Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Muzyka wsp蟪czesna  Linie i przestrzenie

51. Międzynarodowy Festiwal Muzyki Wsp贸łczesnej w Wenecji, 4-13 października

Choć nazwa "Biennale di Musica" sugeruje co innego, wenecki festiwal muzyczny odbywa się co roku, a owo "Biennale" to szyld instytucji sprawującej pieczę nad wielkimi międzynarodowymi przeglądami - teatru, filmu, tańca, architektury i sztuk plastycznych. Przez program dziesięciodniowej imprezy (dwa lub trzy koncerty dziennie) przewijało się kilka wątk贸w tematycznych. Zanim przejdę do nich, om贸wię dwa nie powiązane z nimi koncerty, kt贸re uważam za najważniejsze wydarzenia tegorocznego Festiwalu.

  OLGA NEUWIRTH, Copyright by La Biennale di Venezia 2007  
  OLGA NEUWIRTH, Copyright by La Biennale di Venezia 2007  
Zaprojektowane w XVI wieku przez Sansovina piękne wnętrze Teatro alle Tese di Vergine wyr贸żnia się z pomieszczeń kompleksu Arsenale "ustawnością" i, jak rzadko kt贸re, nadaje się do przestrzennej projekcji dźwięku - w nim zatem odbyło się wykonanie Construction in Space Olgi Neuwirth, utworu na rozstawionych po obrzeżach sali muzyk贸w i przestrzenną projekcję dźwięku, dedykowanego Boulezowi na 75. urodziny. Jak to zwykle z większymi przedsięwzięciami przemieszkującej w Wenecji Austriaczki bywa, trwająca trzy kwadranse kompozycja powstała z inspiracji literackich, kt贸rych tym razem dostarczyło opowiadania Raya Bradbury'ego The Long Rain.

Amerykański mistrz science-fiction opisywał w nim pobyt astronaut贸w na planecie, na kt贸rej nieustannie pada deszcz; chroniące ludzi "kopuły słoneczne" mają sw贸j odpowiednik w postaci czterech grup instrumentalist贸w i solist贸w. Muzyka to iście deszczowa, choć opady zupełnie nie z tej planety, dająca w sumie zamierzone wrażenie zastoju mimo nieustannego i bogatego w formy ruchu, kt贸ry czasem zamiera, ustępując dźwiękom powoli unoszącym się niczym rozpływające się obłoki. W tych fragmentach słychać echa p贸źnego Nono - jednego z mistrz贸w Neuwirth; trudno nie myśleć o Guai ai gelidi mostri czy Post-preludium per Donau słuchając na przykład "przestrzennych analiz" dźwięku tuby. Najciekawsze dokonania kompozytorki są u nas nadal nieznane i myślę, że warto rozważyć wykonanie Construction in Space w kt贸rejś z wielkich przestrzeni wykorzystywanych na "Warszawskiej Jesieni" (choć to chyba kosztowna propozycja), tym bardziej, że utw贸r to efektowny, pewnie nawet dla tych, kt贸rzy od elektroniki oczekują przede wszystkim "brzmień".

Muzyka Nona prawie zawsze obecna jest na Biennale - tegoroczny koncert stał się dużym wydarzeniem nie tylko z racji udziału znakomitych wykonawc贸w, lecz i programu, przywołującym atmosferę polityczno-kulturalną lat sześćdziesiątych. Czas ten w tw贸rczości kompozytora z weneckiej wyspy Giudecca określa się zwykle jako "drugi okres", nacechowany ekstremalnym wzmożeniem ekspresji w utworach o przeznaczeniu bezpośrednio agitacyjnym. Szerokie wykorzystanie medi贸w elektroakustycznych, w tym rozpoznawalnego materiału konkretnego (odgłosy fabryczne, przem贸wienia) wiąże się w tym okresie z naturalizmem i dosłownością. Czterdziestominutowe A floresta 茅 jovem i cheja de vida ("Las jest młody i pełen życia") nosi wszystkie jego charakterystyczne cechy, stanowiąc zarazem początek działań kompozytorskich typowych dla "trzeciego okresu" - bezpośredniej pracy z wykonawcami nad utworem, kt贸ry ostateczny i ustalony kształt otrzymywał z materiału uzyskanego podczas wielokrotnie powtarzanych sesji improwizacyjnych.

  BARBARA HANNIGAN, Copyright by La Biennale di Venezia 2007  
  BARBARA HANNIGAN, Copyright by La Biennale di Venezia 2007  
Partia taśmy w A floresta... jest dopracowana w szczeg贸łach, lecz na użytek pierwszych wykonań Nono nie sporządził partytury dla żywych wykonawc贸w (sopran, trzech śpiewak贸w-aktor贸w, klarnet i czterech perkusist贸w grających wyłącznie na lastrach). Z tego powodu rekonstrukcja utworu dla wykonań po śmierci Nona pozostawia wiele kwestii otwartych, rozwiązywanych drogą studi贸w nad materiałami z archiwum w domu kompozytora. Tak było i tym razem: na konferencji prasowej opowiadała o nich sopranistka Barbara Hannigan. W konferencji uczestniczyli r贸wnież Nuria Schoenberg-Nono (wdowa po kompozytorze) i Maurizio Pollini; padały pytania o dzisiejszą wymowę utworu, m.in. czy jego przekaz nie zdezaktualizował się z powodu kompromitacji przyświecającej mu ideologii, na co Pollini odrzekł, że iluzje prysły, lecz problemy świata pozostały. Podkreślił wartość zaangażowania kompozytora, nie wspominając o jego niesłychanym wręcz dogmatyzmie oraz zaślepieniu, prześlizgując się w ten spos贸b obok problemu, kt贸ry wyznawcy Nona rzadko poruszają.

W samej rzeczy, wykonanie A Floresta ...mogło utwierdzić w przekonaniu, że powiązane z utworem treści - odpowiadające wymowie Guerniki lub obraz贸w Goi - nabrały ponadczasowego, nie zaś politycznie doraźnego charakteru, a użyty w nim tekst Hermanna Kahna, amerykańskiego stratega z okresu wojny wietnamskiej, dzisiaj, w dobie krucjat administracji Busha, brzmi r贸wnie złowieszczo. Kompozytor maluje wstrząsające obrazy ponurego pobojowiska, cierpienia, desperackiej walki; ich ilustracyjność oraz naturalizm przyczynił się niegdyś do opinii, że Nono porzucił muzykę dla polityki. Kiedy jednak przyjrzeć się muzycznej zawartości utworu, stwierdzić wypada, że wystrzegał się epatowania brzydotą jako środkiem ekspresji oraz że piękno i harmonia są w jego utworach wszechobecne i niezbędne jako wyraz nadziei, a także jako ewokacja solidarności i poświęcenia. Głosy i partia klarnetu unoszą się w przestrzeni nieważkie, ich rysunek jest wystudiowany i wycieniowany, a wsp贸łbrzmienia harmonijne. Program zawierał ponadto dwa lepiej znane utwory w wykonaniu Barbary Hannigan: La fabbrica illuminata (z taśmą) i Djamila Boupacha (solo) oraz przejściowe do "trzeciego okresu" Sofferte onde serene w wykonaniu Polliniego.

Włosi starzy i młodzi

  GIACOMO MANZONI ze Złotym Lwem, Copyright by La Biennale di Venezia 2007  
  GIACOMO MANZONI ze Złotym Lwem, Copyright by La Biennale di Venezia 2007  
Znaczenie większy niż poprzednio był w tym roku udział tw贸rc贸w włoskich w programie Biennale di Musica. Uhonorowano kilku żyjących i niedawno zmarłych kompozytor贸w starszej generacji. Złotego Lwa za całokształt tw贸rczości otrzymał urodzony w roku 1932 Giacomo Manzoni, "kompozytor i intelektualista, kt贸ry przez pięćdziesiąt lat działalności tw贸rczej nieprzerwanie rozwijał i odnawiał sw贸j język muzyczny, wykazując postawę eksperymentatora powodowanego głęboko tkwiącą potrzebą wyrazu" - głosił zamieszczony w książce programowej werdykt.

Tw贸rczość Manzoniego znam wyrywkowo i trudno mi się ustosunkować do decyzji jury; w każdym razie zdziwienie może budzić fakt, że do programu Festiwalu wybrano zaledwie jeden utw贸r, w dodatku pochodzący z roku 1955 i dotąd w og贸le nie wykonywany, choć autor uważa go za dzieło dojrzałe.
La legge to 20-minutowa "akcja sceniczna" na sopran, mezzosopran, baryton, organy, ch贸r i orkiestrę (Orchestra dell'Arena di Verona, dyr. Luca Pfaff, partię ch贸ru i organ贸w odtworzono z taśmy) - utw贸r niewątpliwie dobrze napisany, z przejrzystymi kontrapunktami, wyrazistym rysunkiem linii i ekspresyjną celowością użytych środk贸w. Pozostając jednak całkowicie w świecie dźwiękowym muzyki Bart贸ka, Berga i Sch枚nberga (co stwierdza sam autor), utw贸r nie wyr贸żnia się niczym szczeg贸lnym i trudno sobie wyobrazić, by miał kiedyś nabrać szerszego niż lokalne znaczenia.

Wydaje się, że międzynarodowe jury powinno było uzasadnić swoją decyzję włączeniem do programu kt贸regoś z bardziej znanych utwor贸w Manzoniego, choćby opery Dr. Faustus albo orkiestrowych Ombre (alla memoria di Che Guevara), Masse (omaggio a Var膷se) - by wymienić tylko rzeczy mi znane.

Z utwor贸w Franco Donatoniego (1927-2000) wykonanych przez Nieuw Ensemble z Amsterdamu (dyrygował Lucas Vis) wyłoniły się rysy osobowości kompozytora. Koncert mu poświęcony zatytułowano - po angielsku - Playfulness and Absurdity; obejmował utwory powstałe w ostatnich dwudziestu latach życia kompozytora, po jego "cage'owskim" okresie. Muzyka to żywa i lekka (bynajmniej nie w sensie prostoty, lecz wrażenia), często rozpolifonizowana, o bogatej i zmiennej narracji; do nieprzewidywalności zmian odnosi się pewnie owo "absurdity", choć z punktu widzenia całości nagłe zwroty okazują się dobrze uzasadnione. Publiczności i mnie najbardziej spodobała się Flans na sopran koloraturowy i dziewięć instrument贸w; partia zaśpiewana przez Koreankę Yeree Suh to jakby wariacja na temat wokalnych wprawek i popis贸w, brzmi miejscami jak nowoczesne ujęcie arii Kr贸lowej Nocy. Nieco po mozartowsku (choć Donatoni żadnym postmodernistą nie był) zabrzmiała także solowa partia w Chantal na harfę i sześć instrument贸w. W pomysły (zwłaszcza instrumentacyjne) obfitowały r贸wnież pozostałe pozycje koncertu: Refrain I, Spiri z solowymi obojem i skrzypcami, a zwłaszcza napisany dla Ensemble InterContemporain Tema.

Francesco Pennisi (1934-2000) jest postacią u nas prawie całkiem nieznaną - jego utwory kameralne i pieśni na sopran i zesp贸ł zabrzmiały na koncercie monograficznym w wykonaniu Orchestra Sinopoli di Taormina (dyrygent Fabio Maestri). Muzyki jego dotąd nie znałem i wysłuchałem jej z zainteresowaniem i przyjemnością, choć nie jest ani oryginalna, ani nowatorska. Pennisi najwidoczniej kontynuował dobrą włoską tradycję postdodekafonicznej muzyki melodyjnej i przejrzystej - rzadko dochodzi w niej do zagęszczenia faktur, z reguły jedna, kunsztownie zarysowana linia melodyczna dominuje na dłuższych odcinkach. Utwory nie r贸żniły się jednak charakterem na tyle, by utrzymać uwagę słuchacza przez całą godzinę; wydaje się też, że zainteresowanie tw贸rczością Pennisiego nie ma raczej szans wykroczyć poza Włochy i przypuszczalnie pozostanie on nadal w cieniu Dallapiccoli.

  CLAUDIO AMBROSINI ze Złotym Lwem, Copyright by La Biennale di Venezia 2007  
  CLAUDIO AMBROSINI ze Złotym Lwem, Copyright by La Biennale di Venezia 2007  
Niespodzianką było przyznanie Złotego Lwa za bieżące dokonania Claudio Ambrosiniemu. Widocznie jeszcze raz zadziałał klucz, zgodnie z kt贸rym i zgodnie z naczelnym hasłem Festiwalu w tym roku - "Made in Italy" - nagrodę należało przyznać Włochowi. Spodziewałem się (nie tylko ja), że przypadnie ona Neuwirth, niemniej decyzja jury mnie ucieszyła, ponieważ urodzony w roku 1948 Wenecjanin jest rzeczywiście tw贸rcą godnym uwagi, jednym z kilku najciekawszych obecnie we Włoszech (znakomita Pasja według św. Marka i opera Il canto della pelle). Zaraz po werdykcie zabrzmiało prawykonanie nowego Plurimo per Emilio Vedova - koncertu na dwa fortepiany z orkiestrą (Orchestra Nazionale di RAI, dyrygent Pierre-Andr茅 Valade, pianiści Emanuele Arciuli i Francesco Libetta), w kt贸rym Ambrosini pokazał się z najlepszej strony: i pianistom, i muzykom orkiestry dał do zagrania dużo nut, dbając nie tyle o "ekonomię", co raczej o "unerwienie" grup i figur dźwiękowych. Pozornie nie dyscyplinując wybujałej inwencji, zachował kontrolę nad formą i przepływem energii, nic się tu nie pomieszało ani nie zlało w jakąś nieokreśloną masę, jak w dziełach niedawno zmarłego abstrakcjonisty.

Trzy koncerty poświęcono tw贸rcom młodszej generacji, czternastu kompozytorom nieco starszym od naszych "młodych" (przeważnie dobiegającym czterdziestki), u kt贸rych Festiwal zam贸wił utwory wykonane przez czołowe włoskie zespoły: "Icarus" (dyrygował Erasmo Gaudiomonte), "Divertimento" (Sandro Gorli) i "Algoritmo" (Marco Angius). Jakość ich utwor贸w była miłym zaskoczeniem, tym większym, że z całej czternastki dotąd znałem tylko dwa nazwiska: Mauro Lanza i Fabio Cifariello Ciardi, co potwierdzałoby często wyrażaną opinię (zob. artykuł Nicola Saniego w "Ruchu Muzycznym" 20 i 21/2006), że nowa muzyka włoska ma się świetnie. Prawie w każdym przypadku słychać było jakiś pomysł, dla kt贸rego warto było napisać utw贸r. Słuchaliśmy zatem delikatnej liryki instrumentalnej Paoli Livorsi (In Between), "sferycznych" (chodzi o sfery niebieskie) spektralnych harmonii Lanzy (Sol), Evoluzioni Paolo Marchettiniego, kt贸re brzmiały trochę jak rygorystycznie, po webernowsku ustrukturowany Morton Feldman, fajerwerkowego Trasparente Oscara Bianchiego... Gorąco przyjęto Legendę - koncert na skrzypce i zesp贸ł, kt贸rego kompozytor Matteo Francheschini ubierał elementy ludowe w partii solowej w bogatą i barwną szatę trochę po beriowsku, choć nieco diabolicznie. Muzyka Włoch贸w jest ciekawa technicznie, pełna odniesień, nie tylko muzycznych, lecz nie traktowanych jak postmodernistyczna albo surkonwencjonalistyczna podp贸rka.

Kino

Całkiem niedawno, bo dopiero w ostatnich latach, wielu kompozytor贸w wpadło na pomysł ilustrowania arcydzieł kina wykonywaną na żywo muzyką, co dotychczas było raczej domeną improwizator贸w. Sukces Lost Highway (opera Olgi Neuwirth według filmu Lyncha z dialogami opracowanymi przez Elfriede Jelinek) lub kompozycji Ivana Fedele do Zagłady domu Usher贸w niewątpliwie zachęca do dalszych poszukiwań na tym obszarze - kino, nawet artystyczne, to mimo wszystko rodzaj sztuki niepor贸wnywalnie bardziej popularny, zatem zainteresowanie sięga kręg贸w o wiele szerszych.

Ceną, jaką niejednokrotnie trzeba zapłacić za sukces, jest zepchnięcie muzyki na plan dalszy - często odbieramy ją całkiem podświadomie i bezrefleksyjnie. Na konferencji prasowej urodzony w 1955 roku Argentyńczyk Martin Matalon, autor muzyki do Metropolis (1927) Fritza Langa, twierdził, że jego muzyka do film贸w (dotychczas wziął na warsztat dzieła m.in. Luisa Bu艅uela) niczym nie r贸żni się od muzyki koncertowej, że treści filmowych nie "ilustruje", lecz tworzy ją oglądając film. Arcydzieło Langa wciąga niemal całkowicie i nie pozostawia wiele czasu na zastanowienie, jak trwający prawie 140 minut utw贸r wypadłby bez obrazu; towarzysząc, brzmi w wielu fragmentach świetnie - z fragment贸w skojarzonych z obrazami podziemnej fabryki pracującej dla kapitalistycznego miasta wiało nieraz prawdziwą grozą. Niemniej tw贸rca uniknął prostej ilustracyjności, ciekawie r贸żnicując relacje między dźwiękiem a obrazem: na przykład w "najgłośniejszej" scenie niemego filmu (ślepy bunt robotnik贸w) muzyka raz jedyny zamilkła i był to zabieg nader wymowny.

Uprzestrzenniona elektronika znakomicie wsp贸łgrała z 16-osobowym zespołem MusikFabrik (dyrygował kompozytor), w kt贸rym istotną role odgrywała blacha z rozmaitymi tłumikami, ponury kontrafagot, elektryczna gitara i amplifikowana wiolonczela oraz kontrabas, a także rozbudowana perkusja. Matalon, tw贸rca z kręgu IRCAM-u, zastosował środki o rodowodzie bliskim zar贸wno estetyce ircamowskich utwor贸w Bouleza, jak "poważnej" muzyce Franka Zappy. M贸j podziw dla Matalona zaczął nieco słabnąć pod koniec przedstawienia, kiedy coraz częściej ułatwiał sobie zadanie sięgając do ekspresyjnych i technicznych klisz, tak że pod sam koniec napięcie utrzymywał już tylko sam Lang (mimo końcowej sceny z budującym przesłaniem, kt贸re nie jest najmocniejszą stroną filmu).

Drugim filmowym wydarzeniem był koncert przygotowany przez Klangforum Wien zatytułowany "Free Radicals". Na program złożyły się miniatury (nie dłuższe niż pięć minut) wybitnych tw贸rc贸w - Xenakisa, Feldmana, Aperghisa, Birtwistle'a, Sch枚nberga, Lutosławskiego, Stockhausena oraz licznych filmowc贸w i rozmaitych artyst贸w okazjonalnie parających się filmem. Filmy i utwory muzyczne prezentowano jednocześnie bądź osobno, lecz w filmowym kontekście także Przeźrocza (tytuł przecież nie przypadkowy) Lutosławskiego czy Dr. K Sextett Stockhausena ewokowały wizualne treści. Jedynym dłuższym utworem (12 minut) było wsp贸lne dzieło dyrygującego zespołem Beata Furrera i luksemburskiej reżyserki Bady Minck. Ta wizualizacja polifonicznej muzyki wywiedzionej z Schumanna opierała się na prostym, lecz efektownym i świetnie zrealizowanym pomyśle: muzycy Klangforum pojawiali się na ekranie, w odpowiednim miejscu wypełniającej go partytury, wtedy tylko, gdy mieli coś do zagrania, powiększani bądź pomniejszani zależnie od poziomu dynamiki swoich partii. Także druga praca Minck, kończąca koncert, do wysmakowanej barwowo Madame Press Died at Ninety Feldmana, w oryginalnie przedstawiała grę wiedeńskich muzyk贸w.

Trzykrotnie pokazano klasyczny film dadaistyczny - Le retour 艜 la raison Man Raya z roku 1927, do kt贸rego zam贸wiono muzykę u trzech kompozytor贸w (Misato Mochizuki, Theo Verbey i James Clarke); charakter dzieła zmieniał się za każdym razem pod wpływem muzyki. W Tombeau pour Igor Stravinsky Birtwistle'a oglądaliśmy piękną grę cieni instrumentalist贸w. Niezależnie od atrakcji dla oka, należy wyrazić uznanie dla muzycznej strony koncertu: kr贸tkie, ale wyraźnie zindywidualizowane i pełne muzycznej treści utwory, razem zestawione, dały znakomitą panoramę osobowości.

Wsch贸d i Cage

Dwa koncerty zatytułowane "Nuova Musica dall'Oriente" objęły spory obszar geograficzny: od Kuwejtu, Turcji i Izraela do Korei i Japonii. Wykonawcą pierwszego był Nieuw Ensemble - amsterdamscy muzycy mają ogromne zasługi w odkrywaniu talent贸w pochodzących z Azji, zwłaszcza z Chin - choć nie tylko; nie jeden raz udawali się tam w poszukiwaniu ciekawej muzyki. Nieuw często wsp贸łpracuje z wirtuozami wschodnich instrument贸w (koto, arabski flet ney, irański santur), kt贸re w połączeniu z charakterystycznymi dla holenderskiego zespołu instrumentami strunowymi (gitara, mandolina, harfa) tworzą brzmienie wyr贸żniające go spośr贸d podobnych ansambli. Niekt贸rzy tw贸rcy, kt贸rym Holendrzy pomogli w przebiciu się na międzynarodową scenę (zwłaszcza Chińczycy), zrobili dużą karierę.

  UNSUK CHIN, Copyright by La Biennale di Venezia 2007  
  UNSUK CHIN, Copyright by La Biennale di Venezia 2007  
Tym razem było też ciekawie, ale jedynym naprawdę znakomitym utworem programu okazał się dobrze już znany z innych wykonań Akrostichon Wortspiel Koreanki Unsuk Chin (według Lewisa Carrolla) - tu jeszcze raz zabłysnęła Yeree Suh. Poza tym słuchaliśmy utwor贸w Mochizuki (kt贸rej muzyka brzmi dość międzynarodowo), "kaligraficznych" figur dźwiękowych Chinki Leilei Tian, koncertu Ana Shahid na qanun (rodzaj cytry) i zesp贸ł Izraelczyka Davida Landaua (co ciekawe, zapożyczał tu wyłącznie za świata kultury arabskiej i islamskiej - może to gest polityczny?), Koncertu na ney i małą orkiestrę Rashidaha Ibrahima (Kuwejt) oraz utworu Asla tureckiego kompozytora Sadik Uğraş Durmuş. Dyrygował Lucas Vis. Mniej ciekawie wypadł koncert koreańskiego zespołu TIMF, mimo że w programie znalazły się utwory takich mistrz贸w, jak Isang Yun i Toshio Hosokawa, oraz mimo użycia gayageum (dwunastostrunowa cytra z przesuwanym mostkiem) w utworach Nam-kuk Kima i Bonu Koo.

Z egzotycznych atrakcji za największą (Unsuk Chin też jest dość "europejska") uznałbym ukończony w tym roku Koncert na erhu (rodzaj skrzypiec) i orkiestrę Guo Wenjinga - jednego z niewielu chińskich kompozytor贸w, kt贸rzy - choć nie wyemigrowali - zdołali wzbudzić zainteresowanie na Zachodzie. Narracja i spos贸b dialogowania solistki z orkiestrą przywołują na myśl koncerty romantyczne, lecz materiał dźwiękowy jest całkiem innej natury - Guo Wenjing najwyraźniej nic sobie nie robi z istotnych dla nas rozr贸żnień między nowoczesnością a tradycją, postmodernizmem, modernizmem, neostylistyką. Niezwykle skupiona solistka Song Fei (obserwacja jej ruch贸w to dodatkowa przyjemność) przykuwa uwagę nie tyle niewątpliwą wirtuozerią, co odmiennością retoryki, a europejska orkiestra brzmi zupełnie nie po europejsku.

Do "orientalnego" nurtu Festiwalu można zaliczyć także oba koncerty muzyki Cage'a: fortepian, fortepian preparowany i fortepian-zabawka pod palcami Margaret Leng Tan brzmiały jak egzotyczny instrument strunowy, a specyficzny "timing" nadał jej interpretacjom utwor贸w z lat czterdziestych (Bacchanale, Suite for Toy Piano, Dream, Chess Piece, In the Name of the Holocaust) charakter orientalnych miniatur. Muzykę tę, poczętą z ducha Erika Satie, niekt贸rzy odebrali jako infantylną, lecz niewątpliwie jest ona odrębną i konkretną propozycją artystyczną, w przeciwieństwie do p贸źniejszych 4'33" (w wersji trzyczęściowej), Etudes Australes (mapy nieba przeniesione na papier nutowy) i Water Music.

Z Song Books można zrobić prawie wszystko, nawet sur贸wkę z marchewki (słynne wykonanie ma "Warszawskiej Jesieni" 1975), ciekaw jestem jednak, jak Cage skomentowałby pomysł zrobienia z nich popisu indyjskiego śpiewu dhrupad. Mimo zainteresowania filozofią Wschodu, wykonywanie jego muzyki w pewnej konwencji - rodem z Indii, rockowej czy barokowej - nie wydaje mi się zgodne z duchem tej sztuki, ale niech znawcy Cage'a osądzą. Śpiewającej, tańczącej i recytującej Amelii Cuni towarzyszyło dw贸ch perkusist贸w na indyjskich instrumentach, oraz burdony z laptopa, z kt贸rego od czasu do czasu wydobywał się ponadto jakiś "awangardowy" dźwięk. Mimo sporych umiejętności śpiewaczki i autorki koncepcji koncertu zatytułowanego 18 Microtonal Ragas: Solo 58 from "Song Books" było strasznie nudno.

*

Dużym wydarzeniem był zapewne wykonany przez Klangforum pierwszego dnia 70-minutowy Kraanerg Xenakisa, ale do Wenecji na to nie zdążyłem, tak samo jak na koncert monograficzny Michaela Nymana. Podobnie jak w Warszawie, ciepło przyjęto Zeugen Aperghisa. Znakomity zesp贸ł dwunastu śpiewak贸w Schola Heidelberg pod dyrekcją Waltera Nu脽bauma wykonał utwory Viviera, Messiaena (Cinq rechants) oraz pełne inwencji i zabawne Madrigalkom枚dien Petera E枚tv枚sa, poprzedzone madrygałami Gesualda, będącymi dla nich punktem odniesienia. Ponownie uznanie moje wzbudziła muzyka Hugues'a Dufourta - w wykonanym przez Ensemble Recherche L'Afrique d'apr膷s Tiepolo na fortepian i zesp贸ł kompozytor niby od niechcenia kładzie obok siebie piękne barwy, ale po pewnym czasie widać, że chodzi tu o konsekwentnie budowaną formę. Koncert złożony z dw贸ch utwor贸w Mauricio Kagla (Kantrimusik i ...den 24.XII.1931, Verst眉mmelte Nachrichten) dał zesp贸ł MusikFabrik pod dyrekcją kompozytora. Klangforum Wien i MusikFabrik pełniły na Festiwalu rolę zespoł贸w rezydujących i dały po trzy koncerty. Ponadto wykonano utwory m.in. Ligetiego, Kurt谩ga (I Kwartet, znacznie mniej ciekawy od następnych jego utwor贸w), Zorna, Cerhy, Langa (Bernharda), Ablingera, Marka Andr茅, van der Aa, Harveya, Mundry, Abrahamsena i Lizy Lim.

Wenecki festiwal muzyczny to pod względem ilości koncert贸w impreza rozmiar贸w "Warszawskiej Jesieni"; towarzyszą mu, co roku, dyskusje i spotkania nie tylko z muzykami, lecz także z np. filozofami, socjologami i politykami. Giorgio Battistelli, ustępujący dyrektor Biennale di Musica zawsze dba o filozoficzny kontekst: w ubiegłym roku Festiwal nosił wymowny podtytuł Va' pensiero, tegoroczny zaś zaczerpnięte z Heideggera hasło "Oltre la linea". W tym roku zrezygnowano z organizowania koncert贸w w La Fenice i w weneckich kościołach, wszystkie odbyły się w licznych pomieszczeniach kompleksu Arsenale - miejscu dla muzyki idealnym, zar贸wno ze względ贸w praktycznych, jak z uwagi na atmosferę.
KRZYSZTOF KWIATKOWSKI

ROK LI • NR 24 • 25 LISTOPADA

Mysz w Ruchu


ROK LI • NR 24 • 25 LISTOPADA


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa