Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Opera  Opera to świat w miniaturze

M贸wi Dominique Meyer, dyrektor Wiener Staatsoper

ALEKSANDER LASKOWSKI: Jaką rolę odgrywa opera w dzisiejszym zglobalizowanym świecie?

DOMINIQUE MEYER: Bardzo istotne pytanie. Operą - co można uznać niemalże za cud - interesują się ludzie właściwie w każdym wieku, tymczasem każde kolejne pokolenie sądzi, że jest ostatnim, kt贸re pasjonuje się tą sztuką. Na przykład w mojej rodzinnej Francji w latach sześćdziesiątych opera niemal umarła. Dziś w Paryżu działa pięć teatr贸w operowych, kt贸re co roku grają dziesiątki spektakli. Jedną z ważniejszych atrakcji Wiednia jest właśnie opera.
W zglobalizowanym świecie opera stała się zjawiskiem międzynarodowym; z Wiener Staatsoper wsp贸łpracują śpiewacy, reżyserzy i dyrygenci wielu narodowości, rozmawia się tu czasem w pięciu r贸żnych językach. Opera odzwierciedla świat w miniaturze.

- Dziś, zwłaszcza w krajach niemieckiego obszaru językowego, bardzo liczy się teatr reżyserski. Co pan o nim sądzi?

● To przebrzmiałe pojęcie. Prawdę m贸wiąc, nigdy nie zrozumiałem, co to jest Regietheater. Według mnie mamy po prostu do czynienia z dobrą lub złą reżyserią. Nie lubię pojęć zastępujących myślenie, a do nich właśnie należy słowo-wytrych Regietheater. Oczywiście, zdarzają się reżyserzy, kt贸rzy przygotowują świetne spektakle pod sztandarami Regietheater, są jednak i tacy, kt贸rzy mimo to nie mają nic do powiedzenia.

- Co jest zatem największą atrakcją Wiedeńskiej Opery Państwowej? Śpiewacy?

● Po pierwsze, gramy codziennie. Mamy wspaniałą orkiestrę: Filharmonik贸w Wiedeńskich. Ten zesp贸ł składa się z wirtuoz贸w, kt贸rzy potrafią wykonać każdy program po kilku zaledwie pr贸bach. Dzięki temu możemy przedstawić pięćdziesiąt tytuł贸w rocznie, co z kolei pozwala nam zapraszać najważniejszych śpiewak贸w z całego świata. Wsp贸łpracują z nami największe gwiazdy. Jednocześnie dysponujemy stałym zespołem młodych śpiewak贸w, kt贸rzy dopiero zaczynają karierę.

- Jak pan wybiera młodych?

● Organizujemy przesłuchania, właściwie co tydzień. Jeżdżę na konkursy, oglądam spektakle, nieustannie łowię i poluję.

- A wielkie gwiazdy? Czy Opera jest częścią systemu gwiazdorskiego, monopolu gwiazd?

● Zn贸w niefortunne określenie. Zanim śpiewak zostanie gwiazdą, musi być najpierw wielkim interpretatorem muzyki; na szczęście tacy właśnie artyści występują u nas w operze. Z reguły pracuje się z nimi znakomicie: są mili, bardzo profesjonalni, świadomi swojej wartości. I dbają o jakość wykonań.

- Tym bardziej nas cieszy, że w Wiedniu występują często śpiewacy z Polski, wśr贸d nich Piotr Beczała i Aleksandra Kurzak.

● Nie zaglądam śpiewakom do paszport贸w. Niemiec, Francuz, Włoch, Polak, Anglik, Rosjanin... To nie ma znaczenia, chodzi o to, by byli najlepsi. Jestem zainteresowany r贸żnorodnością, bo tylko ona może tchnąć życie w nasze działania.

- Czy wciąż słychać r贸żnice w szkołach narodowych? Rozmaite tradycje wykonawcze? Czy śpiew też się globalizuje i odmienności znikają?

● Przede wszystkim śpiewa się dziś coraz lepiej. Tradycja to z reguły kumulacja złych nawyk贸w. Obecne pokolenie śpiewak贸w zwraca baczniejszą niż kiedyś uwagę na podstawy wykształcenia muzycznego: na prawidłową intonację, precyzje rytmiczną, a także staranną wymowę.

- A dyrygenci?

● Nastało pokolenie wspaniałych młodych dyrygent贸w. Nie wiem, skąd ich aż tylu na świecie. Trochę jak z grzybami - są lata, gdy grzyb贸w jest w br贸d, są lata, kiedy nic w lesie nie rośnie.

- M贸wi się jednak, że dyrygenci zaczynają karierę zbyt wcześnie, że brak odpowiedniego systemu kształcenia, że nie trzeba pokonywać takiej drogi, jak Herbert von Karajan, kt贸ry debiutował na prowincji i pracował długo, nim trafił do Wiednia.

● Ludzie uwielbiają opowiadać takie bzdury, kt贸re rzadko mają cokolwiek wsp贸lnego z rzeczywistością. W każdym pokoleniu byli dyrygenci, kt贸rzy robili błyskawiczne kariery. Lorin Maazel i Zubin Mehta także byli kiedyś młodzi. Zawsze zdarzali się geniusze, a opr贸cz nich tacy, kt贸rzy wolniej wspinali się na szczyty. Skoro mowa o Karajanie: Christian Thielemann długo był jego pianistą-korepetytorem, a w końcu zrobił karierę dyrygencką. Taka droga też jest możliwa. Zawsze znajdzie się grupka ludzi, kt贸rzy będą przekonywać, że kiedyś było lepiej. Nie mam nic przeciwko temu, niech m贸wią, że trawa była kiedyś bardziej zielona.

- Czy rocznice pomagają przy układaniu programu w operze?

● Rocznice są przekleństwem, przed kt贸rym nie ma ucieczki. Trudno o głupszą metodę układania programu. Dlaczego tw贸rczość danego kompozytora miałaby zyskać na znaczeniu, gdy od jego śmierci bądź narodzin upłynie okrągła liczba lat? Czy uważa pan, że Verdi będzie mniej ważny sto jeden lat po swojej śmierci niż r贸wno sto lat po niej? W tym roku wszyscy grają Wagnera. Większość teatr贸w przygotowała obsady już dawno temu. Jeśli ktoś zachoruje, nie znajdziemy zastępstwa. W przeddzień stulecia śmierci Verdiego byłem akurat w Bolonii. Agenci rwali sobie włosy z głowy. W samych Włoszech Requiem Verdiego grano w siedemnastu miejscach. A rozchorowało się już siedmiu tenor贸w. Co oznacza, że w ojczyźnie kompozytora było zajętych aż dwudziestu czterech tenor贸w. Tymczasem na całym świecie jest tylko siedmiu czy ośmiu, kt贸rzy potrafią zaśpiewać w Requiem jak należy. Najlepsi byli w贸wczas w Wiedniu, Berlinie, Nowym Jorku, Londynie albo Paryżu. Całe szczęście, że nie musiałem przekonywać się na własne uszy, jak Requiem zabrzmiało w miastach, gdzie angażowano śpiewak贸w w ostatniej chwili. Mania obchodzenia rocznic jest przejawem braku wyobraźni.
Oczywiście, w Wiedniu przed rocznicami nie da się uciec. Przypomnę tylko, że u nas prawie rok w rok mamy w repertuarze siedem dzieł Wagnera. W tym sezonie spektakle są po prostu obciążone większym ryzykiem. Jeśli ktoś zachoruje, trudno będzie znaleźć zastępstwo. Drżę na myśl o jesieni, kiedy będziemy - jak zwykle - grać Verdiego.

- Dlaczego więc rocznice są tak popularne?

● Myślę, że nikt sobie nie zadał tego pytania. Wszyscy obchodzą rocznice, bo taki jest zwyczaj. Ma to sens w przypadku jubileuszu mało znanego kompozytora bądź gdy rocznicę czci instytucja, na przykład wiedeńskie Musikverein. W贸wczas można zwr贸cić uwagę świata na konkretne zjawisko. Obecna rocznicomania nie najlepiej świadczy o naszej inteligencji.

- Czy przykłada pan dużą wagę do wystawiania nieznanych dzieł? Czy interesują pana dawne instrumenty, rekonstruowanie dawnego świata opery?

● Przez wiele lat zajmowałem się tym w Paryżu, gdzie prowadziłem Th茅芒tre des Champs-脡lys茅es. Wystawiliśmy tam około dwustu oper barokowych. W Wiedniu r贸wnież powinniśmy się otworzyć na muzykę dawną, choć nie będzie ona nigdy podstawą naszego repertuaru, trzeba ją bowiem grać na instrumentach dawnych, z uwzględnieniem stylowych praktyk wykonawczych. Nie możemy zapraszać do nas innych zespoł贸w i w zamian posyłać w świat Wiedeńczyk贸w. Przygotowaliśmy już Alcynę H盲ndla, będzie Alcesta Glucka, po instrumenty dawne sięgamy jednak z rzadka. Wprawdzie akustyka teatru sprzyja takiej estetyce wykonawczej, ale nie jesteśmy jedyną operą w Wiedniu: Theater an der Wien specjalizuje się w takiej stylistyce i nie musimy z nim rywalizować. Chcemy tylko pokazać, że jesteśmy otwarci, że zdajemy sobie sprawę, iż opera nie zaczęła się od Wesela Figara. Nie możemy ignorować połowy historii muzyki.

- Czy transmisje operowe to dobry pomysł?

● Organizujemy je od czasu do czasu. Dla mnie to faza przejściowa. Myślę, że przyszłość zależy od połączenia telewizji z internetem.

- Gerard Mortier, dyrektor Teatro Real, powiedział mi, że transmisje to pomysł Petera Gelba, kt贸ry chce w ten spos贸b ustanowić hegemonię Metropolitan Opera. Co pan o tym sądzi? Czy MET może okazać się zagrożeniem dla Staatsoper?

● Mnie to nie przeszkadza. Widownia naszej Opery jest zapełniona niemal w stu procentach.

- Jaką rolę odgrywają dziś nagrania? Świat się przecież zmienił. Wielkie wytw贸rnie nie są już wcale wielkie.

● Nagrywa się znacznie więcej, tylko nieco inną metodą. Kiedyś wytw贸rnia musiała zebrać wszystkie elementy w całość: wynajmowano studio i nagrywano płytę, kt贸ra nie miała nic wsp贸lnego z działalnością danego teatru. Na przykład w Wiedniu nagrano z Charlesem Mackerassem opery Janaczka, kt贸rych nigdy u nas nie wystawiano. Sytuacja się zmieniła, wytw贸rnie nie dysponują już funduszami na takie produkcje. Środek ciężkości przeni贸sł się na realizację spektaklu. W Wiedniu nagraliśmy w ubiegłym roku czternaście oper. Niekt贸re nadawało radio, inne trafiły na płyty. Z pewnością w przyszłości wykorzystamy te archiwa, choćby rozpowszechniając je w internecie. Młode pokolenie nie widzi już potrzeby zapisywania muzyki na kawałku tworzywa.

- Czy ma pan sw贸j ulubiony utw贸r albo nagranie?

● Oczywiście! Co p贸ł godziny nowe! A tak poważnie, jestem wierny kilku dziełom jednocześnie. Teraz mam w głowie Parsifala, bo niedawno w Wiener Staatsoper odbył się wspaniały spektakl z Jonasem Kaufmannem w roli tytułowej.


Dominique Meyer urodził się we francuskiej Alzacji w 1955 roku, w rodzinie dyplomaty. Dzieciństwo spędził we Francji i w Niemczech. W latach 1980-1984 pracował we francuskim Ministerstwie Przemysłu, był też zaangażowany w budowę pierwszej we Francji fabryki płyt kompaktowych. W 1988 roku podjął pracę w Ministerstwie Kultury i Komunikacji, gdzie odpowiadał za film i telewizję. W latach 1989-1990 był dyrektorem Opery Paryskiej, p贸źniej przez kilka lat pełnił rozmaite funkcje ministerialne. W latach 1994-1999 dyrektor Opera Lausanne, następnie - do roku 2010 - dyrektor generalny paryskiego Th茅芒tre des Champs-Elys茅es. We wrześniu roku 2010 objął dyrekcję Wiedeńskiej Opery Państwowej.

Rozmawiał ALEKSANDER LASKOWSKI

ROK LVII • NR 15 • 21 LIPCA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 15 • 21 LIPCA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa