Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
P硑ty  Opera i walka klas

Wystawiona po raz pierwszy w Wenecji w 1961 roku Intolleranza - pierwsza opera, jaka powstała w szeroko rozumianym kręgu darmsztadzkim - doczekała się już dwudziestu inscenizacji i ich wznowień, w tym aż piętnastu na scenach niemieckich. Choć w wielu publikacjach można przeczytać o przeszkodach, z jakimi, w atmosferze jeszcze zimnowojennej, muzyczne manifesty kompozytora-komunisty spotykały w Niemczech Zachodnich (we Wschodnich o wykonaniu nie było mowy z innych powod贸w), już rok po prawykonaniu dzieło pokazała Opera w Kolonii. Potem, w roku 1970, Intolleranza trafiła do Norymbergi, zaś po wystawieniu w Hamburgu w roku 1985 nowe inscenizacje zaczęły się mnożyć.

Ćwierć wieku po prawykonaniu opera Nona nie była już tym, czym w jego zamierzeniu miała być: czytelnym dla wszystkich komentarzem do aktualnych wydarzeń. W roku 1961 trwała jeszcze walka o wyzwolenie Algierii spod francuskiego panowania, świeżo w pamięci pozostawały polityczne manifestacje we Włoszech i we Francji, a także katastrofy w kopalniach w Belgii i powodzie w p贸łnocnych Włoszech. Z tymi wydarzeniami splatają się przedstawione w operze losy wracającego do kraju Emigranta, kt贸ry przez mimowolne w nich uczestnictwo zdobywa świadomość klasową.
Mało powiedzieć, że w swej operze Nono wsp贸łczesną Europę przedstawił jako zagrożoną faszyzmem, bo w zasadzie jest już tu faszystowska albo prawie (ob贸z koncentracyjny, do kt贸rego trafia Emigrant najpewniej znajduje się we Francji, skoro przed aresztowaniem policjanci pobitego demonstranta chcą wrzucić do Sekwany). Skądinąd tytuł Nietolerancja nie bardzo pasuje do treści opery, bo nie o tolerancję-nietolerancję tu chodzi, lecz o napiętnowanie rozmaitych form wyzysku i ucisku (najwidoczniej należy do nich także chęć zatrzymania przy sobie Emigranta przez Kobietę, skoro potem staje się ona Strażniczką pilnującą go, kiedy zostanie poddany torturom). Zresztą parę lat p贸źniej sam Nono, już o wiele bardziej radykalny, oświadczył, że "nietolerancja" to pojęcie lewicowo-liberalne, nie zaś marksistowskie, jak być powinno.
Powodzenie opery trudno byłoby wytłumaczyć walorami libretta - skoro nie jest już ona komentarzem do wydarzeń, jego łopatologia niekiedy wręcz obezwładnia (śpiewa się tu m.in. "moja chęć powrotu do ojczyzny staje się pragnieniem wolności") i rzecz bynajmniej nie w politycznym uwikłaniu, bo przecież choćby agitacyjna tw贸rczość Brechta nadal jest interesująca cokolwiek by sądzić o politycznej orientacji autora. Paradoksalnie ub贸stwo tekstu i jego zamierzona plakatowość może wyzwolić inwencję reżysera, kt贸ry cechy te uzna nie za wadę, lecz specyfikę dającą impuls do stworzenia oryginalnej formy teatru idei. Tak zapewne było w słynnym, burzliwym prawykonaniu, kt贸rego sceniczną koncepcję opracowali sprowadzeni z Czechosłowacji V艜clav Ka職lik i Josef Svoboda oraz Emilio Vedova, a także w niedawnym przedstawieniu w La Fenice w reżyserii Luki Ronconiego (przez pewien czas można je było oglądać na youtube).
Nie bez znaczenia dla żywotności Intolleranzy jest zapewne i to, że "pokolenie 1968" w życiu kulturalnym odgrywa dziś niemałą rolę i choć w większości dalekie od komunizmu, to przywołanie dawnych boj贸w nadal porusza czułe struny.
Muzyka ta mogła powstać tylko w głowie jednego z najwybitniejszych tw贸rc贸w XX wieku, choć nie uważam jej za najwybitniejsze dokonanie Nona. Są tu piękne fragmenty ch贸ralne, gdzie w mnogości głos贸w, frazy, słowa, sylaby pojawiają się i giną nieustannie zmieniając dźwiękowy obraz i nasycając go niepowtarzalnymi, tylko dla Nona specyficznymi odcieniami wyrazu, są urzekające, po webernowsku z pojedynczych dźwięk贸w układane, jakby w powietrzu zawieszone faktury instrumentalne, jest agresywny, przejmujący krzyk instrument贸w, jest burza i cisza po burzy - kto lubi muzykę Nona, z pewnością będzie miał czym się zachwycać.
Niekiedy jednak Intolleranza wydaje się wt贸rna wobec wcześniejszego o pięć lat Il canto sospeso - to, co w dziewięciu częściach najwybitniejszego dzieła Nona z lat pięćdziesiątych zostało przedstawione jako dziewięć fakturalno-ekspresyjnych typ贸w w formie o skończonej doskonałości, tu niekiedy staje się jedną z ulubionych klisz z rodzaju tych, jakimi Nono posługiwał się mniej więcej do roku 1975, czyli do opery Al gran sole carico d'amore włącznie. Canto sospeso w dobrym wykonaniu (na CD tylko to pod dyrekcją Abbado) mogę słuchać z płyty od początku do końca z niesłabnącą uwagą, przy Intolleranzy uwaga ucieka, być może dopiero obraz m贸głby ją zatrzymać. Niekiedy można odnieść wrażenie, że słychać tę samą muzykę, co gdzie indziej, tylko z innymi dźwiękami. Opery jakby z natury bywają muzycznie mniej treściwe niż formy koncertowe, ale pewne znaczenie miał tu chyba też wyjątkowo kr贸tki czas powstawania utworu - zaledwie trzy miesiące.
Osobna sprawa to wykonanie: dzieło Nona zostało znakomicie przygotowane przez Orkiestrę Filharmonii i Ch贸r Teatru w Bremie pod dyrekcją Gabriela Feltza. Jak można przeczytać w książeczce do płyty, przed spektaklami w Operze w Bremie pr贸b było łącznie 147, w tym 88 tylko z samym ch贸rem! Z obu istniejących nagrań płytowych właśnie to jest godne polecenia, choć wykonanie Ch贸ru i Orkiestry ze Stuttgartu pod dyrekcją Bernharda Kontarsky'ego (Teldec) też jest całkiem niezłe. Duże znaczenie ma tu o wiele lepsza jakość nagrania, ale to, że na omawianym kompakcie słychać więcej, zawdzięczamy r贸wnież swobodzie interpretacji, jaką dało się osiągnąć dzięki świetnemu przygotowaniu. Ch贸rzyści nie tylko wchodzą na najtrudniejsze wsp贸łbrzmienia, ale też potrafią nadać im najrozmaitsze odcienie - od ostrości do liryzmu i łagodności. Znakomicie brzmi r贸wnież orkiestra.
W trudnych (pod względem interwał贸w, rytmu, dynamiki itd.) atonalnych operach najsłabszym z reguły elementem aparatu wykonawczego są nie ch贸ry, lecz soliści, czyli ci, kt贸rzy, wydawałoby się, z założenia g贸rują umiejętnościami - ch贸r po prostu musi śpiewać dobrze, żeby wszystko się nie rozleciało, solista często może sobie na błędy pozwolić i mało kto to dostrzeże, bo przecież żaden "rażący dysonans" nie powstanie. Niestety Wolfgang Neumann jako Emigrant to taki właśnie przypadek (w nagraniu pod dyrekcją Kontarsky'ego z Davidem Rampym w roli gł贸wnej jest trochę lepiej, choć kt贸ra interpretacja lepsza, to kwestia gustu): niemiecki tenor śpiewa pięknym głosem i bardzo ekspresyjnie, lecz poza głosem i ekspresją niewiele tu innych zalet, bo wysokości dźwięk贸w lekceważy co chwilę i często zachowuje tylko kierunek melodii. Nie trzeba por贸wnywać z partyturą, by zauważyć na przykład, że już pierwsze zaśpiewane przez niego nuty brzmią zupełnie nie jak u Nona (prostolinijnie tonalne cisˡ-fisˡ-cis藳, zamiast zgodnego z 贸wczesnymi awangardowymi gustami układu cisˡ-fisˡ-c藳, i dalej po dźwiękach dominanty septymowej do H-dur; Rampy u Kontarsky'ego takich przynajmniej błęd贸w nie robi). Partie wykonywane przez Neumanna tylko wzmocnić mogą przekonanie, że w muzyce serialnej nie ma czegoś takiego, jak dobry rysunek melodii.
Walory subtelnie cieniowanej linii można docenić za to, słuchając partii dw贸ch kolejnych pod względem ważności postaci: Marii Kowolik (alt) jako Kobiety i Judy Berry (sopran) jako Towarzyszki (Torturowany i Algierczyk, dw贸ch pozostałych solist贸w-śpiewak贸w w operze, występują tylko w kr贸tkich epizodach). Nie wiem, czy nagranie zostało zarejestrowane na żywo; w każdym razie szkoda, że opery Nona nie nagrano tak, jak powinno się to robić w starannym nagraniu studyjnym, to znaczy poprawiając błędy w kolejnych podejściach.
Zatem na razie mamy tylko bardzo dobrą Intolleranzę - na doskonałą trzeba jeszcze poczekać. I najlepiej we włoskim oryginale: w obu dostępnych nagraniach śpiewa się po niemiecku, a przecież struktura i brzmienie tekstu r贸wnież były materiałem kompozycji.
KRZYSZTOF KWIATKOWSKI

ROK LVII • NR 12 • 9 CZERWCA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 12 • 9 CZERWCA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa