Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Muzyka wsp蟪czesna  Czy i jak mieszać obiegi?

Uwagi do artykułu "Co za licho?"
Esej Jana Topolskiego jest pr贸bą przedstawienia wartości i cel贸w, jakie przyświecają tw贸rcom muzyki zwanej alternatywną. Myśl autora jest czytelna, a spos贸b przedstawienia tematu pomaga ująć w słowa rozr贸żnienia ważne dla określenia istoty omawianego zjawiska.

Dlatego warto było tekst ten w "Ruchu Muzycznym" opublikować, choćby po to - i pewnie wbrew intencjom autora - aby wyjaśnić, dlaczego "alternatywa" znajduje się jednak na marginesie zainteresowań naszego pisma, choć czasem, powodowany ciekawością, zaglądam na to nie całkiem moje podw贸rko 1 . Jako redaktor działu muzyki wsp贸łczesnej czuję się do takich wyjaśnień poniekąd zobowiązany, zwłaszcza kiedy spotykam się z zarzutem, że do pojęcia "muzyki wsp贸łczesnej", jakim na użytek naszego pisma się posługuję (nie twierdzę, że jest ono jedynie możliwe), nie zaliczam pewnych interesujących zjawisk.

Artykuł Topolskiego kończy się zaproszeniem do polemiki. Sam tekst nie ma jednak charakteru polemicznego: autor wskazuje na to, co jego zdaniem w muzyce alternatywnej jest godne uwagi; wartości te oraz ich realizacja dają mu pełnię estetycznej satysfakcji. Jeśli tak jest, a nie mam powodu wątpić, to mamy do czynienia po prostu z faktem, kt贸remu nie można zaprzeczyć. Co więcej, nawet gdyby autor uważał, że "alternatywa" jest lepsza, mądrzejsza i ciekawsza od muzyki "akademickiej" (czego chyba nie twierdzi, choć liczni miłośnicy "alternatywy" - owszem), też polemiki bym nie podjął, ale z innych powod贸w: byłby to sp贸r jałowy.

Sprzeciw m贸j budzi coś innego: ze strony środowisk "alternatywnych" słyszymy często, że muzyka zwana w tych kręgach akademicką powinna ustąpić miejsca, ponieważ "wiele z cel贸w i jakości nadal charakterystycznych dla nowej muzyki klasycznej realizuje się znacznie lepiej w zjawiskach takich jak noise, improwizacja czy sztuka interaktywna" (moje tłumaczenie z wygłoszonego po angielsku podczas ostatniej "Warszawskiej Jesieni" referatu Jana Topolskiego). Zgłaszającym podobne postulaty nie wystarczy, że "alternatywa" ma wiele imprez i festiwali na wyłączność, a są i takie, na kt贸rych muzyczne obiegi ze sobą wsp贸łistnieją. Zestawianie i por贸wnywanie obieg贸w ("dla każdego coś miłego") to samo w sobie jeszcze nic złego, gorzej jeśli ekumenizm, głoszony np. przez "Glissando" ("nie ma muzyki 'poważnej' i 'rozrywkowej', jest tylko dobra i zła" 2) miałby prowadzić do niwelowania wartości, zgodnie z mechanizmem określanym w nauce ekonomii mianem prawa Greshama. W szczeg贸lności uważam, że powtarzany co roku postulat zrobienia miejsca dla noise'u lub swobodnej improwizacji (przy czym nie chodzi o "okienka", lecz o kompleksowe zmiany) na "Warszawskiej Jesieni" byłby szkodliwy; na szczęście szanse na jego realizację są niewielkie.

Jeśli dobrze rozumiem myśl Topolskiego, muzyka akademicka i nieakademicka to dla niego jakby dwa rodzaje muzyki, jak - powiedzmy - chińska i afrykańska. Wylicza jej specyficzne cechy brzmieniowe lub właściwe dla niej emocje, tak jakby były one "akademikom" zakazane - m贸j punkt widzenia jest całkiem inny: muzyka alternatywna to raczej obieg niż rodzaj. Za wyr贸żnik "alternatywy" uważam, po pierwsze to, że jej tradycją jest w dużym stopniu muzyka popularna 3 i "popularniejsza", a po drugie (co poniekąd wynika z pierwszego), że pewne ważne dla "akademickiej" muzyki aspekty pozostają tu na poziomie amatorskim bądź trywialnym (nawet jeśli inne są ciekawe).

Jeśli ktoś tworzy kunsztowną i złożoną muzykę przy pomocy "puszki gwoździ i parasola", to jest "alternatywą" co najwyżej ze względ贸w socjologicznych, to znaczy ze względu na zwyczaje i konwencje, instytucje, obiegi itp. Jeśli muzyk "alternatywny" tworzy muzykę przemyślaną we wszystkich aspektach i wymiarach (np. formy), to nie ma w og贸le powodu używać słowa "alternatywa". Wynika to nie tyle z jej istoty jako gatunku czy rodzaju, ale z jej demokratycznego charakteru. Jej "demokratyzm" ma złe, ale także dobre strony: dostępność nowych technologii sprawia, że komputer i elektronika zajmują miejsce, jakie dawniej w zainteresowanych sztuką kręgach amator贸w przysługiwało fortepianowi.

Tezy Topolskiego zawarte w artykule "Co za licho?" ułatwiają sprecyzowanie kryteri贸w podział贸w - koniecznych, jeśli rozumiemy, że pewnych obszar贸w w sztuce nie można poddawać pod publiczny osąd. Autor cytuje Hegla na poparcie swego przekonania, że "podmiotowość" może się wyrazić bez zapośredniczeń w czasie realnym, czyli w swobodnej improwizacji - tylko filozof lub szukający ideologicznego wsparcia improwizator, nie zaś jakiś uprzedmiotowiony kompozytor, m贸głby na to wpaść. Partytura według Topolskiego ogranicza "wewnętrzną wolność" (Hegel "przeczuł jej zbędność") - nie jest po prostu środkiem do uzyskania muzyki kunsztownej i złożonej, rzeczywiście zbędnym, jeśli zamierzony cel można osiągnąć w inny spos贸b, jak w muzyce "na taśmę". Nasuwa się pytanie: po co w og贸le męczyć się i żmudnie komponować, skoro perfekcję i głębię osiągnąć można drogą "free improvisaton"?

W "Co za licho?" pojawia się też nieodzowne w tym kontekście hasło "sztuki bliższej życiu" - w odniesieniu do muzyki sprowadza się ono najczęściej do pragnienia, aby sztukę "wysoką" oswoić wprowadzając do niej elementy muzyki i fonosfery "potocznej", bliższej powszechnej mentalności i dźwiękom, z kt贸rymi spotykamy się poza miejscami wyznaczonymi do kontemplacji wyrafinowanych dzieł. Czy nie należałoby raczej podejść do tego niezwykle ważnego zagadnienia z drugiej strony i postulować zbliżenie życia do sztuki, a do muzyki w szczeg贸lności? Zaś wszystkim, kt贸rzy na serio uważają, że (sztuka wysoka) "łudzi porządkiem, doskonałością i pięknem w świecie pełnym cierpienia i nędzy" (to już nie Topolski, lecz Shusterman, a raczej sądy przez Shustermana przytaczane) proponowałbym działać bezpośrednio dla ulżenia cierpieniu i nędzy, zamiast udawać, że publiczne wystawianie lekceważących formalną doskonałość twor贸w jest formą spełniania powinności wobec ofiar wojen, wyzysku i dyskryminacji (tak motywowane działania artystyczne są prawdziwa plagą na obszarze np. sztuk plastycznych, kt贸ra na szczęście muzyki artystycznej dotknęła w niewielkim stopniu).

Sł贸wko "spontaniczny" ma sw贸j urok, ale przecież są rzeczy, kt贸rych spontanicznie robić się nie da. Podobnie, sztuka kompozycji rozwijała się przez wieki, ponieważ pewnych zestawień dźwięk贸w nie można uzyskać "spontanicznie": złożona polifonia, kunsztowna i przemyślana forma, konstrukcje rytmiczne, takie jak w muzyce Messiaena, Cartera czy Bouleza, są na tej drodze nieosiągalne, sonata Hammerklavier też nie mogła zostać wyimprowizowana. Wartości i kryteria wypracowane na gruncie artystycznej muzyki komponowanej (pomijam tu złożone relacje, jakie często zachodzą między kompozycją a improwizacją), jeśli mają przetrwać i się rozwijać, muszą być kultywowane, a do tego potrzeba miejsc, w kt贸rych owe wartości i kryteria obowiązują 4 .

We wsp贸łczesnej komponowanej muzyce artystycznej chodzi właśnie o te rzeczy, kt贸rych spontanicznie i po amatorsku zrobić się nie da. Tym, a nie jakąś dumą z posiadanego papierka, należy tłumaczyć dystans i rezerwę większości kompozytor贸w wobec tw贸rc贸w "nieakademickich". Co bardziej zorientowani w muzycznej wsp贸łczesności "nieakademicy" lubią podawać przykłady "otwartych umysł贸w" wśr贸d akademickiej konserwy. Wątpię jednak, czy wyrazy zainteresowania "alternatywą" ze strony choćby Olgi Neuwirth albo Magnusa Lindberga oznaczają, że fascynuje ich konstrukcja harmoniczna w muzyce Scannera czy melodie Bj艡rk. Sztuka wsp贸łczesna rodzi wprawdzie formy pośrednie (Yannis Kyriakides, Bernhardt Lang, Frank Zappa), lecz Olga Neuwirth przez fakt wsp贸łpracy z Burkhardtem Stanglem nie stała się "alternatywna" i nadal należy do świata nowej muzyki "klasycznej" z jej systemem wartości, podobnie jak Szymanowski, choć kochał folklor Podhala, nie został g贸ralskim muzykantem.

Muzyka zwana alternatywną jest zjawiskiem względnie nowym, choć problem miejsca r贸żnych "obieg贸w" w całości kultury muzycznej wcale nowy nie jest. W latach pięćdziesiątych sporo rozgłosu zrobiła książka The Agony of Modern Music Amerykanina Henry Pleasantsa, kt贸ry dowodził, że prawdziwie żywą i innowacyjną muzyką jest jazz, nie zaś zbłąkana na manowcach nowa muzyka "klasyczna". Od tego czasu wielu artyst贸w jazzu i rocka twierdziło, że to oni tworzą prawdziwą muzykę XX wieku - biorąc pod uwagę ich kryteria, got贸w jestem zresztą przyznać im rację. Nie twierdzę r贸wnież, że wsp贸łczesna kompozycja ma monopol na muzyczne innowacje. Muzyka "akademicka" nie ma wszakże obowiązku kupowania wszystkiego, wraz z elementami - według jej wypracowanych kryteri贸w - trywialnymi.

Podkreślając niezbędność miejsc służących kultywowaniu wartości specyficznych dla sztuki kompozycji (nie zaś konwencji stylistycznych i społecznych związanych z jej historycznym rozwojem - tych rzeczy nie należy mylić!) 5, nie domagam się bynajmniej wyizolowania "warszawskojesiennej" muzyki wsp贸łczesnej, choćby dlatego (ale nie tylko), że nowa muzyka nierzadko (ale bynajmniej nie w większości wypadk贸w) z powodzeniem znajduje sobie zwolennik贸w w kręgach chowanych na "alternatywie". "Glissando" 6 odgrywa tu ważną rolę i ani mi w głowie krytykować to pismo za mieszanie obieg贸w. O pewnych rozr贸żnieniach wypadałoby jednak pamiętać i nie cieszyć się zbytnio z łatwych sukces贸w, osiągniętych dzięki ich zamazywaniu oraz wrzucaniu do jednego worka wszystkiego, co sprawia przyjemność.

1 Nie jest to oczywiście pow贸d jedyny. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że formy sztuki tradycyjnie nie zaliczane do "wysokiego" obiegu zasługują na poważniejszą dyskusję niż frazesy, jakimi zwykle się ją zbywa. Argumenty przeciw niej, wysuwane nierzadko z potrzeby legitymizacji złożonych form artystycznych, często stają się absurdalne, jeśli tylko wyjdą poza bezpieczny krąg, w kt贸rym się ich używa.

2 Autor artykułu nie jest jednak do końca konsekwentny w przestrzeganiu zasad demokratycznego zr贸wnania, bo jednak muzyka z okolic MTV i RMF jest dla niego ułomna.
Z zastrzeżeniami got贸w byłbym się zgodzić, że każda muzyka może być "dobra i zła", zatem z pewnego punktu widzenia rzeczywiście jest tylko "dobra" i "zła" muzyka. Kiedy jednak słyszę podobne stwierdzenia, zastanawiam się, w jakim celu się je głosi: czy aby nie po to, aby w imię swego rodzaju populizmu ukryć inne podziały: na przykład na muzykę lżejszą i złożoną? W takim przypadku zr贸wnanie służy pseudodemokratycznemu populizmowi, na kt贸rym mniej przystępne formy sztuki źle wychodzą.

3 "Tradycją" muzyki alternatywnej jest r贸wnież tw贸rczość Johna Cage'a. Warto w tym kontekście przypomnieć, że biograf kompozytora Richard Kostelanetz uznawał go za "wz贸r dla handicapped artists, czyli nas wszystkich", co w ustach entuzjasty i apologety bynajmniej nie było zarzutem.

4 Topolski zgodnie z potocznym stereotypem utożsamia wartość muzyki "akademickiej" z tym, co "wysławialne, weryfikowalne, klasyfikowalne", dzięki czemu może przeprowadzić sw贸j nietzscheański wyw贸d. Boulez (kt贸ry, nawiasem m贸wiąc, swoje artystyczne credo sformułował niegdyś "prendre le d茅lire, et l'organiser") słusznie stwierdził, że nawet po najbardziej drobiazgowej analizie pozostaje zawsze najciekawsze pytanie: dlaczego?

5 W odniesieniu do wsp贸łczesności chętniej posługuję się terminem "sztuka kompozycji" (w literaturze angielskiej często spotyka się termin "modern composition") niż "muzyka poważna" bądź "klasyczna", ponieważ oba te określenia sugerują, że ich desygnat jest nieodłączny od pewnych stylistycznych bądź społecznych konwencji.
Wyrazem utożsamienia z konwencją jest zar贸wno przekonanie, że muzyka poważna to taka, kt贸rą muzycy we frakach grają w filharmoniach na instrumentach smyczkowych, jak twierdzenie, że barwy muzyki alternatywnej "są bardziej szorstkie, chropawe, jędrne, soczyste i dynamiczne" ("brzmienia" to gł贸wny pow贸d do dumy rzecznik贸w "alternatywy") i są one "wykluczone z muzyki klasycznej".

Konwencje, warunki i zwyczaje determinują oczywiście kształt tworzonej muzyki, lecz nie są od niej nieodłączne. Termin "dźwięki nielegalne", kt贸rym "alternatywa" tak chętnie się posługuje, uznałbym za dość zabawny (nic tak nie smakuje, jak zakazany owoc) chwyt reklamowy; a to, że znaczna część muzyki wsp贸łczesnej brzmi "jak muzyka wsp贸łczesna" i przestrzega pewnych konwencji, to już inna sprawa.
Słuchając ostatnio Koncertu na erhu i orkiestrę Chińczyka Guo Wenjinga zadawałem sobie retoryczne pytanie: co stoi na przeszkodzie, aby na ten bogaty w możliwości ekspresyjne instrument pisano tyle samo utwor贸w, co na skrzypce czy wiolonczelę? Odpowiedź chyba nie jest trudna.

6 Andrzej Chłopecki por贸wnuje pismo Jana Topolskiego do "Musik-Texte", choć w niemieckim piśmie o "alternatywie" pisze się jeszcze mniej niż w "Ruchu Muzycznym"; pewne analogie istnieją, choćby ta, że w "Glissandzie" jest miejsce na poważniejsze, analityczne teksty, ale og贸lnie raczej brytyjskie "Wire" wydaje się lepszym por贸wnaniem.
KRZYSZTOF KWIATKOWSKI

ROK LII • NR 2 • 20 STYCZNIA 2008

Mysz w Ruchu


ROK LII • NR 2 • 20 STYCZNIA 2008


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa