Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Opera  Opera na zakręcie?

Drogi Ludwiku,

Odpowiadam zwięźlej, bo przestrzeń sporu nam się kurczy - właściwie do kwestii wykraczających poza ścisły temat reżysera w operowym ogrodzie.

Nieporozumienie co do "masowości" wynikło, jak sądzę, właśnie z mojego pobieżnego jej potraktowania, jako dygresji. Oczywiście, że "masy" nie spos贸b oderwać od "mnożnika" środk贸w powielania i przekazu. Ponieważ zaś nie wiem, jak przedstawiają się operowe statystyki "wtedy a dziś", pozostaje tzw. zdrowy rozsądek, ten zaś sygnalizuje, że wspomniane środki przysłużyły się r贸wnież i operze w stopniu przez Pucciniego nieznanym. Nie chodzi tylko o DVD, kt贸re się świetnie sprzedają (choć, naturalnie, gorzej od Titanica), ale i całkiem nowy system giga-transmisji, kt贸ry dotarł także do Polski, jako lepszy jeszcze surogat żywego spektaklu. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby się nie opłacało. Popyt na żywe przedstawienia także wygląda nieźle: w Paryżu opery gra się w pięciu (!) salach, wszystkie są pełne.

Nadal więc nie mogę się z Tobą zgodzić co do stopnia "elitarności" tej rozrywki. Zawiłości fabuły, o kt贸rych wspominasz, to i tak kaszka z mleczkiem w por贸wnaniu z tym, co się dzieje w serialach telewizyjnych typu Desperate Housewives (po polsku Gotowe na wszystko), kt贸re oglądają miliony. A z oswojenia - dzięki wyż. wym. środkom powielania i przekazu - z coraz szerszym repertuarem wynika rosnąca popularność dzieł dawniej uchodzących za niedostępne. Kto by przypuszczał, że w pięćdziesiąt lat po pierwszym Ringu Soltiego (Decca, 1957: Walter Legge z EMI pukał się w czoło...) będzie to dzieło popularne, mające tych nagrań dziesiątki, grane w k贸łko na całym świecie? Tylko w tym sezonie można Ring usłyszeć, w części lub w całości, w trzydziestu miastach, w tym w Wilnie, Rydze i Detmold... Tyleż znalazłem - daleko nie szukając - produkcji trzech oper Monteverdiego i dziesięciu tytuł贸w Janaczka. Brittena ponad czterdzieści. Produkcji H盲ndla koło setki, liczyć mi się odechciało.

Nie przypuszczam, by wszyscy, kt贸rzy na to chodzą, mieli rozeznanie w kwestiach formalnych i brzmieniowych tych utwor贸w. Myślę, że po prostu czerpią z tego niewinną, zmysłową przyjemność, w og贸le sobie takich pytań nie zadając. Dawno oswoili się z rozłożystymi damami w męskich zbrojach. To nie ta sama publiczność, co na Titanicu - ale proporcjonalnie całkiem niewąska, a jej gołym okiem postrzegalna liczebność każe chyba zrezygnować z pojęcia "elity", przynajmniej w jego wąskim znaczeniu. Bardzo to miłe zjawisko przecież, byle mu wyjść naprzeciw.

Darowaliśmy sobie też (co mnie napawa zachwytem) grymasy moderny, kt贸ra (jak niegdyś... Jerzy Waldorff urągający "Baterflajom", a po dziś dzień smętny dyrektor Mortier w Paryżu) gardziła belcantem, zatykała uszy na dźwięk nazwiska Puccini, z Verdiego uznawała wyłącznie Otella i Falstaffa, i w og贸le zadzierała nosa. Ideolog tej tendencji to Joseph Kerman, autor bardzo wpływowej, chyba nietłumaczonej na polski książki Opera jako dramat (1956). Zajrzyj jednak do spisu treści i indeksu tytuł贸w tak mądrego przecież Horowicza. Ileż jego sąd贸w estetycznych zrewidowaliśmy od tamtych czas贸w! Jak się rozszerzył nasz operowy świat! Ale nie nadymajmy się zbytnio: nas też zrewidują, aż nam w pięty p贸jdzie.

Lecz choć to wszystko tematy pasjonujące, leżą one poza gł贸wnym nurtem rozmowy, ta zaś dotyczy reżyserii operowej. Tu większych spor贸w między nami nie ma, najwyżej w szczeg贸łach. Przenoszenie akcji w czasy wsp贸łczesne to naturalnie albo "greps", albo oszustwo, podparte wzgardliwym, ignoranckim i obskuranckim bałamuctwem ideologicznym o "przybliżaniu przeszłości naszej wsp贸łczesnej duszy". Czasami także kompletna brednia, kiedy usuwa się tym sposobem z pola widzenia porządek społeczny, bez kt贸rego intryga traci sens (ale wiadomo przecież, że intryga wcale nie musi mieć sensu, a "słowo straciło służebną funkcję...", więc do tego nie wracajmy...).

Tymczasem nigdy jeszcze nie usłyszałem odpowiedzi na pytania zasadnicze: jaki z tego zysk? Jakie znaczenia wyszły na jaw, kt贸rych nie ujawniły dotąd przewidziane przez autor贸w kostiumy? Oczywiście, pytania te stosują się do każdego spektaklu z osobna, gdyż zasad og贸lnych nie ma i być nie może.

Ile prawdy o operze zostaje na taśmie wideo to kolejny wielki problem, a dziwactwa akustyczne, o jakich wspominasz (szczeg贸lnie bolesne w operach inscenizowanych w plenerze dla potrzeb kina, jak Don Giovanni Loseya czy Carmen Rosiego), to nie jedyne absurdy wynikające z nadużywania technologii do niewłaściwych cel贸w. Dlatego właśnie DVD nie znoszę, używam ich wyłącznie w celach informacyjnych albo dla przypomnienia sobie spektakli szczeg贸lnie udanych, kt贸re widziałem na żywo.

To samo dotyczy poruszonej przez Ciebie kwestii "inscenizacji", gdzie dla odmiany w grę wchodzą... pieniądze, rzecz prosta. No bo - c贸ż za nietaktowne pytanie! - dlaczego reżyserowie teatralni, kt贸rzy we wszystkich wywiadach zwierzają się ze swych operowych mąk (np. ten, kt贸rego cytujesz, czy inny guru, kt贸ry do opery wdepnął raz, skompromitował się i obraził śmiertelnie), wygadując przy tym niestworzone banialuki, uparcie tam wracają? Ano, dla chleba, panie, dla chleba. W operze reżyser - zależnie od pozycji na "światowym" rozliczniku - zarabia od 5 do 10 razy więcej niż w teatrze. Stąd ten tłok. Są to przypuszczalnie pieniądze, kt贸rych nie zarabiają śpiewacy, spełnił się bowiem sen "moderny": skończono z tyranią śpiewaczych gwiazd (w braku tychże - gdyż Cecilii Bartoli wciąż nikt nie ruszy). Rozkapryszone primadonny zastąpili rozkapryszeni reżyserowie, przed kt贸rymi dyrektorzy leżą plackiem (doszło do tego, że to reżyser decyduje dzisiaj o wyborze wersji partytury, obsadzie wokalnej i skr贸tach - a jak się dyrygentowi nie podoba, to fora ze dwora!), albo ich wręcz namawiają do grzechu na tle własnych frustracji. Pytanie tylko, cośmy na tym zyskali.

Do mądrych wypowiedzi Horowicza i Strehlera, kt贸re cytujesz, wtrącę tylko trzy grosze. Kiedyś pan profesor Bardini powiedział, że po łapach takiemu reżyserowi operowemu, co robi z libretta, a nie z partytury. Dzisiaj nawet to upadło, gdyż wielu reżyser贸w robi z głowy, czyli z niczego. Libretta nie rozumieją, bo nie znają języka, w jakim zostało napisane, a w og贸le uważają je za taki sam śmieszny bełkot, jak Wiedźmy w Makbecie, kt贸re zastępują tw贸rczością wsp贸łczesnej dziennikarki, albo Makbeta w og贸le, kt贸rego tekst skreślają, bo przecież relację Kapitana (akt I, scena 2) można pokazać na obrazku (z depeszy PAPu: "Zobaczymy podrzynanie gardła i wieszanie" - opisuje przedstawienie kierownik produkcji Owen Hughes. Jak podkreśla Jarzyna, chciał uzyskać efekt jak największego realizmu. - "Na przykład w pierwszej scenie Shakespeare opowiada o tym, co się dzieje, o bitwie, referując to ustami posłańca. Ja nie chciałem o tym m贸wić, chciałem to pokazać. Myślę, że w czasach elżbietańskich teatr nie miał jak tego zrobić. Dziś jest technicznie możliwe pokazanie tego w teatrze, przybliżenie, stworzenie poczucia udziału w wojnie" - cytuje gazeta Jarzynę).

O czytaniu partytury, czy choćby rozumieniu z niej czegokolwiek - mowy nie ma. Co gorsza, nawet te kwalifikacje (jakie posiadają niekt贸rzy, działający na świecie reżyserzy) nie wystarczą, by nie robić głupstw. Reżyserowanie dyrygent贸w kończy się zazwyczaj katastrofą, bo niby dlaczego miałoby się udawać? Czyli to Strehler ma, jak zwykle, rację... Konieczna jest lojalna wsp贸łpraca dyrygenta z reżyserem, przy milczącej zgodzie, że dyrygent wie lepiej. Tak było, gdy Boulez miesiącami pracował z Ch茅reau nad Pierścieniem czy Lulu albo ostatnio nad Z domu umarłych. Tak jest, gdy Minkowski pracuje z Laurentem Pellym. Tak, i wyłącznie tak, rodzą się wielkie przedstawienia. Nie ma pewności, że się zawsze uda - jest natomiast pewność, że wszystkie inne sposoby zawsze prowadzą donikąd.
PIOTR KAMIŃSKI

ROK LII • NR 14 • 6 LIPCA 2008

Mysz w Ruchu


ROK LII • NR 14 • 6 LIPCA 2008


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa