Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Historia  Glosy i dygresje do 'teczek' i Dziennik贸w Zygmunta Mycielskiego (2)

W kwietniu 1968 roku Zygmunt Mycielski wystosował list otwarty do Związku Literat贸w Polskich, wyrażając w nim sw贸j sprzeciw wobec zdjęcia Dziad贸w1, a bezpośrednią konsekwencją tego gestu było odwołanie go ze stanowiska redaktora naczelnego "Ruchu Muzycznego". 1 września 1968 roku, w reakcji na interwencję wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, skierował list otwarty do muzyk贸w czeskich i słowackich2. Jak ustalono w MSW, "list ten został następnie opublikowany w pismach «Borba», «Le Monde», paryskiej «Kulturze» oraz w RWE", co w oczach władz było przestępstwem większym od samego listu. Rząd PRL zachowywał się bowiem trochę niczym pani Dulska: problem uważano za poważny, gdy informacje o nim przedostawały się poza granice kraju. Mycielski wiedział o tym, toteż pisząc do siostry o pewnej "rozmowie profilaktycznej", jaką przeprowadzono z nim w MSW przed wyjazdem za granicę, podzielił się z nią taką obserwacją: właściwie może m贸wić i robić co chce - byle nie występował ze swoimi poglądami publicznie. I dodał - cytuję za listem przepisanym do jego "teczki" w UB: "dbają więc o swoją «reputację» tam, na Zachodzie, jak dbali o nią zawsze, za Katarzyny II czy Mikołaja I".

Plutonowa Dębska gromadzi informacje
Po przeanalizowaniu treści listu Mycielskiego do czeskich i słowackich muzyk贸w, w notatce sporządzonej 19 X 1968 stwierdzono "brak podstaw prawnych do wszczęcia postępowania karnego p-ko fig. za przesyłanie list贸w otwartych do muzyk贸w czeskich", skoro "wyraża [on] poparcie przemianom dokonującym się w Czechosłowacji i gloryfikuje postawę legalnych przyw贸dc贸w partyjnych i rządowych tego kraju". Mycielskiego nie postawiono więc w stan oskarżenia, lecz nie oznaczało to zamknięcia sprawy.
Obserwacją jego osoby, opatrzoną kryptonimem "Wierny", nadal kierowała plutonowa Henryka Dębska, zorientowana w sprawach środowiska muzycznego chociażby dzięki temu, iż od czterech lat gromadziła informacje na temat Jerzego Waldorffa. To zadanie było jednak niepor贸wnanie trudniejsze od sprawy "Puzon" i kiedy wkr贸tce sporządzała analizę materiał贸w zgromadzonych dotychczas przez MSW, to nie pozostało jej nic innego, jak przyznać, że wykorzystywani w sprawie t.w. [tajnego wsp贸łpracownika] "nie mają możliwości bezpośredniego dotarcia do figuranta w związku z czym przekazywane przez nich informacje nie zapewniają nam właściwej kontroli działalności Z. Mycielskiego". Kto obejrzał film R贸życzka, ten domyśla się, na czym polegać miała owa kontrola i wie, że jedną z gł贸wnych zagadek stojących przed pracownikami i wsp贸łpracownikami MSW było ustalenie, w jaki spos贸b osobom takim jak Zygmunt Mycielski udawało się przemycać za granicę teksty drukowane potem w "Kulturze" albo odczytywane w audycjach "Wolnej Europy".
W mieszkaniu Mycielskiego, określanym odtąd jako "obiekt «Zygmunt»", zainstalowano zatem podsłuch pokojowy; ku utrapieniu wielu instytucji, w tym UB, bowiem do końca życia właściciela nie założono w nim telefonu. "Pluskwę" zamontowano 9 listopada 1968 i - jeśli wierzyć zachowanym dokumentom - przydała się ona 5 i 6 grudnia, kiedy "na obiekcie «Zygmunt»" udało się podsłuchać dwie rozmowy, z kt贸rych dowiedziano się, co na tematy dość obojętne miał do powiedzenia przyjaciel Mycielskiego, on sam bawił bowiem od jesieni w Sopocie w Domu Pracy Tw贸rczej ZAiKS-u.
Materiały operacyjne uzyskiwano w r贸żny spos贸b, ale przede wszystkim, kontrolując korespondencję - setki list贸w wysyłanych przez Mycielskiego i do niego kierowanych. Wśr贸d mniej lub bardziej szczeg贸łowych notatek bądź odpis贸w sporządzanych przez pracownik贸w MSW jest odpis zrobiony 8 czerwca 1967 z telegramu zaadresowanego "Przewiel. Ksiądz Prof. (sic) Zygmunt Mycielski" o następującej treści: "Serdecznie dziękuję za przesłane z Paryża szczere życzenia i proszę o pamięć w modlitwach. Kard. Wojtyła".
Najlepsze świadectwo sprawności Wydziału "W" znalazłam natomiast w teczce Krystyny Kobylańskiej. W roku 1962 pewna niezbyt zr贸wnoważona dama wysłała do niej z Valldemosy 9-stronicowy elaborat zakończony ostrzeżeniem: "Proszę pamiętać, że każdy list lub cokolwiek innego co nie będzie podpisane przeze mnie nie będzie ode mnie. Proponuję poza tym kod: początek ballady G Moll". Ten i następne listy, w podobnym tonie, wysyłane do TiFC-u w Pałacu Ostrogskich, spoczywały w archiwach MSW do momentu, gdy osoba adresatki zainteresowała służby i kiedy przekazano je do tłumaczenia: a było to sześć (!) lat p贸źniej3.
Nie bez podstaw Mycielski przerywał pisanie Dziennika wtedy, gdy podejrzewał, że MSW szczeg贸lnie interesuje się jego osobą. Informacje na jego temat dwukrotnie pochodziły bowiem z takich właśnie dokument贸w, zarekwirowanych podczas rewizji. W marcu 1968 roku z mieszkania Jana Grossa zabrano korespondencję adresowaną do jego ojca, prawnika i kompozytora Zygmunta Grossa. Był w niej list, kt贸ry w reakcji na konflikt na Bliskim Wschodzie Mycielski wysłał do kolegi 7 czerwca 1967. Pisał w nim najpierw o podręczniku instrumentacji Feliksa Wrobla, dalej przypuszczalnie (kopia jest bardzo niewyraźna) o utworze adresata, a potem kr贸tko wyraził sw贸j niepok贸j o "ok. 3000000 Żyd贸w w Izraelu, w obawie, że los ten skończy się tragicznie..."4. Na esbeckiej kopii słowa solidarności z Izraelczykami zostały podkreślone jako godne szczeg贸lnego zainteresowania i stąd właśnie 贸w stawiany mu jeszcze po latach zarzut, że "w 1967 r. w czasie agresji Izraela na kraje arabskie rozsyłał do znajomych listy, w kt贸rych solidaryzował się z walczącymi Żydami".
Nie wnikając w szczeg贸ły antysemickich wątk贸w pojawiających się (niestety, obficie) w relacjach ze środowiska muzycznego z lat 1960., wspomnę tylko, że w kwietniu 1968 w kartotece wniosk贸w o wyjazd do Izraela odnotowano nazwisko Zofii Lissy, a treść notatki wskazuje, że wnioskodawcą była Komenda Stołeczna MO. Przeglądając materiały z tych lat, odnosi się wrażenie, iż problemem budzącym najwięcej zainteresowania i złych emocji było w贸wczas pochodzenie "rasowe".
Znacznie słabszym echem odbijało się w donosach i raportach życie erotyczne inwigilowanych os贸b. W maju 1970 czytamy w notatce na temat "Wiernego": "w zakwestionowanym podczas rewizji dzienniku Jerzego Kornackiego, pod datą 26 maja 1961 r. Kornacki dokonał następującego zapisu: 扭...Wczoraj nie byliśmy w Krzywym Kole, ale dzisiaj mamy na obiedzie Janusza Odrowąża, kt贸ry nam opowiada r贸żności z tejże parafii, między innymi podsłuchaną przy tym samym stoliku w 聜Bristolu' rozmowę Kisiela z Mycielskim钮". Odrowąż usłyszał wtedy szczeg贸ły dotyczące pewnego epizodu z 1958 roku, w Dziennikach wzmiankowanego dość enigmatycznie jako kolizja z "paragrafem 330". Mycielskiego zatrzymała wtedy w Paryżu policja za pr贸bę nawiązania homoseksualnego kontaktu, co według francuskiego prawa stanowiło przestępstwo. Konsekwencje, jakie poni贸sł, były nie tylko finansowe, ale i formalne, gdyż przez pewien czas nie chciano mu dać francuskiej wizy. Mycielski wyraźnie jednak nie przejmował się ewentualnymi reperkusjami tej sprawy w Polsce, bo - jak zanotował w Dzienniku: "Tutaj obyczajowe skandale są traktowane raczej lekko, najgorsze są polityczne"5.
Tak zresztą pozostało do końca PRL. W jednej z teczek pewnej prominentnej osoby ze środowiska muzycznego parokrotnie wspominano, iż - m贸wiąc dzisiejszym językiem - molestuje chłopc贸w ze szkoły baletowej, a sprawa była na tyle poważna, że rodzice dzieci interweniowali w Ministerstwie Kultury. Pracownicy MSW przechodzili jednak nad tą sprawą do porządku dziennego, bo ani dzieci nie nadawały się na informator贸w, ani nie spos贸b było wykorzystać tak nagłośnionej sprawy jako narzędzia szantażu. Tymczasem to były gł贸wne powody, dla kt贸rych UB interesowało się życiem intymnym figurant贸w, jak to zresztą dwukrotnie miało miejsce r贸wnież w sprawie "Wiernego".
W roku 1972 Stanisławowi Kołodziejczykowi, długoletniemu partnerowi Mycielskiego, na podstawie anonim贸w postawiono zarzut nieobyczajnego zachowywania się we własnym mieszkaniu. Oskarżony złożył w tej sprawie oświadczenie zaprzeczające zarzutom, a z p贸źniejszej korespondencji wewnętrznej (notatka z 15 V 1973) wynika, że była to nieudana pr贸ba werbunku. Cztery lata potem w aktach pojawiła się informacja o anonimowym dokumencie, kt贸rego autor zarzucał Mycielskiemu dokonanie homoseksualnego gwałtu i używanie narkotyk贸w. Wezwany w tej sprawie na milicję, Mycielski bez trudu wykazał absurdalność zarzutu, bo w chwili "popełnienia przestępstwa" był daleko poza Warszawą.

Pod obserwacją
Mycielskiego dość regularnie obserwowano w czasie jego pobyt贸w w domach pracy tw贸rczej ZAIKS-u w Sopocie lub literat贸w w Nieborowie. 7 lutego 1973 na przykład ppłk Andrzej Maj zwr贸cił się do zastępcy komentanta MO w Sopocie z prośbą "o operacyjne zabezpieczenie jego pobytu i przekazywanie nam informacji o jego zachowaniu, kontaktach i jaki mają one charakter"; w odpowiedzi, kt贸ra nadeszła w marcu, dowiedziano się, że Mycielskiego odwiedziła w domu ZAIKS-u "jedna osoba". W dniach 1-4 i 7-10 października 1975 Mycielskiego poddano drobiazgowej, całodziennej obserwacji w miejscu zamieszkania, czyli w Warszawie. Odnotowano sporo szczeg贸ł贸w, mało jednak odkrywczych, przypominają one wyniki obserwacji Eugenii Umińskiej opisane w mojej ubiegłorocznej relacji z zawartości "teczek" skrzypaczki - domniemanego szpiega. I tak na przykład 2 X stwierdzono, że Mycielski przebywał w redakcji "Ruchu Muzycznego", pomiędzy 12:10 a 13:01 (!).
Zainteresowanie kontaktami i oddziaływaniem Mycielskiego na środowisko sprawiało, że wydarzenia muzyczne o międzynarodowym zasięgu, na kt贸rych spodziewano się, że będzie obecny, stawały się przedmiotem specjalnego zainteresowania służb. Jako krytyk Mycielski miał bywać na przesłuchaniach IX Konkursu Chopinowskiego w październiku 1975 roku, toteż koncerty te poddano specjalnej obserwacji, gdyż - jak napisano w uzasadnieniu wszczęcia Sprawy Obiektowej "Fortepian"6 - "istnieje możliwość nawiązywania przez niego kontakt贸w z dziennikarzami z KK oraz z pracownikami plac贸wek dyplomatycznych". Z tajnego, bo jakżeby inaczej, sprawozdania sporządzonego po Konkursie dowiadujemy się przy okazji, że: "podczas trwania Konkursu Chopinowskiego (...) nie stwierdzono fakt贸w, kt贸re mogłyby stanowić źr贸dło zainteresowania Służby Bezpieczeństwa. Jedyne kłopoty jakie miała dyrekcja Filharmonii i organizatorzy wystąpiły w sferze organizacyjnej (zbyt mała ilość miejsc na sali a zbyt wielu chętnych) oraz porządkowej (niedostateczna liczba pracownik贸w porządkowych, kt贸rzy w wielu przypadkach nie byli w stanie poradzić sobie z napierającą publicznością - wynik: zbite szyby i pogięte kraty w wejściach). W/g sł贸w KO7, obecni na Konkursie goście zagraniczni byli zdumieni i gratulowali organizatorom tak wspaniałej publiczności" (na marginesie tej sprawy warto zaznaczyć, że Konkurs Chopinowski w 1975 "obsługiwało" czterech tajnych wsp贸łpracownik贸w, Konkurs dyrygencki w Katowicach w grudniu 1983 - aż jedenastu).
Mycielskiego obserwowano we wrześniu 1977 w Baranowie Sandomierskim na Spotkaniach Muzycznych, gdzie obchodzono jego siedemdziesiąte urodziny: "jego zachowanie oraz kontakty nie budziły żadnych uwag ani zastrzeżeń". Podczas zjazdu ZKP w 1979 roku odnotowano, z kim rozmawiał w kuluarach oraz zaobserwowano, że wręczył Antoniemu Buchnerowi kartkę, na kt贸rej było napisane: "Otrzymałem już trzy decyzje odmowne...". Dalszej treści owej notatki nie dostrzeżono, ale łatwo się domyśleć, że chodziło o odmowę paszportu.
Niekt贸re informacje kwalifikowano jako bezwartościowe, gdyż nie nastały jeszcze czasy googli pozwalających na szybkie odsłanianie rozmaitych powiązań ludzi i spraw, a nie widziano potrzeby konsultowania z ekspertami wszystkich pozyskanych danych. Kiedy więc w maju 1977 stwierdzono, że z Mycielskim skontaktowała się pewna Ewa Dworska, chcąc odebrać walizkę "wuja Andrzeja" z rękopisami i fotografiami dziadka, to ustalono wprawdzie, że jest ona c贸rką Mirosława Panufnika, lecz zarazem "nie stwierdzono aby posiadała rodzinę lub znajomych w krajach kapitalistycznych"(sic!), co postawiło ją poza kręgiem os贸b interesujących służby.

Niedoszły agent kontrwywiadu
Osoby utrzymujące kontakty z cudzoziemcami zawsze były dla MSW cenne, a ci, kt贸rzy nawiązywali prywatne kontakty z pracownikami plac贸wek dyplomatycznych, byli wręcz bezcenni. Z tego więc powodu jesienią 1972 Zygmunt Mycielski znalazł się w orbicie zainteresowania wydziału MSW zajmującego się wyszukiwaniem takich właśnie os贸b z zamiarem zwerbowania ich do wsp贸łpracy. Do tej roli udało się nam贸wić parę os贸b ze środowiska muzycznego, z racji kontakt贸w zawodowych miewających znajomych wśr贸d cudzoziemc贸w przebywających w Warszawie. Jeden z muzyk贸w, zwerbowany w czasie rozmowy w Biurze Paszportowym, podpisał taką deklarację: "Zobowiązuję się do zachowania w ścisłej tajemnicy moich kontakt贸w z przedstawicielem Służby Bezpieczeństwa PRL dotyczących działalności w naszym kraju przedstawicieli obcych służb dyplomatycznych". Inna osoba podpisała zobowiązanie sformułowane w następujący spos贸b: "Niniejszym zobowiązuję się dobrowolnie do udzielania pomocy kontrwywiadowi polskiemu w ujawnianiu szkodliwej dla naszego Państwa działalności obcokrajowc贸w oraz innych os贸b związanych z nimi".
I rzeczywiście, jeśli do wsp贸łpracy dochodziło, a nie kończyła się ona po paru spotkaniach wypełnionych ciekawymi - jak podkreślano potem w raportach - ale całkiem bezużytecznymi dla pracy UB wykładami z historii muzyki, to gł贸wnym tematem rozm贸w były poglądy, zachowanie i kontakty cudzoziemc贸w pracujących lub uczących się w Polsce.
Zachowanie takich kontrwywiadowc贸w-amator贸w sprawia niekiedy wrażenie, jakby w szarej rzeczywistości wypełnionej lekcjami, ćwiczeniem i sporadycznymi koncertami dawało im to posmak sensacji, poz贸r obecności w świecie kojarzonym z filmami szpiegowskimi. O pewnym altowioliście prowadzący go oficer napisał: "Podczas kr贸tkiej rozmowy zorientowałem się, iż podobała mu się rola człowieka związanego z kontrwywiadem". Treść opasłej teczki innej osoby sugeruje, że znakomicie poczuła się w roli uczestnika tajnych misji w sferach dyplomatycznych i pozorowanych romans贸w, a opisując w raportach swe obserwacje, wręcz wyżywała się literacko, cytując fragmenty zapamiętanych rozm贸w po angielsku bądź francusku.
W takiej roli chętnie widziano by i Zygmunta Mycielskiego, kt贸rego zidentyfikowano w otoczeniu szwajcarskich dyplomat贸w. Wiedząc jednak o tym, iż był on już obiektem zainteresowania Wydziału III zajmującego się "ochroną operacyjną" środowisk naukowych i artystycznych, 4 października 1972 do naczelnika tego wydziału zwr贸cono się z prośbą "o wypowiedzenie się, czy Zygmunta Mycielskiego nie można wykorzystać przy zabezpieczaniu kontrwywiadowczym wspomnianej ambasady". Po trzech dniach nadeszła odpowiedź: "Powodem założenia kwestionariusza była negatywna postawa polityczna w/w oraz szeroko utrzymywane kontakty z emigracją polityczną wrogą naszemu ustrojowi. Z powyższych względ贸w wykorzystanie go do kontrwywiadowczego zabezpieczenia wymienionej przez Was ambasady, jest niemożliwe".
Jedną z dr贸g wyławiania kandydat贸w na takich wsp贸łpracownik贸w była identyfikacja właścicieli pojazd贸w parkujących pod rezydencjami dyplomat贸w. Dzięki tej procedurze własnej teczki doczekał się Witold Lutosławski. Jako właściciela pojazdu o znakach rejestracyjnych WIJ2732 odnotowywano go niejeden raz, lecz zdarzało się to już w latach 1980, kiedy w MSW nikt raczej nie wpadłby na pomysł zaproponowania mu roli agenta kontrwywiadu.


1 Z. Mycielski Dziennik 1960-1969. Warszawa 2001, Iskry, s. 546.
2 Tamże, s. 613.
3 IPN BU 002082/224. Krystyna Kobylańska znalazła się na "liście Wildsteina" (IPN BU 002082/224 oraz IPN BU 002086/531), gdyż 20 XI 1969 została zarejestrowana przez kpt. Mariana Muchę pod pseudonimem "Sonata" jako tajny wsp贸łpracownik. Tymczasem nie było to prawdą, a sama Kobylańska padła ofiarą wyjątkowo absurdalnych procedur.
 Na list osoby tak ewidentnie niezr贸wnoważonej, jak cytowana Charlotte Landau, Krystyna Kobylańska nie zareagowała, wobec czego Landau wybrała się do ambasady polskiej w Brukseli, pr贸bując nawiązać z nią kontakt. W konsekwencji Kobylańską zainteresowało się MSW. Po rozmowie w 1967 r., por. Mucha doszedł jednak do wniosku, że nie ma podstaw do interesowania się osobą chopinolożki, co jego przełożony skomentował odręczną uwagą: "Słusznie". Mimo to, po pewnym czasie do osoby Kobylańskiej powr贸cono, "uwieczniając" ją w aktach MSW jako rzekomą t.w. i właścicielkę "lokalu kontaktowego" (czyli własnego mieszkania, w kt贸rym nawiedzał ją po kolejnych podr贸żach w sprawach spuścizny Chopina pracownik MSW). Kobylańska nie tylko niczego nie podpisała, ale też o nikim nie informowała. Jedynie w 1971 roku wspomniała, że pewien skrzypek w Paryżu, Jacky Proust, kt贸ry podobno chciałby założyć Towarzystwo Chopinowskie, sprawia wrażenie "nawiedzonej" osoby, kt贸ra może sprawiać kłopoty. A oto wniosek, jaki wyciągnął z tej informacji oficer: "Z uwagi na podejrzane postępowanie Prousta proponuję wykorzystać rozm贸wczynię do kontroli Prousta w wypadku jego przyjazdu do
Polski".
4 O przejęciu tego i innych swoich list贸w Mycielski wspomina w Dzienniku 14 marca 1968 (s. 562).
5 Z. Mycielski Dziennik 1950-1959, Warszawa 1999, Iskry, s. 360-
-361.
6 IPN BU 0246/45.
7 KO, czyli "kontakt operacyjny": osoba udzielająca informacji MSW, zazwyczaj z zakresu podlegających jej zadań służbowych.
DANUTA GWIZDALANKA Ciąg dalszy nastąpi

ROK LVII • NR 4 • 17 LUTEGO 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 4 • 17 LUTEGO 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa