ma nic wsp贸lnego z kanclerzem RFN. [...] najzdolniejszy wśr贸d piszącej młodzieży"; Jan Weber - "najwybitniejszy krytyk muzyczny w Polsce. Poziom na skalę europejską [...] ma stałe trudności z niezałatwionymi formalnościami - jak typowy artysta. To się okazuje, że nie ma zameldowania, to zn贸w, że z wojskiem nie dopełnił jakichś formalności..."; redaktor naczelny, Zygmunt Mycielski - "najwybitniejsze pi贸ro w Polsce".
Ani wtedy, ani p贸źniej pracownicy i wsp贸łpracownicy "Ruchu Muzycznego" nie garnęli się do roli tajnych agent贸w, a kiedy już udało się kt贸regoś z nich nakłonić na spotkanie, to wyraźnie unikali rozm贸w o kolegach. Najdalej posunął się w oporze Tadeusz A. Zieliński, kt贸ry nękany przez pracownik贸w MSW parokrotnymi wizytami, "oświadczył, że nie będzie nam udzielał żadnych informacji o swoich znajomych, gdyż jest to sprzeczne z jego filozofią życiową, a więc cała nasza rozmowa jest bezprzedmiotowa", a kierowany dobrą intuicją lub pożyteczną wiedzą na temat działania służb podał też, że "w miejscu pracy powiedział, że będzie miał wizytę przedstawiciela MSW"3. Nic więc dziwnego, że przy takim nastawieniu środowiska, po wielu latach, gdy to Mycielski stanowił już gł贸wny przedmiot zainteresowania służb, w raporcie z 4 stycznia 1980 major Witold G贸rski skrytykował swoich podwładnych za "pasywny" spos贸b prowadzenia jego sprawy i, oceniając mizerne efekty inwigilacji, podsumował: "gdyby nie dok.[umenty] "W" [tj. kontrola korespondencji], to nie wiedzielibyśmy absolutnie nic o figurancie".
Nawet z "niczego" pr贸bowano jednak wysnuwać wnioski. Plutonowa Henryka Dębska, kt贸rej w 1967 roku powierzono sprawę Mycielskiego, korzystając z informacji zgromadzonych wcześniej o Jerzym Waldorffie, jako jeden z powod贸w wszczęcia tej sprawy podała, że "w mieszkaniu J. Waldorffa jest swego rodzaju nieoficjalny urząd, gdzie w gronie muzyk贸w reprezentujących te same poglądy jak Bursztynowicz, Kisielewski, Krzeczkowski, Lutosławski, Kański, Ochlewski i inni rozpatrywane są wszystkie problemy dotyczące działalności plac贸wek muzycznych w kraju - od ustalenia aktualnego programu do omawiania i kształtowania sytuacji kadrowej. Mycielski jako uznany autorytet muzyczny w sprawach tych odgrywa niepoślednią rolę".
Na początku lat 1980. podejrzewano Mycielskiego o udział w kolejnym spisku. Takich bowiem intencji domyślano się w zebraniach redakcji "Res Facta".

Zaczęło się w Teatrze Wielkim
19 stycznia 1965 Mycielski zanotował: "Od 12 do 16.30 byłem na Radzie przy Teatrze Wielkim. [...] Powiedziałem na wstępie, że się dowiedziałem z gazety o tej nominacji, że się na operze nie znam, że nie wiem, zwłaszcza po przeczytaniu regulaminu, co my mamy robić, jaką radą służyć, co załatwić, uchwalić, w czym pom贸c. Że obawiam się, iż wszystkie decyzje będą szły, podobnie jak to miało miejsce z Radą Kultury, poza tą Radą Programową i że ma to być tylko jakiś parawan dla tych posunięć"4. Dalej przyznawał się, że jest w Radzie z pobudek finansowych, nie chciałby też zaogniać sytuacji, lecz po roku dojrzało w nim przekonanie, że czas przestać firmować fikcję i zgłosił swoją rezygnację. Nie mogąc zaś publicznie przedstawić powod贸w swojej decyzji, list w tej sprawie rozesłał do grona najbliższych znajomych.
"Wiesz, że zrezygnowałem z Rady Programowej przy Teatrze Wielkim - czytamy w liście wysłanym 26 marca 1966 do Witolda Lutosławskiego, a zachowanego tym razem nie w Fundacji Paula Sachera w Bazylei, lecz w archiwum IPN. - Pisałem Wam kopie (10 kopii), nie mam zamiaru też wchodzić do Rady Kultury, gdyby ją reaktywowali. Gdyby mi proponowali, odm贸wię. Gdyby mi też proponowali jakikolwiek udział w jakimś millenium - państwowej uroczystości, to też odm贸wię. To jest millenium Chrztu Polski. Skoro zbojkotowali i nie dopuścili do dużego międzynarodowego millenium w Częstochowie z ewent. papieżem - to nie będę się wygłupiał z Kliszką i Jarosławem [Iwaszkiewiczem] w Pałacu Kultury czy w Operze. Cieszyłbym się gdyby paru moich najcenniejszych w sztuce znajomych zajęło takie stanowisko".
Nie chcąc być figurantem w państwowych radach - Mycielski wkr贸tce stał się więc "figurantem" SB, bo tak nazywano osoby objęte obserwacją i rozpracowaniem. Zainteresowanie jego osobą tłumaczy fragment doniesienia sporządzonego 30 grudnia 1966 na podstawie informacji "WS" związanego ze środowiskiem operowym i prasy kulturalnej: "jeżeli Mycielski podejmowałby jakąś negatywną działalność, byłby o wiele groźniejszym przeciwnikiem niż Waldorff, kt贸ry w środowisku znany jest jako 钮pyskacz扭 w przeciwieństwie do Mycielskiego szanowanego za wiedzę, dyskrecję"5. 5 stycznia 1967 postawiono więc wniosek o wszczęcie sprawy operacyjnej kryptonim "Wierny" i tym sposobem Zygmunt Mycielski stał się obiektem regularnego zainteresowania SB. Po tym pierwszym akcie ostentacyjnej niesubordynacji w kuluarach Teatru Wielkiego rychło nastąpiły bowiem kolejne.
Mycielski był nietypowym reprezentantem środowiska, kt贸re tak charakteryzowano w raporcie z 12 kwietnia 1968: "W środowisku, w kt贸rym przebywa [t.w.] "JJ", tj. Ruch Muzyczny i zarząd Okręgu Warszawskiego SPAM tematy aktualnej sytuacji politycznej nie są treścią dyskusji. Istnieje atmosfera wyczekiwania i raczej wymownego milczenia. Jest to wg JJ od dawna praktykowana zasada w tych środowiskach, że jeżeli coś się dzieje na zewnątrz to należy się temu biernie przyglądać i zająć postawę dopiero jak się sytuacja wyjaśni do końca. Środowiska te nie są na tyle pozytywne aby obecnie zadeklarować się po stronie Partii, a tak tch贸rzliwe, że nie wystąpią oficjalnie z żadną opozycją".
Konsekwencją tego stanu było umiarkowane zainteresowanie MSW muzykami. Od czasu do czasu w aktach pojawiały się wzmianki, iż wśr贸d kompozytor贸w nie ma agentury. Sporadyczne pr贸by inwigilowania środowiska muzykologicznego zazwyczaj nie przynosiły efekt贸w; pewna osoba, kt贸rą pr贸bowano zwerbować po zatrzymaniu spowodowanym "antysocjalistycznym" wystąpieniem, tak długo zamęczała prowadzącego oficera sekretami muzyki wczesnego baroku, aż skapitulował i dał spok贸j. Z wyjątkiem doraźnych sytuacji, MSW nie podejmowało zresztą specjalnych krok贸w mających na celu zdobycie szczeg贸łowego rozeznania w tym środowisku i jeszcze w październiku 1973, kiedy ppł Zygmunt Frydrych usłyszał od t.w. "Jasia", że chętniej informowałby go na temat muzyk贸w i kompozytor贸w, z kt贸rymi pracuje niż na temat środowiska PAX-u, z kt贸rym 贸w były salezjanin utrzymywał kontakty, pomysł ten nie wzbudził jego entuzjazmu6.

Ciąg dalszy nastąpi


1 IPN BU 0256/346, k. 19-20.
2 IPN BU 0208/2074 t. 1.
3 IPN BU 01224/41/D. Brak dyskrecji był chyba najskuteczniejszą obroną przeciwko werbunkowi, o czym przekonała się niegdyś Angela Merkel. W polskim środowisku muzycznym przytomnie i skutecznie posłużył się nią Tadeusz Kaczyński, kt贸ry, otrzymawszy propozycję wsp贸łpracy, decyzję swą uzależnił od opinii spowiednika. Podobnie zareagował Romuald Twardowski, kt贸ry poinformował pr贸bującego zwerbować go oficera, że o złożonej mu propozycji powiadomił żonę, przed kt贸rą - podkreślił - nie ma tajemnic. W efekcie zrezygnowano z niego, uznając, że jest "dziwakiem, na kt贸rym nie można polegać" (sic!); IPN BU 001043/556/J.
4 Dziennik 1960-1969, s. 324-325.
5 IPN BU 0224/224. W tym czasie Jerzy Waldorff, na kt贸rego w 1964 roku założono sprawę "Puzon", miał już w MSW spore dossier, a w uzasadnieniu tej sprawy czytamy: "charakterystyka sprawy: destrukcyjna, negatywna działalność w środowisku muzycznym". Nie takie były jednak priorytety MSW, toteż kiedy 20 V 1966 Dębska składała ponowny wniosek o obserwację Waldorffa, podpierając go obszerną charakterystyką jego osoby i swoich dotychczasowych ustaleń na temat roli, jaką odgrywa w środowisku, opinia zwierzchnika była krytyczna. "Wniosek nie jest rzeczowy - zawiera zbyt wiele nieistotnych fragment贸w. Nie wolno 'gubić' zasadniczych problem贸w, kt贸re są przedmiotem zaint. S.B.".
6 IPN BU 001043/2044/J, K. 159.
DANUTA GWIZDALANKA

ROK LVII • NR 3 • 3 LUTEGO 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 3 • 3 LUTEGO 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa