Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Opera  Hades jako piekło

Orfeusz i Eurydyka w Bytomiu.

Precedens już był. Dwadzieścia jeden lat temu, w listopadzie 1987 roku, za czas贸w kr贸tkiej kadencji dyrektorskiej Jerzego Salwarowskiego, Opera Śląska przedstawiła spektakl Il maestro finito, oparty na dwu dziełach doby baroku: operze Pergolesiego La serva padrone i arii Cimarosy Il maestro di cappella.

  ANNA NOWORZYN (Eurydyka), GRZEGORZ PAJDZIK (Tanatos), Fot. Tomasz Zakrzewski  
  ANNA NOWORZYN (Eurydyka), GRZEGORZ PAJDZIK (Tanatos), Fot. Tomasz Zakrzewski  
Tamto wydarzenie nazwano pierwszą premierą Sceny Kameralnej. I bynajmniej nie chodziło o nową salę Opery w Bytomiu, ale o zaakcentowanie nietypowego dla tej plac贸wki repertuaru. Coś w rodzaju ostrzeżenia: "Uważajcie, to nie Traviata". Swoją drogą teatr ten jest tak niewielki, że m贸głby w og贸le być uznany za scenę kameralną. Dyrekcja zapewne wolała się trochę asekurować przed niemiłym - zwłaszcza dla oka - widokiem pustawej widowni. Chyba jednak aż tak źle nie było, skoro tamta inscenizacja (nie tylko pierwsza, ale i jedyna na tzw. Scenie Kameralnej) osiągnęła 56 przedstawień.

Poza tym wyjątkiem i przedtem, i potem Opera Śląska nie wykraczała, jeśli chodzi o wgłębianie się w historię, poza dzieła Mozarta, i to bynajmniej nie wczesne, ale dopiero od Uprowadzenia z seraju. Aż do listopada zeszłego roku, kiedy to w Sali im. Adama Didura wystawiono Orfeusza i Eurydykę Glucka.

Sala, nosząca imię założyciela i pierwszego dyrektora Opery Śląskiej, to dawna sala koncertowa wzniesionego w 1901 r. budynku, kt贸ry do drugiej wojny światowej pod jednym dachem mieścił dwie instytucje: Konzerthaus i Teatr Miejski. Od roku 1945, gdy zrujnowany gmach objęli przywiezieni do Bytomia polscy pracownicy Opery Lwowskiej, dawna sala koncertowa stała się na długie lata salą pr贸b baletu.

W roku 2000, kiedy postanowiono podwyższyć dach tej części budynku, zapr贸szony podczas prac remontowych ogień spowodował pożar, kt贸ry zniszczył część obiektu, w tym salę pr贸b baletu. Ale - jak mawiał Aleksander Fredro, kt贸rego lwowski duch niewątpliwie krąży nad śląsko-lwowskim zespołem - nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ogień wprawdzie strawił wnętrze budynku, ale też odsłonił, przykrytą boazerią przez dawnych gospodarzy, pierwotną, bardzo piękną sztukaterię. Postanowiono zmienić plany remontu: salę baletową przeniesiono na wyższą kondygnację, a koncertową "odzyskano" dla koncert贸w. Nie tylko zresztą dla koncert贸w, bo wystawiono tu Cos臎 fan tutte (choć premiera tej inscenizacji odbyła się na gł贸wnej scenie) oraz właśnie Orfeusza i Eurydykę - spektakl przygotowany specjalnie dla tego wnętrza.

  MAGDALENA PILARCZYK (Orfeusz), ANNA NOWORZYN (Eurydyka), Fot. Tomasz Zakrzewski  
  MAGDALENA PILARCZYK (Orfeusz), ANNA NOWORZYN (Eurydyka), Fot. Tomasz Zakrzewski  
Niech nas nie łudzi nazwa sali koncertowej. Przedstawienie wyreżyserowane przez Henryka Konwińskiego, notabene tw贸rcy choreografii do Il maestro finito, nie jest bynajmniej wersją koncertową, chociaż orkiestra siedzi na estradzie. Estrada to jednak zarazem scena, po kt贸rej poruszają się wykonawcy w kostiumach i kt贸ra jest przedłużona przechodzącym przez całą widownię podium. Takim, jak na rewiach mody albo pamiętnej inscenizacji Konrada Swinarskiego Dziad贸w w Krakowie. Widzowie siedzą p贸łbokiem do estrady i do owego podium, a tym samym do siebie - przy okazji można obserwować, kto siadł naprzeciwko.

Być może największym zaskoczeniem jest język, w jakim wystawiono operę Glucka. Teatr bytomski dysponuje (w dużej Sali), wyświetlaczem, kt贸ry pokazuje nad sceną polskie teksty wystawianych w oryginale dzieł, ale to właśnie - w kameralnym wnętrzu i już tym samym adresowane do bardziej wyrafinowanej publiczności - przedstawiono... po polsku. Kolejną niespodzianką jest, że język polski brzmi tu nieźle, zwłaszcza gdy Orfeusz powtarza: "Eurydyko, Eurydyko", nie zaś "Euridicze" albo "Eurdis", jako że w tej operze "r贸wnouprawnione" są wersje włoska i francuska.

Muzyka brzmi bardzo pięknie i nawet nie przeszkadza, że zesp贸ł bytomski nie gra przecież na kopiach dawnych instrument贸w; premierę w listopadzie przygotował Tadeusz Serafin, a oglądałem trzeci, styczniowy, spektakl, kt贸rym dyrygował Antoni Duda.

Bardzo ładnie śpiewa ch贸r, przygotowany przez Annę Tarnowską i "snujący się" - zgodnie zresztą z duchem tej jakże jednolitej, powolnej muzyki - nie tylko na estradzie, ale też pod ścianami, otaczając widz贸w "kwadrofonicznie" komentarzami akcji. Także gł贸wni bohaterowie - bohaterki: Magdalena Pilarczyk (Orfeusz), Anna Noworzyn (Eurydyka) i Leokadia Duży (Amor) ni to chodzą, ni to snują się. R贸wnież bardzo ładnie, spokojnie i z niezbędną tu dużą muzykalnością oraz wyczuciem - śpiewają.

Spok贸j 贸w przerywa wizualnie (bo muzycznie raczej nie) scena baletowa pomyślana w tej inscenizacji pod koniec II aktu. Starożytny gaj zmarłych potraktował Henryk Konwiński jako - lepiej znane polskim, katolickim widzom - piekło. I przez podium rodem z pokazu mody maszerują: najpierw ponętnie rozebrana grupa sado-maso, potem dziewczynki ze skakankami i podążający ich śladem pan w średnim wieku (zapewne pedofil), a na koniec ostentacyjnie żujący gumę, ogromnego wzrostu transwestyta. Projektant kostium贸w Ireneusz Domagała wielce malowniczo połączył w nich karnawał wenecki z love parade.

I tym sposobem niepokojąco zbliżyliśmy się do tytułu Orfeusz w piekle. Niech to podobieństwo nas jednak nie zwodzi. Orfeusz Glucka poza imieniem gł贸wnego bohatera w tytule ma z Orfeuszem Offenbacha niewiele wsp贸lnego.

Christoph Willibald Gluck Orfeusz i Eurydyka. Inscenizacja, reżyseria i choreografia: Henryk Konwiński, kierownictwo muzyczne: Tadeusz Serafin, scenografia: Ireneusz Domagała. Premiera w Operze Śląskiej 10 listopada 2007.
MAREK BRZEŹNIAK

ROK LII • NR 5 • 2 MARCA 2008

Mysz w Ruchu


ROK LII • NR 5 • 2 MARCA 2008


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa