Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Historia  Chopin 'przywiedziony do potęgi czternastoletniej pensjonarki'

Wiersz J贸zefa Bohdana Zaleskiego (1802-1886), kt贸rego fragmenty bywają cytowane w pracach chopinologicznych, odkrywa swoją astralną tajemnicę dopiero kiedy czytamy cały utw贸r. Tajemnica dotyczy okresu, w kt贸rym ten utw贸r powstał, a tę kwestię rozstrzygano dotąd albo całkowicie błędnie, albo niezbyt dociekliwie i niedokładnie. W Korespondencji Fryderyka Chopina z rodziną stwierdzono w przypisie, że Stefan Witwicki "zaprzyjaźniony był z Chopinem, Bohdanem Zaleskim i Maurycym Mochnackim jeszcze w okresie warszawskim. Z t e g o t o c z a s u [podkr.. HFN] pochodzi wiersz Zaleskiego, kt贸rego dwie ostatnie strofki są następujące:

Stefanie, serce mdleje...
Warszawscy dwaj muzycy,
Tych nocy czarodzieje
C h o p i n e k i Maurycy...

Byłyć to sławne gody!
Muzycy i wieszczowie
Od zdroju żywej wody
Ku Polsce wiali zdrowie!"1

Zgoła inaczej czas powstania cytowanego wiersza przedstawił Franciszek German w szkicu Zofia i J贸zef Bohdan Zalescy a Fryderyk Chopin. Autor stwierdził: "Jeszcze po wielu latach będzie Zaleski wracał myślą, sercem i słowem pisanym do szczęśliwych lat warszawskich oddając klimat i atmosferę tamtych czas贸w
w rzewnym i długim wierszu 扭Zaduma i nocturno (Ku czci śp. Stefanowi Witwickiemu)钮". Następnie autor przytoczył trzy strofki wiersza, dodając przed wyżej cytowanymi czterowiersz:

Wspominasz bodaj noce,
Gdy na Powiślu sami,
Bywało, tam w pomroce
Polujem za pieśniami.2

  J脫ZEF BOHDAN ZALESKI  
  J脫ZEF BOHDAN ZALESKI  
Przytoczona przez F. Germana przy tytule wiersza dedykacja - "Zaduma i nocturno (Ku czci śp. Stefanowi Witwickiemu)" - może wskazywać, że wiersz powstał już po śmierci Stefana Witwickiego, czyli po 1847 roku. A jednocześnie, czytając cytowane przez autora trzy strofki wiersza, odnosimy wrażenie, iż Zaleski wiedzie poetycki dyskurs w obecności Witwickiego, przypominając mu dawne warszawskie czasy! Strofy te zawierają zwroty bezpośrednio skierowane przez poetę do przyjaciela ("Wspominasz bodaj noce...", "Stefanie, serce mdleje..."), a to, wbrew dedykacji, stwarza wrażenie, iż Stefan Witwicki bierze udział w rozmowie, jest słuchaczem i adresatem poetyckich wspomnień i refleksji Zaleskiego. Czyżby wiersz został napisany jeszcze za życia "Stefana", zaś poeta poświęcił go "Ku czci śp." Przyjaciela dopiero po jego śmierci, kiedy przygotowywał "wydanie zbiorowe, przejrzane przez autora" swych Pism, kt贸re ukazało się w czterech tomach we Lwowie w 1877 roku (z tego wydania, z t. IV, F. German zaczerpnął cytaty)?
Powyższe wątpliwości wyjaśnia dopiero lektura całości utworu. Okazuje się, że wbrew przypisowi w "Korespondencji Fryderyka Chopina...", wiersz nie powstał "w okresie warszawskim", a więc przed 1831 rokiem, zaś cytowane tamże dwie strofki nie są "ostatnie" - następują po nich jeszcze trzy. A w oryginale nie występuje "C h o p i n e k", lecz "Szopenek". W odniesieniu zaś do pracy F. Germana należy zauważyć, że cytowane w niej trzy strofki nie mają takiej kolejności; pierwszą z nich ("Wspominasz bodaj noce...") od dw贸ch następnych ("Stefanie, serce mdleje...") dzieli... aż pięć innych strofek. Nie zaznaczono tego odstępu tworząc w ten spos贸b fragment wiersza, kt贸ry w takiej postaci w nim nie występuje. Natomiast rzeczywiście - jak stwierdził F. German - wiersz powstał po wielu latach, kiedy Zaleski "wracał myślą [...] do szczęśliwych lat warszawskich". Należało wszakże podkreślić, że wiersz napisano w czasie, gdy Witwicki już od kilkunastu lat spoczywał w grobie. Albowiem wrażenie, jakie sprawiają scalone przez F. Germana strofki, że mianowicie Zaleski rozmawia w obecności Witwickiego, zwracając się bezpośrednio do przyjaciela, jest złudne. Poeta rozmawia bowiem z... gwiazdą, w kt贸rej dopatrzył się dającego mu znaki przyjaciela, od dawna już przebywającego "w przybytku chwały", w "czystej Nieba toni".

Do zainteresowania się treścią oraz okolicznościami powstania wiersza zainspirował mnie list Juliana Fontany, wysłany z Paryża do Stanisława Egberta Koźmiana w Poznańskiem. Przyjaciel Fryderyka Chopina uznał utw贸r za "słabiznę" i obruszył się na Zaleskiego za nazwanie kompozytora "Szopenkiem", a także za stawianie go "na r贸wni" z "Maurycym", czyli z Mochnackim. Sięgnąłem po pierwodruk poetyckiego utworu, gdyż Fontana na podstawie jego właśnie wyraził krytyczne uwagi wobec wiersza i jego autora.

*

Wiersz Zaduma i nokturno (tytuł w pierwodruku) ukazał się po raz pierwszy "Nakładem J. K. Żupańskiego" w 1865 roku, w zbiorze poezji Bohdana Zaleskiego zatytułowanym Wieszcze oratorium. Choć na karcie tytułowej jako miejsce wydania widnieje "Paryż", to w rzeczywistości ten tom poezji wydrukowano w "Poznaniu, czcionkami M. Zoerna". Tom zawiera 28 utwor贸w poetyckich, a także Objaśnienia każdego wiersza (przypisy) oraz Treść oratorium (spis treści), liczy og贸łem 228 stron.

Zaduma i nokturno to długi utw贸r, podzielony na trzy numerowane części bez podtytuł贸w, tylko część trzecia jest opatrzona dedykacją "(Ku śp. Stefanowi Witwickiemu)", zwrot "Ku czci" tutaj nie występuje. Cały wiersz składa się z 28 strofek czterowersowych, a jego część trzecia, poświęcona zmarłemu przyjacielowi poety, liczy 15 strofek.

Część "paryskiego" nakładu Wieszczego oratorium pozostała w Poznaniu, a rok p贸źniej dodano tym egzemplarzom dodatkową kartę tytułową, podając jako miejsce wydania "Poznań, Nakładem Księgarni Jana Konstantego Żupańskiego, 1866" (być może był także dodruk).

  STEFAN WITWICKI  
  STEFAN WITWICKI  
Geneza astralnej poetyki wiersza i jej konsekwencje są następujące3.
Zaleski z nastrojoną "gęślą" w ręku wpatruje się przez okno swego mieszkania w wieczorny "Niebios strop gwiazdolity, w nieskończoności jasne błękity" i wobec "niepoliczonych świat贸w" czuje się jak "pyłek, atom". Autor nadał w swym wierszu poetom miano "wieszcz贸w" i stwierdził, że po śmierci każdy "wieszcz [...] dostaje skrzydeł i wzlata z Aniołem Str贸żem w obszar wszechświata":

Im więcej kocha - tem leci chyżej,
Im więcej wierzy - tem świeci wyżej.

Konsekwencją poetyckiego założenia, że wieszczowie "świecą" po śmierci na firmamencie nocnego nieba, jest odkrycie wśr贸d ciał niebieskich "Stefana", dawno już zmarłego Witwickiego, a to za sprawą znak贸w, jakie Zaleskiemu daje jedna spośr贸d długiego "chorowodu" gwiazd:

Wskroś czyste Nieba tonie
Gwiazdy migocą tłumnie,
A jedna kraśniej płonie
Jaśniej wymruga ku mnie.
Tyżeś to z chorowodu -
W mej duszy rozśpiewanie,
Jak ongi - jak za młodu -
Wsłuchujesz się Stefanie!

Poeta, oddający się w duszy wspomnieniom, zdumiewa się:

Toż i w przybytku chwały,
O druhu krzyżonośny!
Wspomnienia nie przebrzmiały
Z minionej naszej wiosny?

Zaleski zwraca się do przyjaciela z pytaniem :

Wspominasz bodaj noce -
Gdy na Powiślu sami
Bywało - tam w omroce
Polujem za pieśniami.

A następnie poeta zwraca uwagę przyjaciela na cień rozścielający się na niebie, gdzie dostrzegł astralną projekcję zdarzenia z młodzieńczej przeszłości warszawskiej :

Patrz! cień się tam rozściela -
Brodziński duma z bliska...
Patrz! w oknie Lelewela
Lampka wieczyście błyska...

Powyższą strofkę Zaleski opatrzył "objaśnieniem", w kt贸rym wspomina o przyjacielskich spotkaniach i nocnych "zacietrzewionych" dyskusjach w mieszkaniu Maurycego Mochnackiego w Warszawie: "Okna domu Lelewelowskiego na rogu ulicy Długiej i Freta wychodziły na przestrzał, wprost ku dwom oknom pokoju Maurycego koło Paulin贸w. Ile razy zacietrzewiliśmy się w rozmowie aż do poranka - brzęk szyb z naprzeciwka opamiętywał nas; pan Joachim [Lelewel] z daleka groził palcem. Brodzińskiego takoż płoszyliśmy nieraz w nocnych przechadzkach na Powiślu.
Starsi wiekiem, poważni profesorowie [Joachim] Lelewel i [Kazimierz] Brodziński, acz obadwaj nie przytakiwali marzycielstwu i zagorzalstwu młodych, byli jednak dla nas z uważaniem i miłością. Pod ich to niejako błogosławieństwem rośliśmy i hodowali się w Warszawie."

  MAURYCY MOCHNACKI  
  MAURYCY MOCHNACKI  
Owe "zacietrzewione" rozmowy w mieszkaniu Maurycego Mochnackiego miały charakter spor贸w literackich; wspomina o ich treści gospodarz "pokoju o dw贸ch oknach":
"Wolność, prawda, wiara coraz dzielniej przez najwyrachowańszy despotyzm wygładzane [tępione], prześladowane, zbrodniczymi ogłoszone, znalazły schronienie... w wyobrażeniach o sztuce, o piękności, o literaturze. Nie mogąc m贸wić o zewnętrznej, obywatelskiej, politycznej wolności, m贸wiliśmy o wolności ducha, o wolności sztuki, o koniecznym pożegnaniu przeszłości i podań; ogłaszaliśmy, że jest przed nami przyszłość niezmierna, porażająca, wzniosła i zachwycająca..."4

Nadal obserwując rozgwieżdżone niebo, poeta dostrzegł k i l k a gwiazd jaśniej świecących niż inne, kt贸re także dawały mu znaki :

Wskroś czyste Niebios tonie
Gwiazdy migocą tłumnie,
Już kilka kraśniej płonie,
Jaśniej wymruga ku mnie.

Zaleski przeczuwa, że owe kilka gwiazd z "g贸rnej konstelacji", ku kt贸rej nawet jego "gęśl" wydaje rzewniejsze tony, to inni "bracia" poeci z czas贸w warszawskiej młodości, a następnie dokonuje zaskakującego odkrycia:

Ku g贸rnej konstelacji
Gęśl rzewniej czemuś kwili...
Przeczuwam wieszczych braci...
Stefanie! nasi mili!

Stefanie! serce mdleje -
Warszawscy dwaj muzycy,
Tych nocy czarodzieje -
Szopenek i Maurycy.

Dostrzegł więc poeta w "g贸rnej konstelacji" wśr贸d kilku "kraśniej płonących" i "jaśniej wymrugujących" ku niemu gwiazd, "warszawskich dw贸ch muzyk贸w" w ich młodzieńczych wcieleniach: zmarłego w 1849 roku Fryderyka Chopina i nieżyjącego od 1834 roku Maurycego Mochnackiego! "Szopenek" jest zatem w wierszu gwiazdą, ale w postaci sprzed lat, czyli "czarodzieja", kt贸ry zachwycał młodych "wieszcz贸w" swym muzycznym talentem. Cytowaną strofkę Zaleski także opatrzył "objaśnieniami": "w okresie odradzającej się poezji polskiej, na trzy lub cztery lata przed Powstaniem Listopadowym, ze śp. Stefanem Witwickim często gościliśmy to u Fryderyka Szopena, to u Maurycego Mochnackiego, przysłuchując się ich popisom na fortepianie. Szopen wtedy wesoły, młodziuchny (kt贸rego też zwaliśmy wszyscy Szopenkiem), wygrywał przed nami cudne swoje utwory. Genialnego rozmysłu, bystry, dowcipny a czuły, igrał ze sztuką, panował nad nią, oczarowywał słuchacz贸w samorodną bujnością polskiego rytmu swego i melodij."

O wiele obszerniej scharakteryzował Zaleski swoją znajomość z "Maurycym", także jedną z "jaśniej wymrugujących" ku niemu gwiazd: "Sława Maurycego Mochnackiego jako statysty [polityka] i pisarza, zaćmiła pamięć o niepospolitym jego talencie muzycznym. Owoż mistrzował on i jako fortepianista; był niepor贸wnanym - osobliwie w egzekucji arcydzieł Mozarta, Beethovena, Webera. Maurycy zamierzał ciągle podr贸ż muzykalną po Europie. P贸źniej zabrakło mu czasu i cierpliwości; zaniechał bardzo fortepian. Mawiał: 'Co innego dziś nosim w umyśle i sercu'. Nowa poezja [romantyczna] i nowo rozbujane fale ducha narodowego porwały go w sw贸j wir. Namiętny, rzutki, podejmował się najr贸żnorodniejszych prac w dziedzinie wiedzy ludzkiej; z niesłychaną łatwością improwizował na wsze strony, porywając za sobą pokolenie całe nieudanym [nie udawanym - HFN] zapałem swoim, tudzież urokiem polszczyzny wskroś Skargowskiej. Właśnie w tym to czasie zaprzyjaźniliśmy się najściślej - chociaż znaliśmy się dawno w Związku patriotycznym. Napisałem dlań na prośbę do 'Dziennika Warszawskiego': 'Śpiew Poety', 'Damiana Wiśniowieckiego', i t.p. Maurycy po żmudach i nudach codziennej chlebowej pracy w bi贸rach Izydy [w biurach władzy - HFN], to 'Kuriera Polskiego', rad przybiegał do mnie wieczorem na wytchnienie. 'Nuże! (wykrzykiwał z przyciskiem na r) nuże daleko gdzieś na Powiśle, aby zachwycić coś w słuch z harmonii niebieskich sferr!'. Jak ze Stefanem, tak i z Maurycym, na Powązkach, to na Bielanach, przedumałem błogo wiele, o! wiele nocy miesięcznych [księżycowych]. W parę lat potem kolegowałem z Maurycym i na wojnie w 1. pułku strzelc贸w pieszych..."

Zaleski podsumował okres warszawskich młodzieńczych dyskusji i tw贸rczych dokonań w strofie:

Byłyć to sławne gody!
Muzycy i wieszczowie,
Od zdroju żywej wody
Ku Polsce wiali zdrowie.

Pełną nadziei i młodzieńczych marzeń warszawską przeszłość poeta przeciwstawił czasom, w kt贸rych pisał Zadumę i nokturno, prosząc zmarłych już przyjaci贸ł - "muzyk贸w i wieszcz贸w" - o "pieśń za Polską w Niebie". Strofa ta pośrednio wskazuje, że wiersz powstał po klęsce Pow-stania Styczniowego, w 1864 r.:

Dziś Nar贸d nasz na męce -
Świętości swoje grzebie;
To wznoszę ku wam ręce
O pieśń za Polską w Niebie!

*

Wiosną 1866 roku zbi贸r poezji Bohdana Zaleskiego trafił w Paryżu do rąk Juliana Fontany. 3 kwietnia Fontana wysłał list do Stanisława Egberta Koźmiana5. Nawiązując do faktu, że "paryskie" wydanie poezji Bohdana Zaleskiego Wieszcze oratorium powstało w 1865 roku w Poznaniu, Fontana pisał do Koźmiana: "Miałeś tam z pierwszej ręki 扭Wieszcze钮, już nie wiem co, B. Zal[eskie]go. Co za słabizna, m贸j drogi. Jak to mało kto pojmuje, że co 20 lat, to nie blisko 70, że nie staremu gruchać i wzdychać jak synogarlice."

  JULIAN FONTANA  
  JULIAN FONTANA  
J贸zef Bohdan Zaleski w 1866 roku miał sześćdziesiąt cztery lata, a więc - zdaniem Fontany - nie wypadało mu jako "staremu" wzruszać się niczym dwudziestolatkowi. Fontana, kt贸ry zajmował się w贸wczas pr贸bami zreformowania pisowni języka polskiego, stwierdził : "A język? Jakby na złość zbiera co najtwardszego, np. 扭wieszczysz钮 itp." Najbardziej jednak rozsierdziła Fontanę "rzecz S z o p e n e k z M a u r y c y m na r贸wni! W głowę zachodziłem, co to za nowy Beethoven lub Mozart 贸w Maurycy. Aż tu przypisek objaśnia, że to Mochnacki. Ponieważ dudlił trochę na fortepianie, jak tysiące innych, dlatego r贸wny Chopinowi!" Fontana jest szczerze oburzony, że Chopin "Tw贸rca, jak Mickiewicz w poezji, myślami wyższy od całego pocztu największych w swej sztuce, przywiedziony tu do potęgi czternastoletniej pensjonarki!"

Zdaniem Fontany, Zaleski cierpi na manię wielkości, stawia się na r贸wni z Mickiewiczem (zmarłym w 1855 roku), a winę za to ponosi także adresat listu, Stanisław Egbert Koźmian:
"Chorobą nieuleczalną B[ohda]na jest ta żądza stania obok olbrzyma Adama. Tyś mu w tym posłużył twoim 'Do mistrz贸w słowa'". Albowiem w tymże poemacie opublikowanym w Paryżu w końcu 1846 roku, Koźmian uhonorował fragmentami utworu trzech największych - jego zdaniem - "mistrz贸w słowa": Mickiewicza, Krasińskiego oraz Zaleskiego. Fontana stwierdził: "sądzę, że jeśli kto miał tr贸jcy dopełnić, zaszczyt ten należał się pewnie Słowackiemu."

Gdy liczący 46 lat Julian Fontana pisał te słowa, żył niemal w nędzy i już całkowicie utracił słuch. Po śmierci małżonki, kt贸ra przeziębiła się na pogrzebie Celiny Mickiewiczowej i zmarła na zapalenie płuc wiosną 1855 roku, jej krewni z Hawany odebrali Fontanie dzieci z pierwszego małżeństwa jego żony (z Anglikiem, kt贸ry w 1848 roku zginął pod kołami parowozu), pozostawiając mu synka z ich związku. Nieślubną c贸rkę Fontany, urodzoną jeszcze podczas trwania pierwszego małżeństwa ukochanej "Bref", uznano zgodnie z prawem za c贸rkę Anglika i także mu ją odebrano. Dzieci te powr贸ciły na Kubę, tamże też trafił spory majątek, wniesiony przez ich matkę w posagu do małżeństwa z Fontaną. W liście z 29 grudnia 1864 roku Fontana pisał do Koźmiana: "u mnie zawsze to samo, bieda i głuchota, bez żadnej nadziei zaradzenia jednej lub drugiej".

Nie mogąc z powodu głuchoty udzielać lekcji gry na fortepianie (sprzedał sw贸j pleyelowski instrument żonie Tytusa Woyciechowskiego, Alojzie z hrabi贸w Poletyłł贸w!), Fontana pr贸bował pisać i publikować opracowania na r贸żne tematy, tłumaczył także z oryginału Don Kichota Cervantesa. Koźmian niekiedy pomagał Fontanie zamieszczać teksty w poznańskich pismach, stąd też jego zainteresowanie nowościami poznańskich wydawnictw.

Fontana zapewne nie wiedział, że Zaleski także w Paryżu nazywał niekiedy Fryderyka Chopina "Chopinkiem", dajmy na to opisując swe imieniny uświetnione w 1844 roku przez kompozytora recitalem fortepianowym. Nie przypuszczał też Fontana, że młodzieńcze wspomnienia warszawskie Zaleski stale nosił w sercu, a wśr贸d nich postać młodego "czarodzieja" tamtych "nocy", o czym poeta napomknął także Chopinowi w liście z 18 grudnia 1844 roku: "Mnie po dziś dzień w zadumaniu samotnym przypomina się nieraz jakiś dźwięk senny, luźny, z miliona owych, kt贸rymiś nas uraczył ongi, czarodzieju nasz." Zaś po latach, w Objaśnieniu do wiersza Zaduma i nokturno, Zaleski napisał: "Im dalej w lata, im dawniej poza krajem, tem wspomnienia z milszej przeszłości natarczywiej nas nagabują - że poniekąd mimowolnie co bądź piszemy prozą lub wierszami, przedzierzga się w kartki 'Pamiętnika'".

1 Korespondencja Fryderyka Chopina z rodziną, red. K. Kobylańska, Warszawa 1972, s. 294-5, przypis do listu 34.
2 F. German Zofia i J贸zef Zalescy a Fryderyk Chopin, w: "Rocznik Chopinowski" t. 15, 1983, s. 41.
3 Wszystkie cytaty z wiersza Zaduma i nokturno zaczerpnąłem z "paryskiego" wydania zbioru poezji: B. Zaleski Wieszcze oratorium, Paryż 1865, ss. 81-89 oraz z Objaśnień do tego wiersza, tamże, ss. 202-204.
4 Cyt. za M. Brandys Koniec świata szwoleżer贸w, cz. II, Niespokojne lata, Warszawa 1972, s. 326-7.
5 Wyb贸r list贸w Juliana Fontany do Stanisława Egberta Koźmiana z lat 1844-1868, red. J. Fijałek, w: "Rocznik Biblioteki PAN w Krakowie", r. I, Wrocław 1955, list 14, s. 240.
HENRYK F. NOWACZYK

ROK LI • NR 9 • 29 KWIETNIA 2007

Mysz w Ruchu


ROK LI • NR 9 • 29 KWIETNIA 2007


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa