Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Opera  Jazda nad Wełtawę

Jechać do Pragi, by w sali otwartego 120 lat temu Nowego Teatru Niemieckiego usłyszeć zapomniane dwa utwory wielkiego kompozytora francuskiego, kt贸re nagrała uprzednio po raz pierwszy firma australijska (Melba Recordings), pod dyrekcją tego samego francuskiego dyrygenta, sprawującego obecnie kierownictwo muzyczne czeskiego teatru... to nie tylko efekt "globalizacji", ale jawny dow贸d, że muzyka jest uniwersalna. Coś takiego przytrafiło mi się w lutym w Państwowej Operze Praskiej, kt贸rej nie należy mylić ze sławniejszym Teatrem Narodowym.

Ale po kolei. Najpierw był w Pradze jeden teatr operowy - otwarty w roku 1783 Teatr Narodowy hrabiego Nostitza, dzisiaj Teatr Stan贸w Czeskich; po czesku: Stavovsk茅 Divadlo. Na tej małej scenie trupa Pasquale Bondiniego wystawiła Wesele Figara, dla niej też Mozart napisał Don Giovanniego i Łaskawość Tytusa. Potem przez parę lat kierował tym teatrem sam Weber. Druga opera powstała w Pradze osiemdziesiąt lat p贸źniej: był to Kr贸lewski Teatr Ziemski, znany jako Teatr Tymczasowy, otwarty w roku 1861. Na jego wąziutkiej scenie Smetana wystawił Sprzedaną narzeczoną, choć już wtedy po głowie chodziło mu co innego, a mianowicie Teatr Narodowy. Ten udało się otworzyć po dwudziestu latach; nowy budynek stanął dokładnie w miejscu starego. Na zdrowie mu to nie wyszło, nie tylko ze względu na rozmiary (działka była, jaka była, stąd i scena pozostała niewielka), lecz i na dalszy rozw贸j wydarzeń. Narodn铆 Divadlo spłonęło bowiem już po dw贸ch miesiącach i dopiero po dw贸ch latach podniosło się ze zgliszcz. Ktokolwiek był w Pradze, zna jego imponującą sylwetkę wznoszącą się nad brzegiem Wełtawy, trzeba jednak spojrzeć nań z tyłu, by zdać sobie sprawę, że jest to teatr niemal r贸wnie wąski, co uwięzione w centrum Starego Miasta Stavovsk茅 Divadlo.

  Guillaume Tourniaire, Fot. Karel Kouba  
  Guillaume Tourniaire, Fot. Karel Kouba  
W latach osiemdziesiątych XIX wieku dyrektorem tej ostatniej "mozartowskiej" sceny był legendarny Angelo Neumann, producent pierwszego Pierścienia Nibelunga Wagnera wystawionego poza Bayreuth. W odpowiedzi na rozmnożenie "czeskich" scen Neumann postanowił wyposażyć niemiecką mniejszość praską w nowy teatr, większy i nowocześniejszy. Nowy Teatr Niemiecki (Neues Deutsches Theater), usytuowany u szczytu Vaclavsk茅ho Namesti, między dworcem a Muzeum Narodowym, otwarto 5 stycznia 1888 roku inscenizacją... Śpiewak贸w norymberskich Wagnera pod dyrekcją Karla Mucka. Potem zaś pracowali tu najwięksi: swoją Rycerskością wieśniaczą dyrygował Mascagni, jesienią 1888 Rozynę śpiewała Marcelina Sembrich, 18 kwietnia 1900 wystąpiła w Traviacie Nellie Melba, w roku 1904 w Rigoletcie i Napoju miłosnym śpiewał Enrico Caruso, a 16 grudnia 1926 Cavaradossim był Jan Kiepura. Szesnaście lat dyrekcję sprawował Alexander von Zemlinsky, a po nim, przez lat dwanaście - młody George Szell.

W czasie wojny teatr znalazł się w położeniu dwuznacznym: jako scena niemiecka gościł wielkich artyst贸w Rzeszy (w 1940 Furtw盲ngler odważył się tam poprowadzić V Symfonię Żyda Mahlera), zarazem jednak leżał w stolicy okupowanego państwa... Poni贸sł za to karę z ręki następnego mocarstwa okupacyjnego: po trzech latach swobody i awangardowych inicjatyw, nazajutrz po komunistycznym zamachu stanu w 1948, oddano go we władzę Narodowemu, ochrzczono imieniem Smetany i traktowano odtąd jako scenę drugorzędną. Odzyskał autonomię dopiero po wyzwoleniu, 1 kwietnia 1992, i nosi odtąd nazwę Państwowej Opery w Pradze (Statn铆 Opera Praha), kieruje nim zaś piękna, elegancka i znakomicie m贸wiąca licznymi językami pani Ingeborg Z谩dn谩. Ona właśnie obrała sobie za wsp贸lnika świetnego, francuskiego dyrygenta Guillaume'a Tourniaire i wraz z nim zorganizowała huczne obchody sto dwudziestej rocznicy powstania teatru.

Skąd taka nieokrągła rocznica? Stąd, że setne urodziny przypadły jeszcze za komunizmu, a sto pięćdziesiątych Opera może nie dożyć.

Przede wszystkim cierpi na niewygodne sąsiedztwo. Otaczający ją niegdyś park oglądać można już tylko na starych poczt贸wkach. Przebito tamtędy szeroką ulicę, wiodącą aż przed Muzeum Narodowe. Tędy w czasach triumfalnych defilad przodującego ustroju podjeżdżały na Vaclavsk茅 czołgi, dzisiaj pędzą samochody, utrudniające życie turystom zmierzającym do Muzeum albo szukającym dostępu do Opery, kt贸rej klasycystyczną fasadę ledwo widać. Z lewej wystaje obrzydliwy, wielopiętrowy garaż; po prawej - r贸wnie ohydny, szary bunkier w stylu lat siedemdziesiątych, niegdyś komunistyczny parlament, dzisiaj siedziba RWE. Ponieważ Radio jest przedmiotem terrorystycznych pogr贸żek, otacza je podw贸jna zapora z betonowych blok贸w oraz kordon uzbrojonych po zęby żołnierzy.

  Richard Samek, Christina Vassileva, Fot. Karel Kouba  
  Richard Samek, Christina Vassileva, Fot. Karel Kouba  
Wszystko to może ulec zmianie jeszcze w tym roku, w ramach remontu Muzeum i przeprowadzki jego zbior贸w do budynku Radia (kt贸re z kolei ma przenieść się gdzie indziej), lecz tej właśnie zmiany obawia się kierownictwo artystyczne Opery. Zdaniem niekt贸rych jest w Pradze o jedną operę za dużo. St谩tn铆 Opera ma "germański" haczyk w ankiecie i robi konkurencję Teatrowi Narodowemu, przeżywającemu od pewnego czasu artystyczny kryzys. To wystarczy, by w ramach bezlitosnych oszczędności rządowych, godzących w liczne instytucje artystyczne, ktoś zechciał ukręcić łeb największej i najwygodniejszej sali operowej w mieście, by ją przekształcić w music-hall albo teatrzyk do wynajęcia.

Oto dlaczego pani Z谩dn谩 i Tourniaire wymyślają ciągle coś nowego, by zwr贸cić uwagę na teatr, jego piękną przeszłość i atrakcyjną teraźniejszość. Temu służyła rocznicowa gala, wypełniona rzadką i piękną muzyką, przy wsparciu francuskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego w Pradze. A jeśli kto chce wydać parę groszy - niespełna 50 Euro - i poznać wspaniałą przeszłość teatru, niech się uda na jego witrynę internetową www.opera.cz i nabędzie poświęcony mu imponujących rozmiar贸w i olśniewającej urody album historyczny: sześćset stron dokumentacji, zdjęć i tekstu w trzech językach!

Jako się rzekło, dyrektorem muzycznym Opery jest Guillaume Tourniaire, jeden z tych francuskich dyrygent贸w, kt贸rzy robią bujną karierę... zagraniczną. Podczas gdy w kanale Opery Paryskiej występują miernoty z katalog贸w agencyjnych, oni dyrygują w Londynie, Genewie, Wiedniu, Nowym Jorku; tylko w Paryżu ich nie uświadczysz, tam bowiem szanuje się wyłącznie dyrygent贸w z obcym akcentem. Pierre Boulez to jedyny znany wyjątek. Orkiestrą Paryską, założoną czterdzieści lat temu dla sędziwego Charles'a Muncha, kt贸ry niebawem zmarł, nie kierował od tej pory żaden Francuz... Jak dobrze p贸jdzie, po najdłuższym życiu zawodowym spędzonym z dala od domu, 80-letni Tourniaire dostanie koncert noworoczny w Filharmonii Wiedeńskiej, tak jak od lat pogardzany we Francji Georges Pr臋tre, a cała paryska krytyka muzyczna będzie zn贸w lamentować, jak to się stało, że ojczyzna zignorowała takiego Maestra.

  Maida Hundeling (Senta) i Michele Kalmandi (Holender), Fot. Karel Kouba  
  Maida Hundeling (Senta) i Michele Kalmandi (Holender), Fot. Karel Kouba  
Tourniaire to nie tylko wybitny muzyk i dyrygent, ale uroczy, przedsiębiorczy i ciekawy wszystkiego człowiek. Parę lat temu nagrał świetnie muzykę Griega do Peer Gynta w starannej oprawie muzykologicznej i aktorskiej. Teraz wygrzebał z archiw贸w dwa zapomniane dzieła Saint-Sa毛nsa. Perska noc to cykl pieśni do "orientalnych" wierszy Armanda Renaud, powstały zrazu (w 1872) w wersji na głos z fortepianem, a dwadzieścia lat p贸źniej powiększony przez kompozytora o dwie nowe pieśni i interludia orkiestrowe, i opracowany na mezzosopran, tenor, ch贸r, orkiestrę i recytatora. Zrodził się tym sposobem niezawodny "przeb贸j" koncertowy, pełen uwodzicielskich melodii, orkiestrowych i wokalnych efekt贸w, malowniczych nastroj贸w - nie spos贸b pojąć, czemu od stu lat nikt do tego nie zajrzał. Helena, jednoaktowa opera do libretta kompozytora (oburzonego Offenbachowską profanacją mitu o pięknej Helenie i Parysie), choć wymaga od słuchacza nieco więcej skupienia, jest jednak r贸wnież utworem wielkiej urody, zasługującym na sceniczną szansę.

Wykonując oba dzieła na uroczystym koncercie galowym w St谩tn铆 Opera, Tourniaire miał czeskich wykonawc贸w. Szczeg贸lnie spodobał mi się młody tenor Richard Samek, obdarzony bardzo pięknym głosem, nie zawsze jednak dający sobie radę z problemami technicznymi, kt贸re zaskakiwały go w najmniej spodziewanych miejscach. Miejmy nadzieję, że się opamięta i dar贸w bożych nie zmarnuje. On też był Parysem w Helenie, gdzie w roli tytułowej wystąpiła świetna, młoda śpiewaczka czesko-bułgarskiego pochodzenia, na stałe związana z teatrem, Christina Vassileva, o niepospolitych walorach - nie tylko wokalnych.

Śpiewacy sprawili też miłą niespodziankę 29 maja, na premierze Holendra Tułacza, kt贸rą Tourniaire przygotował do sp贸łki z ekipą międzynarodową: reżyserował Brytyjczyk Stephen Taylor, a scenografię opracował Laurent Peduzzi. Przygotowali oni spektakl pod względem teatralnym bardzo skromny i niezbyt ciekawy. Prawdziwej kulminacji doczekaliśmy się - dzięki śpiewakom i batucie dyrygenta - dopiero w akcie trzecim, w starciu dw贸ch marynarskich zał贸g, rzeczywistej i upiornej.

Czy m贸wią coś Państwu nazwiska Maida Hundeling, Michele Kalmandi i Martin Snell? Nam nie m贸wiły nic albo niewiele. Tymczasem urodzona w Bizercie, a wykształcona w Niemczech Senta, rumuńsko-węgierski Holender i nowozelandzki Daland nie przynieśliby wstydu żadnej poważnej scenie europejskiej. Hundeling pokazała, co potrafi, już w Balladzie, imponując gęstym, potężnym sopranem o promiennej "g贸rze" (podejrzewaliśmy wręcz, że teatr jest... nagłośniony - okazało się, że piękna Maida wypełniała go dźwiękiem bez wspomagania elektroniką). Kalmandi śpiewał szlachetnie, aksamitnym tonem i z pięknym legato, nie obawiając się skrajnych rejestr贸w. Jego głos był nawet ciemniejszy niż głos basa-Dalanda, Snell to jednak artysta pierwszorzędny, o wielkiej kulturze wokalnej i kryształowej, pieśniarskiej dykcji. Bardzo ładnie wypadł też młody, czeski tenor Martin Srejma w roli Sternika.

Tourniaire wykonał dzieło w jedynie właściwy spos贸b, to jest bez sztucznego podziału na trzy akty, co przywr贸ciło Holendrowi charakter trzyzwrotkowej ballady, na wz贸r Ballady Senty z II aktu, i pozwoliło budować solidną architekturę, wspartą na długim, narracyjnym oddechu. Orkiestra - żyjąca w niepewności jutra, skapcaniała i stremowana, a jednak dysponująca wielkimi możliwościami - wyczerpała dzienną normę kiks贸w w uwerturze, po czym z każdą chwilą grała coraz lepiej. Przypuszczam, że niełatwo jej było się oprzeć batucie francuskiego dyrygenta, kt贸ry ma ogień w sercu. Ch贸r, kt贸ry zapadł nam w pamięć już w świetnie wykonanym Saint-Sa毛nsie, zn贸w pokazał się od najlepszej strony. Wniosek z tego jeden: St谩tn铆 Opera ma świetne zespoły i wybitnego szefa; wystarczy dać jej szansę, zapewnić odpowiedni budżet, aby grano tu i śpiewano jak należy. Takie "wsp贸łzawodnictwo pracy" wyszłoby na zdrowie i Teatrowi Narodowemu.

Ten zaś nadal ma "de beaux restes" - "resztki dawnej świetności", jak można się było przekonać na zgodnym z wymaganym rytuałem przedstawieniu Don Giovanniego w sali Stavovsk茅ho Divadla, kt贸ra 221 lat temu widziała jego prapremierę. To teatr maleńki, prześliczna, seledynowa szkatułka, gdzie muzyka ta brzmi bajecznie, tak jak brzmieć powinna, przypominając, że Mozart napisał ją na orkiestrę... 20-osobową, a nie na Filharmonik贸w Wiedeńskich w pełnym składzie. Szkoda, że w tych idealnych warunkach dyrygent Zbyněk M眉ller nie wykazał się lepszym wyczuciem stylu, choć prowadził rzecz sprawnie, a orkiestra trzymała praski fason. Na scenie - wskrzeszona niedawno, klasyczna inscenizacja V谩clava Kaslika i Josefa Svobody, troszkę zakurzona, ale prosta i pamiętająca o tym, że to nie postromantyczny traktat, lecz XVIII-wieczna opera buffa. Obsada bez większych słabości: elegancki Roman Jan谩l w roli tytułowej, nieco sfatygowany, ale wesoły weteran Ludek Vele jako Leporello, elegancki Ottavio naszego Sternika, Martina Srejmy, piękna pod każdym względem Elwira Marie Fajtovej, nade wszystko zaś - uwaga, dyrektorzy i agenci! - "dobry olbrzym" Masetto, dwa metry pięknie śpiewającego i uroczego scenicznie Adama Plachetki, lat 23 (niewiele młodszy był Luigi Bassi jako pierwszy Giovanni, a Plachetka już śpiewa tę rolę na tej samej scenie).

Praga ma trzy sceny operowe. Może by tak jedną przetransportować do Warszawy?
PIOTR KAMIŃSKI

ROK LII • NR 15 • 20 LIPCA 2008

Mysz w Ruchu


ROK LII • NR 15 • 20 LIPCA 2008


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa