Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Muzyka wsp蟪czesna  Nie ma lekko

Rozmowa z Jakubem Waszczeniukiem, pierwszym trębaczem orkiestry Sinfonia Varsovia

MACIEJ ŁUKASZ GOŁĘBIOWSKI: - Kilka lat temu na łamach "Ruchu Muzycznego" ukazała się recenzja z serii koncert贸w na jubileusz Sinfonii Varsovii, kt贸rej tytuł - Waszczeniuk i inni - wywołał w orkiestrze poruszenie. Jak to skomentujesz?

JAKUB WASZCZENIUK: - Najpierw rozniosła się wieść o artykule, a potem ktoś wydrukował tekst i powiesił w gablocie - nie było więc osoby, kt贸ra by nie przeczytała przynajmniej tytułu. Sinfonia Varsovia to orkiestra, w kt贸rej są ludzie z r贸żnych pokoleń i z r贸żnym podejściem do siebie, do koleg贸w, w og贸le do życia. Ja należę do młodszej części zespołu, a do tego mam zawsze własne zdanie, kt贸rego nie boję się wypowiadać. Nie staram się o niczyje względy. Gdy po serii koncert贸w, na kt贸rych grało wielu muzyk贸w z orkiestry, ukazała się recenzja już w tytule spychająca ich niejako na drugi plan, niekoniecznie musieli być zadowoleni. Okazało się, że trębacz też może zostać zauważony i doceniony.

● Jak trafiłeś do tego zespołu?

- Z ogłoszenia. Przedtem nie miałem większych doświadczeń w graniu w orkiestrach symfonicznych; uczestniczyłem jedynie w polsko-niemieckim projekcie Pomerania, kt贸rego zjazdy odbywały się dwa razy w roku. Grałem też oczywiście na studiach, ale profesjonalnego i dłuższego stażu orkiestrowego nie miałem. Nam贸wiony przez profesora, pojechałem jednak do Warszawy: chciałem dobrze zagrać i ewentualnie być potem doangażowywany. Tymczasem zaproponowano mi etat solisty. Trudno było nie skorzystać.

Nie wszyscy mają tyle szczęścia i talentu. Jak oceniasz poziom polskiej trąbki?

- Generalnie poziom jest wyższy niż jeszcze kilka lat temu, mimo że okoliczności nadal nie są zbyt sprzyjające. Na naszych uczelniach często można spotkać wykładowc贸w, kt贸rzy najlepsze lata mają już za sobą, albo takich, kt贸rzy choć nigdy nie mieli dobrych wynik贸w, wciąż mają ciepłe posady. W Szwajcarii, gdy na uczelni pracował altowiolista, do kt贸rego zgłaszało się 5, 6 kandydat贸w rocznie, władze szybko go zwolniły, zatrudniając muzyka z Filharmonik贸w Berlińskich - do niego zgłaszało się już dwustu kandydat贸w. W Polsce nikt nie wyciąga takich wniosk贸w. Lepiej zatrudnić kogoś bardziej wygodnego, niż ryzykować wprowadzanie zmian i nowych pomysł贸w, kt贸re wymagają zaangażowania i psują ustalony porządek. Obracając się w tym światku, można odnieść wrażenie, że gra ma znaczenie najmniejsze. Najważniejsze jest to, jak wyglądasz, jak się ubierasz i czy nie sprawiasz kłopotu innym. Znakomity młody waltornista został zwolniony z Akademii za to, że nie przychodził na zajęcia wizytujące do swego nowo mianowanego profesora. Konflikt pomysł贸w dydaktycznych okazał się wystarczającym powodem dla takiej decyzji uczelni. Teraz bez kłopotu znajduje pracę za granicą, prowadząc kursy mistrzowskie.

● Jednym ze sposob贸w, by zaistnieć jako artysta, są konkursy muzyczne. Co o nich sądzisz?

- Konkursy są ważne jako miejsce spotkań, wymiany pogląd贸w i nawiązywania znajomości prywatnych i zawodowych. Jeśli chodzi o ich znaczenie w karierze, a przede wszystkim o miarodajność wynik贸w - mam sporo zastrzeżeń. Skoro od wielu lat wszystkie odbywające się na Śląsku imprezy wygrywają wyłącznie miejscowi muzycy, to przecież nie dlatego, że tylko tam kształci się dobrych trębaczy. Komisje konkursowe składają się często z tych samych ludzi, kt贸rzy się znają i wiedzą, kto jest czyim uczniem. Oceny nie są takie, jak poziom gry danego uczestnika, tylko wynikają z wewnętrznych układ贸w. Jeśli nie można już naprawdę zaprzeczyć, że ktoś z zewnątrz zagrał najlepiej, zmienia się nagle regulamin i ustanawia, kosztem wszystkich laureat贸w, nową nagrodę tylko po to, by uhonorować nią kt贸regoś z miejscowych uczestnik贸w. Cel uświęca środki. Wyniki z konkurs贸w są wszak brane pod uwagę przy ubieganiu się o stypendia oraz przy przewodach naukowych pedagog贸w.

● Można to zmienić?

- Pojawił się już pomysł stworzenia konkursu, na kt贸ry do jury zostaną zaproszeni wybitni muzycy orkiestrowi i soliści z innych kraj贸w. Takie grono ekspert贸w będzie oceniać faktyczny poziom startujących. Na razie jest to jednak pomysł raczkujący i nie chcę podawać więcej szczeg贸ł贸w. Pomysłem na zmianę sytuacji na wyższych uczelniach jest natomiast z pewnością model wprowadzony w Budapeszcie. Powstała tam jakiś czas temu prywatna akademia muzyczna, konkurencyjna wobec państwowej. Okazało się niebawem, że poziom wzr贸sł, że wykładowcy zaczęli się bardziej przykładać, że rynek sam wymusił zmiany.

● Co zatem można jeszcze robić, żeby grać, rozwijać się i oczywiście zarabiać?

- Dla mnie takim sposobem jest granie muzyki rozrywkowej. Wiem, że nie zawsze jest to dobrze widziane, ale uważam, iż zarzuty, jakie pewni wykładowcy pr贸bują stawiać studentom za granie rozrywkowych zleceń to bzdura i argument dyżurny. Najłatwiej komuś zarzucić, że coś zagrał nie tak, jak powinien, bo dwa dni przedtem miał koncert z big bandem. M贸wi się, że to psuje dźwięk, ale jakoś nie zauważyłem, żeby m贸j się od tego pogorszył. To trochę inne granie, ale war-
sztat jest ten sam. Niezaprzeczalną zaletą jest natomiast zupełnie r贸żne środowisko pracy. Tam wszyscy traktują się po partnersku. Potrafią docenić, że coś się zagrało świetnie i przymknąć oko, gdy komuś nie wyszło. Dzięki temu gra jest po prostu odstresowująca. Niestety obecnie nie ma w Polsce ani jednej etatowej orkiestry rozrywkowej, trzeba więc polegać wyłącznie na jednorazowych zleceniach.

● Niedawno powstała zupełnie nowa organizacja, mająca reprezentować interesy krajowych muzyk贸w orkiestrowych. Jakie są oczekiwania względem tego projektu?

- Wszyscy mamy nadzieję, że taki związek pomoże w wyjaśnianiu wielu spraw administracyjnych związanych z pracą muzyka. Dzięki temu, że jest to instytucja niezależna i zewnętrzna, jej przedstawicielom łatwiej będzie pertraktować w sporach między muzykami danej orkiestry a jej dyrekcją. W grę wchodzą sprawy rozmaite - od układ贸w zbiorowych, zawieranych um贸w, urlop贸w, świadczeń socjalnych, aż po czas pracy, opiekę zdrowotną lub wynagrodzenia. Do tej pory polscy muzycy orkiestrowi nie byli przez nikogo właściwie reprezentowani. Stare instytucje zajmują się przede wszystkim sobą, nie zaś statutowymi celami. Przykładem ich opieszałości niech będzie ustawa o odebraniu nam 50% koszt贸w uzyskania. Nie słyszałem, by SPAM lub STOART zajęły jakiekolwiek stanowisko w tej sprawie. Muzycy zorganizowali się sami, a na fali tej solidarności powstał pomysł powołania związku. Formalnie instytucja zaczęła działać 30 kwietnia tego roku pod nazwą Związek Zawodowy Polskich Artyst贸w Muzyk贸w Orkiestrowych. Powołali go członkowie osiemnastu orkiestr, m.in. Sinfonii Varsovii, NOSPR-u, Filharmonii Narodowej, Opery Narodowej, Filharmonii Ł贸dzkiej i Filharmonii Opolskiej.

Sam wiesz najlepiej, że będąc muzykiem, trzeba nie tylko umieć grać, ale też czasem walczyć o swoje w sądach. Masz z tym już niemałe doświadczenie...

- Pierwsza historia wiele lat temu dotyczyła hejnału Gorzowa Wielkopolskiego. Miasto rozpisało konkurs, powstał utw贸r, kt贸ry postanowiono nagrać na trąbce i wydać na płycie dołączanej do lokalnego wydania "Gazety Wyborczej". Byłem jeszcze w liceum, gdy zwr贸cono się do mnie z propozycją zagrania tego utworu. Zgodziłem się to zrobić za darmo, zakładając, że płyta z moim nazwiskiem będzie formą promocji. Jakiś czas potem, przechodząc koło ratusza w południe, usłyszałem z głośnik贸w siebie grającego hejnał. Na to się nigdy nie zgadzałem. Nie wiedziałem jednak długo, co zrobić i taka sytuacja trwała jakieś dwa lata. Wreszcie zleciłem nagranie materiału wideo i z tym dowodem zażądałem honorarium od władz miasta. Długo mnie ignorowano i dopiero sprawa założona w sądzie zmusiła władze do wyjścia z propozycją ugody.

Procesowałeś się też z jednym z fonograficznych gigant贸w - EMI. Dlaczego?

- Jakiś czas byłem członkiem zespołu grającego muzykę funky - The Crackers. Nagrałem z nimi materiał na płytę, kt贸rą początkowo chcieli wydawać sami. Potem okazało się, że zrobi to EMI. Koncern podpisał umowę z wszystkimi muzykami poza mną. Zwracałem im uwagę, że moją trąbkę tam słychać, a nazwisko widnieje na okładce, ale to nie poskutkowało. Założyłem sprawę w sądzie i wtedy się zaczęło. Ich prawnik pr贸bował udowodnić, że to nie ja grałem. Następnie, że nawet jeśli grałem, to nie było to wykonanie artystyczne, a tylko takiego dotyczy ustawa. Sąd powołał biegłego, kt贸ry miał określić średnią stawkę wypłacaną muzykowi zespołu funkowego za nagranie jednego utworu. Pani z Politechniki Lubelskiej zrobiła to w spos贸b najprostszy z możliwych i nieprzystający do rzeczywistości: dzieląc budżet płyty przez liczbę utwor贸w i muzyk贸w. Sprawa ciągnęła się trzy długie lata i wymagała około dziesięciu wizyt w sądzie. Po wyroku EMI złożyło apelację, ale sąd drugiej instancji podtrzymał korzystny dla mnie wyrok, choć obniżył nieco kwotę zaległego honorarium. To wszystko udowodniło, że w naszym kraju respektowanie prawa autorskiego i praw pokrewnych jest nadal w powijakach. Teoretycznie są instrumenty prawne, lecz niewiele os贸b umie z nich skutecznie korzystać, sądy zaś boją się wyrokować. Gdyby nie pomoc prawnika, nigdy bym sobie nie poradził. Nie dziwię się, że koleżanki i koledzy często rezygnują. Niesłusznie.
MACIEJ ŁUKASZ GOŁĘBIOWSKI

ROK LVII • NR 18 • 1 WRZEŚNIA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 18 • 1 WRZEŚNIA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

Komentarze

....i wysz艂o po polsku ( Cichor S艂awomir wyslano 2013-09-10 godz. 21:40 )  

 

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa