Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Muzyka wsp蟪czesna  Wielki mały tryptyk

  Ensemble La Fenice, Fot. Raynald Henry  
  Ensemble La Fenice, Fot. Raynald Henry  
Nieodżałowanej pamięci Andrzej Chłopecki w książce PostSłowie, poświęconej Witoldowi Lutosławskiemu, wspomina postać Andrzeja Markowskiego - wybitnego propagatora polskiej muzyki, m.in. dyrygującego prawykonaniem Gier weneckich Lutosławskiego w Wenecji w 1961 roku. Temperament muzyczny, a także życiowy Andrzeja Markowskiego określa Chłopecki jako "dionizyjski". Istotnie, z tego dionizyjskiego żywiołu wyłaniały się liczne pomysły i tw贸rcze inicjatywy. Andrzej Markowski (1924-1986) - dyrygent, kompozytor, organizator życia muzycznego, uczestnik Powstania Warszawskiego - jest szczeg贸lnie dobrze pamiętany we Wrocławiu, w mieście, kt贸re zawdzięcza mu m.in. festiwal "Wratislavia Cantans" i gdzie w latach 1965-1968 był dyrektorem artystycznym Filharmonii. "Wratislavia Cantans" do dziś - w swoich najlepszych koncertach - zachowała coś z ducha działalności pomysłodawcy i długoletniego dyrektora.
Od szeregu lat c贸rka artysty Małgorzata Markowska, kierująca Fundacją im. Andrzeja Markowskiego, przypomina wrocławianom tę piękną postać w cyklach koncert贸w zatytułowanych "Musica Vincit Omnia". Kontynuację tradycji ojca rozumie ona prosto i mądrze, jako umożliwianie publiczności kontaktu z wielką muzyką i jednocześnie z wybitną sztuką wykonawczą. Założenie proste, a jednocześnie trudne w realizacji. Inny aspekt tego festiwalu to wyeksponowanie muzyki polskiej, ukazywanej jednak w kontekście repertuaru europejskiego. Małgorzata Markowska przyzwyczaiła już słuchaczy, że na koncertach organizowanych przez Fundację pojawiali się w poprzednich latach naprawdę wielcy, wśr贸d nich Gustav Leonhardt, Juana Zayas czy słynny Huelgas Ensemble i jego dyrektor artystyczny oraz założyciel Paul van Nevel. W tym roku "Musica Vincit Omnia" miała formę małego, ale świetnie pomyślanego tryptyku, zorganizowanego przy wsp贸łpracy Filharmonii Wrocławskiej. Dyrektorem artystycznym cyklu była Małgorzata Markowska.
Festiwal rozpoczął się 21 maja koncertem Royal String Quartet w Filharmonii. Ten ciągle młody zesp贸ł potwierdził w pełni swoją pozycję jednego z czołowych polskich kwartet贸w smyczkowych. Artyści wykonali, niewątpliwie pod kątem aktualnych rocznic, I Kwartet "Już się zmierzcha" Henryka Mikołaja G贸reckiego, III Kwartet "Kartki z nienapisanego dziennika" Krzysztofa Pendereckiego oraz Kwartet smyczkowy Witolda Lutosławskiego. Zesp贸ł podjął więc duże wyzwanie, bo przecież te trudne technicznie dzieła to jednocześnie skrajnie odmienne światy muzyczne. Trzeba nie lada maestrii i wyobraźni, by przekonująco ukazać w kwartetach portrety trzech kompozytor贸w.
W pełni się to udało. Royal String Quartet zagrał ze swobodą, odważnie i precyzyjnie. Każdemu z utwor贸w nadał odrębny charakter, odpowiadający estetyce danego kompozytora. "Już się zmierzcha" G贸reckiego z roku 1988 zabrzmiał znakomicie: zesp贸ł wyczarował zar贸wno narrację zbliżoną do szeptu, ocierającą się o ciszę i nastr贸j mistycyzmu, jak też typowe dla tego tw贸rcy drapieżne kontrasty dynamiczne. Oryginalność i niezwykłe skupienie, prostota i surowość w zestawianiu kontrastujących element贸w zostały przez wykonawc贸w odpowiednio wydobyte. Synteza "konkretu" g贸ralszczyzny i wysublimowanej, ulotnej duchowości robiła wrażenie.
P贸źniejszy o dwadzieścia lat III Kwartet smyczkowy "Kartki z nienapisanego dziennika" Pendereckiego, kt贸rego tytuł sugeruje wątki autobiograficzne, Royal String Quartet wykonał efektownie, z dramaturgicznym rozmachem, trafnie podkreślając zaskakujące kwartetowe gesty o proweniencji romantycznej. W interpretacji na plan pierwszy wysunęły się dramaturgia i ekspresja, właściwe r贸żnym okresom tw贸rczości kompozytora.
Zagrany po przerwie Kwartet smyczkowy Witolda Lutosławskiego z 1964 roku to najstarszy z utwor贸w, a zarazem... najbardziej nowatorski. Zesp贸ł uczynił z niego kulminację wieczoru. Na podziw zasługiwała umiejętność budowania wielkiej formy, a także "zażyłość" z odkrywczą techniką i fakturą dzieła, kt贸re po niemal p贸łwieczu nic nie traci ze swej siły i świeżości. Na bis muzycy wykonali trzeci z Pięciu utwor贸w na kwartet smyczkowy Pawła Szymańskiego. Stanowiło to logiczne domknięcie koncepcji całego koncertu.
Drugim elementem tryptyku był recital fortepianowy. Recital niespodzianka, recital sensacja. Kto nie słyszał jeszcze tego nazwiska, niech je dobrze zapamięta: w Filharmonii 23 maja wystąpił młody amerykański pianista polskiego pochodzenia Adam Golka. Urodzony w Houston w Teksasie, mieszka w Nowym Jorku, jego rodzice to polscy muzycy, kt贸rzy wyemigrowali do Stan贸w Zjednoczonych. Pierwszych lekcji fortepianu udzielała mu matka, Anna Golka, ale jest on r贸wnież uczniem słynnego pianisty Leona Fleishera. Adam Golka we Wrocławiu wykonał ciekawie pomyślany program, złożony z utwor贸w Haydna, Lutosławskiego, Bart贸ka, Beethovena i Brahmsa, do kt贸rych dołączył prawykonanie europejskie Wariacji ludowych Michaela Browna. Motywem przewodnim programu były inspiracje muzyką ludową.
Golka połączył w swoim recitalu dwie cechy, rzadko idące ze sobą w parze: efektowną wirtuozerię w stylu dawnych, romantycznych "czarodziej贸w" fortepianu, oraz absolutną koncentrację na wewnętrznej treści muzycznej. Grał z rozmachem, swobodą i młodzieńczą energią, a jednocześnie zaskakiwał wrażliwością i dojrzałością, głęboko przemyślanymi interpretacjami. Rozpoczął od Capriccia G-dur ("Acht Sauschneider m眉ssen sein") Haydna, wykonanego z polotem, iskrzącego się pod palcami pianisty wdziękiem i nasyconym kolorem. Z Haydnem sąsiadowały Melodie ludowe Witolda Lutosławskiego (fragmenty). Podobno Lutosławski grał je z "dziecięcą" prostotą, bez wyszukanych efekt贸w, tymczasem Adam Golka pokazał je inaczej: jako pełnoprawne estradowe perełki o dużych walorach nie tylko muzycznych, ale i pianistycznych. Zabrzmiały jak wyrafinowane miniatury, kt贸re należałoby wykonywać pośr贸d mazurk贸w Szymanowskiego i fragment贸w Mikrokosmosu Bart贸ka.
Bart贸k zresztą chwilę p贸źniej pojawił się w programie - pianista wybrał Dwa tańce rumuńskie op. 8a. Tutaj po raz pierwszy Golka w pełni ujawnił sw贸j temperament wirtuoza, grając oba utwory z porywającą biegłością. Następna była Sonata As-dur op. 110 Beethovena, kt贸rą młody artysta potrafił zagrać zadziwiająco dojrzale. Bezbłędnie skonstruował formę tej jakże enigmatycznej, przedostatniej sonaty. Nie poprzestał jednak na architektonice, podążył za wyobraźnią kompozytora: drugie wejście fugi po skardze Arioso brzmiało jak pastelowo rozjaśnione, mistyczne Wniebowstąpienie, następujące po "zmartwychwstającym" Crescendo. Była to odkrywcza, poruszająca dźwiękowa wizja.
Po przerwie usłyszeliśmy zadedykowane pianiście efektowne Wariacje ludowe Michaela Browna oraz I Sonatę C-dur Brahmsa, wieńczącą z ogromnym rozmachem znakomity recital. Na gorące przyjęcie młody artysta odpowiedział dwoma bisami: Mazurkiem C-dur op. 24 Chopina i zagranym z ujmującą prostotą Intermezzem Es-dur op. 117 Brahmsa. Taki właśnie był ten występ: od szlachetnej prostoty do wulkanicznej wirtuozerii.
Festiwal zakończył się 27 maja w katedrze św. Marii Magdaleny, w kt贸rej wielokrotnie na "Wratislavia Cantans" występował Andrzej Markowski. Finał, zatytułowany "Wojna miłosna", został starannie przemyślany. Wykonawcy wybitni: Ensemble La Fenice pod dyrekcją Jeana Tub茅ry oraz soliści. Program wyjątkowo atrakcyjny: Madrygały Monteverdiego w otoczeniu mile łechcącym polskie ucho, bo Mielczewskiego i Jarzębskiego, a także Andrzeja Markowskiego - tym razem w roli kompozytora. Wiecz贸r rozpoczął się od hymnu Kr贸lowo Częstochowska Markowskiego z roku 1943, opracowanego przez Jeana Tub茅ry na zesp贸ł instrument贸w dawnych, z udziałem sopranistki Anny Radziejewskiej.
"Wojna miłosna" okazała się muzyczną ucztą. Madrygały Monteverdiego rozdzieliły instrumentalne utwory Mielczewskiego, Jarzębskiego i Tarquinia Meruli, ukoronowaniem całości było Il combattimento di Tancredi e Clorinda. Zesp贸ł La Fenice udowodnił, że może być prawdziwym przewodnikiem po muzyce włoskiej wczesnego baroku. Przede wszystkim zachwycili zjawiskowi śpiewacy: tenor Jan van Elsacker i grający także na teorbanie baryton Nicolas Achten, kt贸ry jest r贸wnież klawesynistą i harfistą. Jan van Elsacker dysponuje głosem lirycznym o przepięknej, wyr贸wnanej barwie, a jego technika wokalna i emisja wydają się idealne do muzyki Monteverdiego. Wie chyba wszystko o wczesnobarokowej ekspresji, ornamentyce, o dykcji; subtelność jego interpretacji była po prostu niezr贸wnana. Każde wyśpiewane słowo stawało się nośnikiem emocji, każda fraza bezbłędnie budowała narrację. Zachwyt wzbudzała też szlachetność i naturalność głosu wszechstronnego Nicolasa Achtena, kt贸ry co pewien czas, trzymając teorban, wstawał i wsp贸łtworzył wokalny duet lub tercet. Właśnie: tercet, gdyż do dw贸ch wybitnych solist贸w bardzo przekonująco potrafiła dołączyć mezzosopranistka Anna Radziejewska. Artystka technicznie niezwykle sprawna, zaśpiewała Monteverdiego z wielką ekspresją, niezapomniane były jej bardzo niskie "zejścia" w "Chi vol che m'innamori".
Osobną wartość koncertu stanowiły fragmenty czysto instrumentalne, pięknie wkomponowane w "Wojnę miłosną". W tym kontekście świetnie zabrzmiała Tamburetta Jarzębskiego i Canzona Mielczewskiego, przypominające o wysokiej kulturze muzycznej dawnej Rzeczypospolitej. Jean Tub茅ry dyrygował czujnie, a grą na cynku przenosił publiczność w rejony trudne do opisania słowami. Koncert okazał się więc wydarzeniem, jak zresztą cały tryptyk, pozornie niewielki, a przecież kryjący w sobie muzyczne skarby.
ARTUR BIELECKI

ROK LVII • NR 14 • 7 LIPCA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 14 • 7 LIPCA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa