Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Tajemnice Bibera

Mazovia Goes Baroque, 5-7 lipca

Mazowieckie Centrum Kultury i Program 2 Polskiego Radia znowu połączyły siły, przedstawiając w kolejnej odsłonie festiwalu "Mazovia Goes Baroque" (5-7 lipca) muzykę smyczkową p贸źnego XVII i początku XVIII wieku. Z estrady Studia Koncertowego PR im. Witolda Lutosławskiego popłynęły dźwięki utwor贸w na violę da gamba i skrzypce z basso continuo, okraszone nielicznymi, ale jakże smakowitymi utworami na szarpane instrumenty solo - teorbę i klawesyn.
Tytuł pierwszego wieczoru napawał niepokojem: "Do snu i tańca - muzyka dla Ludwika XIV". Muzyka do snu... W upalne lato wygodny fotel w klimatyzowanej sali przy zgaszonych światłach (swoją drogą, co to za maniera, że koncerty odbywają się w egipskich ciemnościach?!) zapraszał do miłej drzemki. Na szczęście pełne wigoru wykonania gambistki Hille Perl i jej partnera, lutnisty Lee Santany, dalekie były od kołysankowych monotonii.
Artyści zaczęli dość nieśmiało wykonanymi Preludium Louisa Couperina i Les Couplets Jeana de Sainte-Colombe'a, ale z minuty na minutę zaczęli grać coraz pewniej i długa suita z trzeciej księgi Pi膷ces de viole Marina Marais była już dużym sukcesem gambistki, kt贸ra na zakończenie tej części wieczoru rozśpiewała sw贸j instrument w przepysznej parze La Leclair - La Buisson Antoine'a Forqueraya.
Le Badinage z czwartej księgi Marais to utw贸r o niezwykłej fakturze - dobrą chwilę trwało, nim zorientowaliśmy się, że składa się z rozłożonych akord贸w, kt贸rych basowa podstawa tworzy linię melodyczną. Banał, ale tylko w kontekście doświadczeń muzyki p贸źniejszych wiek贸w. W czasach kompozytora musiało to brzmieć niezwykle awangardowo!
Po wirtuozowskim szaleństwie gamby w Le Labyrinthe Marais przyszła kolej na solo teorby. Lee Santana wykonał trzy fragmenty Roberta de Vis茅e mistrzowsko, pełnią barw i odcieni, bawiąc się tą pełną humoru muzyką. Następnego dnia Santana przebił tę interpretację, proponując dla odmiany trzy utwory Giovanniego Girolamo Kapsbergera: finałowe Collascione wykonane było z blues-rockowym feelingiem, całość miała charakter zupełnie spontanicznej improwizacji. Bardzo byśmy chcieli usłyszeć na "Mazovii" więcej muzyki lutniowej albo gitarowej. Robert de Vis茅e, Lodovico Roncalli, Santiago de Murzia, Gaspar Sanz, Francesco Corbetta - jest co grać.
Wiecz贸r z gambą zakończyło opracowanie Folii przez Marais, kt贸re dziś raczej nuży swoją przewidywalnością: po pierwszym takcie wzorzec jest tak oczywisty, że mając tylko ten takt można bez trudu wypisać pozostałe...
Następnego dnia gamba powr贸ciła nie tylko jako instrument grupy continuo, ale ponownie w solistycznej roli (Sonata Augustinusa Kerzingera). Gwiazdą wieczoru był jednak skrzypek Daniel Sepec. Brzmienie jego instrumentu ma aksamitną, gładką niczym jedwab barwę, pozbawioną chropowatości i przydźwięk贸w. Jego intonacja jest perfekcyjna, a świadome operowanie barwami doskonale służy wykonywanym dziełom. Sepec świetnie r贸żnicuje styl wykonawczy zgodnie ze stylem kompozytora, inaczej gra Johanna Heinricha Schmelzera, inaczej Giovanniego Antonio Pandolfiego Mealli. Przy repetycjach wprowadza zdobienia ze smakiem i umiarem, w Sonacie Bibera podkreśla wyrafinowanie harmonii i retoryczny aspekt tej muzyki. Doskonale wsp贸łpracuje z grupą continuo (Perl i Santana oraz Michael Behringer grający na klawesynie i pozytywie), potraktowaną przez wszystkich muzyk贸w bardzo kreatywnie.
Na uznanie zasługuje też popis solowy Behringera, kt贸ry ze swadą wykonał dziwaczną Toccatę VII Michelangelo Rossiego. Świetne wykonanie stanowiło ciekawy punkt dobrze skomponowanego programu, ale przyznać trzeba, że recital złożony w całości z dzieł tego tw贸rcy byłby trudny do wytrzymania. Zastosowany natomiast w roli egzotycznej przyprawy Rossi sprawdza się doskonale.
Kulminacją lipcowego festiwalu był niedzielny koncert złożony wyłącznie z Sonat r贸żańcowych Heinricha Ignaza Franza Bibera. Utw贸r ten, skomponowany prawdopodobnie w 1676 roku, pozostawał w rękopisie i nie był szczeg贸lnie popularny - kompozytora ceniono za inne dzieła. Po dwustu latach z okładem rękopis odkryto i opublikowano. Ze względu na częste i drastyczne przestrajanie strun Sonaty r贸żańcowe wzbudziły zainteresowanie historyk贸w instrumentu, ale skrzypkowie nie palili się do tego repertuaru. Na muzykologii musieliśmy wymieniać te utwory jednym tchem obok Sonat biblijnych Kuhnaua, po czym przechodziliśmy do analizy... Kuhnaua, kt贸rego jawnie ilustracyjne dzieła były wdzięczniejszym obiektem do rozważań nad muzyką programową. Biber niczego nie ilustruje, to raczej kontemplacja, czasem zrozumiała (Modlitwa Jezusa w Ogr贸jcu w formie lamentu), czasem przerażająco nieczytelna (Dźwiganie krzyża z wesolutkim kurancikiem z wariacjami). Rzadkie elementy dźwiękonaśladowcze ("wbijanie gwoździ" w Ukrzyżowaniu) były wykorzystane przez kompozytora w innych kompozycjach, gdzie oddawały zgoła inne dźwięki, w tym przypadku bitwę chrześcijan z Turkami. Kontekst liturgiczny jest z kolei niejasny i na ten temat też nie da się napisać pracy magisterskiej. Na kolejnych dziewięćdziesiąt lat zapadła cisza.
Na przełomie naszych stuleci marketing kultury wysokiej nauczył się wykorzystywać okrągłe rocznice dla finansowania efektownych przedsięwzięć - przedtem z trudem udawało się wykonać jakąś okolicznościową kompozycję i wmurować tablicę pamiątkową, teraz nagrywa się opera omnia, konstruuje się cykle koncertowe, wydaje partytury i książki. Zyskał na tym Biber, i w latach 1994 i 2004 zaczęto na wyprz贸dki nagrywać Sonaty r贸żańcowe, kompletnych nagrań jest już bez liku. Nagrał je także Daniel Sepec ze swym continuo, bez okazji, ale za rok będzie jak znalazł. W czasach, gdy Kaprysy Paganiniego i Sonaty i partity Bacha są repertuarem standardowym, nie zaś szczytem zdobywanym jedynie z rzadka i przez największych, skrzypkowie potrzebowali nowych wyzwań i sportowy aspekt muzyki Bibera jest bez wątpienia pociągający.
Nie znaczy to, że Sonat tych nie warto grać - warto, zwłaszcza jeśli robi się to tak jak Sepec i towarzyszący mu muzycy! Aby nie mocować się z przestrajaniem strun, artysta przywi贸zł do Warszawy... ośmioro skrzypiec. Poszczeg贸lne scordatury dają inne rezonanse i barwy, a także nowe możliwości prowadzenia głos贸w - to r贸wnież był ewidentnie punkt wyjścia do dyspozycji continuo. W pewnym momencie zapanowała opinia, że kontemplacyjny charakter tych utwor贸w powinien być oddany przez skromną obsadę - tylko klawesyn. Sepec ma pomysł inny i lepszy: bogate instrumentarium daje nieskończone możliwości kolorystyczne i dynamiczne, dobrze oddaje zmiany afektu przez zmianę obsady continuo w poszczeg贸lnych sonatach a nawet częściach. Kulminacją wyrazową były skrzypcowe pizzicata z towarzyszeniem jedynie teorby (zn贸w Lee Santana zaczarował swoją grą pełną autentycznego przeżycia).
Bis był tylko jeden i najwłaściwiej dobrany: słynna Passacaglia na skrzypce solo Bibera, zamykająca cykl. Zagrana przez Daniela Sepeca na skrzypcach o standardowym stroju, stała się przeżyciem niezapomnianym. Nikt nie śmiał oddychać, by nie uronić najmniejszego szczeg贸łu. Znakomite zakończenie niezwykłego wieczoru.
KRZYSZTOF KOMARNICKI

ROK LVII • NR 16/17 • 4 SIERPNIA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 16/17 • 4 SIERPNIA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa