Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Recenzje  Powinny być owoce nakazane!

"A jednak się kręci" - pomyślałem, otrzymawszy nową publikację PIW-u, kt贸ry ostatnio obwieszcza w stopkach swych książek: "Państwowy Instytut Wydawniczy w likwidacji"! Czyżby dzisiejsza wolnorynkowa inkwizycja miała się obejść z tym zasłużonym wydawnictwem tak okrutnie, jak to się kiedyś wobec Galileusza świętej Inkwizycji przydarzyło? Włoskiego uczonego zrehabilitował po wiekach Jan Paweł II, a kt贸ry z papieży wolnego rynku miałby teraz odwagę za PIW-em się ująć? W każdym razie PIW nie daje za wygraną, spłaca długi i publikuje jak za dawnych lat. Także książki o tematyce muzycznej!
Ukazała się właśnie - w serii "Biografie sławnych ludzi" - książka Marka Sołtysika o kompozytorze Romanie Maciejewskim. Żadna sucha, naukowa biografia, lecz wartka, wciągająca opowieść, a raczej powieść biograficzna (vie romanc茅e), będąca zarazem powieścią o artyście (K眉nstlerroman) i powieścią rozwojową (Entwick颅lungsroman). Coś jak Jan Krzysztof Rollanda. Autor m贸gł sobie na taki mieszany gatunek pozwolić, pi贸rem bowiem włada r贸wnie sprawnie, jak pędzlem, igłą lub rylcem. Jest przecież nie tylko malarzem i grafikiem, także poetą i prozaikiem, pisze scenariusze filmowe i słuchowiska dla radia, sięga po felieton i esej, i - coraz chętniej - po biografie polskich pisarzy i artyst贸w (to jego są Piękni szaleńcy, Sekrety nieśmiertelnych, czy też Świadomość i kamień - o Michale Choromańskim). Wsp贸łpracuje z czasopismami (w dawnym "Życiu Literackim" prowadził - jak kiedyś Wisława Szymborska - dział "Poczty literackiej"), pisuje do "Przekroju", "Tw贸rczości", "Tygodnika Powszechnego", a od 2002 systematycznie do "Palestry - Pisma Adwokatury Polskiej". Słowem, postać renesansowa.
Ale i bohater jego książki - Roman Maciejewski - jest postacią pod wieloma względami niezwykłą, godną - zaiste - powieści. Urodził się sto lat po Chopinie, 28 lutego 1910 roku w Berlinie. Tam, pod kierunkiem matki, nauczycielki gry na skrzypcach i fortepianie, rozpoczyna muzyczną edukację. U schyłku I wojny światowej rodzice zabierają go do Polski. Naukę kontynuuje w Lesznie, w konserwatorium w Poznaniu i w Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie. Poznaje Szymanowskiego, kt贸ry dostrzega w nim wielki talent, on zaś znajduje w Szymanowskim mistrza, a nawet powiernika. Jako znakomitego pianistę i dobrze rokującego kompozytora odkrywa go 贸wczesna elita kulturalna. Kiedy zatem relegowano go z uczelni (zorganizował bowiem studencki strajk w obronie zmuszonego do dymisji Szymanowskiego), nie pozostał na lodzie - dzięki ministrowi Beckowi uzyskał stypendium Funduszu Kultury Narodowej i wyjechał do Paryża.
Stolica Francji wciąga go w wir światowego życia. Występuje solo lub w duecie fortepianowym z Kazimierzem Krancem. Dzięki talentom muzycznym i towarzyskim zdobywa salony, bryluje wśr贸d ich bywalc贸w i swoich wielbicielek. Obraca się nie tylko w środowisku artystycznym, poznaje przedstawicieli arystokracji, polityk贸w, finansist贸w, styka się z plejadą kompozytor贸w ze Strawińskim na czele. I choć sam jest już ukształtowanym kompozytorem (w Sali Pleyela daje z Krancem prawykonanie swego Koncertu na dwa fortepiany), przez pewien czas szlifuje jeszcze umiejętności kompozytorskie pod kierunkiem Nadii Boulanger (nie wypadało inaczej). W muzycznych występach patronuje mu Artur Rubinstein, partneruje zaś w paryskiej dolce vita - Czesław Miłosz. Kompozytor - już na serio - udziela się także w Stowarzyszeniu Młodych Muzyk贸w Polak贸w w Paryżu, najpierw jako sekretarz, potem wiceprezes.
Zdarzają się mu ważne wyjazdy zagraniczne: do Warszawy - na polskie prawykonanie Koncertu w Sali "Romy", do Londynu - na występy z Krancem w polskiej ambasadzie i w Royal Academy of Music. Na jednym z koncert贸w poznaje Kurta Joossa, kt贸ry zaprasza go - jako kompozytora i pianistę - do siedziby swego zespołu baletowego w Dartington Hall. Zanim tam pojedzie, odbywa szczeg贸lną misję - udaje się do Lozanny do śmiertelnie chorego Szymanowskiego, by wspom贸c czuwające przy kompozytorze jego siostrę Stanisławę i sekretarkę Leonię Gradstein. Sp贸źnia się kilka godzin. Autor Stabat Mater już nie żyje. Jako jedyny muzyk towarzyszy Szymanowskiemu w jego ostatniej podr贸ży do ojczyzny. Pociąg, zanim przybył do Warszawy, stawał w Berlinie, Zbąszyniu i Poznaniu. Wszędzie na peronach tłumy żegnające zmarłego - największe w Warszawie, potem w Krakowie, gdzie wielkiego kompozytora odprowadzono na wieczny spoczynek do kościoła na Skałce...
W roku 1938 Maciejewski korzysta z zaproszenia Joossa i udaje się do Anglii. Tam poznaje szwedzką tancerkę Elvi Galeen, żeni się z nią i wyjeżdża do jej rodziny w G枚teborgu (nie wiedząc jeszcze, że wuj żony jest szwedzkim milionerem). Tymczasem nad Europą zbierają się brunatne chmury. Wybucha wojna. Powr贸t do Anglii, a tym bardziej do Polski, staje się niemożliwy. Kompozytor koncertuje i komponuje, w szwedzkim radiu daje recitale chopinowskie. Zanim pozyskają go dla swoich plan贸w teatralnych słynni reżyserzy Ingmar Bergman i Knut Str枚m, Maciejewski musi poddać się kolejnej już, trzeciej resekcji żołądka. Od lat nękają go silne b贸le brzucha. Operacja nic nie dała, lekarze spisali chorego na straty, sytuacja wydaje się beznadziejna. I oto ktoś przynosi mu do szpitala kosz dojrzałych owoc贸w: "ananasy, banany, rumiane jabłka, cytryna, prężne kiście rozmaitych odmian winogron, gruszki, pomarańcze, jasnoż贸łte i mocno r贸żowe grapefruity" (s. 75). Sięga po nie, rozkoszuje się nimi. Cud! Zdumiony personel szpitalny obserwuje, jak dzięki tej diecie chory z dnia na dzień nabiera sił i wraca do zdrowia.
Po wyjściu ze szpitala kompozytor przechodzi na wegetarianizm, a nawet na weganizm, kt贸ry nie dopuszcza żadnych produkt贸w pochodzenia zwierzęcego, tylko warzywa, najlepiej surowe, i owoce. Owoce! Ozdrowieniec uprawia jogę, biega po lesie, kąpie się w morzu niezależnie od pogody. Zmieniając tryb życia, zmienia także myślenie o życiu. Inaczej niż dotychczas pojmuje rolę tw贸rczości, jej służebność, konieczność zgodności z naturą, cokolwiek by to oznaczało. Uzmysławia sobie absurdalność dążeń zmierzających do zdobywania sławy lub majątku. Postanawia skomponować dzieło życia - monumentalne Requiem poświęcone ofiarom wojen i ludzkiej ignorancji. I mimo wspaniale rozkwitającej przed wojną kariery, odsuwa teraz wszelkie splendory, odrzuca lukratywne propozycje, rezygnuje ze światowego życia, by m贸c w nieskrępowany spos贸b komponować i rozmyślać o życiu.
Tyle w największym skr贸cie o Maciejewskim i tylko o jego perypetiach życiowych do końca wojny. O całym życiu kompozytora frapującą opowieść snuje na ponad dwustu stronach książki Marek Sołtysik. Rozwija wątki romansowe, pisze o miłościach i miłostkach kochliwego za młodu Romana, ale też pochyla się nad jego kompozycjami, uwielbieniem dla Chopina i Szymanowskiego. Daje zwięzłe i dowcipne charakterystyki przewijających się postaci, jakby narysowane kilkoma celnymi kreskami: oto Nadia Boulanger - "Ta starsza odeń o dwadzieścia trzy lata kobieta, wysoka, szczupła, lekko siwiejąca na skroniach, miała ruchy dziewczęce. I, jak się wydaje, figurę" (s. 30); Jerzy Waldorff - "kiedy m贸wi, to tak jakby śpiewał arię w sali na tysiąc os贸b" (s. 205); albo też: "Czesław Miłosz! Kawał chłopa, a sk贸ra najdelikatniejsza: poeta. Nawet kiedy ogłasza, że czas byłby zjeść wreszcie talerz gęstej zupy, albo zapowiada wypad na noc dla zaspokojenia spraw naturalnych, brzmi to w jego ustach jak słowo wiązane. Fraza, średni贸wka - ach, z tym człowiek musi się urodzić!" (s. 21).
Jak przystaje na malarza, Sołtysik odmalowuje pejzaże albo wzbudza ich reminiscencje. "Jesień w Paryżu. Widok z okna jak na obrazach Pissarra" (s. 29). O Szkocji: "- Człowieku, gdybyś był malarzem, nie musiałbyś ze sztalugami wchodzić do domu, bo przez cały czas byś sobie siedział w plenerze, tak tu malowniczo. Słuchaj, wychodzisz z domu, patrzysz - masz przed sobą pejzaż Podkowińskiego z okresu jego przechodzenia do impresjonizmu. Idziesz dalej - pejzaż z wrzosowiskiem: kolory, padanie światła, okruchy słońca jak u Pankiewicza. Jeszcze dalej, na brzegu lasu kłania ci się stare, ale tak dobre, że z dnia na dzień coraz lepsze malarstwo - jeśli już nie naszych wł贸częg贸w, Władysława Aleksandra Maleckiego, Romana Kochanowskiego czy Szermentowskiego, to w każdym razie Constable'a" (s. 124). O Pacific Palisades California: "Od roku mieszkał w fantastycznym miejscu; trochę ze snu, z kt贸rego szkoda się wybudzić, trochę z obrazu Salvadora Dali" (s. 151).
Książka nie jest dla muzykolog贸w, za dużo w niej barw, zapach贸w, smak贸w i smaczk贸w, za dużo tęsknot i radości, za dużo dialog贸w i monolog贸w wewnętrznych, za mało analiz... Ale iluż mamy muzykolog贸w? - mniej więcej jeden przypada na kilkaset tysięcy meloman贸w. To dla nich, dla ich szerokiej rzeszy jest przede wszystkim ta książka.
A swoją drogą dobrze by było, gdybyśmy przy okazji zauważyli zbawienny dla nas wpływ owoc贸w. Dotychczas chyba źle interpretowaliśmy biblijną scenę wypędzenia z raju. Pan B贸g nie m贸gł się tak pomylić. Powinny być owoce nakazane!

Marek Sołtysik Roman Maciejewski. Dwa życia jednego artysty, seria "Biografie sławnych ludzi", Warszawa 2013, Państwowy Instytut Wydawniczy w likwidacji, ss. 256, ilustr., kalendarium, spis utwor贸w, indeks os贸b.

KRZYSZTOF BILICA

ROK LVII • NR 15 • 21 LIPCA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 15 • 21 LIPCA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

Komentarze

Ksi膮偶ka nie jest dla muzykolog贸w, za du偶o w niej barw... ( Grzegorz Filip wyslano 2013-09-04 godz. 10:14 )  

 

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa