Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Opera  Zmaza przeszłości

Holender tułacz w ubiegłorocznej inscenizacji Jana Philippa Glogera, otwierający festiwal w Bayreuth w 2013 roku, wydaje się najmniej kontrowersyjną propozycją organizator贸w w ostatnich sezonach. Świadczą o tym reakcje publiczności, kt贸ra przyjęła spektakl tradycyjnym buczeniem, tym razem jednak dość niemrawym i z pewnością niezasłużonym. Przedstawienie Glogera, uważnie oglądane i analizowane, porusza konsekwencją, umiejętnością przełożenia narracji na język nowoczesnego teatru, uwolnienia jej od tego, co drugorzędne, związane z konwencją epoki bądź realiami opowieści, a także poprowadzenia akcji dramatycznej i działań bohater贸w, nawet pozornie nieistotnych, w spos贸b bez reszty podporządkowany brzmieniu muzyki.
Gloger przekonuje, że nie potrzeba morza, statk贸w, sztormu ani skał, z kt贸rych rzuci się Senta, by oddać przesłanie tej opowieści - to wszystko jest przecież zawarte w samej muzyce Wagnera. Paradoksalnie, Gloger najbardziej ograniczył przestrzeń I aktu, nawet ch贸ry umieszczając za sceną, za metalową konstrukcją, na kt贸rej wyświetlają się ciągi liczb, niczym w maszynie liczącej. Statek Dalanda (Franz-Josef Selig) to malutka ł贸dka, gdzie opr贸cz niego mieści się tylko Sternik (Benjamin Bruns). Już od pierwszych takt贸w uwertury wiadomo, że to tylko cytat z oryginału, ujęty w cudzysł贸w, prowokujący i drażniący zarazem. Daland jest ubrany w dobry garnitur, ma okulary w złotej oprawie - to człowiek interesu, kt贸ry gdzieś w świecie pilnuje swoich spraw. Czujemy do niego sympatię, choć z miejsca dostrzegamy jego mieszczańską śmieszność. Holender (Samuel Youn) zjawia się po prostu jako podr贸żnik, z walizką na k贸łkach - jak się szybko okaże, pełną pieniędzy - jeżdżący od miasta do miasta, od hotelu do hotelu, od jednej kobiety do drugiej, nigdzie nie zagrzewając miejsca. Fizyczność Holendra ma sugerować jego obcość, odmienność - acz jest nie do końca jasne, czy odrażające plamy na jego głowie są tylko skutkiem jakiejś dermatozy.
W II akcie groteskowość świata przedstawionego jeszcze się potęguje. Dziewczęta wcale nie przędą z myślą o tych, co na morzu. Są zadowolonymi z siebie, uśmiechniętymi pracownicami fabryki wentylator贸w (no c贸ż, skoro S眉dwind wieje...), niezainteresowanymi jakąkolwiek romantycznością. Ich pracy dogląda dystyngowana Mary (Christa Ludwig), kt贸rej trudno się dziwić, że nie chce po raz kolejny powt贸rzyć opowieści o nieszczęsnym tułaczu. Eryk (Tomislav Mu聻ek) wykonuje pożyteczną pracę konserwatora i widać, że daleko mu do świata ukochanej. Dlatego wszyscy lekceważą jego wieszczy sen. Wreszcie Senta (Ricarda Merbeth) i trzymany przez nią wizerunek tułacza - nadpalona figura czy też rzeźba, z kt贸rej wciąż schodzi farba, skoro w czasie ballady po tylnej ścianie sceny spływają ciemne strugi, dopełniając grozy opowieści? Senta jest coraz bardziej opętana wyobrażeniem swojego bohatera - czarne ślady figury odciskają się jej na rękach, zapowiadając emocje, kt贸re ujawnią się w jej duecie z Holendrem. Obecność i opozycja dw贸ch świat贸w - "burżuazyjnego", praktycznego, uporządkowanego, stabilnego, oraz "romantycznego", naznaczonego tajemnicą przeszłości, kt贸rej nawet nie pr贸buje się zasugerować ani rozjaśnić - jest bardzo wyraźna. Ważne, że ten pierwszy świat wcale nie jest opresyjny, zły, może tylko czasem śmieszny, jak zachowanie Dalanda wprowadzającego do domu narzeczonego dla c贸rki, kt贸ry właśnie zaproponował mu interes życia. Z kolei 贸w drugi świat, Holendra i Senty, nie ma nic z pseudoromantycznej gorączki, przez co chyba łatwiej nam uwierzyć, że pragnienie ofiary, odkupienia i miłosnego zjednoczenia ma głębokie, choć tajemnicze podłoże, że nie wynika jedynie z kaprysu wyobraźni dziewczyny, opętanej wielokrotnie słyszaną historią.
W inscenizacji Glogera najtrudniej znaleźć wytłumaczenie, dlaczego Holender jest przekonany o zdradzie Senty. Być może jego dotychczasowe doświadczenia (sygnalizowane w I akcie przez postać pięknej kurtyzany) pozbawiły go zaufania do wszystkich kobiet. Ofiara, a właściwie samob贸jstwo Senty, prowadzi oczywiście do apoteozy, dość jednak podejrzanej, przewrotnej, dokonującej się bowiem dzięki ruinie świata Dalanda, a zarazem - w aspekcie czysto dramatycznym - nie całkiem serio: na wzniesieniu z kartonowych pudeł. Koncepcja postaci, jaką proponuje nam reżyser, jest wszakże na tyle konsekwentna, że widz wierzy temu, co słyszy, nie zaś "podejrzanemu" obrazowi scenicznemu.
To jeszcze nie wszystko. Kurtyna nieoczekiwanie się rozsuwa i oto widzimy, jak świat Dalanda wraca do normalnego, radosnego i pracowitego rytmu. Tylko że tym razem zamiast wentylator贸w dziewczęta pakują do karton贸w nowy produkt - figurki nieszczęsnych kochank贸w. Oto interes życia, kt贸ry zrobił Daland dzięki spotkaniu z wędrowcem.
Pod względem muzycznym przedstawienie jest po prostu zachwycające. Precyzyjnie dyrygowane przez Christiana Thielemanna, z doskonale brzmiącą orkiestrą i ch贸rem, z obsadą marzeń, złożoną ze śpiewak贸w bezbłędnie dobranych, świetnie rozumiejących interpretację dyrygenta i sens inscenizacji: wyważonej, inteligentnej, niekiedy ironicznej, groteskowej nawet, uzmysławiającej siłę ludzkich marzeń i wyobraźni. Niekoniecznie jednak przekonującej do tak ważnej dla Wagnera idei odkupienia za pośrednictwem ofiary złożonej przez kobietę.


Richard Wagner Der fliegende Holl盲nder. Kierownictwo muzyczne: Christian Thielemann, reżyseria: Jan Philipp Gloger, scenografia: Christof Hetzer, kostiumy: Karin Jud. Bayreuther Festspiele, sześć przedstawień w czasie od 26 lipca do 24 sierpnia 2013.

PIOTR URBAŃSKI

ROK LVII • NR 19 • 15 WRZEŚNIA 2013

Mysz w Ruchu


ROK LVII • NR 19 • 15 WRZEŚNIA 2013


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa