Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  Udało mi się opanować tremę!

Rozmowa z Oskarem Jeziorem, zwycięzcą I Niemieckiego Konkursu Pianistycznego Muzyki Polskiej

W Hamburgu od 2 do 5 lipca trwał I Niemiecki Konkurs Pianistyczny Muzyki Polskiej (1. Deutscher Klavierwettbewerb Polnischer Musik). Był wsp贸lną inicjatywą Hochschule f眉r Musik und Theater oraz Konsulatu Generalnego RP w Hamburgu, a także Towarzystwa im. Teodora Leszetyckiego w Warszawie. Wystartowało w nim osiemnaścioro pianist贸w z pięciu p贸łnocnoniemieckich uczelni muzycznych - Hamburga, Hanoweru, Rostoku, Bremy i Lubeki. Co ciekawe, w tym gronie znalazł się tylko jeden reprezentant Niemiec. Najliczniejszą grupę stanowili muzycy z Korei Południowej (5 os贸b), Rosji (4 osoby), Ukrainy (3 osoby) i po jednym z Hiszpanii, Japonii, Chin, Niemiec, Bułgarii i Polski.

Agnieszka Lewandowska-Kąkol: W jednym z wywiad贸w powiedział Pan, że nie odpowiada Panu atmosfera rywalizacji, a mimo to bierze Pan udział w rozmaitych konkursach...

Oskar Jezior: Trudno jest teraz zwr贸cić na siebie uwagę nie biorąc udziału w konkursach. Jest ich jednak tyle, że nawet pierwsza nagroda na wielkim konkursie nie gwarantuje kariery. Otrzymałem sporo nagr贸d na międzynarodowych, ważnych konkursach - i nic mi to nie dało. Za kilka tygodni jadę na konkurs pianistyczny w Cleveland. Postanowiłem, że to będzie ostatni m贸j konkurs.

聲 Konkurs贸w muzycznych jest rzeczywiście mn贸stwo , a mimo to wciąż organizuje się nowe. Czy uważa Pan, że to ma sens?

- To zdecydowanie sensu nie ma i tracą na tym wszyscy. Uczestnicy, gdyż są ofiarami korupcji lub niekompetencji juror贸w, kt贸rzy często rozmaitymi metodami, nie mającymi wiele wsp贸lnego ze sprawiedliwością, walczą o to, aby ich studenci wygrywali, tracą r贸wnież słuchacze, kt贸rzy por贸wnywaniem r贸żnych wykonań wprowadzają element sportowy do konkursu, zamiast po prostu posłuchać pięknej muzyki. Zarabiają na tym przede wszystkim organizatorzy. Nie tylko pod względem finansowym, ale r贸wnież budowaniem prestiżu...

聲 Jest Pan zwycięzcą Niemieckiego Konkursu Pianistycznego Muzyki Polskiej w Hamburgu, konkursu, kt贸ry w lipcu tego roku odbył się po raz pierwszy. Jaki jest cel tej imprezy? W samym jej tytule dziwi pewna sprzeczność: niemiecki konkurs muzyki polskiej?

- Jest to konkurs, kt贸ry ma promować polską muzykę fortepianową, zwłaszcza tych kompozytor贸w, kt贸rzy znaleźli się w cieniu Chopina i przez to zostali zapomniani. Myślę tu o J贸zefie Hofmanie, Grażynie Bacewicz, a nawet Karolu Szymanowskim. Konkurs jest "niemiecki" ponieważ odbył się na terenie Niemiec, w tamtejszych wyższych szkołach. To było wydarzenie zorganizowane jakby specjalnie dla mnie i byłem może nawet trochę predestynowany do wyr贸żnienia się w nim, bowiem mam obywatelstwo polskie i niemieckie.

聲 Czy opr贸cz Pana w konkursie uczestniczyli wyłącznie pianiści niemieccy?

- Ależ skąd, w niemieckich uczelniach studiuje młodzież z całego świata. W tym konkursie brali więc udział Rosjanie, Koreańczycy, Chińczycy... I to jest duży jego sukces, bo musieli się oni nauczyć utwor贸w bardzo rzadko grywanych poza Polską, jak Preludia Szymanowskiego, II Sonata Bacewicz kr贸tkie kompozycje Paderewskiego.

聲 Muzyka Fryderyka Chopina sprawiła, że zaczął Pan grać na fortepianie, choć przedtem grał Pan na skrzypcach. To rzadkie, bo niezwykle trudne - nie zdecydował się Pan na jeden instrument, ale r贸wnolegle uprawia obydwie te dziedziny. A to wszystko przez Chopina...

- Rzeczywiście tak było. Jako dziecko kochałem muzykę Chopina i nagle, kiedy dorastałem, zupełnie przestałem się nią interesować i już od kilku lat... wcale jej nie gram! Jest to kompozytor absolutnie genialny, chyba nie ma większego mistrza melodii w całej historii muzyki. W pewnym momencie zauważyłem jednak, że oczekuję od muzyki czegoś innego: polifonii oraz dużych struktur architektonicznych, muzyka Chopina zaś nie jest najlepsza pod tym względem.

聲 Wypowiadał się Pan r贸wnież poprzez własne utwory, choć nigdy nie studiował Pan kompozycji. Czy nadal poświęca jej Pan czas?

- Już od dłuższego czasu nie komponuję muzyki "poważnej". Doszedłem do wniosku, że nie mam w tej dziedzinie niczego nowego do powiedzenia. Jest wielu kompozytor贸w, kt贸rzy powtarzają to, co już było i nie są w stanie wymyślić czegoś własnego - nie chciałem do nich dołączyć. Od czasu do czasu komponuję muzykę filmową, do film贸w dokumentalnych. Napisałem na przykład muzykę do filmu o Wandzie Wiłkomirskiej Ja wam to zagram. Dwa lata temu skomponowałem muzykę do filmu dokumentalnego o Idzie Haendel Wiem skąd jestem. Niestety TVP wzbrania się przed jego emisją, nie wiadomo dlaczego. Film ten został już pokazany na wielu prestiżowych festiwalach filmowych i zdobywał tam nagrody...

聲 Studiował Pan w trzech uczelniach muzycznych: Hochschule f眉r K眉nste w Bremie, gdzie był Pan w historii uczelni najmłodszym, bo piętnastoletnim studentem, w Hochschule f眉r Musik und Theater w Hanowerze i w Juilliard School w Nowym Jorku. Jakby scharakteryzował Pan pokr贸tce te szkoły i styl pracy w nich?

- Szkoła w Bremie ma bardzo niski poziom we wszystkich dziedzinach - jeśli od czasu do czasu zdarzy się tam dobry student, to nie może liczyć na jakiekolwiek wsparcie ze strony uczelni. Taka jest gorzka prawda, rzadko ujawniana. Szkoła w Hanowerze słusznie ma światową renomę: zar贸wno wykładowcy, jak studenci są tam znakomici, ale atmosfera pracy jest zbyt napięta, nerwowa, stresująca. Przy tylu znakomitościach trudno się wybić. Poziom artystyczny student贸w Juilliard School jest prawie r贸wnie wysoki jak tych z Hanoweru. Byłem jednak trochę rozczarowany poziomem wykładowc贸w akademickich. Może wybrałem nie te wykłady... Jest to instytut edukacji artystycznej, ale o dosyć ograniczonych horyzontach myślowych. Mało starają się tam pobudzać student贸w do kreatywnego myślenia i nie przywiązują wagi do przygotowania ich do życia zawodowego, w kt贸re wejdą po ukończeniu szkoły. Jest to uczelnia, kt贸ra żyje gł贸wnie z tego, że w przeszłości miała niezliczone rzesze student贸w, kt贸rzy stali się słynni, odnieśli sukces, dzisiaj zaś mało energii inwestuje we wspieranie student贸w aktualnych.

聲 Uczelnie uczelniami, ale chyba nadal dla każdego artysty niezwykle istotne są kontakty z mistrzami w konkretnej dziedzinie. Gdyby miał Pan wybrać najważniejszego dla Pana mistrza w zakresie wiolinistyki i pianistyki to byliby to...

- Miałem wielki zaszczyt, że mogłem wsp贸łpracować z Wandą Wiłkomirską. Nie tylko jako jej muzyczny partner na koncertach, ale r贸wnież jako uczeń na wielu kursach mistrzowskich oraz lekcjach prywatnych. Jest to moja ulubiona skrzypaczka, miała na mnie wielki wpływ - co ciekawe, nawet na moją grę na fortepianie. Jeżeli chodzi o pianist贸w... to zazdroszczę tym, kt贸rzy mieli okazje uczyć się u Alfreda Cortot. Jego styl muzykowania to sztuka z innej epoki, epoki kt贸ra już nigdy nie powr贸ci. Szkoda, bo wydaje mi się, że w naszych czasach technokracji muzycznej wielu pianistom przydałaby się swoboda i spontaniczna fantazja takich muzyk贸w, jak Cortot, Friedman, Rosenthal...

聲 Chyba przede wszystkim ufa Pan jednak sobie, o czym świadczy stwierdzenie: "Nie pracuję nad interpretacją utwor贸w, ale czekam, aż interpretacja sama się wydestyluje".

- W dosyć młodym wieku doszedłem do wniosku, że artysta nie powinien na sobie niczego wymuszać. Proces tworzenia interpretacji powinien być naturalny, powinna się ona utworzyć sama, prawie jak w stanie "zen". Jeżeli zamiar jest zbyt oczywisty i wymuszony, interpretacja staje się oświadczeniem akademickim, a przecież powinna być wyrazem artystycznym.

聲 Gdy rozmawialiśmy sześć lat temu, skarżył się Pan, że na solowych występach ma Pan dużą tremę i nie może znaleźć sposobu na jej opanowanie. Czy coś zmieniło się pod tym względem?

- Udało mi się opanować tremę. Mnie samego to dziwi, ponieważ wiem od wielu muzyk贸w - nawet takich, kt贸rzy od kilkudziesięciu lat grają na estradzie i osiągają wielkie sukcesy - że prawie nikomu nie udaje się opanować strachu przed występami publicznymi. A mnie się udało! Ważny jest spos贸b ćwiczenia. Jeżeli ćwicząc wyobrażam sobie atmosferę, jaka panuje podczas koncertu, to w czasie właściwego występu trema znika. Trzeba "wyćwiczyć" panowanie nad nerwami. Tę bezcenną radę dał mi m贸j były profesor - Matti Raekallio z Juilliard School.

聲 Gdy miał Pan lat trzynaście, całe swoje oszczędności wydał Pan na kolekcję dzieł i notatnik贸w Friedricha Nietzschego. Czy nadal ulega Pan pozamuzycznym fascynacjom?

- Bardzo interesuję się kinem, uwielbiam filmy włoskie, francuskie, japońskie. W przeciwieństwie do czytania książek, co zabiera dużo czasu, film można obejrzeć w dwie godziny. Jest zatem szansa, by w ciągu całego życia zobaczyć ich mn贸stwo. Interesuję się r贸wnież kulturą azjatycką, zwłaszcza chińską i językiem chińskim. Moja dziewczyna jest Chinką, chciałbym przeprowadzić się do jej kraju.
AGNIESZKA LEWANDOWSKA-KĄKOL

ROK LVII • NR 16/17 • 4 SIERPNIA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 16/17 • 4 SIERPNIA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa