Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Historia  Głosy i dygresje do 'teczek' i Dziennik贸w Zygmunta Mycielskiego (4)

W dobie zimnej wojny informacje i propaganda miały strategiczne znaczenie. Obywatel utrzymujący kontakty z cudzoziemcami był więc z jednej strony podejrzany, lecz z drugiej m贸gł być pożyteczny. Z wieloma osobami wybierającymi się na Zach贸d prowadzono zatem tzw. rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze, mające uwrażliwić je na zakusy zachodnich służb wywiadowczych oraz podejmowanie pr贸b nie tylko werbunku, ale także wykorzystania ich zachowań i głoszonych opinii do wrogich PRL-owi cel贸w propagandowych.
Rozmowy profilaktyczne

W kwietniu 1964 Zygmunt Mycielski po raz kolejny wybierał się do Paryża i przeprowadzenie z nim rozmowy profilaktyczno-ostrzegawczej zlecono pracowniczce KC PZPR (w niedalekiej przyszłości podwładnej Mycielskiego w redakcji "Ruchu Muzycznego"). Przebieg jej opisał sam Mycielski w Dzienniku.
"Przed samym wyjazdem, 23 kwietnia, poszedłem - w wyniku telefonu, o 10 - do pani Szubertowej, do Komitetu Centralnego. Rozmowa była dziwaczna, pamiętam ją niemal dosłownie. Po przywitaniu ja:
Co też to pani ma takiego pilnego do zakomunikowania mi? (chciała ze mną rozmawiać, a nie załatwiać przez telefon). Ma pani jakieś instrukcje w związku z moim wyjazdem?
Szubertowa: Ależ nie, żadnych instrukcji. Chciałam panu tylko powiedzieć, żeby pan uważał, żeby pan bardzo uważał.
Ja: Proszę pani, ja bardzo uważam. Latałem dotychczas często samolotem, teraz jadę pociągiem.
Szubertowa: Chodzi mi o co innego. Ja byłam tak pilnowana w czasie mego pobytu w Holandii - jak to panu już opowiadałam.
Ja: Pani jest - ostatecznie - członkiem Komitetu Centralnego (ona tam pracuje, co wiem, że jest r贸żnicą, ale umyślnie jej tak powiedziałem), więc to możliwe, że Holendrzy panią pilnowali, ale ja nigdy nie zauważyłem, żeby mnie Francuzi pilnowali.
Szubertowa: Tak. Ale niech pan uważa. Pan może być sprowokowany...
Ja: Ależ ja się tak łatwo nie dam sprowokować. Ostatecznie, już nie pierwszy raz wyjeżdżam.
Szubertowa: Pan ma taki kryształowy charakter. Sądzi pan innych po sobie...
Ja: Pani mnie idealizuje.
Szubertowa: Nie. My pana znamy, cenimy...
Ja: Proszę pani, o co wam chodzi? Bo, wie pani, ja na żadne warunki nie idę. Albo jadę i będę widział tych ludzi, kt贸rych zawsze widuję. Pani wie, to byłoby nawet dla was gorzej, gdybym ich unikał, to by powiedzieli, żeście mnie zastraszyli. I będę im m贸wił to, co myślę. A żeby pani powiedzieć, co myślę, musiałbym tu u pani siedzieć przez rok.
Szubertowa: Ależ - my wiemy. My pana bardzo cenimy, pana krytyki płyną z pozycji pozytywnych.
Ja: I wiecie, że nie jestem marksistą? Że mam tam dużo znajomych, przyjaci贸ł, krewnych?
Szubertowa: Wiemy. Oczywiście, że pan musi widzieć wszystkich, kt贸rych pan widuje, tylko niech pan uważa, żeby się pan nie dał sprowokować. Oni mają tyle sposob贸w, mogą pana wykorzystać, ogłosić jakieś oświadczenie pana.
Ja: Więc boicie się po prostu, żebym się nie skompromitował?
Szubertowa: Tak, tak.
Ja: Ale ja pani powiedziałem, że warunk贸w żadnych nie przyjmuję. Albo jadę, jak zawsze, albo mogę nie jechać.
Szubertowa: My panu żadnych warunk贸w nie stawiamy.
Ja: No - to w takim razie (patrzę na zegarek), jest już blisko jedenasta. Jeżeli mam jechać, to muszę już iść.
Szubertowa: Niech pan jedzie.
I pożegnaliśmy się w najlepszej zgodzie.
W moim przekonaniu nie wykrztusiła tego, co mi miała powiedzieć. Nie padło niczyje nazwisko, ani Maisons-Laffitte, ani inne...1
W roku 1970, gdy pomimo wspomnianego w poprzednim odcinku zastrzeżenia wyjazd贸w "do kk" przez MSW Mycielski otrzymał paszport dzięki wstawiennictwu Ministerstwa Kultury i Sztuki, znowu starano się go "ostrzec".
"Płaza miał ze mną i drugą, zresztą bardzo uprzejmą rozmowę, w kt贸rej niepokoił się, czy nie zostanę tam 扭omotany钮. 扭Przez kogo? - zapytałem - ja się tak łatwo nie dam przecie omotać钮. 扭Chociażby prasa może się tam Pana wyjazdem zainteresować, czy tu nie było jakich prześladowań钮. 扭Panie dyrektorze, na prasę nie mogę mieć wpływu, co oni tam napiszą. A co do moich jakichś oświadczeń to - może pan o tym słyszał - jeżeli jakieś oświadczenia robię, to tylko tu, w kraju, a nie za granicą钮" 2.
W roku 1975 Mycielski wybierał się z prywatną wizytą do brata mieszkającego w Republice Południowej Afryki. W tym czasie ponownie znalazł się na celowniku MSW, tym razem z powodu tzw. listu 15. Memoriał 贸w, wystosowany do władz w listopadzie 1974 roku, postulował okazywanie Polakom mieszkającym w ZSRR podobnego zainteresowania jak Polonii z Europy Zachodniej i Stan贸w Zjednoczonych, kt贸rą z pobudek propagandowych, ale także ekonomicznych, zaczęto w tych latach wyraźnie kokietować. Podpis Mycielskiego figurował na pierwszym miejscu tego listu. Teraz więc rozmowę profilaktyczno-ostrzegawczą przeprowadził z nim etatowy pracownik MSW, major Romuald Szapałas, a przebieg jej opisał w raporcie dołączonym do akt sprawy.
"W dniu 27 stycznia b.r. w pomieszczeniach KSMO w Warszawie przeprowadziłem rozmowę profilaktyczno-ostrzegawczą z figurantem kwestionariusza ewidencyjnego krypt. 扭Wierny钮 - Zygmuntem Mycielskim (Przy rozmowie obecny był pracownik Wydz. III KSMO por. Filipowski).
Zgodnie z przyjętym planem zakomunikowałem Z. Mycielskiemu, iż zaangażował się w szkodliwą politycznie działalność, czego ewidentnym dowodem jest podpisanie przez niego tzw. 扭listu 15钮. Zaznaczyłem, że nie jest to przypadek odosobniony, bowiem jesteśmy zorientowani w podejmowaniu przez niego w przeszłości szkodliwych inicjatyw, bądź angażowania się w takowe już w latach ubiegłych, począwszy od 1966 r., a także w latach 1967-68. Wspomniałem w tym miejscu o jego liście z 1968 r. adresowanym do muzyk贸w czeskich [...]. Jego 贸wczesne wystąpienia dotyczyły nie tylko spraw kraju, a wykraczały r贸wnież poza granice, chociażby w postaci publikowania wspomnianego listu przez zachodnie ośrodki masowego przekazu oraz wrogie ośrodki dywersyjne, jak 扭Kultura钮 paryska i 扭Wolna Europa钮. Zauważyłem, że zrobiło to na Mycielskim duże wrażenie, zwłaszcza wzmianka o 扭Wolnej Europie钮.
[...] Posługując się posiadanymi egzemplarzami 扭Kultury钮 paryskiej oraz nasłuchem rozgłośni 扭Deutsche Welle钮 wykazałem szkodliwość jego uczestnictwa w negatywnej działalności politycznej, a jednocześnie, że wystąpienia w kt贸rych uczestniczył w przeszłości oraz ostatnio, służą ośrodkom dywersji jako dodatkowy pretekst do antypolskiej działalności skierowanej przeciwko naszemu krajowi i jego obywatelom, a wyrażającej się m.in. w rozpowszechnianiu szkalujących ocen sytuacji politycznej w PRL. W czasie tego monologu Mycielski usiłował kilkakrotnie wtrącić swoje uwagi, zdołałem go jednak przywołać do porządku i kontynuowałem dalej rozmowę w ustalonym kierunku.
[...] Zakomunikowałem, iż mimo zaangażowania się w szkodliwą politycznie działalność, kompetentne władze wyraziły zgodę na jego wyjazd do kraj贸w kapitalistycznych, ponieważ jednak liczymy się z możliwością nawiązania przez niego kontakt贸w z pracownikami 扭Kultury钮 paryskiej i wykorzystaniem tych kontakt贸w do przekazywania informacji, względnie podjęcia politycznej działalności - ostrzegam go przed:
- wszelkimi kontaktami z pracownikami wrogich ośrodk贸w, szczeg贸lnie z dywersyjno-polityczną 扭szczekaczką钮, jaką jest 扭Kultura钮 paryska;
- przekazywaniem informacji z terenu kraju;
- przekazywaniem, bądź pobieraniem za granicą opracowań dokument贸w i publikacji o charakterze politycznym;
- wszelkimi inicjatywami godzącymi w dobro kraju i narodu polskiego;
[...] Uprzedziłem, że niezastosowanie się do naszego ostrzeżenia pociągnie za sobą nie tylko negatywne skutki polityczne dla kraju, a spowoduje r贸wnież określone implikacje dla niego osobiście... [...]
Oceniając zachowanie się Mycielskiego podczas rozmowy - na podstawie zewnętrznych symptom贸w w tym względzie można wnioskować, że był on zaskoczony zar贸wno faktem zaproszenia go na rozmowę, jak i jej treścią oraz charakterem. Znajdowało to wraz m.in. w nieskładnie budowanych zdaniach, zauważalnym drżeniu rąk, a także w dość nieumiejętnie podejmowanych pr贸bach dyskusji i zupełnie nie przekonującej argumentacji.
W odpowiedzi na enuncjacje Mycielskiego przypomniałem mu, że nie został zaproszony na dyskusję w przedmiocie swoich pogląd贸w i refleksji, a celem rozmowy jest zakomunikowanie mu stanowiska władz w kwestii jego zachowania się podczas pobytu zagranicą. [...]"3.
"Radio Erewań"
Zamykając tę kolekcję glos do Dziennik贸w Zygmunta Mycielskiego opartych na lekturze "para-dziennika" prowadzonego przez pracownik贸w MSW oraz dygresji sprowokowanych pojawiającymi się w nich wątkami, sięgnę do epizodu, kt贸ry - co nie należy do sytuacji częstych - pojawia się w obu źr贸dłach.
Zimą 1964 roku Mycielski wybrał się w podr贸ż do Związku Radzieckiego. Z Dziennik贸w znamy dokładną jej trasę i przebieg. Wiemy zatem, że 17 listopada wyjechał do Moskwy, skąd dalej miał się udać do Tbilisi, jako gość Związku Kompozytor贸w Gruzińskich. W Moskwie wiedziano, że Polak贸w i Gruzin贸w łączyła szczeg贸lna sympatia, gdyż oba narody czuły się ujarzmione przez Rosję. Czytamy więc w Dzienniku:
"Moskwa, piątek, 20 listopada.
O 11 dowiaduję się w Związku Kompozytor贸w, że w Związku Kompozytor贸w w Tbilisi pękły rury kanalizacyjne. Że kompozytorzy tam są zrozpaczeni, że cieszyli się na m贸j przyjazd, że mnie przepraszają, ale Związek jest w remoncie z powodu tych rur, i nie mogą mnie przyjąć, że żałują. Ale mogę jechać, gdzie tylko zechcę. Na przykład do Erewania. Erewań jest wspaniały. Kompozytorzy armeńscy będą niesłychanie szczęśliwi, jeżeli będą mogli mnie tam przyjąć"4.
Po miłym skądinąd pobycie w Erewaniu samolotem (to ważne!) Mycielski udał się do Leningradu na trzy dni, po czym - jak zwykle w towarzystwie tzw. tłumaczki, a w rzeczywistości "anioła str贸ża" z KGB - nocnym pociągiem wr贸cił do Moskwy 30 listopada, by następnego dnia odjechać stąd do Warszawy.
Minęło kilkanaście miesięcy i w listopadzie 1966 [!] pracownik UB w Warszawie odnotował: "Organa bezpieczeństwa ZSRR poinformowały nas, że w grudniu 1964 [!], w pociągu Moskwa - Leningrad 扭odbyło się podejrzane spotkanie jednego z radzieckich uczonych, mającego dostęp do tajnych informacji, z ob. Zygmuntem Mycielskim钮". Opowiadając po powrocie z ZSRR o tej podr贸ży znajomemu, kt贸ry - traf chciał - był donosicielem UB, Mycielski wspomniał, że w Rosji ma krewnego profesora fizyki, z kt贸rym się spotkał i kt贸ry z tego powodu miał potem jakieś kłopoty. Może to właśnie 贸w krewny był "uczonym mającym dostęp do tajnych informacji"? Ale jak m贸gł spot­kać Mycielskiego w pociągu na trasie Moskwa - Leningrad?
Ile takich wiadomości na poziomie przysłowiowego Radia Erewań zaprzątało w tamtych latach uwagę pracownik贸w UB? Trzy lata przedtem podobnie niepokojącą wiadomością zaalarmowano UB w Krakowie.
"Depeszą z dnia 19.II. 63 r. Zostaliśmy powiadomieni przez tow. Rumuńskich, że ob. PENDERECKI Krzysztof delegowany do Bukaresztu w sprawach R.W.P.G. spotkał się w dniu 12.II.63 r. z pierwszym sekretarzem ambasady izraelskiej w Bukareszcie Gherson Amiv. Gherson Amiv podejrzany jest o prowadzenie działalności wywiadowczej na rzecz Izraela", odnotował pracownik krakowskiego UB. Z dalszego ciągu depeszy wynikało, że spotkanie izraelskiego agenta z Krzysztofem Pendereckim trwało jedną minutę [sic!], a miało miejsce w domu handlowym Contignat. Pracownicy stołecznego urzędu chcieli dowiedzieć się od krakowskich koleg贸w, kim jest 贸w Krzysztof Penderecki i jaki m贸gł być przebieg owego spotkania dw贸ch szpieg贸w w Bukareszcie. W odpowiedzi dowiedzieli się:
"W wyniku sprawdzeń ustalono Pendereckiego Krzysztofa, kompozytora z Krakowa, kt贸ry jednak nigdy nie brał żadnego udziału w pracach R.W.P.G. oraz w 1963 r. do Bukaresztu nie wyjeżdżał. [...] Penderecki przebywał w Bukareszcie w dniach od 19.II.1962 r. do 27.II.1962 r. i delegowany był przez Ministerstwo Kultury i Sztuki celem zapoznania się z tw贸rczością kompozytor贸w rumuńskich...5.
Rakietowy finał

W czasie rozm贸w "sprawozdawczych" osoby powracające z zagranicy przechodziły swoisty test na ewentualną przydatność dla MSW. Kto chętnie lub dużo opowiadał o kolegach i napotkanych znajomych, miał szansę "awansować" na t.w. [tajnego wsp贸łpracownika]. Skarga, z jaką Zygmunt Mycielski udał się do Ministerstwa Kultury, kiedy został wezwany przez pracownika MSW po podr贸ży do Anglii w 1959 roku (wspominałam o tym w pierwszym odcinku), najpewniej sprawiła, że więcej go w podobny spos贸b już nie niepokojono. Relacje z podobnych rozm贸w prowadzonych z rozmaitymi osobami ze środowiska muzycznego, na jakie natrafiłam w archiwach IPN, wskazują, że ewentualni, a nawet i faktyczni informatorzy ze środowiska muzycznego na og贸ł jednak wykazywali się nikłą przydatnością. Bodaj najefektowniej zniechęcił zaś do siebie pracownik贸w MSW J贸zef Patkowski, "odpytywany" jesienią 1962 roku po podr贸ży do Włoch, jaką odbył akurat w czasie kryzysu kubańskiego. Kto pamięta jego charakterystyczną postać, będzie m贸gł sobie wyobrazić rozmowę, w czasie kt贸rej z całą powagą poinformował swego interlokutora z UB, "że amerykański statek przywi贸zł transport pocisk贸w rakietowych do jednej ze swoich baz znajdujących się na terenie Włoch".
"Do jakiego portu przywieziono pociski?" - zastanawiał się potem kapitan Federowicz, by w końcu dojść do wniosku, że "Kompozytor" (bo takim kryptonimem określono szefa Studia Eksperymentalnego) nie dość, że sprawia kłopoty, to jeszcze do niczego się nie nadaje. Trudności, z jakimi musiało sobie radzić MSW z powodu J贸zefa Patkowskiego, to jednak materiał na historię zupełnie inną niż ta, jaką opowiadają Dzienniki i "teczki" Zygmunta Mycielskiego.


1 Notatka pod datą 24 czerwca 1964, Dziennik 1960-1969, s. 231-232.
2 Dzienniki t. III s. 18.
3 IPN BU 0246/988/2, k. 148-151.
4 Dziennik 1960-1969, 20 listopada 1964, s. 289.
5 IPN Kr 009/8692/DVD
DANUTA GWIZDALANKA

ROK LVII • NR 6 • 17 MARCA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 6 • 17 MARCA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa