Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Z krainy rzeźbionej przez l贸d i wiatr

Kiedy czyta się w biogramie artysty fragmenty recenzji z jego wcześniejszych koncert贸w, w rodzaju "jego silna osobowość, obdarzona wybitną charyzmą, od początku inspirowała orkiestrę", pozostaje się sceptycznym i podejrzliwym. Tym bardziej, gdy 10 maja na estradzie Filharmonii Narodowej pojawia się bohater - Stefan Solyom, o wyglądzie protestanckiego prowincjonalnego pastora, żywcem wyjętego z kart powieści Jane Austen. Skupiony, o leniwych, niedźwiedzich ruchach. Ukłonił się z powagą i odwr贸cił do orkiestry. Chcielibyśmy napisać o tym, co się stało, gdy uni贸sł batutę, ale nie wiemy, czy to zrobił - ruchy dyrygenta były tak oszczędne, że niemal niedostrzegalne. W każdym razie dał znak Orkiestrze Symfonicznej Filharmonii Narodowej i, psiakość, powt贸rzymy za "The Scotsman": charyzmatyczna, inspirująca osobowość Solyoma porwała Orkiestrę do wspaniałego występu.
Od pierwszych takt贸w Koncertu skrzypcowego D-dur Beethovena po podw贸jną kreskę taktową VII Symfonii Sibeliusa wszystko było podane z ogromną wyrazistością, poczuciem rytmu, wypracowanym brzmieniem pion贸w i zaskakująco, zachwycająco strojącym drzewem. Doskonałe były proporcje, każda linia poprowadzona ze stosowną uwagą przy jednoczesnym zachowaniu hierarchii struktury muzycznej. Przy tak porywającej interpretacji można wybaczyć nawet te dwa czy trzy kiksy, kt贸re w końcu nadają wykonaniu estradowemu nutkę człowieczeństwa, wnoszą życie w sterylną kompaktową fonosferę XXI wieku.
Sukces Koncertu Beethovena nie byłby oczywiście pełny, gdyby nie znakomity solista. Partia solowa jest legendarnie niewygodna, jest też mało efektowna wirtuozowsko i właściwie pozbawiona melodii. A przy tym - o, Chmurny Wieszczu! - absolutnie niezbędna w strukturze tej koncertującej symfonii ze skrzypcami obbligato. Vadim Gluzman, izraelski skrzypek będący spadkobiercą i kontynuatorem wielkiej szkoły rosyjskiej, doskonale rozumiał rolę i wagę tej partii. Wykonywał ją z niezwykłą łatwością, jakby problemy techniczne nie istniały. Jego stradivarius z 1690 śpiewał niezwykłą barwą, ciemną i chropawą, surową i piękną. Można rzec - Sibeliusowską. Gluzman potraktował partię skrzypiec czysto muzycznie, świetnie dialogował z orkiestrą, kt贸rą traktował jak partnera, nie rywala, wydobywał kantylenę z najbardziej figuracyjnych fragment贸w. Jego gra była pełna retorycznego zacięcia, przemawiał z estrady ze spokojem i pewnością swych racji. Wykonanie Koncertu było w najlepszym tego słowa znaczeniu klasyczne, ale muzycy potrafili rzucić na utw贸r nowe światło, ukazać drobne smaczki, kt贸re nie przez wszystkich są wydobywane. Nic więc dziwnego, że publiczność nagrodziła artyst贸w oklaskami na stojąco, a solistę zmusiła do bisu (Bach).
Po przerwie przyszedł czas na Sibeliusa, na kt贸rego ostrzyliśmy sobie zęby już w trakcie pierwszego tutti Koncertu Beethovena: poemat symfoniczny C贸rka Pohjoli op. 49 i VII Symfonia C-dur op. 105. Mroczna muzyka P贸łnocy, krainy rzeźbionej przez l贸d i wiatr, wymaga precyzyjnie ustawionego barwowo pionu w drzewie. I ten pion był zrobiony. Przez lata nie szczędziłem warszawskim filharmonikom pretensji o nieczyste intonacyjnie i rytmicznie dęte, teraz kłaniam się czapką do ziemi. I to nie tylko drzewu, ale i blasze. To był Sibelius, jakiego oczekiwaliśmy, piękny, melodyjny, o specyficznej harmonii i instrumentacji. Może poemat symfoniczny C贸rka Pohjoli raził nadmierną programowością, ale to już wina kompozytora. Trzeba znać anegdotę, by m贸c te luźno powiązane epizody posklejać we własnej wyobraźni. Dzieło zresztą miało mieć tytuł V盲in盲m枚inen, ale wydawca stwierdził, że to będzie niezrozumiałe dla odbiorc贸w, kt贸rzy nie są Finami. C贸rka Pohjoli? I wszystko jasne...
Introwertyczny Sibelius przyjęty został bardzo ciepło, dyrygent był wywoływany wielokrotnie, ale bisu nie było, za co jesteśmy, po namyśle, wdzięczni. Dzięki temu piękne Sibeliusowskie frazy pozostały w naszej pamięci na długo.
Nie była to pierwsza wizyta Stefana Solyoma w Warszawie i oby nie ostatnia. Życzyć sobie należy jego jak najrychlejszego powrotu.
KRZYSZTOF KOMARNICKI

ROK LVII • NR 12 • 9 CZERWCA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 12 • 9 CZERWCA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa