Muzyka wsp蟪czesna
Relacje
Opera
Historia
P硑ty
Archiwum Artyku硑 Ksią縦i P硑ty Autorzy Koncerty Prenumerata Reklamy i Og硂szenia Forum Kontakt
Relacje  ĄLa otra Am茅rica! - 10 Forum Neuer Musik w Kolonii

Panie, za granicą to się dzieje... Nie chcę popadać w polskie malkontenctwo, ale kiedy po dłuższej nieobecności odwiedziłem pod rząd dwa niemieckie festiwale muzyki wsp贸łczesnej, jeszcze raz uświadomiłem sobie podstawowe r贸żnice. Jakże inne problemy i tematy pojawiają się na zachodnich festiwalach! Multikulturowość, postkolonializm, globalizm a lokalność, reinterpretacja i remiks. To kwestie ledwo sygnalizowane w polskim życiu muzycznym, borykającym się z towarzyskimi serwitutami, nieudolnością organizacyjną i łatwymi rozwiązaniami.

Pewnego wyłomu pr贸bowała dokonać zeszłoroczna "Warszawska Jesień" z szumnymi hasłami otwarcia się na południe, południowy zach贸d - w kierunku Iberii i Ameryki Łacińskiej. Jednak realizacja pozostawiała sporo do życzenia, bowiem z polskiej perspektywy rzecz często sprowadza się do tanich błyskotek: gitary flamenco (Mauricio Sotelo) czy tańca z marakasami (Alejandro Rossi). Tymczasem gdy podejść do sprawy kompleksowo i z większą uwagą, ujawniają się niespodziewane warstwy.

Słychać to było na rosyjsko-ormiańsko-azjatycko-amerykańskim MaerzMusik w Berlinie, kuratorskim festiwalu z tezą, kt贸ry na tych łamach opisywała Dorota Kozińska. Tu chciałbym om贸wić inny festiwal, znacznie skromniejszy, choć r贸wnież autorski i starannie przygotowany. Weekendowy przegląd, ułożony przez Deutschlandfunk i jego redaktora Franka K盲mpfera (wraz z sezonowymi doradcami), odbywał się w małej salce na przedmieściach Kolonii, choć to nieważne, bo wszystko idzie od razu w eter. Każdy festiwal. Od roku 2005 każdy ma hasło - kolejno były to Tożsamość, Spotkania Daleki-Bliski Wsch贸d, Fokus: Bałkany, Człowieczeństwo i kompozycja, wreszcie tegoroczny: Inna Ameryka. Za rok ma być o nas, o echach przełomu roku 1989 w kompozycjach młodych - ciekawe.

Jak to możliwe, że trzy dni Forum Neuer Musik z Ameryką Łacińską zaoferowały więcej niż dziewięć dni na "Warszawskiej Jesieni"? Czy byłem już bardziej przygotowany i uwrażliwiony? Z pewnością. Czy festiwal był mądrzej zaprogramowany? Niewykluczone. Czy kompozytorzy lepiej dobrani? Jak najbardziej. Czy wykonania doskonalsze? Bynajmniej. Zadziałał stop wielu czynnik贸w, ale może przede wszystkim (co zaskakujące przy tak niewielkich rozmiarach imprezy - pięć koncert贸w i dwudniowe seminarium) kompleksowość i wielostronność. Oraz szacunek wobec tw贸rc贸w, kt贸rych zaproszono do Kolonii nie tylko na samą imprezę, ale też wcześniej do ustalenia jej kształtu. Jaki kształt wyłania się z tej magmy o tyleż zgrabnej co złudnej etykietce "muzyka latynoamerykańska"?

Przede wszystkim przypomnijmy, że nie ma jednej Ameryki Łacińskiej, tylko są - jak w proroczym tytule dzieła Var膷se'a - Ameryki w liczbie mnogiej. W każdym kraju historia potoczyła się inaczej, z powod贸w rozmaitych tradycji (silna tradycja indiańska w krajach zachodnich, Boliwia lub Peru), odmian kolonializmu (portugalski w Brazylii, hiszpański w reszcie kontynentu), XX-wiecznych zawirowań (dyktatury w Argentynie i Chile, rewolucja na Kubie, wojny domowe w Kolumbii i Nikaragui), wreszcie XXI-wiecznych perspektyw (nacjonalizm w Boliwii i Wenezueli, liberalizm w Argentynie i Peru, socjalizm w Brazylii i na Kubie). Jak można tak r贸żne losy wrzucać do jednego worka?

Historia muzyki żywo reagowała na te wydarzenia, co owocowało choćby muzyką ciszy w Chile, powrotem do źr贸deł indiańskich w Boliwii czy też podkreślaniem idei lewicowych w Meksyku i na Kubie. Ale na jej rozw贸j wpłynęły oczywiście także same wydarzenia muzyczne, jak przybycie Hansa-Joachima Koellreutera (1915-2005), emigranta z Niemiec, kt贸ry od 1937 roku propagował dodekafonię najpierw w Brazylii, a potem na całym kontynencie. Innym ważnym wpływem okazała się odwzajemniona fascynacja osobą i muzyką Edgara Var膷se'a, kt贸ry wraz z Henrym Cowellem, Carlosem Salzedo i Carlosem Ch谩vezem założył w 1928 roku Pan-American Association of Composers. Przez sześć lat zrzeszeni w Unii tw贸rcy jeździli po Ameryce Łacińskiej, organizowali prawykonania, wymieniali doświadczenia, zawiązywali przyjaźnie. Od czas贸w powojennych datuje się silny nurt powrot贸w do Europy, kt贸rego jednym z uczestnik贸w był Mauricio Kagel - przybył w 1957 roku z Argentyny do Niemiec na naukę, a osiadł tam aż do śmierci. Większość 贸wczesnych klasyk贸w muzyki latynoamerykańskiej - Gilberto Mendes (Brazylia, 1922), Mesias Maiguashca (Ekwador, 1939), Graciela Paraskeva铆dis (Urugwaj, 1940) - kształciła się w贸wczas na Starym Kontynencie. Na szczęście część z nich nie tylko wracała, ale i pr贸bowała przenieść, z rozmaitym skutkiem, pewne inicjatywy, jak festiwale albo kursy. Do najbardziej wpływowych należały niewątpliwie Centro Latinoamericano de Altos Estudios Musicales w Buenos Aires (1960-71) i objazdowe Cursos Latinoamericanos de Musica Contempor谩nea (1975-89). W roku 1971 została założona niezależna wytw贸rnia płytowa Tacuab茅 w Urugwaju, a w 1980 - pierwszy zesp贸ł instrument贸w etnicznych grający muzykę wsp贸łczesną: Orquesta Experimental de Instrumentos Nativos, wreszcie w 2004 - organizacja Red de Investigaci贸n y Creaci贸n Musical de Am茅rica.

To same suche fakty, lecz co stanowi ich sedno? Przede wszystkim poszukiwanie specyfiki. W pierwszej połowie XX wieku większość kompozytor贸w - mniej lub bardziej nieudolnie - adaptowała innowacje wiedeńskie lub paryskie, nie szukając w Rio de Janeiro ani Buenos Aires. Oczywiście od razu pojawił się pomysł, by sięgać do tradycji rdzennej, ale często lądował on w folkloryzmach. Wybijała się tw贸rczość pionier贸w takich jak Silvestre Revueltas (Meksyk, 1889-1940), Amadeo Rold谩n (Kuba, 1900-1939), Eduardo Fabini (Urugwaj, 1883-1950), Juan Carlos Paz (Argentyna, 1897-1972) czy wreszcie jedyni rozpoznawani w Europie: Heitor Villa-Lobos (Brazylia, 1887-1959) i Alberto Ginastera (Argentyna, 1916-1983). Z biegiem czasu muzyka latynoamerykańska stawała się coraz bardziej samodzielna, a w poszukiwaniu swojej specyfiki dotarła do paru najważniejszych źr贸deł: do instrument贸w rdzennych lub samodzielnie konstruowanych, sonoryzmu w duchu zbiorowej improwizacji i magmy, etnicznej muzyki konkretnej oraz autonomicznej elektroniki. Wszystkie te wątki przewinęły się na Forum. Za najwybitniejszych dzisiaj przedstawicieli tej muzyki uznawani są między innymi Joaquin Orellana (Gwatemala, 1937), Eduardo B茅rtola (Argentyna, 1939), Cergio Prudencia (Boliwia, 1955), Chico Mello (1957, Brazylia). Wszyscy nieznani? No właśnie - "Warszawska Jesień" ich nie zagrała, nawet kiedy była "latynoamerykańska", więc w Polsce są nikim.

Powr贸ćmy jednak do Forum Neuer Musik. Ponieważ wymienieni tu tw贸rcy są w kręgu niemieckim mniej lub lepiej rozpoznawani - także dzięki nieocenionej globalizacyjnej pracy redakcji "MusikTexte" i "World New Music Magazine" - dyrektor festiwalu, Frank K盲mpfer, postanowił skupić się na generacji młodszej. Zaprosił zatem kilkunastu tw贸rc贸w, większość z nich także osobiście, tym bardziej, że na 23 utwory/performanse aż dziesięć było prawykonaniami.

Co do samych koncert贸w - rozpoczęło się mocnym akcentem: występem Antary, zespołu andyjskich instrument贸w dętych i perkusyjnych pod charyzmatycznym dyrygentem Borisem Alvarado (niegdysiejszy student Pendereckiego i Borkowskiego). Jednym ze znamiennych zjawisk Ameryki Łacińskiej jest powr贸t do prekolumbijskich źr贸deł dźwięku jako przejaw radykalnej dekolonizacji kultury. Dla muzyki wsp贸łczesnej ma to znaczenie szczeg贸lne, ponieważ instrumenty te - jak choćby andyjskie fletnie Pana zwane zampońas czy bambusowe flety quenas - mają swoisty str贸j, nieraz odległy od systemu r贸wnomiernie temperowanego, ich brzmienie zaś pełne jest naturalnych brud贸w; wszystko to sprzyja rozmaitym szumom i dysonansom. Chilijski zesp贸ł, założony na początku lat 90. przez Alejandro Lavanderosa (także dyrektora wspomnianej RICMA), r贸żni się jednak istotnie od goszczącej kiedyś w Polsce (2006, "Ad Libitum" w Warszawie) Orquesta de instrumentos aut贸ctonos Alejandro Rossiego, zachowuje bowiem kryteria sp贸jności pochodzenia i użycia instrument贸w, duży nacisk kładzie się też na samo ich budowanie zgodnie z dawnymi metodami.

Działania takie budzą wszakże we mnie mieszane wrażenia. Rytualne inkantacje dyrygenta-kompozytora, kt贸ry ożywia "ducha szumu" w Ritual Mwono (2009, zam贸wienie Deutschlandfunk) albo zderzającego piccolo i zampońę w Duelo de Rhin y Merlot (2002), epatowały egzotyką; podobnie jak - zbudowany na kontraście r贸wnie ostrym, tym bardziej że geograficzno-kulturowym -duet Ekt谩reas (2003) Jos茅 Baudranda Biggsa na flet i didgeridoo z playbacku. Zdecydowanie lepiej wypadli ci, kt贸rzy zaproponowali bardziej tradycyjną narrację, taką choćby, jak minimalistyczna gra przenikań w La Santa Cruz de Aroma habl贸 a Huasquińa (2002) Rafaela D铆aza, skądinąd interesującego ucznia Crumba i doktora etnomuzykologii. Ram贸n Gorigoitia użył wprawdzie tradycyjnych temat贸w kultury Aymaea w Antesala del Rito (2009, zam贸wienie Deutschlandfunk) i obsadził to wspomnianymi zampońas oraz drewnianymi głębokimi fletami tarka, ale wszystko było zagęszczane w duchu europejskiej polifonii.

Innym pomysłem - omijającym zar贸wno Scyllę zapożyczeń europejskich, jak Charybdę powrot贸w do źr贸deł - jest tworzenie instrument贸w nowych. Pomysły takie podejmowało wielu kompozytor贸w latynoamerykańskich, rozpoczął Walter Smetak, potem był Joaquin Orellana i Tato Taborda (1960). I właśnie on pojawił się na Forum Neuer Musik wraz ze swoją cudowną Geraldą. To coś pomiędzy dźwiękową instalacją, rzeźbą, klatką, a człowiekiem-orkiestrą. Do stelażu przymocować można aż kilkadziesiąt najrozmaitszych instrument贸w, ich części składowych, ale też wszelkiego rodzaju rezonatory i generatory dźwięku. Wszystko to jest także wzmacniane i przetwarzane przez zasiadającego za laptopem Alexandra Fennericha. Ale najistotniejsza pozostaje nadal żywa gra: kiedy już Tato Taborda rozpędzi się w swojej machinie, machając nogami, rękami i głową, wydając piski, szumy, drgania, tremola, ma się wrażenie, że Geralda za chwilę wzleci nad ziemię, napędzana niespożytą improwizacyjną energią. To wspaniałe widowisko, o czym przekonałem się już drugi raz, bowiem Tabordę zaproszono także na MaerzMusik 2005, kt贸rego hasłem była "Musica brasileira decomposta" (relacja Doroty Kozińskiej w nr 8/2005, moja na http://free.art.pl/nowamuzyka).

Slogan ten wymyślił - obecny i tu, i tam - Chico Mello (1955, student Szalonka i Koellreuttera), kolejny cudowny Brazylijczyk, autor pamiętnego Telebossa. Destino das oito (2005), postmodernistycznego połączenia telenoweli i bossanovy. Na seminarium wygłosił (wypływającą z tych m.in. doświadczeń) bardzo zabawną, ale i frapującą interpretację globalizmu polegającą na grze omyłek, błęd贸w w translacji, wymianie stereotyp贸w. Ucieleśnia ją choćby East Meets West na dwa głosy i orkiestrę, w kt贸rym solistami są Włoszka śpiewająca w manierze klasycznej muzyki indyjskiej oraz Hindus uprawiający belcanto, z r贸wnie dobrymi rezultatami. Na Forum Neuer Musik znalazła się novela instrumental - variations on destino (2009, zam贸wienie DF) - z lekką rywalizacją między rytmicznymi smyczkami a głębokimi dętymi (kontrafagot, klarnet basowy i perkusja). Czy muszę dodawać, że na zeszłorocznej "Warszawskiej Jesieni" zabrakło i Tabordy, i Mello, choć nawiązano kontakt z tym drugim? Są oni przykładem istotnego dla całego kontynentu powiązania muzyki poważnej z uliczną i rozrywkową: inspiracją powstania Geraldy były wspomnienia ojca o wędrujących muzykantach, Chico Mello wydaje także albumy z piosenkami i gra bossanovę.

Kolejnym obszarem, na kt贸rym można zrzucić brzemię postkolonializmu, jest tw贸rczość elektroakustyczna. Pominę oczywiste i często wykorzystywane pejzaże dźwiękowe czy pr贸bki z rdzenną muzyką (na szczęście nieobecne na Forum). Latynoamerykanie od dawna prowadzą ożywioną działalność elektroniczną: zamieszkały w Europie Ekwadorczyk Mesias Maiguashca był jednym z pionier贸w muzyki spektralnej i techniki syntezy częstotliwościowej, a jego Reading Castaneda do dziś uchodzi za manifest kulturowy. W Kolonii zjawił się na konferencji z szeregiem ćwiczeń słuchowych i elektroakustycznych oraz kilkoma utworami, lecz nie zrobiły one takiego wrażenia jak klasyka. Błysnął za to Federico Schumacher (1963), kt贸rego dobrze zapamiętano po mdłym koncercie elektroakustycznym minionej "Warszawskiej Jesieni", gdzie jego Print...? (2007) - 3-minutowy surrealistyczny koszmar zepsutych kopiarek i drukarek - bardzo ożywił publiczność. Na Forum Neuer Musik obszernie przedstawił swoje dokonania, pokazując skompilowane przez siebie trzy DVD z przeglądem pięćdziesięciu lat muzyki elektronicznej z Chile oraz udowadniając - w utworze Mingasola I (2004) - jak inteligentnie można we wsp贸łczesną praktykę kompozytorską włączyć nawet estetykę techno. Inspiracją był wiejski obyczaj sąsiedzkiej pomocy; w Whisssh...! Schumacher zaczął od rury odkurzacza, a w 1197 oddał hołd Chilijczykom, ktorych tylu właśnie zaginęło w czasach reżimu Pinocheta...

O tych wszystkich kontekstach można było dowiedzieć się na trwającej dwa dni sesji w Hochschule f眉r Musik und Tanz. Ze wstępnymi referatami wystąpili Thomas Beimel, niemiecki znawca Ameryki Południowej oraz wspominana kompozytorka i krytyczka Graciela Paraskeva铆dis. Oboje starali się uchwycić specyfikę tego obszaru, przez jego przeszłość i przyszłość. Ana Maria Rodriguez i Federico Schumacher m贸wili o politycznych i poetyckich odniesieniach muzyki elektroakustycznej. Schumacher, podobnie jak Mesias Maiguashca i Edson Zampronha, przedstawiał swoje dokonania, a Alejandro Lavanderos i Ram贸n Gorigoitia prowadzili warsztaty z instrument贸w regionu andyjskiego. Zampronha opowiadał (mętnie) o reinterpretacji i oryginale, a Mello (dowcipnie) o kompozycji i mimesis. W przerwach grał Junges Ensemble pod Thomasem Jungiem. Ważnym elementem były także żywe dialogi Beimel-Maiguashca i Schumacher-Paraskevaid铆s. I, jak zwykle, szereg spotkań przy kawie lub prostym poczęstunku w tradycji kuchni południowoamerykańskiej. Jacy to ciepli i mili ludzie, czemu nie było ich w Warszawie? Bardzo żałowałem, że nie znam hiszpańskiego, by swobodnie porozmawiać na przykład z Carlosem Mastropiero (1958), kt贸ry stał się dla mnie w Kolonii największym odkryciem kompozytorskim.

Bo przecież we wszystkim chodziło zawsze o muzykę, czasem i bez ślad贸w latynoskiej specyfiki lub antykolonialnego zacięcia, po prostu: o dobrą muzykę. Taką przedstawił Ensemble Aventure w najlepszym koncercie tego weekendowego festiwalu. Memoria del borde (1996) Mastropiero miały fascynujący rozw贸j od następstwa dysonansowych akord贸w po kulminację na jednym dźwięku jednego oboju. Bardzo daleko przetworzyła gatunek tanga Natailia Salomonoff w ...Entre Conjuros y Ensueńos... (2005) - do tego stopnia, że nawet akordeon i fortepian zostały przysłonięte ostrymi kontrastami fakturalnymi i agogicznymi. Ostatni koncert na Forum Neuer Musik dał Ensemble Int茅grales, kt贸ry po projekcie centralnoazjatyckim - przedstawionym na tegorocznej MaerzMusik - postanowił zam贸wić dzieła także u młodych Meksykan贸w. Tu szczeg贸lną uwagę wzbudziły prawykonania Non pi暖 infelice (zam贸wienie DF) Georginy Derbez i Intersecciones (zam贸wienie zespołu) Alejandro Castańosa. Oba miały rodow贸d spektralny lub ircamowski; pierwsze nawiązywało do madrygału Paolo da Firenze poddanego analizie i transformacji, drugie fantastycznie rozgrywało wsp贸łbrzmienia skrzypiec, saksofonu i perkusji z otaczającą ją elektroniką. Szczeg贸lnie cenne w występach takich jak Antary albo Int茅grales jest, że są one częścią tourn茅e, że nowe utwory i młodzi kompozytorzy jadą dalej, że wydaje się płyty. Takiego długofalowego, całościowego myślenia też mi brakuje w Polsce.

A to wszystko w trzy dni.
JAN TOPOLSKI

ROK LIII • NR 13 • 28 CZERWCA 2009

Mysz w Ruchu


ROK LIII • NR 13 • 28 CZERWCA 2009


2013r - Terminarz nadsy砤nia materia丑w


Biblioteka narodowa
Oficjalna witryna banku PKO BP

  Wstecz  Do g髍y  Napisz do nas  DrukujSkomentuj

© 2006-2009 Biblioteka Narodowa