Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Muzyka wsp蟪czesna  Między tradycją a eksperymentem

Winrich Hopp (ur. 1961) - muzykolog i historyk filozofii, znawca muzyki Stockhausena (doktorat na Uniwersytecie we Fryburgu Bryzgowijskim). Od lat związany niemieckimi instytucjami muzycznymi, m.in. z Drezdeńskim Centrum Muzyki Wsp贸łczesnej, Instytutem Nowej Muzyki i Edukacji Muzycznej w Darmstadt oraz Akademią Ensemble Modern we Frankfurcie. W tym roku po raz si贸dmy układał program Musikfest Berlin - poświęcony między innymi tw贸rczości Witolda Lutosławskiego. O pozycji berlińskiego festiwalu na światowej scenie muzycznej, o tym, że tw贸rczość Lutosławskiego można przedstawiać w niespodziewanych dla nas kontekstach i... bez udziału Polak贸w, a także o monachijskiej Musica Viva i przyszłości muzyki wsp贸łczesnej rozmawiałam z nim przy okazji letniej wizyty w Berlinie.

Z Winrichem Hoppem rozmawia Dorota Kozińska

DOROTA KOZIŃSKA: W 2006 roku został Pan dyrektorem Musikfest Berlin - festiwalu organizowanego przez Berliner Festspiele w ścisłej wsp贸łpracy z Fundacją Filharmonii Berlińskiej. Co najbardziej r贸żni tę imprezę od innych dużych europejskich festiwali muzyki poważnej - choćby Festiwalu w Lucernie, BBC Proms, Festiwalu Beethovenowskiego w Bonn? Nie chodzi mi tylko o program, mam też na myśli szerszy kontekst społeczny i kulturowy.

WINRICH HOPP: To bardzo skomplikowane zagadnienie. Każdy z wymienionych przez panią festiwali ma własną specyfikę: myślę, że trudno je por贸wnywać. W przypadku Musikfest największą rolę odgrywa wsp贸łpraca z Filharmonią Berlińską. Staramy się tak układać programy, by słuchacze mieli okazję posłuchać utwor贸w, kt贸re nieczęsto pojawiają się w ramach regularnych sezon贸w koncertowych. Pr贸bujemy harmonijnie łączyć kanon filharmoniczny z muzyką wsp贸łczesną i dawną. Koncepcja Musikfest ogniskuje się jednak przede wszystkim wok贸ł muzyki orkiestrowej, a więc repertuaru powstającego od końca XVIII wieku. Instytucja orkiestry - w takim kształcie, w jakim znamy ją dzisiaj, czyli potężnej, sprawnej machiny do wytwarzania dźwięk贸w - wiąże się ściśle z pojęciem nowoczesności.

Co roku wprowadza Pan drobne korekty do koncepcji Musikfest, pr贸bując nadążyć za najnowszymi tendencjami na światowej scenie muzycznej. W tym sezonie nawiązał Pan do dw贸ch setnych rocznic: urodzin Lutosławskiego i Brittena. Kr贸luje jednak muzyka Europy Środkowej i Wschodniej. Nawet tw贸rczość Brittena postanowił Pan przedstawić w kontekście symfonii Szostakowicza.

- Za każdym razem staram się dokonywać zestawień niezgodnych z przyzwyczajeniami bywalc贸w filharmonii. W 2007 roku bohaterami Musikfest byli Debussy i Ives, rok p贸źniej osadziłem dorobek Stockhausena w kontekście muzyki Messiaena i Brucknera, w następnych latach Szostakowicz mierzył się z Xenakisem, Boulez - ze Strawińskim i Berio, Mahler - z Nono i Rihmem. Ubiegłoroczny festiwal był poświęcony niemal w całości muzyce amerykańskiej, począwszy od Ivesa, poprzez Gershwina aż po Adamsa. Tym razem skupiłem się przede wszystkim na Lutosławskim. Czuję się w jakimś sensie zobowiązany wobec jego muzyki. Niełatwo przedstawiać słuchaczom tw贸rczość Lutosławskiego: jest poniekąd osobna. Z początku zamierzałem ukazać ją na tle francuskiej tradycji muzycznej - spuścizny Debussy'ego i Ravela - doszedłem jednak do wniosku, że trzeba poszukać jakiegoś nowego kontekstu. Nie grywaliśmy dotąd zbyt wiele Janaczka ani Bart贸ka - myślę, że zestawienie ich dorobku z muzyką Lutosławskiego okaże się bardzo ciekawe. W utworach polskiego kompozytora można doszukać się licznych związk贸w z tw贸rczością Bart贸ka. Z kolei Janaczka z Bart贸kiem łączyły zainteresowania folklorystyczne. Z układaniem programu brittenowskiego sprawy miały się nieco inaczej: chciałem zderzyć dorobek dw贸ch tw贸rc贸w - Brittena i Szostakowicza - między kt贸rymi zadzierzgnęła się prawdziwa przyjaźń. A przy okazji dokończyć dzieła prezentacji wszystkich symfonii Szostakowicza, kt贸re rozpoczęliśmy w 2008 roku.

Wr贸ćmy do zestawienia Lutosławski/Janaczek/Bart贸k. Mimo Pańskich wyjaśnień łączące ich związki wydają mi się dość luźne. W programach koncert贸w z utworami Lutosławskiego pojawiają się także nazwiska Martinů, Ligetiego, a nawet Mahlera... Czy rozważał Pan koncepcję przedstawienia jego dorobku w kontekście polskiej muzyki wsp贸łczesnej? Być może takie rozwiązanie tym mocniej podkreśliłoby jego indywidualność tw贸rczą?

- Musikfest Berlin nie jest festiwalem muzyki wsp贸łczesnej. Układając program kolejnych imprez, robimy ukłon w stronę bliskiej słuchaczom tradycji orkiestrowej. Owszem, pr贸bujemy przesuwać granice, naszą ofertę kierujemy jednak przede wszystkim do "zwykłych" meloman贸w. Muzyka wsp贸łczesna pełni w niej rolę swoistej przyprawy. Muzyka Lutosławskiego została osadzona w kontekście, kt贸ry zainteresuje niemieckiego odbiorcę. Postawiłem sobie za cel uzmysłowić słuchaczom, że tw贸rczość Lutosławskiego - aczkolwiek odrębna - wyrasta z dobrze znanej tradycji og贸lnoeuropejskiej. Z podobnych pobudek cztery lata temu zestawiłem kompozycje Xenakisa i Szostakowicza. Niespodziewany kontekst często stawia muzykę w całkiem nowym świetle.

Spr贸bujmy więc umiejscowić muzykę Lutosławskiego w kontekście czysto historycznym. Andrzej Chłopecki przypomniał kiedyś, że prawykonanie Gruppen Stockhausena odbyło się w 1958 roku - tym samym, w kt贸rym po raz pierwszy zabrzmiała Muzyka żałobna. Rok 1976 to nie tylko czas Mi-parti, ale też III Symfonii G贸reckiego. Czasem można wręcz odnieść wrażenie, że tw贸rczość Lutosławskiego powstawała w całkowitym oderwaniu od świata zewnętrznego. To bardzo ciekawy fenomen, podnoszony przez wielu polskich muzykolog贸w. Czy muzyka Lutosławskiego zagości na stałe w programach Pańskich festiwali? Czy zamierza Pan przedstawiać ją w coraz to nowych kontekstach?

- Być może. Nie mogę udzielić jednoznacznej odpowiedzi, to zależy od mn贸stwa czynnik贸w. Wr贸ćmy do tegorocznego programu: myślę, że ma Pani rację, wskazując na brak historycznej ciągłości między dorobkiem Bart贸ka, Janaczka i Lutosławskiego, trudno jednak zaprzeczyć, że coś ich łączy. Lutosławski ma ustaloną pozycję w historii nowej muzyki - r贸wnie doniosłą, jak Sch枚nberg i Stockhausen. Wszyscy w pewnym stopniu zerwali z tradycją zastaną. Ale przecież to samo da się powiedzieć o Bart贸ku, a także o Janaczku - wystarczy podać przykład jego Mszy głagolickiej. Zestawiając akurat te nazwiska, nie zamierzałem podkreślać ciągłości tradycji. Chciałem przedstawić trzech nowator贸w w dziedzinie języka muzycznego. Trzech wybitnych indywidualist贸w z Europy Środkowo-Wschodniej.

Dlaczego przy okazji obchod贸w rocznicy Lutosławskiego nie zaprosił Pan do udziału w Musikfest wykonawc贸w z Polski? Lista nieobecnych jest długa, wspomnę więc tylko o Royal String Quartet, kt贸rego płyta z kwartetami Pendereckiego i Lutosławskiego zyskała ostatnio najwyższe uznanie światowej krytyki fonograficznej. Zbieg okoliczności czy świadomy wyb贸r z Pańskiej strony?

- Z pewnością nie to drugie! Nie można mieć wszystkiego. Wykonawcami połowy naszych koncert贸w są orkiestry mające stałą siedzibę w Berlinie. Resztę musimy podzielić między naszych gości. Wybory są trudne. Bardzo się cieszę, że udało się zaprosić londyńską Philharmonia Orchestra pod kierownictwem Esa-Pekki Salonena - zagrają III Symfonię Lutosławskiego. Na koncercie z IV Symfonią Simon Rattle odda batutę Alanowi Gilbertowi: tego samego wieczoru w wykonaniu Filharmonik贸w Berlińskich zabrzmią też utwory Bart贸ka (Drewniany książę) i Janaczka (Koncert skrzypcowy z solistą Thomasem Zehetmairem). Proszę nie zapominać, że sala Konzerhausu liczy przeszło dwa tysiące miejsc. Nie każda orkiestra zdoła przyciągnąć takie audytorium. Proponując słuchaczom ambitny program, muszę rozważyć także względy ekonomiczne.

Kt贸ry z koncert贸w tegorocznego festiwalu zasługuje Pańskim zdaniem na szczeg贸lną uwagę meloman贸w?

- Myślę, że każdy z osobna m贸głby uchodzić za gł贸wną atrakcję Musikfest. Powodem mojej największej dumy jest jednak program, z jakim wystąpi Chamber Orchestra of Europe z dyrygującym od fortepianu Pierre-Laurentem Aimardem: niezwykle zr贸żnicowany i wyrafinowany, zdolny zachwycić zar贸wno konesera, jak początkującego melomana. Na ich koncercie w Filharmonii Berlińskiej usłyszymy słynne Kontrasty Bart贸ka, trio na skrzypce, klarnet i fortepian, kt贸re zabrzmiało po raz pierwszy w 1939 roku w wykonaniu samego kompozytora, Benny'ego Goodmana i J贸zsefa Szigetiego, Concertino Janaczka, Koncert kameralny Ligetiego, prawykonany w 1970 roku w ramach Berliner Festwochen, oraz Koncert fortepianowy KV 453 Mozarta. Polecam też obydwa koncerty Filharmonik贸w Berlińskich - pod batutą Simona Rattle'a i Alana Gilberta - oraz wiecz贸r z Philharmonia Orchestra, na kt贸rym muzyka Lutosławskiego zabrzmi w sąsiedztwie utwor贸w Debussy'ego i Ravela, tak przecież ważnych dla polskiego kompozytora.

Porozmawiajmy o Pańskiej działalności na innych polach muzycznych. Od 2011 roku jest Pan dyrektorem artystycznym monachijskiego festiwalu Musica Viva. Jego założycielem, w 1945 roku, był kompozytor Karl Amadeus Hartmann, kt贸ry postawił sobie za cel przywr贸cenie świadomości słuchaczy tak zwanej Entartete Musik, muzyki "zwyrodniałej", wykluczonej z obiegu społecznego. W jakim stopniu czuje się Pan kontynuatorem idei Hartmanna?

- Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że Musica Viva nie jest festiwalem w ścisłym tego słowa znaczeniu. To raczej cykl, rozciągnięty na cały sezon, obejmujący pięć wieczor贸w orkiestrowych, dwa koncerty muzyki eksperymentalnej i dwa występy znanych zespoł贸w muzyki wsp贸łczesnej, na przykład ensemble intercontemporain albo musikFabrik. Karl Amadeus Hartmann realizował swoje przedsięwzięcie w bardzo szczeg贸lnym okresie, tuż po zakończeniu II wojny światowej. W połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku sytuacja uległa radykalnej odmianie. Miejsce muzyki wykluczonej zajęły utwory młodych kompozytor贸w, wśr贸d nich Nona i Bouleza, prezentowane jednak w szerszym kontekście. Tę rolę Musica Viva odgrywa po dziś dzień. Tw贸rczość najmłodszego pokolenia staramy się przedstawiać na tle muzyki ostatnich dwudziestu, trzydziestu lat, żeby ukazać pewną ciągłość inspiracji. Na początek skupiłem się na dorobku swoistych ojc贸w-założycieli - Bouleza i Messiaena - zestawiając go z dziełami średniego pokolenia kompozytor贸w francuskich i angielskich oraz utworami młodych kompozytor贸w z Europy Środkowo-Wschodniej. Chciałbym stworzyć platformę wymiany najnowszej myśli muzycznej, nie tracąc kontaktu ze spuścizną jej poprzednik贸w.

Kt贸ry z tych festiwali - Musikfest Berlin czy Musica Viva - odgrywa większą rolę w przygotowaniu niemieckiego słuchacza do odbioru muzyki wsp贸łczesnej?

- Wolałbym nie czynić por贸wnań. Musikfest jest imprezą bardziej reprezentacyjną, z udziałem słynnych orkiestr i prawdziwych gwiazd wykonawstwa. Magnesem dla większości meloman贸w nie jest program koncert贸w, lecz nazwiska artyst贸w. Pr贸buję wyciągnąć maksimum korzyści z tej sytuacji, powierzając gwiazdom interpretacje utwor贸w mniej znanych i rzadziej wykonywanych. Musica Viva pełni rolę trybuny muzyki wsp贸łczesnej, swoistego laboratorium, w kt贸rym mogą eksperymentować zar贸wno wykonawcy, jak kompozytorzy. W ramach Musikfest Berlin nie ma miejsca na eksperymenty - muzycy muszą się pokazać od jak najlepszej strony.

Zdaniem niekt贸rych krytyk贸w i teoretyk贸w kultury muzyka w dobie ponowoczesnej musi dotrzymać kroku postępującym procesom fragmentacji świata i depersonalizacji artysty. Co Pan o tym sądzi? Co tak naprawdę kształtuje muzykę wsp贸łczesną?

- Bardzo trudne pytanie.

Ale już ostatnie.

- Nie wiem, co przyszłość przyniesie. Wierzę w młodych kompozytor贸w i we wspaniałą tradycję, z kt贸rej wyrosła ich tw贸rczość - w muzykę Lachenmanna, Stockhausena, Rihma. Jakkolwiek potoczą się losy muzyki, będę jej towarzyszył.
DOROTA KOZIŃSKA

ROK LVII • NR 16/17 • 4 SIERPNIA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 16/17 • 4 SIERPNIA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa