Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Muzyka wsp蟪czesna  Ambasador muzyki

Milko Kelemen odpowiada na pytania Krzysztofa Kwiatkowskiego

KRZYSZTOF KWIATKOWSKI: Jak układała się Pańska droga do nowej muzyki i skąd wynikł pomysł zorganizowania festiwalu?
MILKO KELEMEN: Moja babka była uczennicą Liszta i ciągle mi o nim opowiadała. W domu, w Viroviticy grałem w rodzinnym zespole (skrzypce, wiolonczela, fortepian). Kiedy ukończyłem gimnazjum i znalazłem się w Zagrzebiu, moim profesorem kompozycji był Stjepan 聤ulek - wspaniale grał na skrzypcach i fortepianie, w kompozycji był autodydaktą, skomponował osiem symfonii i trzy opery. Był wielkim miłośnikiem muzyki klasycznej, tworzył w stylu, kt贸ry uchodził wtedy za dość nowoczesny, był bardziej nowoczesny niż Szostakowicz, choć można określić go jako eklektycznego neoklasyka. Studiowałem u niego trzy lata i wspominam ten okres bardzo dobrze, choć już w贸wczas interesowała mnie nowa muzyka. Marzyłem, by pojechać do Darmstadtu, ale wtedy mogłem tylko marzyć, bo nie było szans na otrzymanie paszportu. Wreszcie udało mi się to w roku 1957, potem jeździłem tam co roku, a po powrocie musiałem opowiadać o tym, co się tam działo, przedstawiać muzykę, wygłaszać wykłady. W tamtych czasach nowej muzyki u nas nie grano, patrzono na mnie podejrzliwie, w roku 1959 spędziłem nawet dwa dni w areszcie, bo do odpowiednich władz dotarły pogłoski, że chcę zorganizować coś, czego jeszcze nie było. Powiedziano mi wtedy, że mogę sobie komponować co mi się podoba, ale wykonać to sobie mogę tylko w domu, w łazience.

Nie odstraszyło to Pana?
- Wprost przeciwnie. Wtedy akurat pojąłem, że ideologia nie może ingerować tak głęboko w nasze życie, w sztukę... Podstawą sztuki zawsze była dla mnie religia, ale w najszerszym sensie tego słowa, nie tylko religia katolicka. Pewnego dnia zebrałem się na odwagę i poszedłem do Veco Holjevaca, 贸wczesnego burmistrza Zagrzebia, człowieka kt贸ry odegrał ważną rolę w rozwoju muzyki w całej Jugosławii, dziś już nieżyjącego. Powiedziałem mu: Słuchaj (za komunizmu było w zwyczaju m贸wić sobie wszędzie "na ty"), organizujesz tu co roku targi, na kt贸re przyjeżdżają Francuzi i Niemcy. Ja też chcę urządzić w Zagrzebiu takie targi, tyle że z nową muzyką. Coś tam notował, ale jakby w og贸le mnie nie słuchał. To ja mu wtedy: "Skoro nie chcesz festiwalu w Zagrzebiu, to ja go zorganizuję w Belgradzie." Wtedy on, jako dobry Chorwat, wrzasnął: "Jak to? W Serbii?"

  MILKO KELEMEN  
  MILKO KELEMEN  
Nic by się pewnie nie udało zrobić bez pomocy zagranicznej...
- No właśnie, Holjevac powiedział mi, że da na ten cel trochę dinar贸w, ale dolar贸w nie ma. A ja miałem ambitne plany: chciałem m.in. sprowadzić Operę z Hamburga i wystawić Wozzecka i Lulu Berga, bo obu tych dzieł jeszcze w Jugosławii nie było. Musiałem radzić sobie sam; za moje utwory zarobiłem tysiąc marek w wydawnictwie Peters, wtedy była to duża suma i przeznaczyłem ją na podr贸że.
Najpierw udałem się do Moskwy do minister Furcewej, niegdyś zaufanej wsp贸łpracowniczki Stalina. Powiedziałem jej, że lud Jugosławii bardzo cierpi z tego powodu, że tak mało kultury radzieckiej do nas dociera, a przecież też jesteśmy Słowianami. Porządnie jej nałgałem, ale bardzo skutecznie, bo Furcewa od razu zapytała czego konkretnie sobie życzę i że da mi wszystko za darmo. Poprosiłem więc o Balet Leningradzki i Moskiewską Filharmonię i dostałem.
Potem pojechałem do Stan贸w Zjednoczonych i poszedłem do Departamentu Stanu. Kiedy mnie tam wpuścili, najpierw szedłem długim korytarzem, chyba z dwieście metr贸w - było to coś w rodzaju wielkiego archiwum bloku komunistycznego. Na wszystkich drzwiach było napisane "Soviet Union" i dopiero na samym końcu był mały pok贸j z dokumentacją Rumunii, Jugosławii i Albanii. Urzędnikowi, kt贸ry mnie tam przyjął, powiedziałem, że organizuję festiwal w Zagrzebiu i ma to być punkt zwrotny w polityce kulturalnej, a z Ameryki chciałbym coś możliwie najbardziej awangardowego. "Świetnie, że Pan przyszedł - odpowiedział - bo nas to bardzo interesuje. Zapytał od razu o moje życzenia, a ja wcześniej w San Francisco widziałem znakomity balet, kt贸ry tańczył do muzyki Cage'a ...

Chodzi może o Merce Cunninghama?
- Nie, ten balet był jeszcze bardziej nowoczesny i działał tylko trzy albo cztery lata, nazwa wyleciała mi z głowy [był to Dancers' Workshop Company - K.K.]
Kolejne miejsce, jakie odwiedziłem, to Hamburg. Rolf Liebermann, dyrektor tamtejszej Opery, powiedział, że musimy zrobić drugą dziurę w żelaznej kurtynie - pierwszą była "Warszawska Jesień". Od razu się przyznałem, że nie mamy zachodnich walut, ale Opera w Hamburgu miała wtedy bogatych prywatnych sponsor贸w i jeden z nich załatwił dwa samoloty do Zagrzebia. Liebermann wystawiał zawsze dużo wsp贸łczesnych oper - to na jego zam贸wienie napisałem Stan oblężenia według Camusa.
Następnym moim celem była Francja. W Paryżu dyrektor Action Artistique zapytał mnie: "To Niemcy przyjeżdżają?" Odpowiedziałem mu, że tak, więc on na to: "To my też musimy!"
Z Włoch udało mi się sprowadzić orkiestrę RAI, ale może już nie będę opowiadać szczeg贸ł贸w. Zawsze starałem się wykorzystać rywalizację między państwami - nazywano mnie z tego powodu "politykiem muzycznym" albo "ambasadorem muzycznym".

Sam Pan zorganizował cały Festiwal?
- Tak, zupełnie sam! Kiedy wr贸ciłem do Zagrzebia, okazało się, że burmistrz Holjevac załatwił dinary na hotele i diety dla artyst贸w. A potem dostałem jeszcze jedno "zaproszenie" od UDBA (jugosłowiańskiej bezpieki). Oficer wyciągnął jakieś papiery i zaczął czytać: "24 lutego byłeś w Moskwie." "Tak, byłem." "Co tam robiłeś?" "Prosiłem o artyst贸w na Festiwal, kt贸ry organizuję." "W maju byłeś w Stanach Zjednoczonych, co tam robiłeś?." "Stamtąd sprowadzam muzyk贸w i znalazłem sponsor贸w, kt贸rzy za to zapłacą." "A we wrześniu byłeś w Hamburgu?" "Tam też załatwiałem sprawy dla Festiwalu, bo chcę, żeby w Zagrzebiu rozkwitała muzyka." "Brawo" - usłyszałem - "r贸b tak dalej."

Zatem w programie pierwszego Biennale - tak jak na "Warszawskiej Jesieni" - była muzyka z Zachodu i ze Wschodu, r贸wnież ze Związku Radzieckiego?
- Tak. Pierwsze Biennale było ogromnym sukcesem, były tłumy, trudno było o miejsce do stania. Największy zachwyt wzbudził Cage [Dancers' Workshop Company i John Cage byli gośćmi Biennale w roku 1963 - K.K.]. Przed festiwalem miałem jeszcze rozmowy w Komitecie Centralnym Partii Komunistycznej. Zapytali mnie tam, czy to prawda, że Cage na koncercie czołga się pod fortepianem, bo gdyby coś takiego miało się wydarzyć w Zagrzebiu, to festiwalu już nie będzie. Od razu poszedłem do niego do hotelu i powiedziałem mu: "John, nie wolno ci włazić pod fortepian." "Ależ oczywiście" - odpowiedział. Koncert zaczął się o p贸łnocy i Cage natychmiast wczołgał się pod fortepian, za co dostał wielkie brawa. Kiedy myślę o tym dzisiaj, widzę, jaka silna była wtedy presja ideologiczna, żeby zachowywać się poprawnie i nie wychylać się; taka manifestacja swobody musiała wzbudzić radość i uznanie, jakby ludzie nagle mogli odetchnąć świeżym powietrzem. Podobne reakcje - ale już z czysto muzycznych względ贸w - wzbudziły w roku 1965 Gruppen Stockhausena.
Biennale odniosło sukces i staliśmy się instytucją; nie musieliśmy już prosić zagranicy o pokrycie prawie wszystkich koszt贸w, bo z Belgradu dostawaliśmy dewizy. Czuliśmy się wtedy jak państwo w państwie, mieliśmy nawet we władzach w Belgradzie dw贸ch serbskich "szpieg贸w", kt贸rzy donosili nam, kto jest za nami a kto przeciw nam.

A co najbardziej wpłynęło na rozw贸j Pana tw贸rczości?
- W młodości miałem silne poczucie, że żyję na obrzeżach muzycznej Europy - nie we Włoszech, Niemczech czy Polsce. Na początku lat sześćdziesiątych moja muzyka była mocno "intelektualna", ale nie nazwałbym jej postsch枚nbergowską, potem starałem się, żeby było w niej więcej serca. Duże znaczenia miała dla mnie przyjaźń z Eug膷ne Ionesco, z kt贸rym wsp贸łpracowałem nad operą Der neue Mieter. Bardzo ważny był dla mnie r贸wnież Albert Camus - nie poznałem go osobiście, bo zmarł w roku 1960, ale prowadziłem długie rozmowy o nim z wdową po pisarzu. W latach siedemdziesiątych nabierałem coraz mocniejszego przekonania, że moja muzyka potrzebuje etycznej podstawy - odnalazłem ją w poezji Walta Whitmana, w jego wizji jedności rozmaitych religii i narod贸w. Sporo wtedy podr贸żowałem, po całym świecie, wydałem na podr贸że mn贸stwo pieniędzy, ale odkąd zamieszkałem w Stuttgarcie często wędrowałem dzięki wsparciu Goethe-Institut i Deutscher Akademischer Austauschdienst. Zdarzało mi się, że rozkładałem na stole mapę, zamykałem oczy i trafiałem palcem w jakieś miejsce. Następnie dzwoniłem do DAAD i m贸wiłem, że chcę jechać do Kuala Lumpur. Dziwili się - czemu akurat tam, ale potem dostawałem odpowiedź, że skoro do Kuala Lumpur, to nie od rzeczy byłoby odwiedzić przy okazji Koreę i Australię. Zwykle wiązało się to z koncertem mojej muzyki i z drugim, na kt贸rym przedstawiałem muzykę niemiecką.
W roku 1996 skomponowałem wielkie oratorium do poezji Whitmana Salut au monde (Pozdrowienie dla świata) - zawarta w niej idea miłości do całej ludzkości i naszej planety stała się etyczną podstawą mojej muzyki. Organizatorzy życia muzycznego niezbyt chętnie widzą muzykę z etycznym przesłaniem, wolą muzykę czysto intelektualną - w Niemczech na przykład uważa się taką postawę za staromodną. Whitman napisał sw贸j poemat w roku 1856, ale jego globalna wizja jest szalenie nowoczesna - od 1953 roku poemat ten był dla mnie niczym Biblia.

Czy element etyczny odnosi się do wyboru tekstu, czy jeszcze do czegoś w samej muzyce?
- W Salut au monde użyłem tekst贸w w trzydziestu językach - już one same są przecież muzyką. Poemat Whitmana zainspirował także wiele moich p贸źniejszych utwor贸w.
Całkiem otwarcie muszę wyznać, że jestem erotomanem - jest to bardzo ważny element mojej natury i r贸wnież istotne źr贸dło inspiracji, nie wstydzę się tego. Ja po prostu nie potrafię pisać czysto intelektualnej muzyki. Biologiczne elementy, te idące "z dołu", są niezmiernie ważne, choć często nie zdajemy sobie z nich sprawy.
Jestem w jednej czwartej Węgrem, powiadają o mnie, że jestem kompozytorem chorwackim albo chorwacko-niemieckim. Tu, w Chorwacji, tyle narodowości się wymieszało... W pewnym sensie jestem produktem mn贸stwa rozmaitych wpływ贸w i czynnik贸w - wszystkie one dochodzą do głosu w Salut au monde.
KRZYSZTOF KWIATKOWSKI

ROK LI • NR 11 • 27 MAJA 2007

Mysz w Ruchu


ROK LI • NR 11 • 27 MAJA 2007


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa