Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Mozaika Lutosławskiego - WARSZAWA

Koncerty w setną rocznicę urodzin kompozytora (18-26 stycznia)

Że Orkiestra Kameralna Filharmonii Narodowej nie jest dziś niestety tym, czym była niegdyś, usłyszeliśmy w Preludiach i fudze na 13 solowych instrument贸w smyczkowych Witolda Lutosławskiego, najważniejszym utworze w programie koncertu 22 stycznia. Swoją drogą, z om贸wienia w broszurce programowej wypadło słowo "solowych" i chyba właśnie na tym polegała r贸żnica. Pierwsze wykonanie utworu w Polsce - w 1973 roku na "Warszawskiej Jesieni" - miało miejsce na tej samej dużej sali Filharmonii Narodowej. Grali miejscowi kameraliści pod batutą kompozytora. Kto pamięta 贸w koncert, ten wie, że wrażenie, jakie odnieśliśmy podczas niedawnego wykonania, mianowicie iż sala ta jest zbyt duża do tej subtelnej i cienkiej muzyki, jest nieprawdziwe. Gdy smyczkowcy grają tak intensywnie, jakby każdy z nich był solistą, a tak powinno się ten utw贸r grać, sala jest w sam raz. Inaczej było jednak tym razem i mimo starań prowadzącego koncert Jakuba Chrenowicza, centralny punkt programu wypadł blado.
Z innego powodu mniej podobać się m贸gł Koncert skrzypcowy Andrzeja Panufnika. Solistką była znana nam już holenderska skrzypaczka Isabelle van Keulen. Utw贸r ten nie jest pokazem wirtuozerii, lecz piękna skrzypcowego brzmienia. Nie brakowało go w grze artystki, zwłaszcza że do dyspozycji miała instrument Guarneriego. W muzyce tej, a ściślej rzecz biorąc w jej atmosferze, jest też jednak coś nieuchwytnego, w wolnych częściach intymnego, w szybkim oberkowym finale zadziornego: polska rzewność, nostalgia, kt贸rą wspaniale oddawała niegdyś w swojej interpretacji Wanda Wiłkomirska. Bez tej cechy można powiedzieć, że muzyka została odegrana, nawet nieźle, choć pozbawiona swojej istoty. Na tyle, na ile mogła, satysfakcjonowała.
Trzeba przyznać, że program koncertu ułożono nie tylko atrakcyjnie, lecz i bardzo starannie. Pierwszy i ostatni z utwor贸w łączyła forma fugi (choć u Lutosławskiego nie jest to właściwie prawdziwa fuga, ale przynajmniej się tak nazywa), pierwszy z drugim - dawne koleżeństwo kompozytor贸w, a drugi z trzecim - osoba dyrygenta Paula Feliksa von Weingartnera, u kt贸rego Panufnik studiował w Wiedniu dyrygenturę, a kt贸ry opracował na orkiestrę smyczkową Wielką Fugę B-dur op. 133 Beethovena, w oryginale przeznaczoną na kwartet smyczkowy. I zn贸w była okazja do zadziwienia się tym dziełem, kt贸re w czasach kompozytora nazywano nieczytelnym bełkotem, a i dziś nadal niepojęte wydaje się, jak coś podobnego mogło wtedy powstać. W masywniejszej formie brzmi jakby mniej szokująco, mimo to Koncert Panufnika jest przy Beethovenie - paradoksalnie - łagodny, słodki i eufoniczny.
Na bis wykonano jeszcze jedną fugę: z uwertury do baletu Orfeusz i Eurydyka Jana Dawida Hollanda. I tym razem było już po prostu klasycznie.
DOROTA SZWARCMAN

ROK LVII • NR 4 • 17 LUTEGO 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 4 • 17 LUTEGO 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa